Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 maja 2006

Mirosław Miniszewski

Czy niepewność (niedokładność) metodologiczna nauk pozwala wyciągać wnioski przeczące zdrowemu rozsądkowi?
Ścisłość, mistycyzm i New Age

Kategoria: New Age

Racjonalne podejście nie pozostaje w sprzeczności z duchowymi poszukiwaniami, mistycyzmem i w ogóle kulturą duchową człowieka. Zjawisko New Age było swego czasu podsycane przez takich twórców jak na przykład Fritjof Capra czy Ken Wilber. Twórczość ta niedbale interpretowana przez zwolenników Nowego Wieku, stała się przyczyną powstania szeregu niedorzeczności, które w naukowym tonie starają się podważyć obowiązujący paradygmat, nie dając w zamian nic oprócz pseudonaukowego bełkotu. W tymże artykule autor postara się przedstawić tylko kilka przykładów, zestawiając je z faktami i poddając pod ocenę czytelnikowi.

Na sam początek weźmy powszechną w literaturze Nowego Wieku, krytykę PARADYGMATU KARTEZJAŃSKO-NEWTONOWSKIEGO, który przedstawiany niczym jakaś klątwa, straszy wyznawców New Age. Paradygmat ten podawany jest na przykład szerokiej krytyce przez Stanislava Grofa, twórcę psychologii transpersonalnej, który to według niego ma być ostatnią forpocztą starego sposobu myślenia i ma natychmiast ustąpić miejsca nowemu, proponowanemu przez niego, a który to jest owocem jego, skądinąd bardzo ciekawych, eksperymentów z LSD i oddychaniem holotropowym. Do samej metody S. Grofa odnosić się nie będę, gdyż nie mam ku temu kompetencji, jednakże chciałbym wyjaśnić na czym ów maleficzny według niego paradygmat w ogóle polega, aby czytelnik mógł sam się do niego odnieść i powziąć refleksję - bowiem ani Grof, jak i jemu podobni krytycy, samego owego pojęcia nie wyjaśniają.

Kartezjusz (René Descartes, lub w zlatynizowanej formie Renatus Cartesius, 1596 1650 r.) - francuski filozof, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII w., uważany za prekursora nowożytnej kultury umysłowej, był autorem słynnego powiedzenia cogito ergo sum (myślę więc jestem). Otóż Descartes zastanawiając się nad naturą ludzkiej istoty zastosował taką oto metodę: zastanawiał się w co może zwątpić. Kiedy tak wątpił w kolejne aspekty swego jestestwa, to doszedł do jednego, podstawowego poglądu, że nie może zwątpić w to, że jest. Tego doświadczenia nie mógł ani bardziej zredukować ani poddać w wątpliwość. Zastosowawszy metodologiczną redukcję - nawet zwątpiwszy w założeniu w substancjalność materii, istnienie Boga, świata realnego - pozostaje jedno: świadomość siebie samego. Oprócz tego Descartes był zwolennikiem dualizmu substancjalnego - wierzył w to, że materia i ciało to jedno, a duch, dusza drugie. Połączenie tych dwóch substancji w przestrzeni człowieczeństwa, była przedmiotem dalszych rozważań Kartezjusza jak i żyjących po nim filozofów. Idee Kartezjusza na temat materii i natury cielesności stały się - na przykład - podstawą współczesnej bioetyki stosowanej w transplantologii i medycynie ogólnie.

Drugi człon nazwy rzeczonego paradygmatu pochodzi od Izaaka Newtona (1642 - 1727) W 1679 Newton pracował nad zagadnieniem grawitacji i jej wpływem na orbity planet, odwołując się do praw Keplera. Swoje wyniki opublikował w De Motu Corporum (1684). Obejmowała ona początki praw ruchu, które zostały szerzej omówione w Principiach. Owe Philosophiae Naturalis Principia Mathematica (Matematyczne podstawy filozofii naturalnej), przedstawiają między innymi trzy uniwersalne prawa ruchu, które nie zostały ulepszone aż do czasów Alberta Einsteina. Użył łacińskiego słowa gravitas (ciężar) do nazwania siły, którą obecnie znamy pod nazwą grawitacji i zdefiniował prawo powszechnego ciążenia. W tej samej pracy przedstawił też pierwsze analityczne wyprowadzenie wzoru na prędkość dźwięku w powietrzu. Fizyka newtonowska pozostaje nadal aktualna dla układów w skali układów planetarnych, a teorie mechaniki kwantowej, tak chętnie przywoływane przez nauczycieli New Age, nie podważają jej ale uzupełniają o teorie w odniesieniu do poziomu kwantowego, tak jak teorie względności Einsteina mają zastosowania do wszechświata w skali makro. Odkrycia mechaniki kwantowej, o których będzie jeszcze mowa dalej, nic nie zmieniły: przedmioty rzucone w polu oddziaływaniu ziemskiej grawitacji nadal spadają, jak słynne jabłko na głowę Newtona. W paradygmacie kartezjańsko-newtonowskim nie ma zatem żadnej klątwy wymierzonej w ludzi, nie jest ona też rodzajem spisku światowego, w co niektórzy też wierzą: jest to po prostu jedna z wizji rzeczywistości oparta na obserwacji i eksperymencie. Jest to podejście jednocześnie racjonalne jak i empiryczne. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, musi wykazać, że może być inaczej. Musi to zrobić przy pomocy dowodów w postaci obliczeń. Na razie wzory Newtona, Keplera i Kartezjusza działają. Jeśli inne teorie je uzupełniają, to jest to wynik natury wiedzy, a niej jej słabości.

Ma to związek z kolejnym zagadnieniem, a mianowicie aksjomatów. Każda nauka opiera się na pewnych aksjomatach. Aksjomat to postulat pierwotny, który nie jest definiowany. Sam jest podstawą do formułowania definicji. Aksjomatami geometrii euklidesowej (czyli tej zwyczajnej, codziennej) są na przykład te mówiące, że trójkąt to wielobok, którego suma kątów wynosi 180°, a przez punkt położony obok prostej możemy przeprowadzić dokładnie jedną, inną prostą równoległą do tamtej. Aksjomatami logiki pierwszego rzędu jest na przykład zasada niesprzeczności mówiąca, że o jednej i tej samej rzeczy nie można orzec, że jakaś jest i że nie jest taka jednocześnie. Niektórzy naukowcy twierdzą, że jedynie aksjomaty logiki kwantyfikatorów pierwszego rzędu stanowią niezawodną i niesprzeczną podstawę wnioskowania, nie wymagającą uzasadniania. Kurt Gödel (1906 - 1978), austriacki logik i matematyk, autor ważnych twierdzeń z zakresu logiki matematycznej, współautor jednej z aksjomatyk teorii mnogości, opracował jedno z najważniejszych we współczesnej nauce twierdzeń. Do najbardziej znanych osiągnięć jego należą twierdzenia o niezupełności i niesprzeczności. Pierwsze z tych praw stwierdza, że dowolny system formalny, zawierający w sobie aksjomaty arytmetyki liczb naturalnych, jest albo zupełny albo spójny i nigdy nie posiada obu tych cech jednocześnie. Innymi słowy: można orzekać o prawdziwości wszystkich zdaniach takiego systemu, jednak wówczas istnieje w systemie pewne prawdziwe zdanie, którego zaprzeczenie również jest prawdziwe. Tym samym system albo jest sprzeczny wewnętrznie, albo system nie musi być sprzeczny, lecz wówczas istnieją zdania, których prawdziwości nie da się wywieść z aksjomatów i twierdzeń rozważanego systemu formalnego. Drugie z wymienionych twierdzeń Gödla jest konsekwencją poprzedniego. Głosi ono, iż nie da się dowieść, w ramach tego systemu, spójności żadnego systemu formalnego zawierającego arytmetykę liczb naturalnych. Aby taki dowód przeprowadzić, niezbędny jest system wyższego rzędu, którego spójności w ramach niego samego również nie da się dowieść - i tak w nieskończoność. Potoczne rozumienie twierdzeń Gödla prowadzi zwykle do nieprawidłowych wniosków, na przykład że nie wiadomo, co jest prawdą, lub że każdy system rozumowania jest sprzeczny albo niezupełny. Dla logiki pierwszego rzędu, takim systemem wyższego rzędu jest logika kwantyfikatorów drugiego rzędu i oparta na niej - na przykład - matematyka. Dla fizyki newtonowskiej takim systemem wyższego rzędu jest mechanika kwantowa i teorie względności Einsteina. Nie zaprzeczają one fizyce newtonowskiej, ale ją uzupełniają o ten zakres, gdzie jej aksjomaty w zestawieniu z rzeczywistością mogą prowadzić do sprzeczności lub niedokładności wyników badań. Fizyka kwantowa też pewnego dnia dojdzie do etapu, gdzie aby ją uzupełnić trzeba będzie zastosować system jeszcze wyższego rzędu.

Logika drugiego rzędu, oparta na iście platońskich założeniach, zakłada, że obiektami mogą być relacje lub cechy (w logice pierwszego rzędu obiektami są tylko indywidua) - to założenie jest podstawą całej informatyki, matematyki i wreszcie platońskiego idealizmu, na którym opiera się również mistyka i duchowość miliardów ludzi na całym świecie.

Z tego wszystkiego nie wynika że Newton się mylił, a Kartezjusz bredził. Żadna postmodernistyczna papka z tego wyjść nie powinna, chyba że ktoś się postara, pominie istotne fakty i poprzekręca wszystko tak, żeby wyszło na jego.

Kolejnym błędnie interpretowanym zjawiskiem jest zasada nieoznaczoności Heisenberga. Skrajnie nastawieni interpretatorzy wmawiają swym wyznawcom, że zasada ta stanowi, iż aktem obserwacji wpływamy na przedmiot obserwacji, a więc jest to naukowe wytłumaczenie intencjonalnych aktów nadprzyrodzonych, jak działania magiczne, telekineza etc. Zasada nieoznaczoności mówi natomiast tylko tyle, że nie można z dowolną dokładnością wyznaczyć jednocześnie położenia i pędu cząstki elementarnej. W świecie kwantowym nie ma możliwości dokładnego pomiaru jednocześnie położenia i pędu cząstki, gdyż każdy pomiar z samej swojej natury wpływa na badany obiekt, zmieniając jego właściwości. Można przewidywać jedynie średnie wyniki z serii wielu pomiarów. Ważne jest by podkreślić, że owa nieoznaczoność nie jest błędem pomiarowym wynikającym z niedoskonałości urządzeń lub metod pomiarowych, ale jest niepewnością wyników wynikającą z istoty samego pomiaru. Sam pomiar bowiem w przeważającej większości przypadków zmienia stan układu. Z tą zasadą jest związana wielkość fizyczna zwaną stałą Plancka (h=6.626*10-34 J*s), która wyznacza tu pewną charakterystyczną skalę. Obiekty, dla których długość fali jest zbliżona do ich wielkości, nabierają na skutek działania niesamowite własności. Przykładem może być tu elektron, który na skutek tunelowania może przejść przez odpowiednio wąską barierę potencjału pomimo tego, że jego energia jest mniejsza od wysokości tej bariery. Jednak obiekty fizyczne większe od długości wyznaczonej przez stałą Plancka nie mają takich własności. Z zasady nieoznaczoności nie wynika natomiast, że patrząc na łyżeczkę sprawię, że ta się wygnie, albo że złym okiem czarownica sprawia, że krowa sąsiadki mleko przestanie dawać...


Czytelnikowi, który przebrnąwszy przez tern wywód dotrwał do tego momentu, autor pragnie wyjaśnić, po co ten tekst. Odpowiadając na pytanie postawione w tytule, niedokładność czy niepełność teorii naukowych nie jest i nie powinna być podstawą do wciągania pochopnych wniosków, gwałtownych twierdzeń, że oto czas nauki się skończył i nastała pora jakiegoś nowego paradygmatu opartego na czym innym... no właśnie, co nie jest jakoś konkretyzowane przez kapłanów Nowego Wieku. Świat trzyma się kupy nadal, przedmioty rzucone do góry spadają, człowiek siłą woli nie może wyginać łyżeczek (ani ich przyciągać do ciała), patrząc na krzesło nie sprawimy, że oto się przesunie ani zażywając LSD nie zobaczymy całej prawdy w jednym akcie umysłu. Natomiast cała sfera duchowości człowieka, jego wiary pozostaje autonomiczną sferą, domeną mistyki. Mistyka jest związana z językiem przekazu autentycznego doświadczenia duchowego. Cały czas pozostaje aktualnym pytanie, czy granice naszego języka są granicami naszego poznania? Bowiem jeśli język ma je wyznaczać, to powstaje następne pytanie o autentyczność, a nawet wartość mistycznych doświadczeń. Jeśli odpowiemy twierdząco, musimy jednocześnie zakwestionować całe bogactwo mistyki. Ale jeśli uznamy raczej, że język ogranicza nasz umysł, to zostawiając miejsce na TO, co transcendentne, pozostawiamy sobie po pierwsze pole do dalszych rozważań, a po drugie nie wylewamy z kąpielą całego bogactwa duchowych doświadczeń człowieka.

Pozostając przez chwilę w świecie paradoksów języka mistyki, powstaje pytanie, czy zjawisko to poddaje się prawidłom logiki predykatów pierwszego rzędu (a więc tego o najpewniejszych aksjomatach). Powszechnie panujące opinie wykluczają możliwość poddania doświadczenia mistycznego pod prawidła logiczne. Jeśli o tym, co transcendentne absolutnie, tak że nie sposób nawet tego nazwać, nie da się powiedzieć, że jest, a jednocześnie nie da się powiedzieć też że nie jest, to wkraczamy w przestrzeń paradoksu. Bowiem z ludzkiego, racjonalnego punktu widzenia TO, co transcendentne jest tak inne, tak odległe, że równie dobrze można powiedzieć, że TEGO nie ma. Jeśli spróbujemy opisać takie rozumowanie w języku predykatów, to wyjdzie nam coś takiego:

? < ... ( ~ (~ (~ (~ (~ (~(~ (~ (~ ( Jt))))))))))

gdzie:
t - Transcendentne
J - Jest

Kolejne negacje dążą tutaj do nieskończoności, przynajmniej symbolicznie oddając to, co owo zdanie próbuje opisać - nie można wydać ostatecznego sądu. Ta formuła przypomina jedno ze zdań języka naturalnego, które wygłosił kiedyś Nagardżuna, twórca buddyjskiej szkoły madhjamika:

"TO" jest i "TO" nie jest.
Ale ani jest ani nie jest jednocześnie.
Nieprawda, że jest i nie jest jednocześnie.
Ani nieprawda, że nie jest i jest jednocześnie.

Jeśli na samy początku wnioskowania wprowadzimy pojęcie nieskończoności, choćby w odniesieniu do Boga, to możemy wyciągnąć z tego każdy jeden dowolny wniosek. Bóg (może być TAO) pozostaje nieskończony, transcendentny i cała sfera mistyki wraz z nim. Granice wytyczone przez język nie są nieprzekraczalne, a otwartość na TO, co transcendentne stanowi część naszego człowieczeństwa. Otwartość ta jednak nie oznacza pochopnego odrzucania całego bogactwa dokonań człowieka na polu nauki, logiki i racjonalizmu. Jedno nie pozostaje w sprzeczności z drugim.

Białystok 15 maja 2006

Mirosław Miniszewski
anthropos@anthropos.pl


Autor jest obecnie studentem filozofii na Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Białymstoku. Zajmuje się filozoficznym ujęciem mistycyzmu oraz filozofią zła. Obecnie prowadzi badania nad językiem doświadczenia mistycznego w tekstach gnostyckich oraz nad problematyką zła w kontekście Holokaustu. Równolegle interesuje się logiką w zastosowaniu do języka i ontologii. Jest zaangażowany teoretycznie i praktycznie w problematykę praw człowieka.





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)