Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 lutego 2015

Katarzyna Urbanowicz

Niby recenzja niby książki
Rhoda Byrne „Sekret”

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: cywilizacja

         Wojciech Jóźwiak w dyskusji pod tekstem A. Kopaniszyn zgłosił zapotrzebowanie na recenzję książki Rhondy Byrne „Sekret”. Lubię kiedy moim zainteresowaniom ktoś nadaje kierunek, znalazłam więc tę książkę, ale bardzo szybko doszłam do wniosku, iż nie zasługuje ona na prawdziwą recenzję. Jest płaska, jednowymiarowa, jak śnieżny pług przeciskająca się przez rzeczywistość, którą jest wyłącznie śnieg. Nie ma krajobrazu, ludzi, domów, spraw, problemów, uczuć, zainteresowań – jest wyłącznie śnieg, który trzeba przywłaszczyć, zagospodarować i zmusić do podporządkowania się. Brakuje jednak informacji o postępowaniu, gdy pług na przykład ugrzęźnie, a świat nie chce nam się podporządkować.

         Dla autorki świat jest jedynie rezerwuarem rzeczy, które można osiągnąć lub nie, a jedyną drogą do nich prowadzącą — intensywne pożądanie. W dodatku pożądanie to poddano pewnej kodyfikacji – należy pożądać w jeden, określony precyzyjnie sposób; w żadnym wypadku pożądania tego nie wolno indywidualizować, nadawać mu cech jednostkowych i niepowtarzalnych. Na przykład, gdy ktoś chce się odchudzić, z góry musi określić do ilu kilogramów chce zejść (choć nie wolno mu korzystać z wagi, której używanie podobno zaburzyłoby proces chudnięcia). Nie powinno się chcieć schudnąć „ile się da”, co powoduje, że większość ludzi jest bez szans, a populacja ludzka w Stanach Zjednoczonych od r. 2007, w którym wydano książkę, raczej przybiera na wadze niż spada. Autorka więc raczej woła na puszczy, niż oferuje sprawdzoną drogę do osiągania osobistych celów.

         Ale zacznę od wstępu. Punktem wyjścia dla autorki stały się przeżycia osobiste. W psychicznym dołku trafia na książkę sprzed stu lat (niestety nie podaje autora ani bliższych danych jej dotyczących – prawdopodobnie świadomie, po co ograniczać swoje zyski?). Twierdzi że największe postaci światowej kultury i nauki, jak Platon, Szekspir, Newton, Hugo, Beethoven, Lincoln, Emmerson, Edison, Einstein znali jej treść i w domyśle, zapewne dzięki niej zawdzięczają swoje sukcesy. Autorka pisze: „Zaczęła mnie prześladować wizja przedstawiania Sekretu całemu światu na filmie”, więc zebrała ekipę i postanowiła dotrzeć do kogo się da, kto znał i stosował Sekret. Z wiadomych względów nie przyszło jej na myśl docieranie do tych, którzy Sekret znali, stosowali, ale nic nie osiągnęli dzięki niemu. Można więc założyć, że przedsięwzięcie było typowym pomysłem fabularnym, zrealizowanym jako film pseudo-dokumentalny, w rodzaju ongiś głośno dyskutowanego polskiego filmu „Arizona”, gdzie autorzy najpierw poili alkoholem mieszkańców pewnego likwidowanego PGR, a potem uwieczniali skutki ich opilstwa na ekranie.

         Film nakręcono w Stanach i jak pisze autorka „Gdy obiegał świat, zaczęły napływać relacje o cudach: ludzie pisali o uwolnieniu się od chronicznego bólu, depresji i chorób, o tym, że po raz pierwszy po jakimś wypadku stanęli na nogi, a nawet podnosili się z łoża śmierci. Otrzymaliśmy tysiące relacji o tym, jak Sekret pozwolił zdobyć ogromny majątek, a w skrzynkach na listy pojawiły się nieoczekiwane przekazy pieniężne. Ludzie posługiwali się Sekretem, by wymarzony dom, partnera życiowego, samochód, etat i awans, nie mówiąc już o tym, że wiele firm i przedsiębiorstw przeżyło odrodzenie w ciągu kilku dni po zastosowaniu Sekretu.”

         Musimy jej wierzyć na słowo, chociaż gdyby było to prawdą, cały świat uległby prawdziwej przemianie, a dotąd jakoś o tym nie słyszeliśmy. Zwłaszcza skorzystaliby na tym wszyscy biedni, uciśnieni, a przede wszystkim fanatycy, którym najłatwiej żyć ułudą zwycięstw. Niektórzy z nich wręcz nie dostrzegają klęsk. Dziać się ma to z tego powodu, że Sekret służy przyciąganiu wszelkiego rodzaju rzeczy - począwszy od jedynego w swoim rodzaju piórka, a skończywszy na milionach dolarów”

         Książka ma składać się z 24 opowieści Nauczycieli oraz cudownych historii jego działania. Ciekawe jest zestawienie Nauczycieli ze względu na wykonywane przez nich zawody: Filozof, pisarz, prywatny nauczyciel, trener osobistego rozwoju, wizjoner, specjalista od technik motywacyjnych, międzynarodowy prelegent. Są to wszystko ludzie, którzy swój byt zawodowy wiążą z powodzeniem technik, za którymi optują i brak wśród nich, niestety, ekonomistów, finansowców, lekarzy, dietetyków, rehabilitantów narządów ruchu i wszystkich innych, pracujących w żywiole Ziemi, a nie Powietrza czy Wody.

         Potem następuje seria złotych myśli wymienionych wyżej osób na czele ze stwierdzeniem: „Wszystko, co zostało wysłane, powraca do źródła. A źródłem jesteś Ty.” Bardzo ładnie to brzmi, ale jak i do innych twierdzeń zawierających: wszystko, nic, każdy, zawsze należy podchodzić ostrożnie. Nie zapominajmy, że na świecie są miliardy ludzi i sygnały wysyłane przez nas mogą się krzyżować, mylić drogę, zagłuszać się nawzajem, a przede wszystkim być słabsze niż inne, dobiegające z innych źródeł. Zbyt mało o tym wiemy, żeby kategorycznie twierdzić, iż wszystko powraca dokładnie tam, skąd wyszło. Autorka przytacza przykład transmisji telewizyjnej, ale nie trzeba wielkiej wiedzy, żeby wiedzieć, że nawet o wiele potężniejsze sygnały niż telewizyjny (np. przesył elektryczności) mogą być zakłócone przez różne czynniki, czasem przyrody, nawet plamy na Słońcu. Wiedzą o tym astrologowie i jeśli są rzetelni, unikają kategorycznych twierdzeń. Nie powiedzą, że na pewno będziesz miał wypadek samochodowy, najwyżej ostrzegą, że masz napięciowe tranzyty i powinieneś uważać w najbliższym czasie. A przecież na zdrowy rozum promieniowanie Wszechświata jest silniejsze niż intencje pojedynczego człowieka.

         „Wibracje sił umysłowych są najdoskonalsze, a tym samym najpotężniejsze spośród wszechrzeczy” – twierdzi autorka, co jest oczywistą nieprawdą. Każdy zna tysiące przykładów, iż rzeczy najdoskonalsze nie muszą być najpotężniejsze, przeciwnie, czasem im coś bardziej skomplikowane i wartościowe, tym słabiej promieniuje. Popełnia ona typowy błąd logiczny: ignotum per ignotum lub biorąc pod uwagę uzasadnienie wypowiedzi: argumentum ad ignorantiam. Co jakikolwiek człowiek może powiedzieć o tym, jak potężne są wszechrzeczy? A może wodospad jest silniejszy, albo promieniowanie kosmiczne, albo jeszcze coś innego? Jest to jedno z tych twierdzeń, którymi najeżona jest książka i które ładnie brzmią, gładko przechodzą, niczym lekkostrawna papka i również łatwo opuszczają ciało i umysł człowieka.

         Takie twierdzenia okraszone są oczywistościami psychologicznymi, bo owi Nauczyciele, to spece od wpływania na człowieka i zręcznie mieszają naukę ze swymi sugestiami. Zdarza się jednak, iż próbując wyjaśnić rzeczy niedające się w tej kategorii wyjaśnić, stosują karkołomną argumentację zaprzeczającą wszelkiej logice i doświadczeniom. Oto jeden z nich, dr Joe Vitale, pisze: „Często [...] ludzie [...] przypominają sobie wydarzenia z historii, które pochłonęły tysiące ludzkich istnień, i nie mogą zrozumieć, w jaki sposób aż tyle ofiar zostało przyciągniętych do tego właśnie wydarzenia. Zgodnie z prawem przyciągania, musieli emitować tę samą częstotliwość, co wydarzenie. Nie musi to oznaczać, że myśleli o tym konkretnym wydarzeniu, ale częstotliwość ich myśli odpowiadała częstotliwości wydarzenia. Jeśli ludzie wierzą, że mogą się znaleźć w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie, i nie mają kontroli nad zewnętrznymi okolicznościami, to ich myśli o strachu, wyobcowaniu i bezradności - jeśli są uporczywe - mogą na zasadzie przyciągania sprawić, że ludzie Ci znajdą się akurat w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie.”

         Wszystko więc jasne: Gdyby Żydzi skazani na śmierć w Auschwitz nie myśleli obsesyjne o tym, że znaleźli się w takim miejscu — miejsce to przestałoby istnieć? A może zmieniłoby się w rajski ogród? Wszak zgodnie z tą tezą, oni mieli wpływ na swoją sytuację. Argumentacja ta przypomina mi słynną argumentację wierzących w Dobrego Boga — Dlaczego Bóg pozwala na nieszczęścia? Żeby wydobyć to z nas, co najlepsze itp.

         Inny Nauczyciel, Bob Doyle, serwuje twierdzenie niewątpliwie prawdziwe: „Ludzie wpadają w spiralę zniechęcenia, gdy uderzą się w palec u nogi, wstając rano z łóżka. Cały ich dzień tak wygląda. Nie mają pojęcia, że zwykła zmiana nastawienia i emocji może zmienić ten dzień - i życie.” Święta racja! Tyle, że wcale nie oznacza to prawdziwości głównej tezy książki. Oczywiście człowiek, który myśli pozytywnie, w danej chwili lepiej się czuje, więc książka stanowi bardzo dobry chwilowy balsam na jego smutki. Człowiek załamany nabiera sił i wiary w to, że samym chceniem zdoła odmienić swój los. Nie ma jednak żadnej tego gwarancji, tak że potem, skonfrontowany z przykrą rzeczywistością, może popaść w głębszą depresję.

         Nauczyciel James Ray pisze: „Zwierzęta są wspaniałe, ponieważ wprawiają Cię w pozytywny stan emocjonalny. Kiedy odczuwasz miłość do swojego zwierzaka, ten niezwykły stan miłości przyniesie Twojemu życiu dobroć.” Ale zwierzęta to nie tylko pozytywne emocje. Moja siostra opiekowała się starym, na wpół sparaliżowanym psem swojego syna, w czasie jego zagranicznego wyjazdu, i omal nie wylądowała w szpitalu, ponieważ pies przy niej umierał w bólu i męce – podobnie jak ludzie. Inna moja koleżanka ma także psa, który jest bliski śmierci i przeżywa prawdziwe katusze w związku z jego stanem. Kiedyś, będąc dziewczynką, została zmuszona przez matkę do zaniesienia swojego chorego psa do weterynarza celem uśpienia, teraz, gdy jest dorosła, nie chce ponownie przeżywać wyrzutów sumienia i cierpi widząc mękę swojego psa. Tak więc każda miłość, do ludzi i do zwierząt, jest miłością nie zawsze niosącą szczęście i radość. Ukochani ludzie i ukochane zwierzęta przysparzają nam zmartwień lub umierają, nie chcąc dostosować się do optymistycznych teorii autorki książki.

         Dalej autorka, wkładając słowa w usta Nauczycielki Lisy Nichols nakazuje: „Pierwszy krok to prośba. Wydaj polecenie Wszechświatowi. Niech wie, czego chcesz. Wszechświat odpowie na Twoje myśli.” „Traktuj rzeczy, których pragniesz, jako już własne. Wiedz, że się pojawią w razie potrzeby. A potem pozwól im się pojawić. Nie przejmuj się i nie martw o nic. Nie myśl o ich braku. Myśl o nich jako o własnych, jako należących do Ciebie, będących już w Twoim posiadaniu”.

         Sprawdziłam podobną metodę na własnej skórze i opisałam rezultaty w 80 odcinku bloga I sezonu Babci Ezoterycznej : „Jak zdobyć forsę metodą sigili” http://www.taraka.pl/zdobyc_forse_metoda_sigili i 82 „Dalsze losy sprowadzania dużych pieniędzy metodą sigili” http://www.taraka.pl/dalsze_losy_sprowadzania_duzych i nie muszę dodawać, iż żadnych dużych pieniędzy nie zdobyłam, a komornika musiałam spłacić, mimo iż roszczenie bynajmniej w sensie ogólnym nie było sprawiedliwe (na pocieszenie dodam, że od połowy roku mają wejść w życie przepisy spadkowe ograniczające możliwość przyjmowania spadku tylko do „z dobrodziejstwem inwentarza” – ale to tylko taka drwina sigili, bo mnie nic z tego już nie przyjdzie).

         Autorka książki zapędza się w sposób iście amerykański w dziele ściągania pieniędzy do chcącego, pisząc: „Wspaniała historia Jacka zainspirowała ekipę Sekretu do opracowania czeku in blanco, dostępnego za darmo na stronie internetowej Sekretu. Jest on przeznaczony dla Ciebie i pochodzi z banku Wszechświata. Wypiszesz na nim swoje nazwisko, sumę i szczegóły, i umieścisz w wyeksponowanym miejscu, gdzie będziesz widział go każdego dnia. Patrząc na ten czek, czuj się tak, jakbyś już miał te pieniądze i wszystkie rzeczy, jakie możesz za nie kupić i jakie możesz dzięki nim zrobić. Poczuj, jakie to wspaniałe! Wiedz, że są Twoje, ponieważ kiedy o to prosisz, są Twoje. Otrzymaliśmy setki relacji od ludzi, którzy przyciągnęli do siebie ogromne sumy pieniędzy, posługując się tym czekiem Sekretu. To wspaniała gra, która działa!” Szkoda, że o tym nie wiedziałam, może czek lepiej by zadziałał niż staroświeckie i niemodne sigile, do których przyrządzenia trzeba większego wkładu pracy niż wpisanie sumy.

         Po tym następuje cała lista przepisów, jak należy marzyć i fantazjować w konkretnych sprawach. Towarzyszy temu mętne powoływanie się na Einsteina, który rzekomo powiedział, że czas jest iluzją (naprawdę tak to sformułował?) bo „Fizyka kwantowa i Einstein mówią nam, że wszystko dzieje się jednocześnie. Jeśli potrafisz zrozumieć, że czas nie istnieje, i zaakceptować tę koncepcję, to się przekonasz, że wszystko, czego pragniesz w przyszłości, już istnieje. Jeśli każda rzecz dzieje się w tym samym momencie, to równoległa wersja Ciebie samego, pragnącego czegoś, już istnieje!” Jak dotąd był to ulubiony motyw powieści SF z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, potem już go zarzucono. Przekonuje się, iż wizualizacja jest jednoznaczna z materializacją, tu także podpierając się Einsteinem

         Towarzyszy tej liście , a właściwie przetykają ją opowieści o nieznanej prawdziwości, w żaden sposób nieudowodnione, że człowiek może stworzyć coś myślą (np. piórko), cudownych ozdrowień za pomocą maili i trochę moralnych wskazówek, którymi nie warto bliżej się zajmować. Porównuje się działanie „sekretu” do efektu placebo, choć wiadomo, że placebo pomoże na ból głowy, ale nie przyprawi odciętej nogi. „Nic nie jest nieuleczalne” – twierdzi się bezczelnie i głupio. Wszystko to powtarzane dziesiątki razy w rozmaitych konfiguracjach i odmianach staje się nudne, choć służy utrwaleniu złudzeń. Wiadomo, że ilość powtórzeń działa na rzecz uwiarygodnienia tezy. Zwłaszcza gdy podaje się w pseudoreligijnym sosie.

         Znudziła mnie ta lektura, więc pozwólcie, że nie będę jej kończyć. Podsumuję tylko moje spostrzeżenia związane z niektórymi partiami książki: wątpliwymi lub oczywiście nieprawdziwymi.

         Przytaczając wytłuszczone wskazówki i przykłady na to, jak zadziałały przepisy, nie bierze się pod uwagę, że sukces mógł być osiągnięty na drodze przypadku lub normalnej kolei rzeczy, jak u kobiety, która chciała żeby przyjęto jej ofertę kupna wymarzonego domu (mogło stać się, bo jej oferta była korzystniejsza niż inne) lub ktoś, kto chciał dostać się do Disneylendu bez kolejki, miał po prostu szczęśliwy traf — co każdemu się zdarza bez specjalnych marzeń.

         „Sekret” jest przewrotny. Załóżmy, że chcesz sprawdzić jego działanie np. próbując się odchudzić do określonej liczby kilogramów. Jeżeli ci się nie uda – a wielu osobom nie udaje się schudnąć, nawet mimo stosowanych restrykcyjnych czasem diet – usłyszysz argument, że wystarczająco nie chciałaś schudnąć, że podświadomie z Twoją otyłością było ci dobrze, że jako osoba niedoskonała czułaś się lepiej itp.

         Książka zawiera opowieści ludzi, którym się powiodło, nie ma zaś żadnych świadectw tych, którym to nie wyszło. Tymczasem znamy przykłady znanych ludzi, którzy sukcesu nie odnieśli lub odnieśli go i stracili, mimo że poświęcili cała swoją energię na myślenie o nim. Ciekawa byłaby teoria o tym, jakie popełnili błędy – no i podniosłoby to wiarygodność tekstu.

         Inną wątpliwość budzi fakt, że zgodnie z „Sekretem” trzeba by podporządkować całe swoje życie i myślenie jednej sprawie, na przykład zdobyciu bogactwa. Taki człowiek jednak jest w jakiś sposób zredukowany; po amputacji jego różnorodnych dążeń mniej silnych lub słabszych, przelotnych wrażeń i uniesień, nie do końca wyartykułowanych, ograniczony — trudno więc widzieć w nim jakąś kreatywność, swobodę umysłu. Czy takimi chcemy być? Ograniczonymi do jednej cechy? Marzącymi całym swoim jestestwem o parkowaniu w określonym miejscu, schudnięciu albo o jakimś głupim czeku?

         Jeżeli prawdą byłoby twierdzenia zawarte w książce, to dlaczego kobiety bardzo pragnące powrotu kochanka, poświęcające każdą myśl temu powrotowi, rzadko kiedy osiągają sukces? Wydaje się czasem, że im bardziej ona o tym powrocie marzy, im więcej poświęca temu uwagi, tym bardziej w nim budzi opór, czasem prowadzący aż do nienawiści; że agresywne myślenie o posiadaniu (czegoś, kogoś) budzi siły odpychające, a nie przyciągające. Wiadomo wszak, że pewna doza udawanej lub prawdziwej obojętności przyciąga wielu mężczyzn, a przede wszystkim działa na ich instynkt zdobywcy. Jak to się ma do wskazówek z książki?

         Prawda o odnoszeniu sukcesu jest jednak łatwa do intuicyjnego odgadnięcia: czasami bywa tak, czasami inaczej; czasem osiągamy swoje cele, czasem nie; usilne ich pożądanie, skupienie całej siły woli na nich raczej pomaga, ale nie zawsze; zdarza się, że przeszkadza. Jakby wtedy rzeczywistość zamykała się w wielką pięść i dawała człowiekowi cios prosto w nos. Ja osobiście mam wiele tego przykładów, właśnie gdy czegoś pragnęłam „bardzo za wiele”, tak się często działo. Nauczyłam się wiązać to z działaniem astrologii, z brakiem wyboru odpowiedniego momentu na swoje chcenia, ale jak wiadomo, to system o wiele bardziej skomplikowany i trudniejszy do opanowania niż prymitywne przepisy Rhondy Byrne.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-02-08)


komentarze

[foto]

1. Oprócz... • autor: Wojciech Jóźwiak2015-02-08 17:33:29

Bo oprócz afirmacji, wizualizacji, pozytywnego myślenia itp. trzeba jeszcze mieć mana. :)

[La mana est un terme utilisé dans les domaines occultes pour désigner une force mystique liée à la nature, et souvent lié à une personne ou un objet. C’est un terme parfois utilisé dans les jeux vidéo, mangas et autres œuvres de fiction ayant trait aux arts magiques émanant d’une personne et éventuellement la quantifier.]
[foto]

2. Filozofia sukcesu? • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-02-08 20:55:51

Nie tak dawno temu odnalazł się mój znajomy z lat dziecinnych. Opowiadał, jak to odkrył "sekret" i ma cudowną rodzinę, idealną pracę, etc. A ja wtedy pomyślałem sobie po cichu: Oj stary... minęło niemal 40 lat, jak nas los rozdzielił. Ja w tym czasie zdążyłem spłodzić trójkę dzieci, napisać kilka książek, zrobić trochę trochę głupstw i trochę rzeczy genialnych, narobić ludziom trochę dobra i trochę świństw - a ty, jak byłeś durniem, tak nim do dziś pozostałeś.... 

3. Typowy gniot dla... • autor: Nierozpoznany#16562015-02-09 15:26:32

Typowy gniot dla Amerykanów.

4. ...nie umiemy • autor: Nierozpoznany#33372015-02-09 15:41:36

Wojtek słusznie zauważył. Potrzebne Mana...Moc. ..a może rzeczywiście nie umiemy wyrażać naszych pragnień ? ..a jeśli rzeczywiście robimy coś nie tak, żeby owe pragnienia się spełniały? Czy ktoś umie połączyć trzy aspekty konieczne do spełnienia; myśli mowę i uczynki? Zastanawialiście się kiedyś, może czytaliście skąd biorą się stygmaty u ludzi głęboko wierzących? (choć ta książka nie mówi o wierze sensu religijnego), ale przecież wiara może dotyczyc innych aspektów życia. Czy ktoś wierzy w to co chce osiągnąć tak mocno, że gotów paść na kolana . Chodzi o emocjonalne naładowanie życzeń i pragnień, do granic bólu. Ile jest w nas strachu przed niepowodzeniem, wątpliwości pojawiających się tuż , albo równolegle z wypowiadanymi życzeniami ? Nie byłabym do końca pesymistyczna jeśli chodzi o argumenty w tej ksiązce. Możliwe, że nie umiemy odpowiednio wyrażac i byc konsekwentnymi w postanowieniach.....nie wystarczy tylko powtarzać bezbarwnie "chcę byc bogaty...chcę byc bogaty" Uzupełnieniem tej ksiązki jest film Grega Bradena "Nauka Cudów", gdzie porusza problem naładowania życzeń emocjami i połączenia trzech elementów ; myśli, słów i czynów. Dodatkowo dochodzi czynnik "mocy" wypowiadania owych . Czy każdy ma takie moce? Książka przejaskrawiona, owszem, ale... mając podstawy nauk buddyjskich i huny, mozna z niej skorzystać...coś w niej jest. Polecam film "Nauka Cudów". Uważam, że nie każdy (!) jest zdolny do takich emocji...
BTW...mnie udało się "załatwić" parę drobniejszych życzeń łącząc metody z trzech powyżej wspomnianych kierunków...buddyzm, hunę i "porady "Nauki Cudów" . Jeśli mniejsze się zrealizowały , dlaczego nie miałyby "większe" plany ? Żałuję tylko, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Może życie moje potoczyłoby sie inaczej, a może nie, ale kto wie.

 ...że nie spotkałam się z nimi wcześniej w swoim życiu .


[foto]

5. Buddyzm • autor: Wojciech Jóźwiak2015-02-09 16:27:44

Buddyzm, Kalino, uczy nie realizowania swoich pragnień, ani tym bardziej realizowania ich "na duś", ale czegoś innego: uwalniania się czyli umysłu od pragnień.

6. Kochani, nie prościej lepiej i zdrowiej po prostu odkryć co jest naszym przeznaczeniem i spełnieniem. • autor: Nierozpoznany#80162015-02-09 22:52:14

To kim jestem po co jestem i co da mi prawdziwe szczęście. Zamiast próbować narzucać przeznaczeniu mrzonki naszego ego. Zwykle narzucone przez fałszywe oczekiwania, uwikłania, traumy i czyny innych i własne.  

Pani Katarzyno. Długo krążyłem po okolicy aż zawitałem i że ma Pani psotne, lotne, żwawe piękne pióro się przekonałem. A do tego dużej dawki energii Pani doznałem. Gratuluję. I nisko się kłaniam. 

7. dziękuję, cudowna, prawdziwa... • autor: Nierozpoznany#78522015-02-10 09:33:41

dziękuję, cudowna, prawdziwa recenzja nie tylko książki, ale i pewnej zbiorowej psychozy - bardzo zresztą charakterystycznej i logicznie wynikającej z obecnych przemian ekonomiczno-politycznych - u nas też... z których wcale mi nie do śmiacia ani radowania.
chyba brakowało mi tego tekstu już od niemal 10 lat, kiedy to pewne sympatyczne dziewczę, mianujące się z maniakalnie radosnym uśmiechem na ustach "królową polskiego niuejdżu", włącznie z trąbieniem na prawo i lewo, jak należy Dobrze Traktować Pieniądze, czyniło sobie punkt honoru, by wszystkim znajomym dookoła wbić do głowy tenże sikret. Śmierdziało od początku, ale jakoś zbyt pasywny i grzeczny byłem, żeby przerwać tyradą w środku zbiorowe oglądanko jutuba z sikretem. wolałem napić się zielonej herby w kuchni i porobić sobie podśmiechujki z dowolną inną osobą, trzeźwą na tyle, by też... wyjść do kuchni.
[foto]

8. Książki nie znam • autor: Przemysław Kapałka2015-02-13 19:17:18

Książki nie znam i nie mogę się na jej temat wypowiadać. Ze swojej praktyki wiem, że pozytywne myślenie, czy to myślenie o sukcesie (bo z tego, co się zorientowałem, książka kręci się wokół tego) działa, ale - jak wszystko - ma swoje ograniczenia, a z tych ograniczeń zwykle nie zdajemy sobie sprawy. Kiedyś nawet popełniłem na ten temat list do Nieznanego Świata, który został bardzo dobrze przyjęty.A poza tym myśleć o sukcesie też trzeba umieć, a o błędy jest tu baaaaaardzo łatwo. Jeden z nich, i to jeden z najbardziej podstawowych, pojawił się nawet w komentarzach pod tym tekstem. Chcę być bogaty - no więc będę chciał już na zawsze :)
[foto]

9. W Dużym Formacie • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-02-14 14:26:32

W Wyborczej, w czwartkowym Dużym Formacie ciekawy artykuł: 

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,143623,17390956,Otwieram_sie_na_wysokie_zarobki__Moda_na_afirmacje.html

w którym wspomniano m.in. o książce „Sekret”, a także o badaniach na ile afirmacje mogą pomóc albo zaszkodzić.


[foto]

10. Kursy szczęścia • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-02-14 15:41:42

Tytułowa zaraza o treści "jak sobie poafirmuję/powizualizuję/pomedytuję" to od razu i natychmiast będę mieć dwa merole i dowolną ilość długonogich blondynek bez zahamowań - jest w Polsce dość już szacowna, bo dotarła do nas wraz z wolnością, na początku lat 90-tych XX w. Jak każda hydra, ma ona wiele głów: afirmacje, Metoda Silvy, Twórcza wizualizacja, liczne Akademie Sukcesu, etc. I - jak każdy biznes - ma swoje sposoby, żeby zatrzymać i oskubać klienta. Jak kończą się chętni na jedną inicjację, to się im proponuje następne, każda droższa od poprzedniej: na głowę, na lewe ucho, na środkowy człon palca wskazującego prawej ręki. Prosperity mają z tego głównie twórcy i animatorzy takiego biznesu, a jak ktoś po takim, czy innym kursie coś zarobił, to się go w nieskończoność eksponuje, ukrywając oczywiście tysiące takich, który za kurs rzetelnie zapłacili, ale nie zarobili afirmacjami nawet na zwrot kosztów kursu. Mocno to podobne do handlu relikwiami w średniowieczu, tyle, że w tym zgiełku afirmacje, wizualizacje i inne wcale pożyteczne i w pewnych okolicznościach wcale skuteczne narzędzia, zostają ośmieszone i zatracone. A szkoda, bowiem używane do rozwiązywania rzeczywistych a nie wmówionych marketingowo problemów, są naprawdę świetne. No, ale gdy zasadniczą (i jedyną obecnie masowo cenioną) kwalifikacją staje się Trzepanie Kasy, nie ma się co dziwić, że kwalifikacje wrażliwego i dobrze wykształconego terapeuty, coacha, czy doradcy bywają podważane, bo ma taki czelność  zwrócić uwagę, że wszelkie narzędzia (więc afirmacje także) mają swój zakres zastosowań, poza którym nie działają. Ba, bywa taki jeden z drugim jeszcze bardziej (bez)czelny, mówiąc, że jeśli czegoś nie ma w naszym planie życiowym (do odczytania np. z horoskopu) to afirmacjami tego nie nadrobimy. A już szczytem bezczelności bywa stwierdzenie, że takie nadrabianie do niczego nie jest nam w życiu potrzebne, bo jeśli dobrze zrealizujemy to, co nam bogowie "zadali", osiągamy wreszcie to pieprzone szczeście, za którym darmo ganiają nieprzebrane rzesze afirmatorów...Dla chcących jednak spróbować, prezencik: http://labes.ehost.pl/discoverer/texty_pdf/wstep/afirmacje_wstep_do_wprowadzenia.pdf
[foto]

11. Zasłyszane historie na temat afirmacji • autor: Przemysław Kapałka2015-02-14 16:06:36

Tak mi się przypomniało:

Człowiek sobie afirmował, że mieszka wysoko i daleko. Zamieszkał w wiosce Wysoka u pana Dalekiego.

Kobieta afirmowała, że zasługuje na komfort. Po jakimś czasie dostała buty "Komfort".

Czterdziestokilkuletni człowiek afirmował sobie, że wygląda młodo. Po jakimś czasie poszedł do kina na film, dozwolony od lat 18, i bramkarz nie chciał go wpuścić.

Człowiek sobie afirmował, że jest mistrzem. Po jakimś czasie zaczęli go zaczepiać pijaczkowie mówiąc "cześć, mistrzu" albo coś w tym rodzaju.

Gość afirmował, że ma dużo pieniędzy. Po jakimś czasie zaczął pracować - dokładnie nie pamiętam - przy kasie lub przy czymś takim, w każdym razie tam, gdzie miał dużo pieniędzy, tyle, że nie były jego.

Przed egzaminem afirmowałem, że jestem dobrze przygotowany i mogę w każdej chwili przypomnieć sobie niezbędne wiadomości. Wszedłem na egzamin, profesor napisał mi pytania, a ja poczułem kompletną pustkę w głowie. Profesor wyszedł zostawiając mnie z tymi pytaniami. Wtedy ja sięgnąłem po zeszyt, w którym miałem notatki do egzaminu, i jeden rzut oka wystarczył, żebym sobie wszystko przypomniał.

Jaki z tego morał? Ano taki, że działanie afirmacji może być nieoczekiwane, i pewnych swoich ograniczeń nie przeskoczymy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)