Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 maja 2016

Justyna Karolak

Niuejdż: witamy w piekle pustki
Zagrożenia dla humanizmu - New Age

Kategoria: New Age
Tematy/tagi: cywilizacjaNew Ageregiony

Kryształowe dzieci to potężne istoty duchowe zamieszkujące ciała dzieci. Kryształowe dzieci samodzielnie wybierają swoich rodziców, a dokonują tego na długo przed własnymi narodzinami (w ciele fizycznym). Przybywają na ten, znany nam wszystkim świat, by być mistrzami duchowymi i swoich biologicznych, ziemskich rodziców, i każdego, kto szczęśliwie się przebudził i jest gotowy na przyjęcie prawdy oraz na połączenie ze swym pierwotnym źródłem. Kryształowe dziecko jest istotą charyzmatyczną, dającą się rozpoznać po głębokim, „dojrzałym”, niezwykle świadomym spojrzeniu, objawiającym się już w wieku niemowlęcym. Stanowi na pewno duże wyzwanie dla rodziców, bo optymalne jego „wychowanie” i pielęgnowanie wymaga nieustannego podążania za małym dzieckiem oraz zaufania małemu dziecku, że „wie, co robi”. Nakazy i zakazy płynące od strony opiekunów są niepożądane, bo niepotrzebnie ograniczają kreatywność dziecka, którą – u dziecka kryształowego zwłaszcza – należy rozwijać, dopieszczać, ułatwiając tej pięknej, mądrej istocie jak najpłynniejsze osiągnięcie pełnego wzrostu duchowego i przejawienia się w aktualnym wcieleniu.  

Spożywanie mięsa jest wyrazem ludzkiego prymitywizmu i braku empatii w stosunku do zwierząt, które – z duchowego punktu widzenia – są równe człowiekowi. Przeznaczeniem zwierząt nigdy nie było ginąć w bólu, cierpieniu, strachu i męce z ręki człowieka, przeznaczeniem zwierząt było zawsze być człowiekowi kompanem, emocjonalnym partnerem i sprzymierzeńcem w jego ziemskiej wędrówce. Zwierzęta bowiem czują i myślą, śnią i mają duszę, nie są jedynie bezimiennymi kawałkami mięsa. Każdy, kto uznaje i traktuje jakiekolwiek zwierzę jako istotę gorszą od siebie, słabiej rozwiniętą czy głupszą, zasługuje na naszą litość i współczucie. Koniecznie nie powinniśmy mimo wszystko karać takich osób np.: gniewem czy uporczywym negowaniem ich postępowania, bo złość i inne ciężkie emocje (emocje o niskich częstotliwościach i wibracjach) – generują nowe, kolejne pokłady „zła”, zagęszczają naszą rzeczywistość i spowalniają ogólnoludzką ewolucję w kierunku jej docierania do wyższych, subtelniejszych rejestrów rozumienia, czucia oraz bycia i świadomości. Powinniśmy cieszyć się z każdego następnego pojedynczego przebudzenia, ale nie dopuszczajmy do siebie emocji zwątpienia i złości wobec tych, którzy jeszcze w danej chwili nie są gotowi się przebudzić; pamiętajmy, że niskie emocje są ważnym pożywieniem istot niskich, więc nie dostarczajmy im dodatkowych porcji pokarmu. 

Choroby są zamachem na nasze ciała i dusze, ponieważ są morderczym spiskiem dziejowym koncernów farmakologicznych nakierowanych na zyski w postaci pieniądza, a nie w postaci zdrowia człowieka. W rzeczywistości choroby nie istnieją, istnieją tylko ich skutki – jeśli staniemy się gotowi do duchowego przebudzenia, przebudzenie to dokona się również na poziomie naszego ciała fizycznego, a umiejętne współpracowanie ze swoimi czakrami pomoże uwolnić zablokowaną negatywną, zalegającą w nas energię, niwelując wszelkie „chorobowe” objawy. „Choroba” to jedynie sygnał naszej intuicji, pewien symbol (echo praprzyczyny), który – mądrze, właściwie odczytany – pozwoli nam się rozwinąć i żyć szczęśliwie, w sile witalnej umysłu i zdrowiu cielesności.

Cywilizacja jest efektem działalności rozumu ludzkiego, zamkniętego na prawdę, źródło i Matkę Naturę. Jest rezultatem zablokowania wyższych, subtelnych, kosmicznych czakr i skupienia się na podstawowych, niskich instynktach i materializmie. Dlatego należy ją piętnować, a przynajmniej podchodzić do niej z olbrzymią rezerwą. Należy mądrze, konsekwentnie chronić i naszą planetę, i nasze wewnętrzne kosmosy, przed oddziaływaniem szkodliwego postępu technologicznego, przed szkodliwym, a często wręcz zbrodniczym, ingerowaniem w biologię i naturę tak zwanych naukowców, którzy bez skrupułów moralnych śmią dłubać w genach wszystkich stworzeń żywych zamieszkujących naszą planetę, a potem jeszcze usiłują wmówić nieprzebudzonym masom ludzkim, że to dla naszego dobra. Jednym z czołowych spisków tego ogólnoglobalnego i antyhumanitarnego oraz antyhumanistycznego, skomasowanego ataku na nasze duchowe i fizyczne połączenie z Matką Naturą, na nasze zdrowie i na naszą kondycję psychofizyczną, są szczepionki, które w istocie składają się praktycznie w stu procentach z oczywistych, w pełni sztucznych (wytworzonych w zmanipulowanych laboratoriach) trucizn (np.: takich jak rtęć), powodując osłabienie naszych organizmów – w najłagodniejszych przypadkach, zaś w wielu mniej łagodnych przypadkach – powodując złożone, bolesne i/lub nieodwracalne skutki uboczne oraz dysfunkcje i schorzenia, jak autyzm, a nawet śmierć łóżeczkowa, powikłania, dojmujące dolegliwości i śmierć...

Powyżej zaprezentowane, wybrane oraz tym podobne postulaty nurtu New Age mogłabym wymieniać i rozwijać bardzo, bardzo długo, wyczerpująco, tłusto i z gęstym, nietracącym rozpędu, przekonaniem. Ale w rzeczywistości nurt New Age, który w XXI wieku nabiera cech ekspansywnego i jakże rozlewnego rozkwitu, mojego poparcia nie posiada. Fakt, z jaką łatwością mogę postulować jego założenia i „nawoływać nieprzebudzonych do przebudzenia”, dowodzi jasno, jak niewiele wysiłku wystarczy, by ktokolwiek skutecznie nabił innym do głów złudne opinie udające fakty; jak prosto i gładko dowolny człowiek może skutecznie zastosować manipulację cudzą emocjonalnością, światopoglądem i kręgosłupem moralnym, szyjąc specyficzny patchwork pseudoprawd.

New Age jest klasycznym przykładem prądu fanatycznego i jak każdy tego rodzaju prąd, uwielbia podszywać się pod szlachetne, wzniosłe i służące wszystkim bez wyjątku ideologie. Z jakąkolwiek „logią” ma jednak mniej więcej tyle wspólnego, co świnia domowa z ciekłą wodą na Marsie. I zrozummy się dobrze w obrębie tego akapitu: wiara jest kwestią indywidualną i osobistym prawem wyboru każdego człowieka, ale określanie swojej subiektywnej wiary mianem obiektywnej prawdy czy wiedzy, po pierwsze – nie godzi się, gdyż może wyrządzić emocjonalną, psychiczną krzywdę drugiemu, po wtóre – jest przejawem wewnętrznego zagubienia bądź pomylenia realiów z osobniczą projekcją i wyznawaną fikcją.

Żadna postać fanatyzmu, jak świat światem, nie przyniosła nikomu ani smacznych, pożywnych owoców prawdy, ani bezpieczeństwa – duchowego czy dosłownego, ani radości istnienia, ani dozy rozumu. Każda postać fanatyzmu prowadzi jednostkę fanatyczną przede wszystkim do izolacji od społeczeństwa, a w postępującej, zaognionej postaci – fanatyzm prowadzi swego wyznawcę do izolacji od rodziny i od przyjaciół, od życzliwych znajomych... od każdego, kto nie podziela kręgu zainteresowań fanatyka.

Proces ryglowania umysłu fanatyka jest podstępny i często powolny, stopniowy, lecz prędzej czy później każdy fanatyk dociera do miejsca, w jakim różnorodność świata staje się niegodna jego uwagi, nie mówiąc o tolerancji, o akceptacji nie wspominając ni pół słowem. Zapatrzony zajadle w swój osobisty, wymyślony „świat”, coraz śmielej zasłania sobie pole widzenia własnoręcznie przywdzianymi klapkami na oczy. W tym zawężonym spektrum swojej okaleczonej percepcji upatruje jedyną słuszną, godną zainteresowania perspektywę, sukcesywnie gardząc wszelkimi odmiennymi postawami, krajobrazami i horyzontami. Jego drobny, okrojony punkt widzenia w jego rozumieniu staje się rozległym horyzontem – wskaż mu rzeczywisty horyzont, a ucieknie z piskiem albo cię zaatakuje, ale na pewno nie podejmie rzeczowej dyskusji.

Początkowa żarliwość, z jaką człowiek podchodzi do zasłyszanych tez, refleksji, myśli, hipotez, do przeczytanych lektur z zakresu New Age, którym udzielił swego zaufania, z czasem przeobraża się w zatrważający rodzaj intelektualnej i uczuciowej pustki, która na zewnątrz ubiera maskę idealizmu, romantyzmu i podniosłości, i w niej ubóstwia przechadzać się paradnym krokiem przed tłumami „nieprzebudzonych” albo zwyczajnie nierozumiejących. W rzeczywistości jednak pustka ta wyłazi wszystkimi porami skóry jak słoma wyłaziłaby z butów, a każde pytanie „dlaczego tak sądzisz?” pustka takowa zwykła kwitować bojaźliwym wycofaniem, obrażonym odwróceniem wzroku, asekurancką zmianą tematu, cynicznym uśmiechem albo nadąsanym grymasem świadczącym o niestosownym jej potraktowaniu. Mówiąc wprost, rozmowa z wyznawcą dowolnej postaci New Age przypomina rozmowę ze znikającym rozwolnieniem. Z początku człowieka (nieprzynależnego do ruchu New Age) niemile skręca w kiszkach, ale po chwili spuszcza wodę i zapomina o sprawie. Jedyny kłopot polega na tym, że później niestety trzeba długo i dokładnie szorować klozet, z wykorzystaniem wielu silnych specyfików, aby inni nie umorusali się o ubikację i nie zarazili.

Cały ruch New Age jest możliwy dokładnie dlatego, że możliwa jest cywilizacja. Nawiasem mówiąc, funkcjonowanie jednostek w każdej, dowolnej niszy (czy będzie to weganizm, czy kompletnie dowolny „izm”) możliwe jest dzięki cywilizacji, ponieważ to cywilizacja generuje łatwy dostęp do szeroko i dowolnie rozumianych dóbr, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo. Wracając do tematu, nawoływanie do jakże szlachetnego „powrotu do źródeł” z mocą trąby jerychońskiej także możliwe jest dzięki cywilizacji – bowiem bez „dobrego ducha” Internetu nawoływanie to byłoby podobne raczej do pomruku mojego psa przez sen, a nie do trąby jerychońskiej. Mój pies, kiedy śpi, notorycznie mruczy dziarsko, nawołując do zabawy całe psie sfory, mieszkające w okolicy – myślicie, że ile z tych psów odebrało jego przekaz i stawiło się u progu naszego domu, gotowe do wspólnego bawienia się?

Biedne „kryształowe” dzieci! Jak sądzicie: w którym roku życia dowiedzą się od swoich przebudzonych rodziców, iż przyszły na ten świat w ciele dziecka, w rzeczywistości będąc potężną, starą, wiedzącą istotą? W którym metrykalnym roku życia zostaną poinformowane o swoim wielkim posłannictwie nauczania szarych, nieprzebudzonych mas? Kiedy pogodzą się z tym, że „są” mesjaszami? I co z tej informacji dla tych dzieci wyniknie?

W historii świata słowo „charyzma” zarezerwowane było dla jednostek wybitnych, unikalnych, zagrzewających świat do wielkich, epokowych czynów, czasem do wojny, a czasem do uczestnictwa w innych przełomowych zdarzeniach społecznych czy politycznych bądź artystycznych. Od kiedy to za przyzwoleniem i przy poparciu społecznym wolno nazywać niemowlęta („kryształowe dzieci”) ludźmi „charyzmatycznymi”?

Co czuje młoda kobieta, będąca mamą „kryształowego dziecka”, która prosto do internetowej kamery wyznaje – z pełnym przekonaniem dla wygłaszanych przez siebie wypowiedzi, z kompletną akceptacją samej siebie, bez kropli autokrytycyzmu – że pisuje bajki dla dzieci w tak zwanym „przypływie” lub inaczej mówiąc, w ścisłym „kontakcie ze źródłem”, że jej bajki mówią „prawdę” i „odwołują się do mądrości, a nie do zafałszowanego obrazu rzeczywistości”? Najznakomitsi pisarze świata zwykli mówić w wywiadach o własnych słabościach, trudnościach pisarskiego rzemiosła etc., tymczasem młoda kobieta niemająca światu nic szczególnego do zaproponowania, bez zażenowania opowiada o mądrości, do jakiej posiadła nieskalany dostęp... Jej „bajki” to zwykłe gryzmoły i grafomania, w stosunku do której literatura pióra Coelho wydaje się ósmym cudem świata – tak brzmią fakty. Czy ta kobieta jest sprytniejsza niż myślę, na tyle wyrachowana, iż zależy jej na łatwych pieniądzach od naiwnych? Czy może kobieta ta naprawdę szczerze, gorąco wierzy w to, co mówi? Mam wrażenie, że bardziej prawdopodobna jest druga możliwość – właśnie dlatego nie wymieniam pani z nazwiska.

Ludzi podobnych do tej pani – i w sieci, i w realnym życiu jest wielu. Rozpoznasz ich po specyficznym, pozbawionym żywej melodii, głosie i po płaskim, rozmytym doborze słownictwa. Ludzie ci mają „rozpłynięte” oczy (spojrzenie), czasami „rybie”, a czasami „odlecone”. Niektórzy z nich starannie oszczędzają gestykulację, usiłują uchodzić za zrównoważonych, spokojnych, harmonijnych. Inni bywają pobudzeni, „roztrzepotani” jak owady albo zbyt często, nieadekwatnie do sytuacji, się uśmiechają. Część z nich „kontaktuje się z aniołami”, część gra na bębnach czy innych „pierwotnych, dzikich” instrumentach. Część wyznaje poszukiwanie ukrytej w sobie boskości poprzez terapię tańcem, część dąży do przebudzenia poprzez coraz to głębiej zaawansowane i restrykcyjne oraz kontrowersyjne diety (przykładowa kolejność zazwyczaj następująca: wegetarianizm – weganizm – witarianizm – frutarianizm – spady owocowe – bretarianizm [odżywianie za pomocą prany], po drodze możliwe epizodyczne wariacje, jak np.: laktoowowegetarianizm czy ichtiwegetarianizm). Inni snują spiskowe teorie o reptilianach, czyli obcych, jaszczurokształtnych istotach, potrafiących przybierać postacie ludzkie, ukrywających się między nami od bodaj tysiącleci po to, by nas niewolić i wykorzystywać. Bo przecież to szalenie kusząca perspektywa – nie musieć godzić się z ponurą rzeczywistością, iż to człowiek, nikt inny, a dokładnie człowiek, zdolny jest niewolić samego siebie, mylić się, popełniać błędy, ranić i żerować na pracy bliźniego. Jeszcze inni nazywają siebie „szamanami”, „uzdrowicielami”, a nawet „terapeutami”... Oni wszyscy są „szamanami XXI wieku”, czyli wyznawcami obszernego, kwitnącego ruchu New Age, który ma wiele masek. Nie twarzy, tylko masek.

Twarz jest rzeczywista – drgają w niej mięśnie, tworząc miny, wyrażając autentyczność, jakieś przeżycie, żywotność. Maska jest przebraniem – może być piękna, sympatyczna, cudowna, czarująca, ale jej kształt się nie zmienia. Na tym polega różnica między rzeczywistością a projekcją, między maską a twarzą.

Każdego wyznawcę dowolnej odnogi ruchu New Age rozpoznasz przede wszystkim po tym, że nie wypowiada on nic konkretnego. Będzie posługiwał się swoistym kodem słownym, który zdążył przyjąć i sobie wpoić, będzie starał się nadać temu kodowi pozór autentyczności i głębi, ale będzie to wyłącznie powierzchowny, wydrążony kod, jakby wydmuszka. 

Wyznawcę New Age rozpoznasz po tym, że nie wyjawi ci sedna, centrum, meritum zagadnienia – będzie opowiadał o wszystkim, co zgromadzone wokół zagadnienia, czyli o swoim nastawieniu do tego zagadnienia, o uczuciach, które zagadnienie w nim wzbudziło, gdy je odkrył, o emocjach, które zagadnienie powinno wywołać w tobie, o tym, dlaczego rozmyślanie o tym zagadnieniu jest ważne i cenne dla ludzkości, o tym, co zwykli ludzie mogliby powiedzieć, gdyby usłyszeli o tym niezwykłym zagadnieniu etc., ale nie będzie umiał wytłumaczyć, czym to zagadnienie dokładnie jest (pozostawi to zagadnienie w kształcie enigmatycznego bełkotu), zaś przyparty do muru – zamknie się w sobie, udając wyższość, podda i ucieknie, bądź stanie się agresywny czy histeryczny.

Wyznawcę New Age rozpoznasz po tym, iż będzie cytował innych wyznawców New Age, sugerując albo nawet szczerze wierząc, iż są to jego osobiste przemyślenia, doznania i doświadczenia życiowe, a nie zapożyczone myśli. Jeśli uda ci się zapamiętać dowolne charakterystyczne sformułowanie, którego wyznawca New Age użył w dialogu z tobą w formie wyżej wspomnianego kodu, jeśli wkleisz to sformułowanie do wyszukiwarki internetowej, bez trudu odkryjesz, iż identycznymi sformułowaniami posługuje się multum ludzi, bez trudu zdemaskujesz pierwotnego autora tego sformułowania, sformułowanie to odnajdziesz głównie na blogach i serwisach o tematyce ezoterycznej.

Wielu ludzi twierdziło, że w zacieku na budynku objawiło się oblicze Matki Boskiej – miejsca te przyjmowały tabuny ludzi, którzy przybywali do nich, aby się modlić i składać kwiaty, palić świece i znicze. W licznych epokach i rozmaitych kulturach miały miejsce tego typu zjawiska – w opowieści biblijnej był to gorejący krzew, w afrykańskim plemieniu Zulusów był to kameleon, i tak dalej, i tak dalej. Wiara w to, że naciek na ścianie budynku jest manifestacją Matki Boskiej czy innego bóstwa nie zasługuje na potępienie, na wyśmianie. Nie należy szydzić z niczyjej duchowości, z niczyich wierzeń – to nieludzkie, nieempatyczne. Nikt z nas nie ma monopolu na prawdę, każdy z nas jest naturalnie ograniczony ramami swojej osobowości i ramami ludzkiego poznania, które jest obudowane przez doczesność i przemijanie. Dlatego nikt z nas nie wie, co znajduje się po drugiej stronie rzeczywistości, ani czy druga strona rzeczywistości istnieje – możemy jedynie wierzyć w jej istnienie albo nie wierzyć (Pierre Simon de Laplace do Napoleona I: „Bóg? Sir, ta hipoteza nie jest mi do niczego potrzebna” – ateizm), albo wstrzymać się od głosu (Scott Atran: „Bóg w oderwaniu od myśli ludzkich, nie istnieje” – agnostycyzm); jest to kwestią indywidualnego wyboru. Ale warto wystrzegać się ludzi, którzy ze specyficzną zajadłością i bez żadnej krępacji twierdzą: – Ja wiem, że Bóg jest. Którzy obcym ludziom w czasie przypadkowego wspólnego śniadania, bez zażenowania opowiadają o tym, że rozmawiają z aniołami. Którzy porzucają cywilizację, by żyć dziko w amazońskiej dżungli, a potem pakują się do samolotu, by przed kamerami prowadzić swe wykłady dla nieprzebudzonych, chwaląc swój ekologiczny i naturalny tryb życia. Którzy sprzedają mieszkanie, kupują kosztownego kampera i przemierzają świat, wydzielając spaliny z rury wydechowej, a potem mówią bez zająknięcia, że prowadzą egzystencję na łonie natury i z dala od cywilizacji. Uważam, że którykolwiek z nich złamie nogę, nie obłoży jej prowizorycznymi łupkami z kijków ani liśćmi sałaty, tylko wsiądzie na prom lub na pokład samolotu (który również przemieszcza się dzięki spalaniu paliwa, a nie dzięki energii eterycznej), by czym prędzej dostać się do szpitala – tam z entuzjazmem skorzysta z kolejnych po promie albo samolocie zdobyczy cywilizacji, takich jak rentgen, leki przeciwbólowe, wprawny skalpel chirurga i gips.

Widzenie kolorów aury, kontakt z energiami (duchy), przebłyski intuicji odnośnie do przyszłości (wizje przyszłości w formie obrazów w głowie, na jawie albo w czasie śnienia), kontakt ze zmarłymi (wyczuwanie obecności zmarłego lub poczucie „głosu” zmarłego „mówiącego” w naszym umyśle); wrażenie zmysłowe, że ktoś szarpie nas za nogawkę w pokoju, w którym jesteśmy sami – tego typu zjawiska od dawien dawna towarzyszyły ludzkości. Wszystkie one były podyktowane podskórnym pragnieniem głębszego poznania otaczającej rzeczywistości, były „odpowiedzią” na archetypowe pragnienie uchylenia „kurtyny”, która tai przed naszym przyziemnym wzrokiem cud prawdy absolutnej – cud spotkania Absolutu, Boga. Wierzenia (religie), mity, legendy, zabobony („wiedza” prostego ludu) biorą się z naturalnej potrzeby duchowej człowieka, z naturalnej chęci zbadania rzeczywistości na swój prywatny użytek, z chęci uczuciowego pojęcia, czym jest życie w dalszej perspektywie, w obliczu śmierci. Rozum (myślenie racjonalne) nigdy nie operował mechanizmem wystarczającym do uzyskania poczucia pełnego życia. Wielu ludzi dążyło do przekroczenia twardych barier obudowujących rozum, pragnęło percepcją emocjonalną wznieść swoje zrozumienie – własnego wnętrza i świata zewnętrznego – na bardziej subtelny, wrażliwszy poziom. Serce człowieka rwie się do romantycznych uniesień, rozum człowieka łaknie faktów, znaczników, danych, informacji, wzorów, praw (zasad, prawideł) – oto dwa żywioły natury ludzkiej. Ale nie zapominajmy, że najsilniejszą cechą romantyzmu jest mistycyzm! Widzenie kolorów aury, kontakt z energiami, iluminacje – te wszystkie zjawiska wymienione powyżej mieszczą się w kategoriach mistycznych, i nigdy nie posiadły one uprawnień do określania ich mianem wiedzy. Nazywanie mistycyzmu „wiedzą” burzy jego romantyczny fundament i naraża mistycyzm na śmieszność, odbierając mu jego genezę i prawidłowe znaczenie.

Nie ma nic niebezpiecznego w osobistej, wyznawanej wewnętrznie wierze, w indywidualnej duchowości, ani nawet w praktykach religijnych, gdy nie są natarczywe względem nikogo niepodzielającego dogmatów i rytuałów danej religii. Niebezpieczeństwo natomiast kryje się w obłudzie, którą ocieka każdy fanatyzm. New Age w swej obłudzie staje się bardzo wyrafinowany, bo pod przykrywką spokoju i wszechakceptacji różnorodności świata, próbuje tę różnorodność ze świata usunąć, werbując w swe niepisane szeregi nowych wyznawców, zarażając ich swym przerysowanym, szalonym, karykaturalnym optymizmem. Zgoda założeń New Age na każde zło dziejące się na świecie, nadinterpretowanie rzeczywistości i dopisywanie do wszelkich realnie dziejących się wydarzeń, z tymi negatywnymi na czele, domniemanego bogactwa ukrytych znaczeń, sensu, właściwości, przeznaczenia i wartości dodatnich, powoduje w odbiorcach New Age ułudę szczęśliwości, która uzależniając jak narkotyk, efektywnie prowadzi do królestwa szaleństwa, odklejenia od rzeczywistości i ugrzęźnięcia we własnej niekomunikowalności niczym w beczce…

Korekta przez: Radek Ziemic (2016-05-23)


komentarze

[foto]

1. New Age • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-22 14:32:27

Niu-ejdż mnie też kiedyś wkurzał (przegląd Taraki pokaże odpowiednie teksty z ok. 2000 roku), ale mam wrażenie, że dziś go (ją? -- bo to "era", rodzaj żeński?) z pasją krytykować, to jak bić upadłego. Nie tam -- nie w niuejdżu -- pokładane są teraz największe szaleństwa ludzkiego umysłu. Age, Epoka, zmieniła się. Raczej należałoby chronić i opakować w solidniejsze "ubranie" te szczęśliwie przetrwałe resztki po New Age.

Np. niejedzenie mięsa, potępienie polowań, szacunek dla przyrody. Miłośnikom mięsa polecam wycieczkę do rzeźni.

2. Mięso i inne zbrodnie • autor: Nierozpoznany#94952016-05-22 14:47:29

Wojciechu, jako wieloletnia wegetarianka najbardziej lubię w sobie to, że nie wycieczka do rzeźni stanęła u genezy mego jadłospisu, a zwykłe, organiczne czy intuicyjne, potrzeby ciała, organizmu. Jakkolwiek polowanie nie wydaje mi się niesłuszne, zasługujące na potępienie - bardziej zdumiewa mnie, tudzież niepokoi hipokryzja: znam przypadek eterycznej blond niewiasty z organizacji zielonej typu Greanpeace, która zjechała na dół śląskiej kopalni, i tam przemawiała do górników, iż powinni spożywać sałatę i banany, zamiast kotleta...
... wszystko lub prawie wszystko jest osadzone w kontekście kulturowym - jakimś, danym, przecież... Ja nadal wkurzam się na Niuejdż - i jednocześnie na siebie samą: mam w sobie wciąż bardzo młodzieńczy, by nie rzec: smarkaty, bunt, i on ciągle przesłania mi śmielszą, szerszą perspektywę. 
Co do przekroju artykułów Taraki dot. tej tematyki - czytałam. Szczególnie przypadł mi do gustu Twój tekst, wskazujący na prawe i lewe i skrzydło tego nurtu czy duchowości...

3. hmm !!! • autor: Nierozpoznany#87012016-05-22 18:28:30

Pani Justyno, zapomniała Pani napisać, że w każdym zdaniu takiej osoby występuje słowo miłość odmieniane we wszystkich przypadkach.
Ma Pani wiele racji. Wiele osób z problemami szuka ich rozwiązania poprzez New Age, a raczej jest to ucieczka od nich. Ja też spotkałam osobę, która doznała oświecenia przy lekturze esejów Emersona- to są podobne przypadki. http://forum.gazeta.pl/forum/w,210,137213937,137213937,_Eseje_Emersona_jako_forma_terapii_.html?so=1
Co do samego New Age to są tam wartościowe idee i kupa śmieci.Takie jest moje zdanie.Natomiast, czasami pisze Pani tak, jakby też Pani swoją wiarę przedstawiała jako prawdę obiektywną.Mam zastrzeżenia zwłaszcza do tego akapitu:Widzenie kolorów aury, kontakt z energiami, iluminacje – te wszystkie zjawiska wymienione powyżej mieszczą się w kategoriach mistycznych, i nigdy nie posiadły one uprawnień do określania ich mianem wiedzy. 
Te zjawiska realnie istnieją i nie podciągałabym ich pod mistycyzm, jakkolwiek nauka nie zawsze jeszcze potrafi wszystko zmierzyć, zbadać i wyjaśnić. Chodzenia po ogniu też nie potrafi wyjaśnić, a ja biegałam dwa razy i się nie poparzyłam. Raz było to zimą i bardziej mnie parzył śnieg w te bose stopy, niż te rozżarzone węgle. Widzenia aury można się nauczyć. Aurę można też sfotografować przy użyciu aparatu kirlianowskiego. http://noweenergie.org/index.php?0/Article/7 Mają ją nie tylko ludzie, ale również zwierzęta i rośliny.
Akupunktura oparta o wschodnią teorię czakr i meridianów poprzez które następuje pobieranie , przepływ i wydalanie energii została zaadaptowana  przez naszą medycynę. Przez tysiące lat jej skuteczność została udowodniona. Gdyby nie działała bioterapia, to już dawno by ta dziedzina padła. Argumenty  typu, że to placebo działa, oparte są na wierze, a nie doświadczeniu. Nie wysyłam Pani do bioterapeuty, ale może się Pani zapisać na zajęcia Qi-gong, lub Tai Chi, a wtedy Pani też nawiąże kontakt z energią, poczuje ją.








 

4. ostrożnie z niejedzeniem czegoś • autor: Jerzy Pomianowski2016-05-22 18:42:21

Sposób odżywiana się ma tak istotne znaczenie dla zdrowia, że lepiej wykluczyć takie motywacje jego wyboru jak ideologia czy moda.
Na wszelki wypadek człowiek zdrowy powinien jeść "wszystko".
Są oczywiście pewne nieprawidłowości funkcjonowania organizmu zmuszające do unikania zboża, mleka czy owoców, mięso produkowane przemysłowo niesie ryzyko nafaszerowania się chemikaliami.
Nie słyszałem jednak o częstej chorobie polegającej na niezdolności trawienia białka zwierzęcego, stąd wegetarianizm narzucany zdrowym, i tym których stać na zdrowe mięso (mnie nie stać) wydaje mi się przykładem kierowania się ideologią zamiast  smakiem czy zwyczajami przodków.
Coś jak tłumaczenie owcy że powinna jeść coś innego, bo trawa też cierpi.
Zwyczaje, choć trochę zalatują ideowym podejściem do pożywienia, można ostatecznie akceptować jeśli są oparte na wielowiekowej tradycji.  Zwyczajowo nie jemy mięsa ludzkiego, a w Polsce nawet końskiego, choć być może jest zdrowe.
PS
Popieram walkę z myślistwem.

5. ja myślałam,że Taraka... • autor: Nierozpoznany#94442016-05-22 20:27:46

ja myślałam,że Taraka gromadzi ludzi wrażliwych,którzy mają szacunek do zwierząt."mięso produkowane przemysłowo" jestem wstrząśnięta.Co mają przodkowie do metod jakimi dziś uśmierca się zwierzęta.

6. jestem wrażliwy • autor: Jerzy Pomianowski2016-05-22 21:14:08

Niestety obecnie hodowla i ubój są wykonywane przemysłowo, co szkodzi konsumentom i pogarsza los zwierząt. Chyba nic z tym nie da się zrobić, choć warto próbować. Ubój wykonywany przez przodków domowymi sposobami był mniej makabryczny dla wrażliwego oka, bo nie był masowy, taśmowy. Dla zwierzęcia zapewne milszy nie był.
Lubię zwierzęta prawie wszystkie. Pilnuję żeby żadnego nie przejechać. U mnie w nocy trzeba uważać na lisy, jeże, sarny, zające, koty. Lubią w niektórych miejscach biegać po ulicy.
Jednak według mnie podział na ludzi i zwierzęta jest ostry, a "uczłowieczanie" zwierząt prowadzi raczej do obniżenia rangi i dehumanizacji człowieka niż do poprawy życia zwierząt.
Przynajmniej tak to obecnie wygląda w postępowym świecie (depopulacja, eutanazja, itp).
[foto]

7. Pani Marysiu • autor: Piorun2016-05-23 00:31:53

Taraka gromadzi ludzi. I w tym momencie powinna nastąpić KROPKA. To dalsze "wrażliwych" i dalej - to już zupełnie dziwne założenie. Z doświadczenia wiem że ten sympatyczny portal czytują osoby których przy najlepszych chęciach nie podejrzewał bym o wrażliwość. 

ale wracając do tematu

New age, new age... cóż...

W krajach kapitalistycznych ktoś wpadł na pomysł że jak się wymiesza trochę płytkiego, obłego i łatwej do nieprzełknięcia erzatzu duchowości. doda trochę świecidełek i masę słitaśności - to zgarnie na tym BARDZO konkretną kasiorę. 

I tak to poszło w świat, i samo się nakręca. 

Co do samych wyznawców tej ideologii - tak się składa że jedni Prawdziwi Wyznawcy nie bardzo się różnią od innych Prawdziwych Wyznawców 
Nie ważne na jaki system wierzeń spojrzymy 

Co mnie w tym szczególnie bawi, to fakt że przez swoją agresywną zajadłość Prawdziwi Wyznawcy stają w opozycji do idei które ponoć są podstawą ich wiary

Aż się nasuwa stare dobre "będziemy walczyć o pokój aż się krew będzie rzekami lała i nie zostanie kamień na kamieniu" :-D 
[foto]

8. no sam nie wiem ;-) • autor: Arkadiusz2016-05-23 09:04:59

Mam wrażenie, że New Age został tu pokazany tylko tendencyjnie negatywnie. Specjalnie nie wiem czym on tu jest a czym już nie jest. 
Każdy człowiek wierzy w to, co zostało mu wdrukowane. Czy lepsze są wierzenia wdrukowane przez sprawny system powszechnego wdruku (edukacji) i dominujące media, a wierzenia niszowe mają być z definicji gorsze? Czym różni się fanatyzm jednych od fanatyzmu drugich, oprócz liczby wyznawców? Co decyduje o racji: dyplom uczelni, członkostwo w dominującym kościele, urodzenie w tej czy innej epoce, na tym czy innym kontynencie?
[foto]

9. Sokrates • autor: Radek Ziemic2016-05-23 09:44:56

podobno nie powiedział: wiem, że nic nie wiem,
ale: nie wiem i SĄDZĘ, że nie można wiedzieć.
---
Fanatyzm zakłada SKRAJNĄ nietolerancję. (Siostra Wiki).
---
Wiara, także w to, że wszystko jest uwarunkowane kulturowo (swoisty antyfideistyczny fideizm), to pewien mechanizm obronny, wygenerowany przez umysł w trakcie ewolucji. To podobno jest związane z płatem czołowym naszego mózgu. Ten płat podobno odpowiada za skróty myślowe, a więc i za całościowe wyjaśnienia.
---
Pewność. Potrzeba pewności. To jest do rozważenia. No i fenomen wiary. Ale chyba trochę spokojniej, życzliwiej.
---
Ostatnio mam taki problem. Jest wiara, która chce wiedzieć. Chce pewności (może również: mocy). Wiedza to oswojenie, dominacja (nie tylko, ale również). Ona, ta wiara, wydaje mi się neurotyczna.
I jest wiara, która nie potrzebuje pewności, która godzi się na niepewność (tajemnicę). Tu jakby były dwa rodzaje libido. Libido dominandi (nazwałbym je neurotycznym lub judeo-chrześcijańsko-freudowsko-technokratycznym), oraz libido admirandi (tu mi trochę brakuje nazwy: miłujące, wielbiące). Adoracja nie odrzuca wiedzy, ale płynie z umiłowania. Tu się nie odczuwa potrzeby zdominowania tajemnicy. Nie trzeba też sprowadzać inności do siebie, "zeswajszczać" jej lub krytycznie odrzucać. AKCEPTUJE SIĘ. (To możliwe?) Chyba użyłbym słowa miłość ale w takim specyficznym sensie (neurotycznie wypartym przez jej seksualne rozumienie): adoracja inności jako inności (w tym sensie bogowie, Bóg, duchy, to ta INNA, OBCA, tajemnicza strona świata, albo: JEJ SYMBOLE. Tu się wmieszają też różne instynkty, na przykład życia, stąd to wydłużanie życia w reinkarnacji czy zmartwychwstaniu; to jednak jest lękowe; chyba.)
---
To de Mello powiedział, że religia daje pewność, a wiara niepewność? To mi nie pasuje właśnie (nie zgadza się z tą wiarą, która chce wiedzy). Chyba że to nie jest wiara, ta pewność.
---
Jak sądzicie?

[foto]

10. @Rotari, @Jerzy Pomianowski • autor: Radek Ziemic2016-05-23 09:53:50

@Rotari
Zgadzam się, że w artykule przyznaje się sobie, chyba nie tylko retorycznie, ten obiektywny punkt.
@Jerzy
Czasem nie je się mięsa z powodu współczucia. (Nie trzeba tego ubierać w NA, pitagoreizm, buddyzm czy coś tam jeszcze.) Nie ma tu świato-poglądu, jestem ja i pewien rodzaj bytu, którym jest zwierzę (samo zresztą często okrutne, jak moje koty). A nawet nie pewien rodzaj bytu, bo to strasznie abstrakcyjne, ale szereg konkretnych istnień. Moja empatia jest oczywiście inna niż wobec ludzi, a także inna od empatii większości tych, którzy też nie jedzą, ale nie mają dzieci.
[foto]

11. Fanatycy "New Age" - prawie jak dżihadyści? • autor: Michał Mazur2016-05-23 12:56:34

Przeczytałem cały tekst z zapartym tchem, ciekawy. Choć w zasadzie ten stary "niu ejdż" jest już prawie martwy, pozbawiony siły oddziaływania. Zaintrygowało mnie natomiast jedno zdanie:
  Proces ryglowania umysłu fanatyka jest podstępny i często powolny, stopniowy, lecz prędzej czy później każdy fanatyk dociera do miejsca, w jakim różnorodność świata staje się niegodna jego uwagi, nie mówiąc o tolerancji, o akceptacji nie wspominając ni pół słowem.

To można by odnieść także do kontekstu Bliskiego Wschodu (interesuję się szczególnie Syrią, mam nawet pewne kontakty na jej terenie) - ludzie otumanieni "czadem dżihadu" mają podobnie zaryglowane umysły; cokolwiek im by nie powiedzieć, to i tak do nich nie dociera. Wielu normalnych Syryjczyków (wliczając w to część znajomych aktywistów) próbowało takowym wielokrotnie przemówić do rozumu - niestety, z niewielkim skutkiem. Tamci nadal chcą zniszczyć tolerancyjną, wielowyznaniową i wieloetniczną mozaikę jaką była Syria. 
Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dżihad się "wypali". Tak jak wypalił się np. bolszewizm. Tudzież inne rewolucje. New Age też się wypalił, choć nie wiem, czy można by to nazwać rewolucją (jednak część ich założeń miała niewątpliwie rewolucyjny wydźwięk). A zresztą... można porównać, jak np. wyglądała prasa katolicka jakieś 10-15 lat temu, a jak wygląda teraz - wówczas aż roiło się od związanych z New Age ostrzeżeń... 

12. @ Michał Mazur • autor: Nierozpoznany#87012016-05-23 13:54:14

 Myślę, że niektóre ideologie i religie sprzyjają fanatyzmowi, lecz pierwotne są pewne cechy psychologiczne u takich osób, które tym ideologiom i wierzeniom ulegają.
W psychologii i psychiatrii wyróżnia się osobowość fanatyczną, która jest odmianą osobowości paranoicznej z silnymi cechami narcystycznymi. Osoby z tym zaburzeniem łączą się w różne sekty, lub sekciarskie partie  i zarażają tym innych.Wspominałam tutaj, w którymś wątku, o paranoi indukowanej. To jest jedyne zaraźliwe schorzenie psychiczne. 
Jeśli rozmawiamy o  rozwoju duchowym, ideologiach,religiach, to również można napotkać  w tej dziedzinie osoby z zaburzeniami schizoidalnymi, które powodują rozłamy i namiętnie zwalczają wtedy strukturę czy grupę, z  której wyszły.

13. Ja myślałam,że Taraka... • autor: Nierozpoznany#94442016-05-23 16:23:24

Ja myślałam,że Taraka gromadzi ludzi wrażliwych kropka

Ludzie są okrutni przede wszystkim dla zwierząt,które akurat nie są okrutne,są roślinożercami.

[foto]

14. @Marysia Pokora • autor: Radek Ziemic2016-05-23 17:07:17

No, moje koty rzadko jedzą trawę... Pies też...

15. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#94442016-05-23 17:16:01

Moje koty też mają opory :) z "zielonego" akceptują wyłącznie tarzanie się w kocimiętce :)

16. @Rotari • autor: Nierozpoznany#94952016-05-23 20:36:00

„Pisze Pani tak, jakby też Pani swoją wiarę przedstawiała jako prawdę obiektywną” – ależ ja nie przedstawiłam ani jednego aspektu mojej wiary, niewiary lub wstrzymania się od głosu... Rozumiem odczucie, że mój subiektywny punkt widzenia odnośnie do tematyki Niuejdżu zinterpretowała Pani jako zbyt pewny siebie, lecz „pewność” ta czy charakterystyczny ton wypowiedzi – w mojej intencji nie miały nic wspólnego z chęcią muśnięcia „prawdy obiektywnej”.

Nie mam wątpliwości co do tego, że świat składa się z wielu szczelin, do których nauka skutecznie nie sięgnęła, co nie znaczy, że te wymykające się wymiernemu poznaniu szczeliny chciałabym nazywać „wiedzą” jedynie dlatego, że moja osobista wiara w ich istnienie byłaby dla mnie fundamentalna.

Zakładam, że mówiąc o „chodzeniu po ogniu” miała Pani na uwadze chodzenie po rozżarzonych węglach – proszę mnie poprawić, jeśli się mylę – i jakkolwiek nie jestem znawcą tego tematu, na miarę mojej intuicji i rozumienia: jak najbardziej da się wytłumaczyć to zjawisko, stosując kategorie praktyczne.

Być może widzenia aury można się nauczyć – nie wiem – lecz umiejętność tę pojmuję po pierwsze jako niepowszechną, nieoczywistą, „rozmytą”, po drugie: argument ten kojarzy mi się z twierdzeniem, że jeśli tylko się chce (pragnie), jeśli pozostaje się otwartym, to wówczas dowolna lekcja stanie się przyswajalna, osiągalna. Ale przecież klasycznym tancerzem nie zostaje ten, kto „czuje muzykę”, którego ciało „pragnie tańca”, tylko ten, którego fizyczne kości posiadają określony kształt, gęstość. Postulat, że można się nauczyć widzenia aury, dla mnie brzmi jak obietnica – zapewnienie, zagrzewcza teza, która ma zachęcić odbiorcę do działania, do przeciwstawienia się „naturalnym ograniczeniom”. A zatem brzmi jak postulat wiary – nie nauki, nie wiedzy.

17. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#94952016-05-23 21:14:45

„(...) jestem ja i pewien rodzaj bytu, którym jest zwierzę (samo zresztą często okrutne, jak moje koty)” – nie jestem przekonana, czy okrucieństwo jako miano użyte w tym kontekście, jest miarodajne, odpowiednie. Jeśli odnieść się do okrucieństwa jako cechy charakteryzującej instynkt samozachowawczy zwierzęcia, które jest łowcą (dąży do zaspokojenia głodu/do biologicznego przetrwania) – „okrucieństwo” zda się wtedy niestosownym słowem. Jeśli zaś rozważyć np. zachowania uroczych delfinów butelkonosych, które potrafią „mordować się” nawzajem z przyczyny „nudy” lub w celu „igraszki”, wtedy słowo „okrucieństwo” nabierze poniekąd świeżej porcji znaczenia i stanie się co najmniej warte dyskusji, a być może w pełni uzasadnione. Pytanie brzmi: o jakich zachowaniach swoich kotów Pan wspomniał, by określić je (koty) jako okrutne? Chętnie się dowiem, aby zrozumieć Pańską wypowiedź.

Odnosząc się do innego Pańskiego komentarza: moje myśli krążą wokół tego, że „ta pewność”, to chyba nie jest „wiara”... Mam do opowiedzenia taką oto skromną obserwację (bardzo drobną i zaprószoną): zauważyłam, że np. ludzie, którzy opisują siebie jako ateistów, pojmują ludzi wierzących jako „bezpiecznych”, „wolnych od zwątpienia”. Tymczasem ludzie wierzący często wątpią, mimo głębokiego, szczerego – zawierzenia właśnie w treść wyznawanej/odczuwanej wiary. Zastanawiam się, jak to rzeczowo wyrazić... „Wiara, która chce wiedzieć” w moim poczuciu ociera się o „fanatyzm” odbity jakoby w krzywym zwierciadle – bowiem staje się mechanizmem wyizolowanym, pozbawionym funkcji przynależności... 

[foto]

18. wiara • autor: Radek Ziemic2016-05-23 22:30:52

nie  jest pojęciem jednolitym. Można ją rozumieć na różne sposoby. Jest więc wiara jako przeświadczenie o czymś, czego nie można sprawdzić (tu wierzy się w coś lub komuś, gdy się nie wie). Ale jest też wiara jako ufność. Jako pewna postawa. Warto w ogóle wziąć pod uwagę, że pierwotnie wiara (mit) jest czymś w rodzaju proto-wiedzy, wyjaśnienia rzeczywistości; że Jahwe albo bogowie greccy to coś w rodzaju fizyki kwantowej, teorii wielkiego wybuchu, plus, jednocześnie, prawo, moralność, medycyna itd. Wtedy nie było nauki w dzisiejszym rozumieniu. (A tę proto-wiedzę to widać ładnie w micie o bogince Echo; to taka proto-fizyka). 

Ja w wierze, która chce pewności fanatyzmu nie widzę. Pewność to jeszcze nie fanatyzm. Dlatego nie zrównywałbym New Age z Państwem Islamskim. 

A co do kotów - nie są oczywiście okrutne tak jak ludzie, w moralnym sensie. Działają instynktownie. Ich okrucieństwo polega na zadawaniu cierpienia, ale inaczej nie potrafią. Nie ma tu WINY. Ale nie czynią tego, by zaspokoić głód lub przetrwać, bo nie jedzą tego, co zabiją (jedzą to, co im daję), a nornica czy żaba nie zagraża ich życiu.. W tym sensie są "ślepe". Działają jakby "mechanicznie".

I jeszcze o wiedzy. To też nie jest pojęcie jednolite. Można wierzyć, ż można się czegoś nauczyć. Zazwyczaj tak jest i dlatego tak wieku rzeczy się uczymy, zarówno w sensie wiedzy teoretycznej, pojęciowej, jak i praktycznej (umiejętności). Można na przykład wierzyć, że można się nauczyć jeździć na rowerze. Albo pływać. Wiara równa się tu pewnemu przeświadczeniu. Są też umiejętności rzadkie, choć  wcale nie rozmyte. Kulomiotów nie ma wielu na świecie. Większość z nas nie jest komandosami. To są naprawdę elitarne grupy. Może są i tacy, którzy spotykają się z Bogiem, mają umiejętność telepatii, przewidywania ludzkiego losu, przyszłości. Uzdrawianie itd. Ja się z tym nie zetknąłem, ale to nie znaczy, że to nie jest możliwe. Ja przecież nie jestem całym światem. 

19. Wysokie i niskie • autor: Nierozpoznany#83402016-05-23 23:38:52

Każdy prąd kulturowy ma wysokie i niskie przejawy  swego stawania się w świecie. Kiedy dla każdego w miarę wykształconego  F. Nietzsche stał się drugą po Platonie wielkością intelektualną każdy prąd kulturowy przybiera postać para religii. A para-religia ma wysokie i bardzo niskie przejawy swego uobecniania się. Asceza miesza się z interpretacją zjawisk, a których następnego dnia się nie pamięta. Wiele obszarów ulega prywatyzacji: bezpieczeństwo,  sport, nauka, kultura w rożnych przejawach, czemu więc nie religia. A że czasem może prowadzić do nadużyć i fanatyzmu - lepszy fanatyzm prywatny niż publiczny! J. Kolarzowski

20. O czym jest artykuł, o czym ta dyskusja? • autor: Nierozpoznany#87572016-05-24 01:46:41

Przeczytałam artykuł, prześledziłam dyskusję... I doprawdy nie mam pojęcia o czym tu w końcu mowa. Po pierwsze - brakuje definicji New Age’u jako wiary czy wyznania, pomimo, że za takie w artykule uchodzi. Co więcej - jako religioznawca twierdzę, że nie ma możliwości przypisania tej mglistej kategorii do ruchu (para)religijnego ze względu na brak doktryny, obrzędu, sposobów nabywania funkcji, struktury, instytucjonalizacji itd. Niemniej, skoro autorka podejmuje się krytyki New Age’u jako (w domyśle czytelnika: oczywistego) fenomenu wyznaniowego (sekciarskiego), to wypadałoby go jakoś zdefiniować. Tymczasem w moim odczuciu krytykuje się tutaj coś, co nie istnieje. Hasło "New Age" to bardzo pojemny worek, do którego możemy powrzucać wszystko, co wydaje nam się subiektywnie "dziwne" lub "podejrzane" (jak np. telefon komórkowy komuś żyjącemu 100 lat temu). Możemy to w ten sposób ośmieszyć i uznać za groźne. Tylko po co? Jakie lęki stoją za takim działaniem?
Mam wrażenie, że autorka traktuje Njuejdżowców tak, jak kiedyś Kościół Katolicki traktował czarownice: jeśli utonęła, to była niewinna a jeśli się unosiła, to trzeba ją było spalić lub utopić.
Znam wiele osób, które grają na bębnach (nawet same je zrobiły), znam ludzi, którzy widzą aurę, znam wegetarian, znam niezwykle mądre i szczere dzieciaki, spotkałam też ludzi, którzy mają imponującą wiedzę na temat działania i historii koncernów farmaceutycznych (tu nie odmówię sobie polecić skierowania dociekliwości autorki na ten fenomen). Nie znam nikogo, kto określałby sam siebie mianem "wyznawcy New Age" czy też Niuejdżera (?). A przecież wszyscy fanatycy z naciskiem podkreślają do jakiej grupy należą oraz kto jest ich Bogiem!
Po przeczytaniu Pani artykułu jednak zmuszona jestem poważnie zastanowić się nad sobą. Bo może nie wiedziałam o sobie czegoś ważnego? Może jestem Njuejdżerką?Wyznawczynią niebezpiecznej religii? Proszę zatem o pomoc i oświecenie mnie w kwestii moich przypadłości, które poniżej wyznaję z gorliwością godną średniowiecznej spowiedzi:

Zwierząt z zasady nie jadam. Mogłabym wiele napisać o komunikacji ze zwierzętami, o ich wrażliwości, inteligencji a także sposobom, w jakie odzwierciedlają one świat swoich "właścicieli". Kto wie, ten wie. A przecież wystarczy zobaczyć filmy o tych uratowanych z rzezi... Obozy koncentracyjne dla "braci mniejszych" uważam za powód do wstydu dla gatunku ludzkiego. I tyle. Nie potrzeba ideologii New Age, by to stwierdzić. Wystarczy mieć oczy i nie bać się widzieć.
Aurę nauczyłam się widzieć całkiem niedawno. Wciąż się uczę i wciąż się dziwię, że to takie łatwe. Wystarczyło kilka prostych instrukcji. Tak, każdy może się nauczyć. Tak jak jazdy na rowerze. Jedni jeżdżą, inni nie. Nie potrzeba do tego New Age’u.
Nasze dzieci są wychowywane bez poczucia winy, religii i szkoły (uczą się w domu). Nie krytykujemy ich, co najwyżej jesteśmy obserwatorami ich zachowań, pozwalając im ponosić konsekwencje i prowadząc je z pozycji bardziej doświadczonych. Czy są kryształowe? Na pewno są bardziej bystre, szczęśliwe, pewne siebie i kreatywne niż większość rówieśników. Czy jesteśmy Njuedżowymi rodzicami? Well...jeśli ma to oznaczać nowy, pełen szacunku sposób wychowywania dzieci, to czemu nie? Jednak nie mamy potrzeby tak siebie nazywać.
No i na koniec chyba najcięższy grzech.Uzdrowiłam sama siebie z kilku "poważnych" chorób ( w tym jednej potencjalnie śmiertelnej) za pomocą akceptacji, afirmacji i zaufania do Źródła lub sił wszechświata. Może nie powinnam była tego robić? Teraz jest już za późno. Moje "poważne" choroby sobie poszły i powtarzam wciąż wielu ludziom, że mają ogromną moc samouzdrowienia o ile się tego nauczą i wybiorą życie bez chorób.
Ponadto: moje dzieci, koty i rośliny reagują na sygnały wysyłane telepatycznie nie mając nawet najmniejszego pojęcia, że te niestosowne zachowania są njuedżowe; moi rodzice zamiast pytać: "co oni z tobą zrobili?" wobec oczywistych dowodów wplątania mnie w sektę pytają: "jak wy to robicie, że jesteście tacy szczęśliwi?"; moi przyjaciele codziennie modlą się o zdrowie Matki Ziemi i ludzi ją zamieszkujących wraz z nami; moi pacjenci płaczą z radości kiedy zaczynają czuć przepływ energii miłości w ciele; mnie samą ogarnia niczym konkretnym nie spowodowana błogość istnienia; odczytuję informacje z pola; nie oglądam telewizji.
Czy to wszystko znaczy, że padliśmy ofiarami tajemnej sekty New Age? Czy odczuwana radość i błogość są tak naprawdę maską zaś uczucie pełni jest tak naprawdę uczuciem pustki?
Proszę o poddanie mojego przypadku diagnozie oraz o pomoc w znalezieniu ewentualnie odpowiedniej placówki służby zdrowia, która podejmie się leczenia dziwnych przypadłości moich, mojej rodziny i przyjaciół.
Z poważaniem, IK


21. @Easy Grace • autor: Nierozpoznany#87012016-05-24 05:15:48

Ja też wyleczyłam się sama z poważnej choroby, z której leczył mnie bezskutecznie specjalista wysokiej klasy, doktor nauk medycznych przez 11 lat. Gdybym nadal stosowała się do jego zaleceń pewnie by mnie już nie było wśród żywych. Potrafię człowiekowi prawie w stanie zapaści, z temperaturą ciała 34 stopnie przywrócić 36,6  w ciągu paru minut.

Niestety, mało jest wśród naszych lekarzy zwolenników takiej postawy- jaką prezentował znakomity lekarz- profesor Julian Aleksandrowicz. Pozwolę sobie przytoczyć jego słowa:

" Nie ma nieuleczalnie chorych, niedostateczną jest tylko nasza wiedza "

Profesor Julian Aleksandrowicz

CZY NATURA CZYNI CUDA ?
Nie sądzę. Stąpam twardo po ziemi i nie wierzę w żadne cuda; noo... co najwyżej w cudacznych lekarzy. Wszystkie takie "cudowne" zdarzenia i zjawiska mają racjonalne uzasadnienie, choć wiele z nich pozostaje jeszcze dla nas zagadką. Od niedawna na przykład, dość duże zainteresowanie badaczy budzi zagadka niezwykłej skuteczności "leków" homeopatycznych. Póki co, jest niezrozumiałe, aby specyfik o tak nieskomplikowanej konstrukcji, miał tak skuteczne działanie. Tak czy siak w cuda i w czarownice współczesny świat już raczej nie wierzy, no może za wyjątkiem pewnych grup zawodowych... :) Tak czy inaczej, znane są tysiące (a właściwie miliardy w dziejach człowieka) przypadków uzdrowień, po zastosowaniu "niekonwencjonalnego" leczenia. Znam świeżutki przykład, gdy nie tak dawno wielu polskich lekarzy podczas pobytu w Afryce było świadkami całkowitego wyleczenia chorych w ostatnim stadium gruźlicy, po której w organizmie nie zostało ani śladu! Żadna medycyna białych ludzi nie może poszczycić się takim sukcesem. I wszystkie te przypadki są szczegółowo opisane oraz posiadają pełną dokumentację. Afrykańczycy nie stosowali antybiotyków, tylko leki pochodzące wprost ze środowiska naturalnego. To dopiero jest MEDYCYNA !!

Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną ”

Profesor Julian Aleksandrowicz


Jest to podejście odosobnione. Wielu naszych lekarzy prezentuje podejście oparte na wierze, a nie naukowe. Dlaczego tak twierdzę? Ano dlatego, że istotą podejścia naukowego jest kwestionowanie zastanego stanu wiedzy i otwartość na nowe, inne hipotezy, które się weryfikuje w trakcie badań i doświadczeń. Bez tego nauka nie zrobiła by postępu. Tymczasem, uznaje się tylko to, czego nauczyli się w trakcie studiów i co zostało potwierdzone badaniami i zaciekle zwalcza nowe podejścia .

22. @Justyna Karolak • autor: Nierozpoznany#87012016-05-24 06:20:55

Zakładam, że mówiąc o „chodzeniu po ogniu” miała Pani na uwadze chodzenie po rozżarzonych węglach – proszę mnie poprawić, jeśli się mylę – i jakkolwiek nie jestem znawcą tego tematu, na miarę mojej intuicji i rozumienia: jak najbardziej da się wytłumaczyć to zjawisko, stosując kategorie praktyczne.Tak, to miałam na myśli. Bardzo jestem ciekawa; jakie to kategorie praktyczne należy zastosować, aby wytłumaczyć to zjawisko?
Co do widzenia aury i tego; czy to jest wiara czy nauka- dobrze wyjaśnił to Pan Radek. Tak dokładnie jest, można się tego nauczyć jak jazdy na rowerze,  pod warunkiem, że ten ktoś chce tego. Nauczyć się tańczyć tez każdy może, chociaż nie każdy pewnie zostanie mistrzem świata w tej dziedzinie. Tańczyć i Śpiewać każdy może, 
trochę lepiej, lub trochę gorzej, 
ale nie oto chodzi, 
jak co komu wychodzi. 
Czasami człowiek musi, 
inaczej się udusi, 
uuu.
A tak na marginesie; po moim, jednodniowym udziale w warsztatach z terapii tańcem, wyszłam z nich taka rozanielona, że na przystanku autobusowym podrywał mnie dość natarczywie jeden bardzo przystojny pan chirurg. Takie branie miałam! ha, ha, ha !!!  Niestety, gdy trafiłam do niego na oddział, przywieziona przez pogotowie, już takiego entuzjazmu i zainteresowania nie wykazywał, lecz widziałam, że się głupio czuł.
Czy to jest wiedza czy nauka?. Moim zdaniem  jest to wiedza,  nie w takim rozumieniu, że została poddana i zweryfikowana przez badania naukowe, bo pewnych rzeczy jeszcze nauka nie potrafi zbadać, ale jest wiedzą praktyczną, która jeśli zostanie zastosowana- osiąga się pożądany rezultat. 

Zaprzecza Pani temu, by przedstawiała swoją wiarę, a jednak to Pani robi. Z Pani artykułu jednoznacznie wynika w co Pani wierzy (przynajmniej w zakresie, który Pani porusza) Pisze pani wprost, że Ruch New Age jest w całej rozciągłości szkodliwy, a jego zwolennicy i wyznawcy zostali sprowadzeni na manowce w krainę ułudy i toną w odmętach  szaleństwa.Zgoda założeń New Age na każde zło dziejące się na świecie, nadinterpretowanie rzeczywistości i dopisywanie do wszelkich realnie dziejących się wydarzeń, z tymi negatywnymi na czele, domniemanego bogactwa ukrytych znaczeń, sensu, właściwości, przeznaczenia i wartości dodatnich, powoduje w odbiorcach New Age ułudę szczęśliwości, która uzależniając jak narkotyk, efektywnie prowadzi do królestwa szaleństwa, odklejenia od rzeczywistości i ugrzęźnięcia we własnej niekomunikowalności niczym w beczce…
Wierzy też Pani w to, że zjawiska niezbadane mieszczą się w kategoriach mistycyzmu, a nie realności.

"Jeśli chwalisz coś czego nie rozumiesz, to jest to błąd, ale gorszą rzeczą jest potępianie tego"

Leonardo da Vinci


[foto]

23. Izabela na Premiera! • autor: Arkadiusz2016-05-24 08:37:31

Albo chociaż na Ministra Szczęścia, Edukacji i Wiecznego Zdrowia ;-) To byłby piękny świat. I wcale nie żartuję. 

I nie mam zamiaru walczyć z poglądami innych ludzi. Każdy żyje w swoim tunelu rzeczywistości. Śni zbiorowy sen z własnej niepowtarzalnej perspektywy. Ostatnio poczytuję Kurs Cudów i próbuję nieśmiało myśleć jego kategoriami. Nie osądzać, natychmiast wybaczać, kochać bezwarunkowo. Kochać czyli tworzyć przestrzeń wolności przeżywania świata. Odrobinę ale zauważalnie poprawiło mi się w małżeństwie ;-) I jakie ma znaczenie czy to New Age czy cokolwiek innego?

24. Definiowanie New Age'u • autor: Nierozpoznany#95602016-05-24 08:58:59

Definiowanie New Age’u jako ideologii może być frustrujące, bo to bardzo sprawnie adaptujący się pasożyt. Jego pożywką równie dobrze może być nauka, co tradycje duchowe, szamanizm, medycyna, czy psychoterapia. W kategoriach estetycznych, New Age jest formą kiczu. Psychologicznie, osią tego ruchu jest narcyzm. Metodologicznie - instrumentalny synkretyzm. And last but not least - KOMERCJA. To, co kiedyś było służbą/posługą (i nierzadko brzemieniem) w New Age’u jest produktem/usługą (i formą kariery). Długoletni trening zastąpiony jest tu płytkim kopiowaniem/imitowaniem zewnętrznych atrybutów tradycji (vide: ceremonie ayahuaski), rzeczywista linia przekazu - samozwańczym powoływaniem się na autorytet (jak w przypadku satsangowych "nie-nauczycieli", stawiających na stoliku podobizny Ramany Maharshiego czy Nisargadatty). 
[foto]

25. New Age w Polsce zainaugurowany przez Jana Pawła II • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-24 09:14:36

W Polsce New Age została zainaugurowana przez papieża Jana Pawła II pierwszego dnia jego pierwszej pielgrzymki do Polski, kiedy 2 czerwca 1979 w Warszawie "po południu" powiedział: "Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!"
Czyli dokładnie odwołał się do idei "nowej ery", powszechnej odmiany czy przemienienia, "zstąpienia ducha". Do tego samego, do czego odwoływała się angielskojęzyczna New Age.
Czyli pewna idea wisiała wtedy w powietrzu.
Richard Tarnas skojarzył NE z arcyrzadką i długotrwałą, zaczynającą się wtedy koniunkcją Urana i Neptuna, vide jego "Cosmos and Psyche", s. 419.

26. @Darek • autor: Nierozpoznany#87012016-05-24 10:30:39

 Uważam, że ma Pan wiele racji w tym, co Pan napisał. Ja też dostrzegam ten narcyzm, komercję  i pozorny rozwój duchowy wielu osób z tych kręgów. Nie twierdzę, że wszystkich. Piszę o własnych obserwacjach z kontaktów z "rozwiniętymi duchowo", a nie o tym, co można wyczytać w internecie, bo nie wiem; na ile prawdziwe są zarzuty zawarte w artykule  we wklejonym niżej linku?
https://inicjacja.wordpress.com/2012/02/02/imperia-duszy-falszywi-mistrzowie-duchowe-falszerstwa/
Nie neguję wszystkich teorii  New Age, lecz widzę niebezpieczeństwo jakie rodzi taki  rozwój duchowy i tutaj autorka ma również wiele racji.
Zdrowy psychicznie człowiek potrafi budować zdrowe relacje interpersonalne i to jest podstawowy wskaźnik jego zdrowia psychicznego. Ten ruch głosi, że odczuwanie złości, gniewu jest złe i nie powinno mieć miejsca.  Tymczasem , zalecenia aby nie odczuwać złości i negatywnych emocji są dla większości osób niewykonalne. Potrafią to jedynie osoby, które są naprawdę bardzo wysoko zaawansowane w rozwoju duchowym. Co więc te osoby robią?  Wypierają te emocje   i projektują je na innych. Wchodząc na różne fora ezo, poświęcone np. medytacji, miałam okazję zauważyć jak przerzucają się oskarżeniami o to, kto jest opętany przez szatana. Często też osoby uprawiające np. wizualizacje czy inne praktyki nie zdają sobie sprawy jakie figle może im płatać ich własna wyobraźnia.
Ja się zgadzam z tym, że częste, czy stałe odczuwanie takich emocji jest mocno autodestrukcyjne. Jest to udowodnione.  Tylko, że tutaj potrzebna byłaby psychoterapia i nauka; jak radzić sobie z tymi emocjami, a nie zaprzeczanie im. Niestety, psychoterapia jest często trudna i bolesna, a wizualizacja łatwa, przyjemna i niosąca natychmiastową poprawę samopoczucia.
 Kiedyś w TV widziałam i słyszałam jak jedna z wróżek-jasnowidzów na pytanie słuchaczki dot. jak może pomóc jakiejś chorej osobie z rodziny ,(chyba chodziło o jej siostrę) odpowiedziała jej, że to ją nie powinno obchodzić, bo ona sama sobie wybrała chorobę.
Jeśli nawet twierdzenie - że każdy z nas sam wybiera sobie chorobę, może się okazać na jakimś poziomie prawdziwe- to nie oznacza, że wybieramy tę chorobę świadomie. Nawet hipochondryk nie ulega swoim urojeniom świadomie. Powiedzenie chorej osobie, że sama sobie wybrała chorobę, to nic innego jak przypisanie jej winy za tę chorobę.
Inny przykład; przed laty głośny był przypadek zamordowania w pociągu swojej przyjaciółki przez jedną z uczennic mistrza duchowego o znanym w Polsce nazwisku. Uznała, że w ten sposób jej wyświadczy przysługę.
Zdarzały się też przypadki osób labilnych emocjonalnie, które poprzez praktyki okultystyczne uzyskiwały dostęp do świata, do obcowania z którym nie były przygotowane i gotowe i w rezultacie lądowały w szpitalach  na oddziałach psychiatrycznych.
[foto]

27. Polecam • autor: Wojciech Jóźwiak2016-05-25 10:14:28

[foto]

28. jakby dobrze się przyjrzeć... • autor: Roman Kam2016-05-26 01:31:58

... to opis zainfekowanego New Age pasuje mi do każdego, przeciętnego człowieka. Wystarczy podłożyć pod przedstawioną listę inne poglądy i gotowe! Często się stykam i na szczęście, coraz mniej boleśnie, z faktem, że prawda jest jak d..., każdy ma własną i każdy tej własnej g. prawdy broni bardzo zaciekle. Z tej zaciekłości wyziera ciasnota umysłowa, czasem moja, czasem mego rozmówcy  - jak wypadnie. Nie będę się zapierał, że czasem mi na sobie zależy. Dopuszczanie do głosu innych scenariuszy rzeczywistości, będące świadectwem otwartego umysłu, jest z kolei, w przerysowanej postaci, cholernie nudne - to także ściana, a rozmowa ze ścianą wiadome efekty ma. Nie ma dyskusji, a ta ma sens. Rzeczywiście pogubiłem się w trakcie, co jest blefem, co autorka jada, a czego nie. Uśmiechnąłem się na zdanie "ani nawet w praktykach religijnych"  jakby były one umysłowych dewiacji najwyższą formą, a tę przyszło mi akurat praktykować. Właśnie wróciłem z trzydniowych paulińskich rekolekcji, gdzie dowiedziałem się, że gdybym wierzył prawdziwie iż w tym złotym pudełku na ścianie jest Bóg, nie dałbym się wygonić z kościoła. No, przekonało mnie to, tym bardziej, że zdanie to wygłosił kiedyś, Jego Świątobliwość Dalajlama. Ogólnie podoba mi się i New Age i jego wygłoszona tutaj krytyka. Takie mamy głowy gorące, co robić. Pisał mądrala: umysł jest jak małpa, chwyta się wszystkiego, oduczyć go tego niełatwo, kolego.        
[foto]

29. Jak żyć...? • autor: Krzysztof Wirpsza2016-06-13 19:19:43

???

30. @Radek Ziemic • autor: Nierozpoznany#96212016-07-08 22:22:07

Świetny tekst, ale chyba nie dotyczy tylko niuejdzu (który już dawno poza moda).
To chyba ten ruch nienazwany, który wszędzie widzi matrixy i spisek ogólnoustrojowy, bez indywidualnego poddawania w wątpliwość...

(na marginesie tekstu Justyny) @Radek Ziemic  "mam problem.." : napisałeś bardzo ogólnie. Czy mógłbyś proszę zadać konkretne pytanie? Czy pytasz o to, czy religia daje pewność? W jakiej sytuacji zrodziło się to pytanie w Tobie?
[foto]

31. @Tanita • autor: Radek Ziemic2016-07-10 18:04:29

PYTANIE. Trudno mi to ująć. Próbuję zdefiniować swoją wiarę i nie-wiarę. Pytam chyba o to, czym nie jest wiara. SYTUACJA. Niepewność. Niepokój. 

32. @Radek • autor: Nierozpoznany#96212016-07-10 21:06:00

Ha, bez właściwego pytania, trudna droga do poszukiwań odpowiedzi ;) to bardzo ciekawe: poszukiwanie właściwego PYTANIA ;)
[foto]

33. @Tanita • autor: Radek Ziemic2016-07-10 22:28:45

To prawda, bez właściwego pytania, trudna droga do poszukiwań odpowiedzi. Ale nie chciałbym jej udzielać, bez zrozumienia pytania. Pytanie  dotyczy wiary. Czym ona jest? W co można wierzyć bez popadania w fantastykę? Pytam o wiarę krytyczną. O ufność i lęk. Zadaję wiele pytań.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)