Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 sierpnia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Niesłuszne kampanie w słusznych sprawach


« Hodowanie miłości Ślad stopy na piasku »

         Dyskusja z naprawiaczkami wyglądu ludzkiej populacji przywołała inne przykłady kampanii w słusznych sprawach, które zapędziły się zbyt daleko lub przerodziły we własną karykaturę. W kampaniach tych interesują mnie zwłaszcza uzasadnienia ezoteryczne i duchowe, bowiem są one bardzo modne i zastąpiły uzasadnienia naukowe lub zdroworozsądkowe dominujące ongiś. Ponadto splatają one psychologię naukową z naukawą i kuchenną oraz treściami celowo preparowanymi niezrozumiale i swoiście odlotowymi, tworząc konglomerat właściwy naszym czasom. 

         Na pierwszym miejscu znajdujemy ochronę zwierząt. Pisałam już o niej w odcinku 21 o futrach – Zapieczona zaciekłość (http://www.taraka.pl/zapieczona_zacieklosc)

         Ostatnio kampania dotyczyła transportu konnego do Morskiego Oka. Przy każdej okazji padnięcia konia (co zdarza się nadmiernie często) nawołuje się do zastąpienia transportu konnego bardziej jego cywilizowaną formą. Przy tej okazji słusznych sugestii początkowo nieśmiało, później znacznie agresywniej zaczęto forsować pogląd, że do Morskiego Oka (jak na Mount Everest) należy udawać się na własnych nogach i nie każdy akurat musi wozić własną d… jakimkolwiek środkiem transportu. Stąd już blisko do poglądu, że niepełnosprawni nie muszą akurat odwiedzać Morskiego Oka i pomysły zastąpienia koni wózkami akumulatorowymi czy czymś podobnym są bez sensu z uwagi na to, że nie każdy musi oglądać co chce i być tam, gdzie chce. U podłoża tej kampanii stało inne słuszne hasło sprzeciwiające się „zadeptywaniu Tatr”. Istotnie, wydawać by się mogło, że fakt, iż byle kto śmie deptać po naszych wspaniałych najwyższych górach, nie kierując się przy tym ideologicznymi założeniami, co cechowało ponoć miało turystów okresu Międzywojnia, i że tych depczących jest wyraźny nadmiar, powinien wszystkich sensownie myślących ludzi skłonić do przeciwdziałania tej profanacji. Niestety, zdrowy rozsądek mówi nam, że póki ktoś będzie robił pieniądze na tym zadeptywaniu, póty żadne apele nie pomogą. Ale łatwiej nawoływać, żeby ludzie przestali robić coś, niż do tego, żeby inni przestali na tym zarabiać, bo wówczas trzeba by wypłacić im jakieś rekompensaty.

         I tak obrońcy przyrody w imię skądinąd słusznych haseł dają się zapędzić za jednym zamachem w ideologię dyskryminacyjną — kogokolwiek ich nawoływania by nie dotyczyły: niepełnosprawnych, przeciętnych zjadaczy chleba, miłośników spacerów na obcasach, niefrasobliwych tatusiów itp. — są oni używani jako naboje do publicystycznych dział.

         Jednak prawdziwą kopalnią słusznych idei naprawienia świata w głupiej oprawie jest polityka. Czego tu się nie opowiada, jakie wynalazki tu nie są traktowane całkiem poważnie! Tylko kilka zdań zacytowanych dla nauki.

Gatunek: horror (wpis z okazji egzekucji Jamesa Foley przez dżihadystów)

— "Och, och, och, straszna barbarzyńska zbrodnia! Och, och! No myślałby kto. Tylko ciekawe czemu nikt nie wzdycha nad tysiącami dzieci palestyńskich mordowanych strzałami z czołgów żydostwa za amerykańskie dolary! Tu jakoś polska gawiedź przechodzi do porządku dziennego. Dopiero kiedy bojownicy walczący o uwolnienie świata od parchatej zarazy złapią jakiegoś jankeskiego, czy żydowskiego kundla i utną mu łeb, rozlega się żałosne aj-waj.... Przykro mi, że tak napiszę, ale po latach przemyśleń dochodzę do wniosku, że nie ma innej rady, jak wytłuczenie żydostwa co do ostatniego. Jeśli ludzkość ma przetrwać na tej planecie i rozwijać się jako gatunek, to musi zoperować ten nowotwór złośliwy ze swojego organizmu. W przeciwnym razie zginiemy bezpowrotnie i za 100 lat nie będzie już ludzi. Tylko oni będą pławić się w luksusach i kilkaset tysięcy służących do skakania wokół nich!... czy to życie jakiegoś Polaka, czy Europejczyka zakończyło się na tym filmiku? Ani mnie to ziębi, ani grzeje. A nawet jestem zadowolony, bo znielubiłem Jankesów podczas mojej 23-letniej emigracji tam. To ludzie hardzi, pyskaci i bezczelni. Może nie trzeba ich wykańczać, ale przydałoby się tam postawić na każdym rogu boksera (najlepiej ruskiego), który lałby w mordę każdego przechodnia. Tak na wszelki wypadek. I dla wzbudzenia pokory, bo tego nie mają za grosz..."

Gatunek publicystyka nielogiczna

— Ruch społeczny tzw. „Nowa Polska”. Rzecznik R.S. NOWA POLSKA – Kazimierz z Kęt – „husarz” oświadcza: „Jestem autorem wyżej wymienionej konstytucji. PS: Konstytucja NOWEJ POLSKI, EUROPY i ŚWIATA – cena 50 złotych.” (Nawiasem mówiąc podoba mi się pomysł, żeby konstytucję sprzedawać, a nie bezpłatnie udostępniać każdemu, komu się zachce. Wówczas nikomu nie można będzie zarzucić, że nie przestrzega prawa – odpowie, że z powodu złej sytuacji materialnej nie stać go było na zakup tejże. Jednakże bez wyłożenia 50 zł nie mogę się dowiedzieć, jak NP zamierza odebrać partiom władzę i przekazać ją całemu narodowi i w ogóle jakie ma pomysły na naprawę świata.)

 Niejaki Stefan Michał Dembowski, lider stowarzyszenia „Demokracja USA”, który inicjuje akcję „Palimy Gazetę Wyborczą”, szczycąc się, iż w swojej łaskawości „nie powiesimy Michnika”. Wydaje mu się, że najlepszym sposobem na propagowanie demokracji jest palenie czegoś, co nam się nie podoba – ale mogę się mylić. Interpretatorki idą dalej, uzasadniając zresztą swój pogląd zgoła ezoterycznie: „Jeszcze nie ma kraju, w którym demokracja zadziałałaby korzystnie i była dobrem dla ludzi. Każde słowo ma swoją treść i związaną z tą treścią energię, a słowo demokracja jest energią demo - kracja. Demo - n + kreacja. Tworząc demokrację używamy takich energii” (demonicznych energii, mam rozumieć). Kłania się nieznajomość łaciny i wybiórczość materiałów: powołuje się na Wikipedię w związku ze znaczeniem słowa „demon”, ale już nie ze znaczeniem słowa „demos”, od którego nazwa ta pochodzi. Oczywiście najwyższe dobro dla ludzi prezentuje zapewne dyktatura, zdaniem tej ezoterycznie nakierowanej osoby. Pisze ona: „Myślę, że w narodach słowiańskich przydali by się tacy dyktatorzy i do tego o takiej świadomości, żeby wyjść ponad podziały naszego narodu jako całości i zbudować jedność między Słowianami, a dla wszystkich nas wyszłoby to na dobrze. Bylibyśmy siłą decydującą o nas jako grupie etnicznej... Ja uważam, że nie ma złych dyktatorów, bo jest to stanowisko mające konkretny cel”. I masz babo placek! Słuszne i chwalebne zainteresowanie Słowiańszczyzną i rodzimowierstwem, jako poszukiwaniem swoich korzeni, owocuje takim zepsutym i zarobaczonym od zarania płodem.

         Jeśli komuś się wydaje, że pewien pan w muszce stanowi extremum, to bardzo się myli.

         Ale zostawmy na boku politykę i zasób bredni, które tworzy. Inną dziedziną, w której szczytne cele unicestwia wykonanie jest sfera kulinarna. To znaczy tzw. zdrowego żywienia. Czego tam nie ma! Prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. Niewątpliwie słuszne zalecenia żywieniowe, pomieszane z przesądami czy wręcz szkodliwymi zaleceniami, prezentacja nowych produktów i nowych potraw z wykorzystaniem bałamutnych opisów i pochwał na wyrost. Przeciętna kobieta, zwłaszcza taka, która nigdy w swoim życiu nie gotowała posiłków dla całej rodziny, a czasem zmuszona była gotować z uwzględnieniem odpowiedniej diety, nie pojmie tego wszystkiego i będzie się miotać od jednego obrzydlistwa do drugiego, nie chcąc w dodatku przyznać się przed sobą, że uwierzyła jakiejś bzdurze. Pół biedy jeśli przepis wypróbuje na sobie, a nie poda go gościom jako modną nowość!

         Sięgam pamięcią do lat słusznie minionych i napotykam także przesądy, ale ponieważ mniej produktów spożywczych było dostępnych, mniejszy był zakres możliwego doradzania lub odradzania. Wygłodzeni po II wojnie światowej ludzie nigdy nie przyjęliby za prawdziwego twierdzenia, że nadmierne spożywanie słoniny czy chleba (a zwłaszcza białych bułek stanowiących pewien luksus) może być szkodliwe. Za to twierdzono, że szkodliwe jest jedzenie pomidorów, które mają rzekomo działanie rakotwórcze. Wcinano więc taki rarytas jak paprykowaną lub wędzoną słoninę z kwaszonymi ogórkami lub kapustą. Witaminy zażywano w postaci napoju z drożdży (nikt ich nie „zabijał” wrzątkiem), a słabowitym (anemicznym) dzieciom serwowano siekaną surową wątróbkę lub kazano pić świeżą krew zwierzęcą kupowaną u rzeźnika lub w ubojni.

         Wielu warzyw nie znano. W lecie w roku 1966, gdy mieszkałam i pracowałam w Olsztynie, przyjechałam na delegację służbową do Warszawy i tu kupiłam cały kilogram papryki. Siatki na zakupy wówczas używane miały oczka jak w rybackiej sieci i wszystko było przez nie widać. Nim doszłam ze stacji do domu, nie mogłam się opędzić od tłumu podążającego za mną i dopytującego: co to jest, jak się to je, ile kosztuje i gdzie kupiłam. Ja znałam wcześniej paprykę mrożoną — kupowałam ją w kartonowych pudełeczkach mieszanki importowanej z Węgier. W skład tej mieszanki oprócz krojonej papryki i innych warzyw wchodził kawałek czegoś niewielkiego z czarną skórką. W encyklopedii przeczytałam, że nazywa się to bakłażan. W mieszance był zawsze tylko jeden kawałek i ja na niego polowałam. Nie wiem, czy przypadkiem moja aktualna miłość do bakłażanów nie bierze się właśnie z tamtego polowania.

         Ale wracając do przesądów. Czytuję, że soda jest dobra na wszystko, a zwłaszcza na zgagę (to nic, że ma działanie żrące i przenika w głąb każdej tkanki); że herbaty nie należy pić z cytryną, bo pod jej wpływem zmienia się w truciznę; że najlepszym lekarstwem na biegunkę jest coca-cola, bo wyżera bakterie i rozpuszcza je (czy to nie echa starej reklamy, nie pamiętam już czego, gdy coca cola rozpuszczała skorupkę jajka); że wszystkim nam szkodzi mleko i gluten (podobno nietolerancja glutenu obejmuje jedynie 3% populacji, jak jest z mlekiem, nie wiem), że mleko nie szkodzi jedynie genetycznym potomkom koczowników (zapewne ja do nich należę, bo mnie nie szkodzi), ale za to szkodzi im gluten (mnie też chyba nie szkodzi, widać mam też coś genetycznego z rolników), że pijąc napar z dziurawca nie należy wychodzić na powietrze w słoneczne dni, bo dziurawiec uczula na słońce, a w dni pochmurne też, jeśli długo się przebywa poza pomieszczeniami zamkniętymi; że najłatwiej schudnąć, nawet obżerając się, pod warunkiem, że je się tylko w ciągu kilku godzin (uzasadnienie jest takie że człowiek pierwotny się nażerał do oporu, a potem głodował i był szczupły).

         Wierzę, że kasza jaglana jest zdrowa, i sama ją bardzo lubię, ale już lody waniliowe z kaszy jaglanej to chyba przesada. I to właśnie można zarzucić tym wszystkim wskazaniom i zaleceniom — są tak samo arbitralne, pewne siebie i przereklamowane jak wróż Maciej.

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-08-25)



« Hodowanie miłości Ślad stopy na piasku »

komentarze

[foto]

1. Tak a'propo "przesądów" • autor: Piorun2014-08-24 22:26:33

- cola bez gazu faktycznie leczy biegunkę - to stary patent włóczykijów. Czemu tak się dzieje? zapewne Diabli wiedzą, ale ja z wrodzonego szacunku kolegów o tajemnice zawodowe nie pytam.
- pod wpływem kwasu z herbaty (zwłaszcza czarnej) uwalnia się glin, co nazbyt zdrowe, nie jest, a już szczególnie w dzisiejszych czasach. 
Z resztą zacytuję biochemika:
"Jeśli zaparzymy herbatę i potem po wyjęciu torebki użyjemy cytryny, to nasz organizm przyjmie taką samą ilość glinu jak gdybyśmy nie użyli cytryny, bo kwas cytrynowy rozpuszcza glin zawarty w liściach i powoduje jego przechodzenie do naparu. Przypominam, że do czystej wody glin z liści herbaty prawie nie przechodzi. A co się stanie, jeśli do parzonej akurat herbaty dodamy soku z cytryny lub innego kwaśnego soku? Wtedy kwas zacznie wypłukiwać glin z liści herbaty i ilość glinu w herbacie wielokrotnie wzrośnie. I w tylko w tym przypadku herbata staje się niezdrowa."
- laktozy nie toleruje około 10-15% Polaków, ale na przykład 99.9999% Azjatów. Mój znajomy Hindus, miłośnik ich odmiany medycyny (wedyjskiej) święcie uważa że mleko które nie zsiadło, nie jest jogurtem lub kefirem - jest trujące. Po prostu trujące
- hiperycyna, aktywna substancja dziurawca, ma takie śmieszne działanie uboczne iż wywołuje nadwrażliwość na słońce, szczególnie u osób z jasną karnacją. W dodatku większość obecnych leków jest oparta nie na "prostym" zielu, ale na dużo silniejszych i wywołujących więcej skutków ubocznych ekstraktach 

Nie będę się wypowiadać co do reszty, ale akurat wyżej wymienione "przesądy" przesądami nie są
[foto]

2. Dzięki, iż p. Katarzyna zwróciła na to uwagę • autor: Michał Mazur2014-08-25 00:22:51

To jest bardzo ciekawa sprawa i bardzo skomplikowana - odpowiednia dieta. I dość osobista - różni ludzie mają różne potrzeby żywieniowe (i organizm nieraz sam się dopomina czego chce - a podświadomość kieruje do zdobywania takich a nie innych pokarmów). Stąd te diety uniwersalne czy uniwersalne zasady zdrowego żywienia się nie sprawdzają w wielu przypadkach - bo u podstaw większości z nich leży błędne fundamentalne założenie - że u wszystkich ludzi metabolizm jest podobny. Nie wszyscy ludzie tolerują też różne pokarmy. Lub używki

Generalnie wiele osób pochodzących z naszych gór nie pije alkoholu bo widzi że im to szkodzi, część nie pije i strach nawet zapytać dlaczego bo mruczą i zmieniają temat, inni poskładali jakieś śluby religijne. Ci co piją idą w zapój i delirium - stosunkowo częściej niż gdzie indziej w Polsce. Ogólnie z tego co pamiętam alkohol to był u nas zawsze temat tabu. Na co pewnie się złożyły jakieś zaszłości historyczne.
Za to dawniej mężczyźni przez pół roku byli w stanie wyżyć na produktach mlecznych (w większości) i prostych produktach zbożowych które specjalnie pożywne chyba nie były (bo gleba dość uboga). Zwłaszcza jak przez pół roku siedzieli w górach wypasając owce. A czasami ich rodziny miały do jedzenia tylko ser i inne produkty zw. z pasterstwem. Dietę uzupełniano zbieractwem, czasem ktoś coś upolował.
Zastanawiam się czy przeciętny Europejczyk by wyżył na takiej diecie - chyba raczej nie.

Być może nasi przodkowie byli z dziada pradziada w większości koczownikami, ale ja tam nie wiem w sumie.

BTW - Piorun, cola ma też inne zastosowania - jest np. idealnym odrdzewiaczem. Wkładasz pordzewiałą zbroję kolczą do garnka z colą, odczekasz noc, wyjmujesz rano - i voila - kolczuga czysta, błyszczy jak malowanie - tylko się lepi troszkę :)
Kiedyś tym przykładem przekonałem jednego znajomego żeby tyle tej coli nie pił. A drugiemu ("łysemu") powiedziałem że colę robią z murzynów. Chyba uwierzył bo się wtedy zakrztusił :)
[foto]

3. nadmiar szkodzi • autor: Bogdan Zawadzki2014-09-04 08:17:27

Świetny artykuł (jak każdy wychodzący z spod ręki naszej Babci…)…

Poza tym chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że najbardziej szkodliwy jest nadmiar, słowem używanie ponad miarę (odnosi się do zarówno do spraw ciała jak i spraw „ducha”, w tym przypadku rozpowszechniania niektórych idei poprzez różne „akcje” i „kampanie”) oraz działanie nie "w czasie" (nie w porę)

… W kwestii „diety” dołączam się do zdania Michała,…nie ma jednej („uniwersalnej”), skutecznej i dobrej dla wszystkich … Ci którzy znają mnie osobiście wystarczająco długo (kilka lat temu zmieniłem tryb życia i zwyczaje żywieniowe) pytają mnie jak udało mi się zrzucić w krótkim czasie (w niecałe  trzy miesiące) ponad dwadzieścia kilogramów żywej wagi, bez skutków ubocznych i efektu jo-jo. Myślą, że  prawie nie jem, a ja odwrotnie jem dużo…tylko, że inaczej, ale to tylko część prawdy. Pozytywny efekt (jego utrzymanie, zwłaszcza jak dobiega się pięćdziesiątki) wymaga zaangażowania całego ciała i „ducha” … Tego po prostu nie można skopiować i rozdać wszystkim chętnym.

 


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)