Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 sierpnia 2010

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Ateny, Jerozolima, Ganges (odcinków: 24)

Nieporównanie


« Wg św. Pawła Wniebowzięcie św. Pawła »

(5.) Jak już napisałem wcześniej w komentarzu, istotą jerozolimizmów jest przekonanie, że struktura świata jest jakby ŁACIATA - składają się na nią rzeczy nieporównywalne. Co w szczegółach i przykładach znaczy m.i. że:

  • Ludzie dzielą się na tych "właściwych" i tych "niewłaściwych" - np. goim, potępionych, nieczystych, burżujów, gorszej rasy. ("Wytępić całe to bydło..." - jak rzekł Kurtz u Conrada).
  • Sam człowiek jest nieporównywalny z innymi żywymi istotami, bo np. "ma duszę", "stworzony jest na obraz Boga" - a więc nie należy do obywateli planety Ziemi.
  • Czas będzie mieć koniec i zacznie się nieporównywalny "inny czas i inna ziemia" (Obj. św. Jana).
  • Istnieją źródła, przekazy wiedzy, które są nieporównywalne z innymi, np. Biblia, Koran, "Kapitał" K. Marxa. (Ten punkt Ernest Gellner uznał za charakterystyczny dla fundamentalizmu.)
  • Istnieją wydarzenia i procesy historyczne nieporównywalne z innymi, bo np. objawia się w nich Bóg lub Zbawcza Historia, np. wyjście Żydów z Egiptu, życie Jezusa, Rewolucja Październikowa, wojna Niemiec ze światem pod wodza Fuehrera. Najnowszym wynalazkiem w tej dziedzinie jest "nieporównywalność" Holokaustu. (Zob. poglądy Egona Flaiga referowane przez Tomasza Gabisia www.tomaszgabis.pl/?p=420)

Sama ta nieporównywalność czy nieporównanie nie jest czymś wymyślonym, bo należy do doświadczenia ludzkiego. Najważniejszą chyba rzeczą nieporównywalną - z niczym co jest doświadczeniem żyjącego - jest śmierć. Prócz tego są nieporównania trochę mniej groźne: "ja" (jako ja) jestem nieporówna(l)ny(/a) z kimkolwiek innym, "zewnętrznym", z "tobą". TA CHWILA jest nieporówna(l)na z tym, co było i co będzie. W pewnych stanach zmienionej świadomości doświadczamy rzeczy, o których potem nie jesteśmy w stanie powiedzieć ani słowa, bo są właśnie nieporównywalne z tym, co zwykle.

(Witkacy świadom był nieporównania, które nazywał "tajemnicą istnienia", a styczność z nieporównaniem - "uczuciem metafizycznym". Nie byli do niego zdolni ludzie zanurzeni w społecznej codzienności, tzw. przez niego "pyknicy", miało też zanikać, aż do całkowitego zaniku wraz z postępującą socjalizacją, czyli "zbydlęceniem". Przypominam, że Witkacy był aż nadto typową enneagramową Czwórką Tragicznym Romantykiem, a w astrologii osobowością zdominowaną przez Neptuna.)

Ciekawe, że nieporównanie mieszka w matematyce. Matematycy na jego nazwanie używają słowa "osobliwość". Najznańszą i generyczną osobliwością jest dzielenie przez zero - które nie ma wyniku, bo nie istnieje liczba S, która spełniałaby równanie x/0 = S czyli S*0 = x . ("x" oznacza dowolną liczbę prócz zera.) (Gdzie tu jest cały "myk"? - W tym, że cokolwiek pomnożone przez zero daje zero. Tymczasem rzekome S powinno mnożyć się przez zero i dawać coś innego niż zero.) Wynik dzielenia przez zero można by nazwać nieskończonością, bo jest większy od dowolnej liczby. Ale nieskończoność nie jest liczbą! Matematycy mogli się umówić, że nie będą dzielić przez zero - że takiej operacji po prostu nie ma, a "x/0" to bezsensowny napis złożony z trzech błędnie postawionych znaków. W praktycznych rachunkach fizyków i techników coś takiego jednak się pojawia... I muszą sobie z tym jakoś radzić. Procedury radzenia sobie z osobliwościami wynaleziono i nazwano renormalizacjami. (Hasło "Renormalizacja" w polskiej Wikipedii jest niezrozumiałe, pewnie także przez tego, kto je pisał - trzeba czytać po angielsku.)

Jerozolimskie światopoglądy przypominają taką matematykę, która dzielenie przez zero uważa za swój fundament, z którego wszystko wynika. Ale ponieważ nie ma takiego S, żeby S*0 = x (jakiejś zwykłej liczbie), to w jego istnienie jak i w sens takiej operacji trzeba uwierzyć wbrew logice i rozumowi. W kolejnych rachunkach pojawi się dzielenie zera przez zero. 0/0 = k , gdzie "k" oznacza każdą liczbę. Dlaczego? Bo dla każdej liczby k*0 = 0 . Ale jakąś liczbą to "k" być musi. Którą więc ma być? Przecież nie dowolną! Dopiero by to było, gdyby każdy mógł ją dobrać sobie tak jak mu się wydaje. W takich razach wkracza autorytet, który z namaszczeniem orzeka: k to siedem! Albo kiedy indziej: k to osiemnaście. Autorytety, żeby nimi być, muszą używać argumentu siły. I tak, jak pisze Egon Flaig cytowany przez Tomasza Gabisia we wspomnianym tekście, "w ostatecznym rozrachunku rozstrzyga przemoc". Dzielić przez zero da się tylko przy użyciu pałki, kałasza etc.

(6.) Kiedy piszą o dawnych Chinach, nam, z Zachodu, trudno jest załapać, jak to było, że Chińczycy, a raczej ich oświecone elity, wyznawali (jeśli użyć tego nie pasującego słowa) dwie religie naraz (jeśli je nazwać religiami) - konfucjanizm i taoizm. Konfucjanizm ma wiele wspólnego z Atenami. Być może dałoby się wręcz znaleźć podobieństwa między konfucjanizmem a stoicyzmem. Taoizm za to przypomina idee znad Gangesu. Ale tak, jak Chiny były podwójne w swojej ideosferze, analogicznie podwójna była (i jest) również Europa, z jednej strony ateńska, z drugiej jerozolimska. Europejczycy, typowo, wyznawali dwie szkoły: byli jednocześnie ateńczykami i jerozolimczykami.  (Chiny nie przyjęły jerozolimizmów: manicheizm i islam dotarły tam, ale zatrzymały się na pustynnych pograniczach.)

(7.) Stanisław Michalkiewicz dzisiaj (18 sierpnia 2010) napisał (idąc za Feliksem Konecznym):

"/.../ wielu ludzi myśli, że konserwatyzm oznacza nieprzejednaną wrogość wobec wszelkich zmian. Tymczasem - nic podobnego! Konserwatyzm oznacza tylko chronienie fundamentów cywilizacji - w naszym przypadku - łacińskiej, w postaci greckiego stosunku do prawdy, zasad prawa rzymskiego i chrześcijańskiej etyki, jako podstawy systemu prawnego."

Oto Ateny, które oswoiły, zintegrowały Jerozolimę, wyobliły jej ostrza i rogi.

Jerozolima jest jak ostrze, jak dzida. Ateny są kuliste.

(8.) Ernest Gellner pisał o trzech głównych i "nieprzywiedlnych" postawach, jakie występują we współczesnym świecie; są nimi wg niego (1) religijny fundamentalizm, (2) postmodernistyczny relatywizm, (3) oświeceniowy racjonalizm. Trójkąt Gellnera jest jednak czymś innym niż to, o czym ja tu piszę. Fundamentalizm można zrównać z Jerozolimą, racjonalizm z Atenami, ale Gangesu w schemacie Gellnera nie ma. (Chociaż wiele od niego można nauczyć się w w/w przedmiocie!)

Ateny, Jerozolima, Ganges: wstęp na końcu

Coś w naszym świecie zaczęło się (umownie mówiąc) w Atenach, coś w Jerozolimie i okolicach, coś - niedawno - przybyło znad Gangesu. Ciekawe jest prześledzić te trzy nici, jak trzy guny.


« Wg św. Pawła Wniebowzięcie św. Pawła »

komentarze

1. Szestow. • autor: Nierozpoznany2010-08-19 12:08:44

Wszedłem dziś do księgarni by schować się przed deszczem. Patrze na półkę z filozofią i pierwsze na czym mój wzrok spoczywa to Lew Szestow - "Ateny i Jerozolima" :-)

re-komentarz Autora:

Kupuję!

   Wojciech Jóźwiak --- autor

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)