Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 marca 2011

Katarzyna Klonowska

O nietłumieniu negatywnych emocji. Skala Hawkinsa

Popularną alternatywą nietłumienia emocji jest pomysł, by je wykrzyczeć lub obić bogu ducha winne drzewa. I bywa, że się nie da inaczej, gdy furia zyskuje moc tornado i bezpieczniej jest ją skierować do lasu niż pozwolić na zbrodnię w afekcie...

Jednak są inne sposoby, są techniki i narzędzia, które warto, moim zdaniem, obejrzeć... Emocje niosą wszak informację, są lekcją, szansą, drogą do wyzwolenia od przekonań, które przestały nam służyć lub utożsamień, które gotowi jesteśmy odrzucić...

Warto zrozumieć model Hawkinsa[1] jako alternatywę dualistycznego podziału uczuć, przymierzyć memetykę[2] czy Sedonę, wspomóc medytację dialogiem głosów lub kwestionowaniem myśli... Warto się czegoś o sobie nauczyć, kiedy oddalamy się od samych siebie. Cudnie jest korzystać ze wsparcia Natury, Piękna we wszystkich przejawach, rytuałów które działąją...

Jedyny indywidualny weryfikator to SKUTECZNOŚĆ.

Emocja jest reakcją w ciele - na myśl, przekonanie lub opowieść - którą przyjęłam za rzeczywistość. Na interpretację okoliczności, nie samo wydarzenie. Każda emocja zmienia mój oddech i odpala wewnętrzną fabrykę hormonalną (od kortyzolu po dopaminę), motywuje do ucieczki lub czułości... Jedna myśl lub obraz wywoła łzy, inna napisze symfonię lub sprowadzi erekcję.

Znane są wyniki badań na temat wpływu stresu na mózg (nadprodukcja kortykosteroidów) czy długotrwałej depresji, winy i wstydu na komórki mięśni (oraz geniusz mikrokinezyterapii). Co jednak z emocjami, które wydają się irracjonalne? Co z tymi, których nie da się w oczywisty sposób przypisać bolesnej myśli lub opowieści, a masaż usunie zaledwie skutek? Co jeśli mam fobie, nieuzasadnione żale do świata albo nagle zawala mi się wszystko i nic z tego nie rozumiem? Jeśli gryzłabym bez powodu albo marzę, by przespać życie?

Metoda Sedony podpowie, żeby oszacować rozmiary zagubienia np. procentową proporcją potrzeby: posiadania kontroli, poczucia bezpieczeństwa oraz akceptacji. Wtedy wypada je empatycznie obejrzeć i.... puścić J! Nie muszę tej emocji rozumieć, by ją pożegnać i przestać zatruwać komórki. Tak, będzie wracała jak nawyk, który rozładuje nowy kontr-nawyk - uwalnianie.

Zmodyfikowany ostatnio Big Mind, wykazuje druzgocące konsekwencje wypierania lub tłumienia bolesnych emocji, i:

  • wyciąga z piwnicy podświadomości (cienia) paraliżujący strach, który z fobii lub paranoi - obejrzany - staje się obrońcą życia, śmiertelności...
  • obnaża furię i nienawiść, które 'pozwolone', zintegrowane do gniewu - wskazują na wartości, które cenimy i chcemy bronić...
  • pokazuje jak poczucie winy, wstyd i inne autodestrukcyjne demony umysłu - wyprowadzone na światło akceptującej uwagi - często w koniecznej asyście wewnętrznych aspektów obrońcy czy kontrolera - okazują się wołaniem o aprobatę lub bezwarunkową miłość
  • smutek bywa tęsknotą za czułością...
  • zwątpienie czy zagubienie - wołaniem o poczucie sensu, misji
  • utrata nadziei - ochroną przez przyszłym bólem lub prośbą o wsparcie
  • cierpienie - drogą do mądrości

I tak dalej...

Pozwalając sobie na smutek, wypłakując żal, oglądając jak ściska serce, spina barki, wyświetla obrazy i filmy o rozpaczy - wydobywamy go z piwnicy podświadomości na światło. Rozpuszczamy go w bezwarunkowej akceptacji. JEST, a więc rozsądnie pozwolić mu być, wszak Rzeczywistość (bóg) ma zawsze rację... Niezgoda niczego nie zmieni a walka odbierze nam siły.

Ex-Roshi Genpo maluje obraz skopanego w ciemność aspektu, który nie wie, czego chce od Całości (Jaźni), bo jest mrok, nic nie widać, nikt go nie słyszy kiedy krzyczy, a on jest i już. Ma coś do zaoferowania i przejawi się tak czy inaczej, bo musi, bo jest i chce być... Mamy w sobie wszystkie aspekty a więc również głosy 'głupoty', 'paranoi' czy 'szaleństwa'. Wszystkie chcą coś wnieść, chcą służyć...

A więc taki np. wstyd - niewysłuchany - przejawi się na chore, niebezpieczne sposoby... Może będzie oczerniał, podlizywał się, kłamał, spiskował, bił... itd

Ok, zatem nie tłumić. Oglądać, oświetlać uwagą, wysłuchiwać. Ale jak tu się konfrontować np. z panicznym przerażeniem albo destrukcyjną siłą nienawiści? Wydaje się, że zabija, że czas uciekać, znieczulić się, byle nie poddać w walce, byle nie stracić kontroli, bezpieczeństwa, akceptacji...

Czy ta walka działa? NIE!!!

'Ciemność nie istnieje, jest jedynie nieobecnością światła'.

A może 'strach' (zarówno w postaci braku poczucia bezpieczeństwa jak i gniewu (strach przed utratą lub brakiem kontroli) czy wstydu (strach przed utratą lub brakiem akceptacji) jest taką ciemnością? Mówi się, że "wszystko jest Miłością albo wołaniem o Miłość"... Może strach jest nieobecnością miłości?

Niski poziom światła to nie jest wysoki poziom ciemności, to po prostu mniej światła! Niski poziom energii (lub negatywna emocja, niska wibracja, jak kto lubi) to po prostu mniej energii... Może bóg jest energią? Witalnością? Byciem? Dużo niezdrowego strachu to mało miłości, życia, boga?

Z tej perspektywy negatywne emocje nie muszą być negatywne, dopóki się ich nie stłumi (nie zepchnie do cienia, piwnicy), hodując z obrońcy życia (strachu) - fobię lub paranoję, a z obrońcy wartości (gniewu) - destrukcję lub nienawiść.

Chciałoby się skali energii analogicznej do obecności lub nieobecności światła, w której stan zero symbolizowałby zero energii czyli śmierć, a odpowiednio wyższa witalność - stany coraz jaśniejsze, aż do oświecenia...

Natknęłam się niedawno na użyteczny model świadomości Davida Hawkinsa,[3] który luźno cytuję:

Wizja Boga Wizja życia Poziom Wartość Emocje Proces
Jaźń Jest Oświecenie 700-1000 Niewysłowiony Czysta świadomość
Wszechistnienie Doskonałe Pokój 600 Błogość Iluminacja
Kochający, czuły Życzliwe Miłość 500 Cześć Objawienie
Mądry Znaczące Rozum 400 Zrozumienie Abstrakcja
Miłosierny Harmonijne Akceptacja 350 Przebaczenie Transcendencja
Dozwalający Wykonalne Odwaga 200 Afirmacja Pełnomocnictwo
Mściwy Wrogie Gniew 150 Nienawiść Agresja
Karzący Przerażające Lęk 100 Obawa, trwoga Wycofanie się
Potępiający Beznadziejne Apatia 50 Rozpacz Rezygnacja
Lekceważący Przygnębienie Wstyd 20 Upokorzenie Wykluczenie

Dla mnie, konsekwencją przyjęcia tego modelu będzie strategia niezwłocznego uzupełniania energii szczególnie w stanach poniżej 200, który reprezentuje samowystarczalność, a więc rezygnację z wszelkiego 'wampiryzmu' (wymuszania). Nie zatrzymywałabym się jednak na poziomie 'do wytrzymania' jeśli moje możliwości mogą sięgnąć Słońca. :-)

Na poziomie gniewu - 150 - wydatkowanie energii grozi spadkiem niżej - do strachu. Jak np. 'rzucę' w gniewie męża, to się będę bała rozstania lub tęsknoty...

Łatwo opaść ze smutku w apatię tracąc siły na protesty. Jak głęboko można się zanużyć w upokorzenie - wydatkując resztki energii na zewnątrz? Strach pomyśleć... A czy utracę radość pomijając w wydatkowaniu - siebie?

Ale zaraz... czy złość jest niskoenergetyczna? Furia miewa siłę tornado!!! Strach mobilizuje nadludzkie siły do ucieczki, a wina miewa moc samobójstwa! Każda komórka się telepie w wewnętrznym ADHD, czy ten model jest adekwatny?

Myślę, że bywa... Że gniew wydaje się bardziej energetyczny niż strach - to widać z historii politycznej świata. Że lęk ma wiecej witalności niż apatia, też się ogólnie zgadza... Kreatywność i Inspiracja rodzą się wyżej...

Zatem wyrażanie energii gniewu, walka z tym, co jest - to wydatkowanie jej na zewnątrz czyli utrata. Rozsądniej byłoby dać najpierw energię sobie! Gromadzić, pomnażać lub dokopać się do gurdżijewowskich akumulatorów lub do Źródła...

Nie namawiam jednak do biernego zgadzania sie na nadużycia czy krzywdę, a jedynie na ergonomiczne rozdysponowanie swoich zasobów. Wnosząc się na poziom Zrozumienia, możemy odnaleźć konstruktywne rozwiązania, dostrzec motywacje i potrzeby oponenta. Z energią z poziomu Gandiego, możemy powstrzymać legiony wojsk. :-)

Najważniejsze, by zacząć od siebie. Bo to się da. Bo to się opłaca. Utrata lub oszczędzanie sił w niskich stanach to mało - nie ma sensu - trzeba ją zdobyć. Ukraść się nie da, można komuś upuścić, zarazić smutkiem, wtedy może i raźniej, ale nie więcej... Można przyjąć trochę miłości jak dają i umiemy brać, jednak jeśli 'nie stroimy' to przeleci jak przez dziurawe sito...

Warto więc umieć sobie radzić samemu, zwłaszcza, że tym sposobem możemy pracować niezależnie i do końca skali. Jak? Zamiast na zewnątrz - do środka. Zamiast walki ze światem - zgoda ze sobą :-). Na początek, bo 'zmiana' przejawi się jako lustrzane odbicie wewnętrznego wszechświata - wprost lub w postaci Inspiracji do działania.

Zatem moja witalność (świadomość) wypada teraz na 100. Nie dam sobie miłości jak nie mam, mam strach, a tego nie chcę sobie więcej dać...

Nie. To nie tak. Mam 100 jednostek energii, jak np. 100 kandeli światła (moc żarówki) - lub 100 lumenów natężenia oświetlenia (jak w podziemnym garażu). Potrzebuję więcej światła. :-) Chodzi tu o tzw. światło świadomej uwagi, kierowanej do wnętrza. Mam poziom 100, więc gromadzę zamiast wydawać. Sprawdzam, co się dzieje wewnątrz... Co z sercem? Jak się czuje moje ciało? Plecy, twarz... Jak oddycham? Co widzę oczyma wyobraźni? Co mi papla umysł? Jakie serwuje memy? Kto doznaje tych wrażeń, kto zauważa myśli? Może uda mi się na moment zatrzymać umysł, zatrzymać 'ja', odetchnąć w 'punkcie zero', zaczerpnąć TEGO...

O! Już mi lepiej, witalność 150 (gniew), 'ja im teraz wszystkim pokażę!'

Ach! Żeby znowu spaść na 100? Nie warto... Warto zamknąć oczy i wyczuć własne Bycie, Istnienie... Dokopać się do Źródła, uwolnić nieprzeliczone zasoby, rozbić skalę, nawet na krótką chwilkę wglądu...

Znowu ta medytacja, nudna, trudna... Medytacja wydaje się być - nierealnym dla zindywidualizowanego ego Zachodu - wymysłem Azji! Czy my nie mamy bardziej adekwatnych sposobów? Jedyne poza-azjatyckie oświecenia, z jakimi się 'u nas' zetknęłam, są raczej rezultatem depresji niż jakichkolwiek praktyk...

Na szczęście są i rodzime wynalazki! :-) Jest memetyka, zdolna zdemaskować myśl jako wirus odbierając jej moc wywoływania aż tak głębokich uczuć! (On jest głupi a ja brzydka. Auuuć... A może złapałam myśl o treści "on jest głupi a ja brzydka?", ciekawy mem, skuteczny, żywy, zakaźny...)

Jest też Byron Katie, która - jak Genpo po uczucie - schodzi do piwnicy podświadomości po bolesną myśl, która opętała umysł i odebrała siły... Uczy, jak radzić sobie samemu odpowiadając medytacyjnie na pytania - zatrzymując przebiegły umysł na kartce papieru... Spektakularna skuteczność jej osobistego prowadzenia jest do osiągnięcia solo i grozi prawdziwą wolnością od ograniczających przekonań, a więc... powrotem do Źródła.

Zastąpienie osobistego prowadzenia w dialogu wewnętrznych aspektów - dyktafonem, przyjaciółką, klawiaturą komputera lub notatkami - również niewiele skutecznością ustępuje wspaniałej przygodzie retreatu z mistrzem Big Mindu.

Emocje sa konsekwencją myśli, rozczarowanie - konsekwencją oczekiwania, niskie energetycznie stany to różne formy nieakceptacji czyli braku pokory wobec Źródła, Rzeczywistości, Stwórcy czy jak tam zwal. Powinno być inaczej? Bóg schrzanił świat? Schrzanił mnie? Uuuuu... Do piekła! Na własne życzenie!

A może to, co jest, jest dobre, może jakoś służy? Sirshree z Pune proponouje znalezienie na to 'dowodów' na pięciu płaszczyznach życia (fizycznej, mentalnej, społecznej, finansowej i duchowej) a następnie zrozumienie, że świat jest zwierciadłem naszego umysłu (gdzie, kiedy robimy to, co rani nas w innych) i zakwestionowanie projekcji.

Furia oślepia, wydaje się być mocą zmiany świata na lepszy, a wywołuje wojny i straty po obu stronach barykady. Akceptacja kojarzy się z biernością i lenistwem ale to z niej może wyrosnąć Zrozumienie, Inspiracja i Kreacja. Nieakceptacja tego, co jest (brak pokory, bóg spaprał mnie i świat) jest częścią opowieści, którą zawsze można zakwestionować, a wtedy odpadnie jak strup. I co zostanie? Aaaaah.... Warto się przekonać! Warto posprzątać piwnicę podświadomości metodycznie lub po prostu pstryknąć jasność z końca skali, :-) w końcu zawsze chodzi o Miłość...

Warto zadumać się nad przesłaniem i szansą, jaką niesie bolesne uczucie. Warto posłuchać potrzeby lub zobaczyć wartość, którą wskazuje. Cudnie jest puścić myśli, które nas zatruwają; emocje wskażą które - bo PO TO SĄ. Żebyśmy wiedzieli, kim nie chcemy już być, których przekonań - utrzymywać i byśmy nie stawiali sobie celów mniej ambitnych, niż pragnienia naszego serca

Katarzyna Klonowska


Przypisy

[1] David R. Hawkins - amerykański lekarz psychiatra, psychotronik (tak chyba można go nazwać?), określany też jako "duchowy nauczyciel". Jego (i jego wydawnictwa) witryna: http://www.veritaspub.com/. Niedawno Wydawnictwo Virgo wydało jego książkę "Siła czy moc" (oryg. tytuł: "Power vs. Force, The Hidden Determinants of Human Behavior: An Anatomy of Consciousness"; sens tytułu niestety zanikł w polskim przekładzie). Czytając tę książkę nie umiałem się zdecydować, czy to ekscentryczny geniusz, czy hucpa, czy pseudologia fantastica. Zobacz też mój, życzliwie napisany, tekst: "Mięsień prawdę ci powie". Przypis: Wojciech Jóźwiak.

[2] O memetyce wielokrotnie pisano w Tarace, ostatnio tu: Mem czy już technem?

[3] Z książki "Siła czy moc", patrz wyżej.


komentarze

[foto]

1. Robert Palusiński skomentował... • autor: Wojciech Jóźwiak2011-03-15 22:46:10

Robert Palusiński skomentował ten artykuł na swoim blogu:
O EMOCJACH.
Zaczyna się tak:

Artykuł pt. „O nietłumieniu negatywnych emocji. Skala Hawkinsa” być może miąłby sens, gdyby nie został oparty na fałszywym założeniu, co czyni całość mało wiarygodną. Wspomnianym fałszem jest zastosowana definicja emocji – cytuję: „Emocja jest reakcją w ciele - na myśl, przekonanie lub opowieść - którą przyjęłam za rzeczywistość.” oraz trochę dalej: „Emocje są konsekwencją myśli”.
W obliczu wręcz rewolucyjnych odkryć ostatnich dwóch dekad badań nad mózgiem cytowane sformułowania świadczą albo o braku zrozumienia owych odkryć, albo ich nieznajomości. /.../

2. MYŚLĄ NIE UPORASZ SIĘ Z EMOCJAMII (Robert Palusiński) • autor: Nierozpoznany#14622011-03-15 22:55:11


Artykuł pt. „O nietłumieniu negatywnych emocji. Skala Hawkinsa” być może miąłby sens, gdyby nie został oparty na fałszywym założeniu, co czyni całość mało wiarygodną. Wspomnianym fałszem jest zastosowana definicja emocji – cytuję: „Emocja jest reakcją w ciele - na myśl, przekonanie lub opowieść - którą przyjęłam za rzeczywistość.” oraz trochę dalej: „Emocje są konsekwencją myśli”.

W obliczu wręcz rewolucyjnych odkryć ostatnich dwóch dekad badań nad mózgiem cytowane sformułowania świadczą albo o braku zrozumienia owych odkryć, albo ich nieznajomości. Np. Damasio opublikowanej 1994 (I wyd ang.) roku książce „Błąd Kartezjusza” wykazał, że to emocje wpływają na myślenie, a nie odwrotnie. Szereg coraz doskonalszych technicznie badań potwierdziło prawdziwość oraz doniosłość jego odkrycia. Mówiąc najprościej siedzibą emocji jest układ limbiczny, a zwłaszcza jądra (ciała) migdałowate połączone z „magazynem” pamięci – hipokampem. Te struktury znajdują się poniżej kory nowej – czyli tego „co myśli” (kora nowa zajmuje się „niższymi” funkcjami związanymi z odbiorem informacji zmysłowych i kontrolą motoryczną, oraz funkcjami „wyższymi”, związanymi z językiem, mową, planowaniem, organizowaniem, przewidywaniem konsekwencji i rozwiązywaniem problemów.). Myśli i owszem, w pewnych okolicznościach mogą wzbudzać reakcje emocjonalne, ale – co wykazano w dziesiątkach powtarzalnych eksperymentów - większość reakcji emocjonalnych jest wzbudzana niezależnie oraz wcześniej niż myśl! Szybkie działanie pod wpływem emocji było nam potrzebne do tego, by w dawnych czasach działać „szybciej niż myśl” (np. na widok drapieżnika). Co więcej; wykazano, że to emocje wpływają na nasze myśli/decyzje ( oraz kształtują je) a także, że nasze decyzje są podejmowane jeszcze przed świadomym przeprowadzeniem procesu decyzyjnego (analizy, itp.)! (Czyli, że to raczej „nieświadomość” podejmuje decyzje, a nie „logika”).

Ponieważ zarówno ciała migdałowate jak i hipokamp (magazyn pamięci) są częścią kory „starej” (węchowej), to myśl pozbawiona emocji nie ma do nich dostępu. Z tego powodu stwierdzenie: „emocje są konsekwencją myśli” świadczy nie tylko nieznajomości zagadnienia, ale i bywa bardzo krzywdzące w stosunku do wielu osób trapionych problemami o podłożu emocjonalnym. Osoba „emocjonalna” słysząc podobne sugestie myśli, że „coś z nią jest nie tak”. Ma to szczególne znacznie w przypadku ludzi, którzy przeżyli traumę, nadużycie, czy inną formę tragedii powodującej zespół stresu pourazowego. Taki uraz „koduje się” (przepraszam za techniczne sformułowanie) na osi ciała migdałowate – hipokamp i nie ma możliwości trwałego wyleczenia związanych z tym dolegliwości bez pracy z emocjami – a zwłaszcza z emocjami, które w sytuacji np. nadużycia nie mogły zostać wyrażone (bo np. groziły za to konsekwencje bądź wzrost przemocy z zagrożeniem śmiercią włącznie). Te emocje trzeba wyrazić i trzeba pracować z nimi. Działanie za pomocą myśli może być jedynie na tyle skuteczne, na ile uda się wyprzeć bądź stłumić objawy . Chyba, że jest to myślenie życzeniowe... (dodam wszakże, że wyparcie i stłumienie + mechanizmy zaprzeczenia w połączeniu z sugestią bywają skuteczne przez wiele lat ...)

Podsumowując: twierdzenie, że „emocja jest reakcją w ciele - na myśl, przekonanie lub opowieść - którą przyjęłam za rzeczywistość” bywa prawdziwe w bardzo nielicznych przypadkach i jest nie tylko pomyleniem przyczyny ze skutkiem, ale także bywa bardzo często raniące dla osób, których trudności z emocjami mają podłoże post-traumatyczne lub choćby wynikające z niedo- lub nad-czynności układu hormonalnego ....


----------------------------------------------------

Kasia Klonowska:

Cóż, nie jestem naukowcem, wiem jednak, że założenie oraz obserwator (a czasem i sponsor :-)) wpływa na wynik badania. Nie odżegnuję się od naukowych ekspertyz, nie znam Damasio, ale... ufam własnym doświadczeniom... Ten tekst miał raczej inspirować do praktycznego eksperymentowania z prostymi metodami powrotu do wyższych stanów emocjonalnych niż streszczać (bardzo z resztą ciekawe) intelektualne wywody badaczy.

Z pewnością zastosowałam zbyt duże uproszczenia w definicjach i dziękuję za mądre i wartościowe sprostowanie. Rzeczywiście nie uwzględniłam ani procesów decyzyjnych ani intuicyjnych czy nawykowych reakcji 'sprzed myślenia'.

Nie upierałabym się, że niemowlę reaguje płaczem na 'myśl' a nie 'doznanie' głodu (Vipassana pokazuje, że to doznania wpływają zarówno na myśli jak i na emocje, począwszy od nawyków napinania łokcia czy mikro-skurczy wywołanych niekompletną dietą a skończywszy na pogodzie). Nie namawiałabym również nikogo do poszukiwania i kwestionowania myśli stojącej za strachem w formie obrońcy życia!

Nie wiem co i kiedy bywa pierwsze, emocja, myśl czy doznanie, ale widziałam dziesiątki razy jak Byron Katie prowadzi ofiary wielokrotnych, kazirodczych nadużyć w bolesną opowieść, w której żyli - z miłością i delikatnością oglądając jej skutki fizyczne, emocjonalne, obrazy umysłowe i lęki - by w końcu zakwestionować jej realność - co często przynosi względnie trwały rezultat albo co najmniej ulgę - w przeciągu kilkunastu minut pracy. Istotnie, przyznaję, że prawdopodobnie nie z każdą emocją uporam się kwestionując myśl, pomimo, że sam proces B. K. jest wielopłaszczyznową pracą na głębokim poziomie, i obejmuje zarówno analizę emocji, jak i doznań, spostrzeżeń, interpretacji, percepcji (siebie, świata), mechanizmów ucieczkowych (uzależnień), obaw, ograniczeń, kontroli i wiele więcej...
I nie wątpię, że są 'przypadki', z którymi nawet trwająca latami (nie zawsze przez to lepsza) psychoanaliza nie zdoła sobie poradzić; i daleka jestem od 'wdrukowywania' komukolwiek winy za zestaw myśli lub uczuć, którym się świadomie lub nie - uwarunkował w trakcie życia.

Znam ludzi, którzy odnoszą sukcesy tworząc reprezentację bolesnej emocji - demona czy słup energetyczny i egzorcyzmując go lub umieszczając wydarzenie w rzekomych poprzednich wcieleniach by złożyć im hołd lub zalecić symboliczną pokutę. Piękne jest również tworzenie (odnajdywanie) osobistego mitu lub rytuały oczyszczania.

Podsumowując: jeśli moje rozważania mogą pogłębiać w czytelnikach 'negatywne' stany i zaszczepiać im przekonania, że 'coś jest z nimi nie tak', to z góry proszę o wybaczenie, nie było to moją intencją. Osobiście nie wierzę, by bóg kogokolwiek 'spaprał' :-) a każdy umysł jest unikalny i fascynujący. Ufam, że moje pomylenie przyczyny ze skutkiem nie wpłynie aż tak drastycznie na samoocenę czytelników, a jeśli tak się stanie, proszę, zakwestionujcie tę myśl!

[foto]

3. ^^ • autor: Krzysiek Joczyn2011-03-17 08:50:02

nie znam Damasio, ale... ufam własnym doświadczeniom...
To brzmi trochę jak: "Nie znam Kopernika, ale ufam własnym intuicjom, że to Słońce krąży w okół Ziemi."

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)