zdjęcie Autora

03 października 2010

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Ateny, Jerozolima, Ganges (odcinków: 24)

Nietzsche Czwórka

Kategoria: Historia i współczesność
Tematy/tagi: enneagramNietzsche

« Trójca podgryzców wg enneagramu Geny i memy, czyli nie koniec podejrzeń »

Odpowiadam Krzysztofowi Joczynowi. Nie jest tak, żebym sobie Nietzschego jakoś lekceważył, przeciwnie, mam do niego stosunek ciepły i osobisty i był/jest on dla mnie jednym z najważniejszych duchowych nauczycieli. Z drugiej strony nie mam do niego jakiejś czołobitności. Oczywiście, zgadzam się z KJ, że Nietzsche był ledwo jednym z wielu działających w nurcie „niemieckiej rewolucji” przełomu XIX/XX wieku, i gdyby go nie było, to późniejsi odeń o dwa pokolenia naziści znakomicie poradziliby sobie bez niego. Został bez własnej chęci pośmiertnie przywłaszczony przez ideologów III Rzeszy i chyba też wcale nie początku ich listy „wielkich Niemców”.

Ale o Nietzschem. Jak streścić jego nauczanie? To co wszyscy z niego pamiętają, to że „Bóg umarł”, a raczej, żeby lepiej oddać sens niemieckiego zdania: „Bóg jest umarły(m)” lub „Bóg już jest umarły(m)”. Albo: „nieżywym, martwym”. Przez co FN sam przeciwstawia swój pogląd zarówno „wierzącym”, scil. chrześcijanom, jak i przeciętnym bądź typowym naukowym ateistom racjonalistom, którzy raczej powiedzieliby, że coś/ktoś taki jak Bóg po prostu nie istnieje. Zwykle ludzie, którzy zaczynają zgadzać się z opinią, że Boga nie ma, kłopoczą się przy tym o własne istnienie, o nadciągający niebyt po śmierci itd. Nietzsche zakłopotał się nie o to – we wstępie do Zaratustry opowiada o konającym akrobacie, dla którego słowa Zaratustry, że „dusza twoja umrze szybciej niż ciało” i że Boga nie ma, ale także nie ma żadnych diabłów biorących jego duszę, są pociechą. Więc to nie jest problemem, Nietzsche kłopocze się o coś innego. Oto na Bogu, na figurze Boga, opierał się, czy raczej wisiał, jeśli prawidłowo oddamy kierunki góra-dół w tej metaforze, cały ludzki porządek społeczny. Co było może szczególnie odczuwalne w protestanckiej tradycji z której wyrósł Nietzsche. Oto był Bóg, niżej od niego na ziemi jego wolę realizowali monarchowie, pomagali im kapłani, pod nimi był cały „piramidał społeczny” (jak to nazywał Witkacy) w którym każdy znajdował swoje miejsce. Było napięcie na linii góra-dół. Było miejsce dla „ludzi wyższych”, czyli arystokratów, także artystów – arystokratów ducha. Ale skoro Bóg, jakkolwiek go rozumieć, nasuwa się słowo „archetyp” – umarł, stracił swoją żyw(otn)ość, przez jednych został odrzucony, przez drugich uczyniony jakby muzealnym zabytkiem, to cała ta konstrukcja wali się, rozpada wniwecz. Ktoś musi go – Boga – zastąpić. Ale skoro już własne jednostkowe życie na własny rachunek bez boskich lub czyichkolwiek zewnętrznych gwarancji i oparcia, jest za ciężkie (Nietzsche większość ludzi podejrzewa o bycie ukrytymi niewolnikami), to tym cięższe jest to nowe zadanie, które nagle spadło na człowieka, zadanie zastąpienia boga. Więc tego ciężaru człowiek nie poradzi. Musi znaleźć się ktoś lepszy od niego, i tego kogoś Nietzsche nazywa Nadczłowiekiem. A może – niemieckie über jest wieloznaczne – Trans-człowiekiem, Przekraczającym Człowieka. Ktoś taki, ma się rozumieć, jeszcze nie zaistniał. Nietzsche ogłasza program stworzenia nadczłowieka. Zaczątki tego programu widzi w różnych instytucjach kulturowych, np. w zwyczajach starogreckich. Oczywiście jest jeszcze jedna droga, którą FN od początku odrzuca, czyli demokracja, i z jej punktu widzenia nietzscheanizm jest zagrożeniem równym marksistowskiemu.

Nietzsche głosił jako następcę umarłego boga, nadczłowieka - czyli ludzkiego „super-arystokratę” lub super-arystokrację. Folkiści w fantazjach, a narodowi socjaliści w realu takim następca umarłego boga ogłosili naród, jako „naród panów”, a sami pewnie mieli się za jego nową (niby) arystokratyczną elitę. Stosunek między nimi a FN była więc taki: nie mieli powodu, żeby się od niego odcinać.

Enneagram znakomicie pomaga zrozumieć Nietzschego. Trzeba zobaczyć, że Nietzsche jest Czwórką i jego filozofia też jest Czwórkowa – wtedy widzimy go jak na dłoni.

Ateny, Jerozolima, Ganges: wstęp na końcu

Coś w naszym świecie zaczęło się (umownie mówiąc) w Atenach, coś w Jerozolimie i okolicach, coś - niedawno - przybyło znad Gangesu. Ciekawe jest prześledzić te trzy nici, jak trzy guny.


« Trójca podgryzców wg enneagramu Geny i memy, czyli nie koniec podejrzeń »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)