Że w gaciach tych samych paradują i nawet po teatrach, jak im się bilety darmowe podaruje, smród rozsiewają… A żeby to chociaż ze swych rodaków przykład radosny brali, co im dolarów dostarcza talent pracowitych i przez Boga do służby dla innych powołanych. To nie. Siedzą i marudzą. A tam spektakle wielkie miejsce mają, co z pośladków zaciśniętych tym przedsiębiorczym fortunę kreują…

Warto więc na zakończenie, przywołać te odsłony najświetniejsze, co zwyczajnych rolników wybijają pośród przeznaczenie, kiedy kur o poranku wciąż świetnością dnia pieje.

Haust mam na myśli, co go łyknąć trzeba niczym świeże powietrze i jak filozofii nadzieję. Historia to taka, że jakby sławić alkoholika pewien upadek… A jak alkoholik, to i wiadomo… Zrzygać się świnia nierzadko potrafi i bełkocze wzorowo. Tedy trzeba kurtyny uchylić i na maestrię wyobraźni spozierać, która sens nam niechybnie pod oczy podsuwa.

Nienaganną dykcją. Artyzmem odpowiedzialności i z pietyzmem wzruszenia. W rytm, tempo, po przecinek i średniówkę. Po co? – zapytasz człeku mały i w misteriach sztuki będący profanem. Już odpowiadam… Doktora to dla ciebie prosta recepta: haust łykniesz i rzeczywistość bezpieczna. Nadzieją twych talentów wiedziona i, prawdę powiedziawszy, bez ciebie ona skona… Lecz byś potrafił to ujrzeć wyraźnie, to musisz poczekać na skroni siwiznę i wieku swego kaźnię… Ona cię do Chrystusa zbliży i cierpieniem swym ukaże, żeś protestantom winien sprawiedliwą gażę…