Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

07 marca 2008

Ryszard Kiersnowski

Niedźwiedzi kalendarz
Rozdział 23 książki: Niedźwiedzie i ludzie w dawnych i nowszych czasach

Rozdział 23
książki: Niedźwiedzie i ludzie w dawnych i nowszych czasach. Fakty i mity



Obrzędy ku czci niedźwiedzia lub związane z nim w inny sposób odprawiano nie tylko z okazji łowieckiego święta. Odbywały się one w różnych okolicznościach i porach, także wedle cyklu wyznaczonego przez rytm przyrody, w którym niedźwiedź zajmował szczególną pozycję ze względu na swój sen zimowy. Czas tego snu określany jest rozmaicie, zależnie od warunków klimatycznych danego regionu, ale też z uwzględnieniem tradycji i legend dotyczących hibernacji zwierzęcia. W najbardziej ogólnym, szeroko rozpowszechnionym mniemaniu niedźwiedź udaje się na spoczynek, gdy śnieg zaczyna padać, a wstaje, gdy śnieg całkiem stopnieje. Za kalendarzowy wymiar tego czasu przyjmuje się okres od września-listopada do marca-maja, zależnie od kraju. W tak szerokich granicach precyzowane są dni, wymieniane w przekazach folklorystycznych lub przekazane przez tradycję, w które przypadają ważne momenty, a jest ich trzy: dzień, w którym niedźwiedź kładzie się do snu, dzień, w którym wstaje, i dzień, w którym przewraca się z jednego boku na drugi, co oznacza zwykle połowę okresu jego snu bądź połowę zimy. Daty te wymienia się z reguły jako dni określonych świętych, co stanowi albo chrześcijański kostium dla dawniejszych pojęć kalendarzowych, albo też wynika z dostosowania odpowiedniego terminu do osoby właściwego świętego patrona.

Opinie co do dnia, w którym niedźwiedź idzie spać, są nader zróżnicowane. W niektórych prowincjach szwedzkich (Nyland) odsyła się go do barłogu już na św. Mateusza, 21 września, czyli w dniu równonocy jesiennej. W innych częściach Szwecji wymienia się jednak daty późniejsze: dzień św. Kaliksta (14 października), św. Galla (16 października), a nawet Wszystkich Świętych (l listopada). Dzień św. Kaliksta jest też datą, od której w tradycji nordyckiej liczy się zimowa połowa roku, trwająca do 14 kwietnia. W opowieściach estońskich niedźwiedź idzie spać na św. Michała (29 września); może zachodzi tu związek z potoczną nazwą zwierzęcia. W Niemczech bywa wymieniany dzień św. Marcina (11 listopada). Im więc dalej na południe, tym termin ten jest późniejszy.

W Bułgarii układanie się niedźwiedzia do snu obchodzono w dniu św. Andrzeja Apostoła (30 listopada). Chłopi gotowali wówczas potrawy z kukurydzy, bobu, soczewicy, grochu i zbóż, a przy jedzeniu rzucali do komina cząstki tej strawy, życząc niedźwiedziowi zdrowia i wołając: "Masz gotowaną kukurydzę, nie jedz surowej i nie pożeraj bydła i ludzi." [1] Podobnie było w Serbii, gdzie dzień ten nazywany jest wręcz "dniem niedźwiedzim", a św. Andrzej bywa przedstawiany jako jadący wierzchem na niedźwiedzicy. W innych krajach bałkańskich "dzień niedźwiedzi" ustalony jest jednak na l stycznia i łączony nie ze snem zwierzęcia, lecz z momentem, w którym niedźwiedzica rzekomo rodzi małe i jako położnica otrzymuje stosowne pokarmy i dary.

Także dzień budzenia się niedźwiedzia ze snu jest rozmaicie warunkowany i przypada w różnym czasie. W tradycji skandynawskiej dzieje się to na św. Tyburcjusza (14 kwietnia), w dniu, gdy kończy się zima, a rozpoczyna lato; sen jego trwa tu więc dokładnie pół roku – czas określany już w Eddzie, a także w późniejszych przekazach, mianem "nocy niedźwiedziej".

W krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich niedźwiedź budzi się wcześniej. W Szwajcarii przysłowie ludowe głosi, iż gdy to się stanie, można dawać bydłu więcej siana, czyli że zbliża się wiosna i nie ma już potrzeby oszczędzania zimowych zapasów paszy. W Tyrolu przebudzenie to przypada na dzień św. Gertrudy (17 marca), najczęściej jednak wymieniane jest święto Zwiastowania (25 marca), lub jego wigilia, a więc dzień odpowiadający w potocznym mniemaniu wiosennej równonocy. W Bułgarii w dniu Zwiastowania niedźwiedź po przebudzeniu miał zwyczaj kąpać się w rzece; gdy on to uczynił, także i ludzie mogli zażywać kąpieli, ponieważ woda została "odwrócona", tzn. stała się bezpieczna. Wedle innych źródeł ta kąpiel niedźwiedzia przypadała dopiero na św. Jerzego (23 kwietnia), może więc istniały tam różnice regionalne. Dalej na północ termin bezpiecznej kąpieli był jeszcze późniejszy, w Polsce przypadał dopiero na św. Jana (24 czerwca) i nie miał już związku z budzeniem się niedźwiedzia, które i tu datowano zwykle na 25 marca.

Przysłowie: "Na Zwiastowanie niedźwiedź wstanie", znane w Polsce i na Białorusi, znalazło najdobitniejszy oddźwięk w obrzędowości białoruskiej. W okolicach Borysowa jeszcze pod koniec ubiegłego wieku urządzano co roku w przeddzień Zwiastowania (24 marca) święto zwane "komajedzicą". Przygotowywano specjalne potrawy: suszone rzepy – na znak, że niedźwiedź żywi się (a może: powinien żywić się) strawą roślinną – na drugie danie kisiel owsiany, ponieważ niedźwiedź lubi owies, a wreszcie tzw. komy, czyli bryłki z rozgniecionego grochu, od którego uroczystość wzięła swą nazwę. Po spożyciu tych potraw wszyscy uczestnicy obrzędu kładli się na ziemię i powoli przewracali z boku na bok, naśladując ruchy niedźwiedzia budzącego się w legowisku. Czynność ta trwała około dwóch godzin, a celem jej było ułatwienie niedźwiedziowi wstania ze snu zimowego. Był to więc zabieg magiczny o cechach ogromnie archaicznych, uważany niekiedy za ślad wierzeń totemicznych. Chodziło w nim zarówno o korzyść odnoszoną przez niedźwiedzia, jak i przez ludzi, którzy po zjedzeniu przeznaczonych dla zwierza potraw powinni nabrać takich sił, jakie mają niedźwiedzie. [2]

Istotą obrzędu było wszakże uwalnianie niedźwiedzia ze snu zimowego i przywracanie go życiu. Zabieg ten, w pełni czytelny, pojawia się wśród Indian północnoamerykańskich, stanowiąc odległą w przestrzeni, lecz bardzo bliską w treści analogię do obrzędu białoruskiego. Najbardziej rozwiniętą formę obrzędową znalazł on u Indian z plemienia Ute, zamieszkujących w końcu zeszłego wieku w rezerwacie w Kolorado, którzy uważali się za potomków niedźwiedzi. Według ówczesnych opisów oprócz innych obrzędów związanych z kultem tego zwierzęcia co roku w marcu urządzają oni tańce, mające wyrażać cześć, pamięć i przyjaźń wobec niedźwiedzi, ułatwić im przebudzenie i zdobycie pierwszego pokarmu. W tym celu przygotowują okrągły, ogrodzony plac, a na nim jamę obłożoną kamieniami, która ma wyobrażać zimowy barłóg niedźwiedzia. Z placu jest jedno tylko wyjście, skierowane ku słońcu, na południe lub południowy wschód, bo – jak twierdzą – niedźwiedź śpi w tak właśnie usytuowanej jamie. Gromadzą się w odświętnych strojach, a ktokolwiek wejdzie w obręb "barłogu" musi tańczyć przy muzyce i śpiewie. Pieśni opowiadają początkowo o stopniowym budzeniu się niedźwiedzia, potem o dalszych jego losach. Samice niedźwiedzi szukają samców, odpowiednio więc kobiety dobierają sobie partnerów, wszyscy machają rękoma niby łapami, a czasem obejmują się, ale robią wspólnie tylko trzy jednakowe kroki. Taniec trwa cztery dni i jedną noc, nabierając coraz więcej rozpędu i wesołości. Pierwszego dnia niedźwiedź się budzi, drugiego opuszcza jaskinię, na trzeci dzień i następną noc idzie w las szukać pożywienia: w tym czasie nie wolno tańca przerwać, bo niedźwiedź mógłby zginąć. Jeśli ktoś z tancerzy zasłabnie, natychmiast zastępuje go inny. W południe czwartego dnia taniec się kończy i zaczyna się uczta, w której uczestniczą też duchy niedźwiedzi, odbierające posłania i dary dla zmarłych przodków Indian. Wtedy też bywają zawierane małżeństwa, odbywają się zawody, transakcje handlowe itp. [3]

W folklorze i obrzędowości europejskiej największe znaczenie przypisano terminowi środkowemu, kiedy to niedźwiedź przewraca się na drugi bok w swej jamie. W zasadzie dzień ten miał wyznaczać połowę snu bądź połowę zimy, w południowo-zachodniej Europie uważano go jednak także za początek wiosny.

Najwcześniej termin ten przypadał w Rosji, gdzie obok przysłowia o wstawaniu niedźwiedzia na Zwiastowanie istnieje też drugie, wedle którego niedźwiedź przewraca się na drugi bok na Spirydona Sołnoworota. W kalendarzu cerkiewnym święto to wyznaczono na 12 grudnia, oczywiście według starego stylu, co w XVII wieku stanowiło odpowiednik 23 grudnia w kalendarzu gregoriańskim. Stąd też święty ten nosił przydomek Sołnoworot (Zawracający Słońce), związany z zimowym przesileniem.

W Skandynawii termin przewracania się niedźwiedzia wyznaczany był niejednolicie. Często wymieniano dzień 13 lub 14 stycznia, stanowiący środek "nocy niedźwiedziej", a określony w kalendarzu runicznym z 1688 roku wręcz mianem "Biör". Oprócz tej daty za połowę zimy w Szwecji i w Laponii uchodził również dzień św. Pawła (25 stycznia), nadto 7 lub 8 lutego, a w kręgu wierzeń szwedzko--fińskich także dzień św. Macieja (24 lutego). Tak znaczna rozbieżność tych dat wynikała po części z odmienności opinii co do tego, kiedy rozpoczyna się zima, a także ze zmiany kalendarza juliańskiego na gregoriański, która w Szwecji nastąpiła w 1753 roku. Niektóre z wymienionych dat wiązały się też ze starszymi wierzeniami. Na przykład wedle Lapończyków w dniu 25 stycznia przychodzi do śpiącego niedźwiedzia Pani Lasu z kubłem pełnym krwi, po wypiciu której zwierz przewraca się na drugi bok i śpi dalej. Motyw ten łączy się z wieloma opowieściami o karmieniu niedźwiedzia zimą przez bóstwa, boginki czy trolle, nadającymi zjawisku hibernacji cechy tym bardziej niezwykłe. [4]

Najszerzej jednak rozpowszechnione było mniemanie, że niedźwiedź przewraca się w barłogu w dniu święta Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). Termin ten przypada dokładnie w środku między dniem św. Łucji (13 grudnia) a Zwiastowaniem (25 marca). Pierwsza z tych dat zajmuje szczególne miejsce w systemach kalendarzy ludowych opartych o obserwacje wschodów i zachodów słońca, stanowiąc początek nowego cyklu rocznego. W odróżnieniu jednak od tekstów skandynawskich, gdzie mowa jest tylko o "przewracaniu się" niedźwiedzia, a w żadnym razie o jego przebudzeniu w połowie zimy, przysłowia zachodnioeuropejskie stawiają sprawę alternatywnie, upatrując w dniu Matki Boskiej Gromnicznej albo połowę zimy, albo początek -wiosny. Było to bardziej zgodne z miejscowymi warunkami klimatycznymi, zwłaszcza do czasu wprowadzenia tam w 1582 roku kalendarza gregoriańskiego, w kalendarzu juliańskim bowiem święto to wypadało w dniu oznaczonym dziś datą 15 lutego. Oddziaływały też jednak warunki ściśle lokalne, odmienne w górach, odmienne na nizinach itp.

Opinia o budzeniu się niedźwiedzia na Gromniczną bywa też objaśniana jako następstwo rozpowszechnionego od czasów Arystotelesa mniemania, iż sen tego zwierzęcia trwa 40 dni, stąd licząc jego początek od przesilenia zimowego, 25 grudnia, winien on trwać do 2 lutego. Już Gaston Phébus w swej Księdze łowów odnotowuje mniemanie, powszechne widocznie w rejonie Pirenejów, iż niedźwiedź po 40 dniach snu wychodzi ze swej jamy. Jeśli na dworze jest ładna pogoda, powraca do jaskini i śpi dalszych 40 dni, gdyż sądzi, że nadejdą jeszcze dni brzydkie i chłodne; jeśli jednak w dniu wyjścia jest pochmurno, to pozostaje już na zewnątrz, sądząc, iż wkrótce się rozpogodzi.

Powyższe mniemanie znalazło odbicie w bardzo licznych przysłowiach i porzekadłach przepowiadających pogodę w zależności od zachowania niedźwiedzia w dniu Matki Boskiej Gromnicznej. We Francji, Hiszpanii, we Włoszech, a także w Niemczech, Austrii, na Węgrzech i w Polsce znane są podobne stwierdzenia, różniące się niekiedy w drobnych tylko szczegółach: gdy na Gromniczną, po opuszczeniu kryjówki, niedźwiedź ujrzy swój cień (a więc gdy jest słonecznie), chowa się ponownie i śpi przez dalszych 40 dni albo przez sześć lub siedem tygodni (to jest do 14-23 marca), w przeciwnym razie do jamy już nie -wraca. Różnice w tych terminach mogą wynikać z odrębności klimatycznych wymienionych krajów. W przypadku Polski można jednak przypuszczać, że odpowiednie przysłowie: "Na Gromniczną Maryją niedźwiedź budę rozwali lub poprawi ją", jest tylko zapożyczeniem z kalendarzy zachodnioeuropejskich, nie znają go bowiem najdawniejsze polskie zbiory paremiologiczne. [5]

W niektórych krajach zadanie prognozowania w dniu Matki Boskiej Gromnicznej dalszej pogody zostało przeniesione z niedźwiedzia na inne zwierzęta: w Niemczech na borsuka, w Stanach Zjednoczonych na świstaka amerykańskiego, tak iż 2 lutego jest tam nazwany "dniem świstaka". Sam watek prognozowania pogody jest zresztą prawdopodobnie pochodną znacznie dawniejszego przeświadczenia, iż niedźwiedź jest nie zwiastunem, lecz władcą pogody, mogącym ją kształtować, i w tym wypada szukać genezy obrzędów ku jego czci, odprawianych w okresie przedwiośnia.

Szczególnie rozbudowane obrzędy wiązały do niedawna niedźwiedzia ze świętem Matki Boskiej Gromnicznej we wschodnich Pirenejach. W miejscowości Arles-sur-Tech pierwsza niedziela po tym święcie nosiła nazwę "dzień niedźwiedzia". Urządzano tam wtedy wielką zabawę, którą rozpoczynała orkiestra grająca "niedźwiedzią melodię", znaną w całych Pirenejach, a wtedy wszyscy mieszkańcy wsi z okrzykiem "L'ous! 1'ous!" wybiegali na ulice. Formowano pochód, w którym uczestniczyli: odpowiednio ubrany "niedźwiedź", jego przewodnik-niedźwiednik, dziewczyna imieniem Rosetta (przebrany chłopiec) i inne postacie, po części w wielkich maskach. Niedźwiedzia goniono, wiązano, ten się wyrywał, atakował Rosettę, to znów tańczył, musiał się golić toporem, wciągał kobiety do "jaskini", wreszcie ginął od strzału myśliwego, będącego "przybyszem z dalekiego kraju".

W sąsiedniej miejscowości, Prats-de-Mollo w dniu Gromnicznej urządzano święto, w trakcie którego kilku mężczyzn jako "niedźwiedzie", ubranych w worki i czapki z koziej skóry, o twarzach i rękach poczernionych sadzą, goniło mieszkańców wsi, przewracało i czerniło im twarze oliwą zmieszaną z sadzą. W szczególności napastowali kobiety. Pościg ten trwał całe popołudnie, po ulicach i domach, połączony ze scenami orgiastycznymi. Do "niedźwiedzi" strzelano, te padały, lecz wnet ożywały ponownie, atakowały kijami myśliwych, wreszcie wieczorem zostawały pojmane, uwiązane na łańcuchach i były golone siekierą na środku placu. Święto to notowane jest w Katalonii od XV wieku, ale na pewno sięga znacznie dawniejszych czasów, łączy bowiem elementy obrzędów inicjacyjnych (golenie), kultów łowieckich i agrarnych. Podobny obrzęd, gdy mężczyźni przebrani za niedźwiedzie przewracają dziewczęta i smarują je sadzą, znany jest ze zwyczajów weselnych na północnej Rusi. Także ubiór "niedźwiedzia" pirenejskiego ma bliski odpowiednik w stroju rosyjskich niedźwiedników, nakładających na czas występów worek i kozią maskę. Zbieżności te zdają się tym bardziej wskazywać na archaiczny charakter święta, zachowanego w szczątkowej tylko formie na odległych skrawkach kontynentu.

Zbliżone, acz nieco odmienne obrzędy odprawiano także w innych wsiach pirenejskich, wiązały się one jednak nie z dniem Matki Boskiej Gromnicznej, lecz z okresem karnawału, zwłaszcza z niedzielą zapustną lub z tłustym czwartkiem. W ten sposób na dawny szkielet chronologiczny, wyznaczony przez dni roku dające się lepiej lub gorzej wmontować w kalendarz słoneczny, nałożył się system kościelnego kalendarza księżycowego, operującego świętami ruchomymi, adaptując do swych potrzeb starsze tradycje kultowe. Niedziela zapustna może przypadać od l lutego do 7 marca, okres ten obejmuje więc święto Matki Boskiej Gromnicznej, ale zarazem jest to święto już jednoznacznie wiosenne. Składają się na nie pochody i maskarady, w czasie których ubrany w skóry "niedźwiedź" z reguły "porywał" owce lub zbierał datki w pieniądzach i w naturze, tańczył pod kierunkiem "niedźwiednika", "poślubiał dziewczynę", był wreszcie goniony i zabijany strzałem, po którym niezwłocznie ulegał wskrzeszeniu itd. Po części przebierańcy ci stanowili substytut prawdziwego niedźwiedzia, używanego niegdyś we wsiach pirenejskich przy takich obrzędach. W Andorze to święto, zwane "niedźwiedzim" (fer la ossa) objaśniane jest legendą o niedźwiedziu, który niszczył zbiory siana i został zabity, na pamiątkę czego w uwolnionych od zwierza wsiach urządza się festyn. Gdzie indziej obrzęd łowów na niedźwiedzia łączony jest z miejscową legendą hagiograficzną z X wieku, wedle której sprowadzone relikwie świętych, Abdona i Sennena, odegnały niedźwiedzia od cudownego źródła. W tekstach i tańcach podkreślane są szkody, jakie niedźwiedź czyni w górach itd. [6] Są to wszakże eksplikacje wyraźnie wtórne, racjonalizujące lub chrystianizujące dawny obrzęd, z którego niemniej przebija stale wątek cyklu wegetacyjnego i kultu płodności. Niekiedy, jak we wsi Gédre w Wysokich Pirenejach, "niedźwiedź" oprowadzany w tłusty czwartek demonstrował po drodze obsceniczne ruchy, obrazujące akt płciowy. Prawdopodobnie wszystkie te i im podobne obrzędy można utożsamiać ze wspomnianymi uprzednio "sprośnymi zabawami z niedźwiedziem", których Kościół zakazywał już od IX wieku.

"Łowy na niedźwiedzia" urządzane w okresie zapustnym znane są też w folklorze i tradycji na różnych innych obszarach, zwłaszcza górskich. Niekiedy zamiast niedźwiedzia przedmiotem polowania jest "dziki mąż", postać, o czym była już mowa, występująca także w literaturze średniowiecznej i renesansowej, traktowana nieraz wymiennie z niedźwiedziem i prawdopodobnie w istocie pochodna od niego. Pierwsze poświadczone "zabicie" przebranego niedźwiedzia w czasie igrzyska karnawałowego nastąpiło w Rzymie w 1142 roku. W następnym stuleciu miały się tam odbywać w niedzielę zapustną zabawy w obecności papieża, przed którym zabijano niedźwiedzia, co miało oznaczać śmierć "diabła, to jest kusiciela naszego ciała"; ponadto zabijano młode byczki, będące upostaciowaniem "naszej pychy", oraz koguta, wraz z którym zabijano "rozwiązłość naszych lędźwi, abyśmy żyli odtąd w czystości i umiarkowaniu i zasłużyli na godne przyjęcie Ciała Pańskiego na Wielkanoc". [7] Opis zdaje się świadczyć, iż ofiarą obrzędu padały rzeczywiście zwierzęta, wśród których niedźwiedź pełnił najbardziej eksponowaną rolę diabła, zgodną z ówczesną symboliką chrześcijańską, ale chyba nałożoną w tym przypadku na bardziej pierwotny wątek cyklu rocznego.

Także w Wenecji przez długi czas w obrzędach zapustnych lub karnawałowych brały udział zarówno prawdziwe niedźwiedzie, jak i ich substytuty. Giovanni Boccaccio w jednej z opowieści Dekameronu (IV, 2) wzmiankuje o urządzanym na placu Św. Marka "polowaniu" na człowieka przebranego za niedźwiedzia i innego, udającego "dzikiego męża". [8] Skądinąd wiadomo, iż "łowy" na rzeczywistego niedźwiedzia, a ściślej szczucie go psami i mordowanie oszczepami, odbywało się na placach weneckich w XVI i jeszcze w XVIII wieku, przeważnie w dniu Matki Boskiej Gromnicznej, albo w ogóle w okresie zapustów, a więc i ten rodzaj widowisk był włączany w cykl obrzędowy. Wypada jednak dodać, że w tychże dniach w Wenecji miały miejsce i inne podobne atrakcje – szczucie byków, walka łysego z zawieszoną na sznurze kotką, którą powinien był on zabić uderzeniem głowy itd. – o wyłącznie ludycznym charakterze. [9] Współwystępowanie "dzikiego męża" i niedźwiedzia w zabawach zapustnych poświadczone jest również w Gdańsku, gdzie w 1670 roku w ciągnącym przez miasto orszaku snycerzy postępowało m.in. dwóch "dzikich mężów" prowadzących "niedźwiedzia", nie wiadomo jednak, czy byli oni tylko uczestnikami pochodu, czy również obiektem "łowów".

Bardziej zrytualizowany przebieg miało w niedawnych jeszcze czasach polowanie na "niedźwiedzia" w obrzędach ludowych w krajach alpejskich. W szwajcarskim kantonie Uri urządzano je na zapusty: "łowcy" goniący "niedźwiedzia" po dłuższym pościgu "zabijali" go, a następnie tryumfalnie obwozili po ulicach miasta. Natomiast w pobliskim kantonie Valais w taki sam sposób polowano na "dzikiego męża". Także w zachodnich Czechach, w okolicach Chebu, doroczny obrzęd polowania na "dzikiego męża" był inscenizowany jako zabicie niedźwiedzia, równoznaczność czy wymienność tych dwóch postaci stale się więc powtarza.

W Alpach austriackich w dolinie Murtal w poniedziałek zapustny urządzano do niedawna biegi z tańcami, maskami itd., w czasie których odbywało się też "polowanie na niedźwiedzia". Każdy z chłopów budował na swym polu słomianą budę nazywaną "niedźwiedzim gniazdem", którą następnie podpalano, by wykurzyć zwierza. Niedźwiedzia udawał chłopak ubrany w skórę świńską lub w kożuch. Atakował on "krowę", zostawał jednak "zastrzelony" przez "kłusownika", którego następnie sądzono za nielegalne zabicie niedźwiedzia. Obyczaje te nawiązują więc przede wszystkim do tradycji i praw łowieckich, prawdopodobnie jednak mają również podłoże kultowe. W Szwabii podobny obrzęd z "niedźwiedziem zapustnym" kończył się "królewskim sądem" nad zwierzem, którego za popełnione zbrodnie skazywano na śmierć i w Środę Popielcową ścinano mu głowę i grzebano; był to zarazem "pogrzeb karnawału". W sąsiedniej Badenii w tym samym dniu topiono "niedźwiedzia" w Renie. [10]

"Zabijanie niedźwiedzia" na zapusty bywa objaśniane jako symbol końca karnawału, zakończenia okresu obfitości. Jest to zapewne kościelna interpretacja starszego obyczaju, który przede wszystkim zdaje się symbolizować koniec zimy, czyli wiąże się z rocznym cyklem wegetacyjnym. Pokrewne obrzędy odbywały się też miesiąc później, w niedzielę śródpostną, określaną w kalendarzu kościelnym nazwą "letare". W tym dniu w krajach niemieckich i słowiańskich urządzano palenie lub topienie kukieł, w tym polskiej Marzanny, co w wykładni Kościoła miało symbolizować pokonanie śmierci. Także i tutaj na scenie czasem pojawiał się niedźwiedź. Co najmniej do początków XVI wieku w poniedziałek po owej niedzieli proboszcz katedry w Halberstadt, krocząc w uroczystej procesji, kazał prowadzić obok siebie niedźwiedzia, za którym postępował pachołek z mieczem. Proboszcz tłumaczył, że zaniedbanie tego zwyczaju zagroziłoby jego stanowisku. Otrzymywał on wówczas opłaty zwane "chlebem niedźwiedzim" (Bärenbrot) – obyczaj sięgający wczesnego średniowiecza. Podobne uroczystości miały odbywać się dawniej także w Moguncji i w Strasburgu. Ponadto kanonicy katedry halberstadzkiej w tym samym dniu ustawiali rodzaj drewnianych klocków, symbolizujących jakoby posągi dawnych bóstw, które następnie pospołu przewracali, także w ten sposób nawiązując do zamierzchłych tradycji. [11] Ponieważ letare jest czwartą niedzielą Wielkiego Postu, następujący po niej poniedziałek mógł przypadać między 2 marca a 5 kwietnia włącznie, zależnie od daty Wielkanocy. Były to więc w każdym razie typowe wiosenne uroczystości, obejmujące także dzień Zwiastowania, lecz związane ściślej z kalendarzem paschalnym.

Obok motywu łowów na "niedźwiedzia" i jego "zabijania" w odpowiednim czasie, rozpowszechniony był, zwłaszcza w Europie Środkowej, analogiczny obrzęd wodzenia niedźwiedzia, nawiązujący do działalności niedźwiedników. W Polsce opisuje go w połowie XVIII wieku Jędrzej Kitowicz: "Po wielkich miastach w Stępną Środę czeladź jakiego cechu, poubierawszy się za dziadów i Cyganów, a jednego z między siebie ustroiwszy za niedźwiedzia, czarnym kożuchem, futrem na wierzch wywróconym, okrytego i około nóg czysto jak niedźwiedź poobwiązywanego, wodzili od domu do domu, różnych figlów z nim dokazując, którymi grosze i trunki z pospólstwa, chciwego na takie widoki, wyłudzali." [12] Obyczaj ten, żywy do ostatnich czasów, ma niezliczone poświadczenia w materiałach etnograficznych z różnych dzielnic Polski, z Litwy, Białorusi, a także z Bułgarii, gdzie niekiedy przebranego człowieka zastępuje pies okryty skórą niedźwiedzia.

Nie samo tylko pospólstwo, jak chce Kitowicz, było żądne tych widoków. W 1807 roku książę pszczyński Ludwik oglądał w lutym w Beskidach przebierańców, którzy chodzili od domu do domu, prowadząc "niedźwiedzia" na smyczy i tańcząc – niewątpliwie i tym razem był to obrzęd zapustny. Nie był to też, jak sądzi pamiętnikarz, jedynie sposób wyłudzania datków, u jego podłoża leży bowiem magiczna funkcja niedźwiednictwa i przekonanie o cechach nadprzyrodzonych niedźwiedzia. W obrzędzie tym pojawiają się też elementy wysoce archaiczne, jak noszenie przez "niedźwiedzia" na szyi naczynia z krwią i inne, ledwie widoczne pod przykrywką zabawy. Należy do nich szczególnie częsta obecność wśród przebierańców "kozy", przybranej w rogatą maskę, stanowiącej, jak już wspomniano, także rekwizyt rzeczywistych niedźwiedników rosyjskich w XVII wieku. Do tradycji bardzo starych wypada też zaliczyć znany z Mazowsza zapustny zwyczaj okładania przez jednego z "niedźwiedników" skręconą ze słomy pytą wszystkich dziewcząt, które tego roku nie wydały się za mąż.

Ten sam charakter ma tzw. niedźwiedź grochowy, obrzędowa postać występująca często w Niemczech, w Czechach, w Polsce i na Litwie, też przeważnie w widowiskach zapustnych, ale również i przy innych okazjach. Nazwę swą bierze on od grochowin imitujących futro zwierza, którymi w całości lub częściowo owijano człowieka odgrywającego tę rolę. Być może substytutem tym posługiwano się nie tyle z braku lepszego przebrania, jakim był już każdy obrócony włosem na wierzch kożuch, ale ze względu na stosowany nieraz obrzęd "palenia niedźwiedzia", czy to z końcem karnawału, czy czasem w noc noworoczną. Grochowiny istotnie podpalano, a zaraz potem gaszono je wodą. Także i ten "niedźwiedź", prowadzony na linie lub na łańcuchu przez "niedźwiednika", chodził od domu do domu, tańczył i zbierał datki. Miejsce grochowin zajmowały nierzadko powrósła słomiane. Między innymi u Lesiaków w widłach Wisły i Sanu gospodyni zwykle wyskubywała z takiego "niedźwiedzia" słomę i kładła jej źdźbła do gniazda gęsi, by dobrze się niosły, a potem sama tańczyła z "niedźwiedziem", by zapewnić urodzaj konopi. I tym razem to oczywisty ślad dawniejszego zwyczaju wyrywania kłaków żywemu niedźwiedziowi dla zapewnienia pomyślności.

"Słomiany niedźwiedź" (Straw-Bear) znany był także w Anglii. Jeszcze w początkach bieżącego wieku w Cambridgeshire był on oprowadzany na linie, tańczył i zbierał datki z reguły w pierwszy wtorek po Trzech Królach, zwany stąd Straw-Bear-Tuesday, dopóki policja nie zakazała tej praktyki jako rodzaju żebractwa. Gdzie indziej podobne pokazy odbywały się w okresie Bożego Narodzenia, a nawet wiosną. Między innymi w górach Harzu na trzeci dzień Zielonych Świątek pojawiał się "niedźwiedź" w towarzystwie siwego konia, w Wielkopolsce zaś w drugim dniu tegoż święta oprowadzano po wsi chłopca, całego ubranego w liście, którą to zabawę nazywano "niedźwiedziem", była to więc już tylko szczątkowa forma obrzędu. Wodzenie niedźwiedzia grochowego czy słomianego, tak czy inaczej wkomponowane w roczny cykl wegetacyjno-agrarny, miało też wiele cech wspólnych z omówionymi wcześniej tradycjami "niedźwiedzia weselnego", funkcjonując na bazie tego samego archaicznego kultu płodności i urodzaju.

Związek niedźwiedzia wstającego ze snu z końcem zimy znalazł też wyraz w mitach i wierzeniach innych kręgów kulturowych, nie podlegających wpływom i przekształceniom chrześcijańskim. W mitologii nordyckiej zbieżność czasu pojawiania się pierwszych grzmotów wiosennych i przebudzania się niedźwiedzia spowodowała, iż stał się on zwierzęciem boga gromu, Thora, który też przybierał niekiedy jego nazwę jako przydomek albo bywał określany złożonym imieniem Thorbjörn lub Asbjörn.

W Chinach mity dotyczące niedźwiedzia i jego snu zimowego sięgają samych początków historii Państwa Środka. Kun, ojciec Wielkiego Jü, mitycznego założyciela państwa chińskiego i pierwszej jego dynastii (Hia), przemieniał się w niedźwiedzia. Także sam Wielki Jü swoje dzieła, polegające na osuszeniu ziemi, skierowaniu wezbranych wód do koryt rzecznych i rozwarciu zamykających je skał, wykonywał przybierając postać niedźwiedzia i tańcząc przy odgłosach kamiennych bębnów, przypominających grzmoty. Legendy te, dotyczące mitycznych wydarzeń rozgrywających się około dwa tysiące lat p.n.e., a przekazane przez teksty kronikarskie spisane około 300 roku p.n.e., znajdują odbicie także w przekazach o świętej Górze Niedźwiedziej. Jest tam pieczara, którą pewien geniusz otwiera na lato, a zamyka na zimę. Jeśli pozostanie otwarta też zimą, to niewątpliwie będzie wojna; to samo stanie się, jeśli zabrzmią bębny kamienne znajdujące się poniżej innej góry – Góry Bębnów. Cały ten kompleks tradycji i mitów łączy w jeden zespół motyw niedźwiedzia i jego snu zimowego oraz grzmotów, powodzi i wreszcie wojny. Rytualny taniec, odbywany zapewne w skórze niedźwiedziej i przy dźwiękach bębnów, ma w Chinach także późniejsze poświadczenia. [13]

W podaniach pierwotnych mieszkańców Alaski niedźwiedź występuje jako protoplasta klanu, wybawiający ów klan od powodzi. Podobnie jak w legendzie chińskiej, w motywie tym można upatrywać związek budzenia się niedźwiedzia ze snu zimowego z okresem topnienia śniegów. Objaśnianie pierwszych grzmotów wiosennych jako pomruków obudzonego niedźwiedzia można napotkać także u niektórych grup Indian północnoamerykańskich. W jednej z tych wersji grzmot i błyskawica stanowią niszczycielską parę bliźniąt urodzonych przez pramacierz, żonę wielkiego niedźwiedzia.

Kiedy indziej znów niedźwiedź uosabia burzę, grzmoty i wicher – tak stwierdzają już staroindyjskic hymny Wedy, tak wierzyli Lapończycy, błagający ducha zabitego zwierza, by nie zsyłał im burzy i zamieci, a także Białorusini, którzy jeszcze w zeszłym wieku zaklinali nadciągającą burzę słowami: "Niedźwiedziu, niedźwiedziu, rozpędź chmurę, dam ci kupę owsa." Również na Wołyniu, gdy w 1643 roku w Ołyce wielka burza zwaliła krzyż na kościele, cieśle, którzy w tym czasie budowali dom, "widzieli w samym wichrze niedźwiedzia strasznego, którego się przelękli".[14] Tutaj mógł już wprawdzie oddziaływać chrześcijański motyw niedźwiedzia-szatana, nałożył się on jednak niewątpliwie na dawniejszą warstwę wyobrażeń, sięgającą głębokich praczasów.


Ryszard Kiersnowski



Autor, prof. Ryszard Kiersnowski, ur. 4 listopada 1925 w Wilnie, zmarły 7 lipca 2006 w Warszawie, był historykiem-mediewistą i numizmatykiem. Więcej o Nim w Wikipedii: pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Kiersnowski i na stronie genealogicznej Anny Ordyczyńskiej: aordycz.com/aord2/1271.html

Niniejszy tekst wzięty z Jego książki: Niedźwiedzie i ludzie w dawnych i nowszych czasach. Fakty i mity. Warszawa 1990, Państwowy Instytut Wydawniczy, ss. 382-393.

Wydawca Taraki dziękuje Pani Małgorzacie Brykczyńskiej, córce Autora i właścicielce praw, za zgodę na tę publikację.




Przypisy

  • 1 Moszyński, Kultura ludowa Słowian, t. II, l, s. 579 n.
  • 2 N. M. Nikolski, Żywioły u zwyczajach, abradach i wierannjach biełarusskaha sjalanstwa, Miensk 1933, s. 31.
  • 3 V. Z. Reed, The Ute Bear Dance, TAA 9 (1896), s. 237 nn.
  • 4 N. E. Hammarstedt, När vänder björnen sig i idet?, "Fataburen", 1915 (1916), s. 230 nn.
  • 5 J. S. Bystroń, Przysłowia polskie, Kraków 1933, s. 155.
  • 6 V. Alford, The Springtime Bear in the Pyrenees, FL 41 (1930), s. 266 nn.
  • 7 Du Cange, Glossarium, t. II, s. 190 (s. v. Carnelevarium). F. Schneider, Ueber Kalendae Januariae und Martiae im Mittelalter, AR XX (1921), s. 392.
  • 8 G. Boccaccio, Dekameron, IV, 2; przeł. E. Boyé, Warszawa 1983, t. I, s. 339.
  • 9 B. T. Mazzarotto, Le feste veneziane, Firenze 1961, s. 18 nn., 25 n.
  • 10 R. Wolfram, Bärenjagen und Faschinglaufen im oberen Murtale, WZV 37 (1932), s. 59, nn., 68.
  • 11 J. Grimm, Deutsche Mythologie, Göttingen 1854, s. 743. Wolfram, Bärenjagen, s. 68 nn.
  • 12 J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 1985, s. 284.
  • 13 M. Granet, Dances et légendes de la Chine ancienne, Paris 1926, s. 554 nn., 565 nn.
  • 14 Radziwiłł, Pamiętnik, t. II, s. 362.



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)