Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

31 października 2003

Maria Kojota

Nie przywiązujmy kota. Szamanizm i prawa autorskie
Praktyki szamańskie, przekaz i prawa autorskie

Kategoria: Twarda Ścieżka

Istnieją metody, ćwiczenia, procesy, które wymagają kontaktu z nauczycielem bądź innym źródłem i często najlepiej, jeśli jest to kontakt bezpośredni. Istnieją techniki, które trzeba poznawać i doskonalić latami. Niemal zawsze jednak, gdzieś na ich początku był ktoś pierwszy. Ktoś, kto ujrzał je w wizji.

Kiedy w zeszłym roku organizując z M. M. trzydniowe odosobnienie posłużyliśmy się nazwą VQ, wzbudziło to poruszenie i pojawiły się pytania w stylu „Czy macie na to przekaz?”. Dla niezorientowanych, wyjaśniam pokrótce, że praktyka vision quest wymaga udania się w miejsce dzikie i odludne, gdzie przez określony czas pości się i czuwa w oczekiwaniu wizji. VQ to samotność i wolność, bycie ze sobą, z tą częścią ciebie, którą zagłuszasz w codziennym zgiełku, samotna rozmowa z Ziemią, z Niebem, z Ogniem, ze zwierzętami, z duchami. Jest to przeżycie wysoce indywidualne, intymne, często inicjacyjne. Istota VQ sama w sobie jest poszukiwaniem przekazu, ale przekazu wewnętrznego - to poszukiwanie własnych wizji. Dlatego też pytanie, czy mam przekaz na tę praktykę, uznałam za kuriozalne nieporozumienie.

Odejście na pustynie, wejście na górę, post, odosobnienie się w poszukiwaniu wizji, to stara praktyka obecna w kulturach wielu ludów świata. Szalony Koń zobaczył w wizji jeźdźca smaganego przez burzę. Mojżesz na górze Horeb ujrzał gorejący krzak. Jezus czterdzieści dni pościł na pustyni. Budda Siakjamuni przebywał na odosobnieniu przez większą część życia. Podobnie Milarepa, Naropa i inni tybetańscy Mahasiddhowie. Mahomet wybrał wapienne skały koło Medyny i tam spotkał anioła Gabriela. Odyn wybrał jesion Yggdrasil. Za Jasia i Małgosie ich tata i macocha wybrali las. Ja wybrałam wzgórze i sosny na polu Pyrka. Poszłam za przykładami z legend, przykładami z przeszłości, ale poszłam też za głosem własnego serca. Pustkowia od zawsze wołają ludzi, by ci mogli zostawić „świat” by mogli powrócić do swej pierwotnej dzikiej natury. Doświadczyć wizji uniwersalnych dla ludzkości i osobistych dla siebie i swojej społeczności. Dlatego historia się powtarza, zwyczaj nie ginie.

Nazwa vision quest rzeczywiście wskazuje na zwyczaje Rdzennych Amerykanów. Jest to nazwa na tyle celna, a forma planowanej przez mnie praktyki była na tyle wierna, temu, co robiły narody prerii, że postanowiłam tej nazwy używać także na Mazurach. Ale czy potrzebna mi była do tego zgoda kogoś z narodu Lakota? Nie sądzę, tym bardziej, że pojęcie przekazu jest zaczerpnięte z buddyzmu tybetańskiego i odnosi się do ceremonii, podczas której praktykujący wprowadzany jest w pole mocy pewnego określonego aspektu Buddy i otrzymuje upoważnienie do medytowani na daną formę. Indianie czegoś takiego nie mieli. W tym przypadku nie można więc mówić o rzeczywistym zwyczaju udzielania przekazu na vision quest, a raczej o zastosowaniu pewnej kalki, wziętej ze zwyczajów rozmaitych prądów New Age lub rozszerzenia kwestii własności intelektualnej na tradycje jakiegoś narodu. Nawiasem mówiąc, kultura zachodnia dostała obsesji na punkcie praw do autorskich metod i szkół. Podejmowane są próby handlowania wszystkim.

Dam przykład. Ostatnio wraz z psem, znajdą i nieukiem, wkroczyła w moje życie książeczka ”Zapomniany język psów”. Jest to typowy amerykański poradnik, pisany metodą łopatologiczną, naszpikowany przykładami z życia, w stylu Jo, Paul i ich córka Katie mieli problem ze Spikiem, który bał się wody i tu następuje opis, co zostało zrobione i jak zmieniło to ich życie na lepsze. W zasadzie wszystko, co w tej publikacji istotne dałoby się zawrzeć na jednej-dwóch stronach. Naturalnie okazuje się, że wskazówki zawarte w poradniku to autorska metoda, nazwana Amichien Bonding i jak sądzę opatentowana. Pewnie powstały już szkoły i można uzyskać certyfikat.

Ale nie wszystko da się zmonopolizować. Na przykład VQ nie. Bo jak? Dodać do działania numer seryjny, bez którego się nie zainstaluje? Obiecać upgready? I komu przyznać do niego prawa. Kiedyś miałam okazję być na spotkaniu w osiedlowym domu kultury, gdzie mediceneman Lakota, Lobo powiedział „weź koc i fajkę i idź do lasu”. Czy to wystarcza, żeby uprawomocnić moją praktykę? Czy Lobo miał upoważnienie Indian prerii do przekazania tej praktyki w Białymstoku na osiedlu Piasta i czy takiego pozwolenia potrzebował?

Antony de Mello opowiada taką historię: Pewien guru codziennie odprawiał dla uczniów wieczorne rytuały. Podczas ceremonii kot guru miał zwyczaj przechadzać się między uczniami rozpraszając ich. Guru kazał przywiązywać wieczorem kota do drzewa. Minęło parę lat, nauczyciel zestarzał się i odszedł. Ceremonię odprawiał jego uczeń. Kot odszedł niedługo po śmierci guru. Nikt już nie pamiętał, dlaczego trzeba było go uwiązywać, ale wszyscy pamiętali, że trzeba. Kupiono więc nowego kota.

Winni jesteśmy szacunek dawnym nauczycielom i narodom, z których kultur czerpiemy. Wiedza, której uczą, stare techniki są na wagę złota. Trzeba ją ocalić. Najważniejsze jest jednak by nie straciły wartości. By ich istota nie została wypaczona. W różnych częściach świata szamani odstawiają efektowne spektakle dla turystów. Cepeliada się szerzy i sieje spustoszenia. Cóż z tego, że jest prowadzona przez miejscowych, z właściwym kolorem skóry i w narodowych strojach? Zatraca się istota działań, pozostają ostentacyjnie uwiązane koty.

Szamanizm jako ruch współczesny - niektórzy wolą nazwę neoszamanizm - dzieli się powoli na różne nurty. Jedne z nich stawiają na „linie przekazu” i wierność im, inne swobodnie czerpią z różnych tradycji, biorąc to, co praktyczne. Zdecydowanie identyfikuję się z tym drugim nurtem. Nie przejmę wraz z tym, co cenne, zabobonów i jeśli uznam, że symboliczny kot męczy się przy drzewie, to go puszczę wolno.

Jak rozpoznać wartościowe nauki? Certyfikaty nie dają odpowiedzi. Przekazy nie dają gwarancji. Budda powiedział „Oto mogę umrzeć szczęśliwy, nie zatrzymałem ani jednej nauki w zamkniętej dłoni. Cokolwiek może wam przynieść pożytek już wam dałem”. Nie ufam nauczycielom, którzy zazdrośnie strzegą swojej wiedzy, sprzedają metody, inicjacje, praktyki. Nie ufam tym, którzy mówią: to dla wybranych, to strzeżone, to moje i dalej tego nie przekazujcie. Nie wierzę w czystość ich intencji.

Najcenniejsze są praktyki, które zakodowane są w moich snach, w pamięci mojego ciała. Jakkolwiek będą nazwane.

Maria Kojota




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)