Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 stycznia 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Koniunkcja Saturna i Plutona 2020 (odcinków: 26)

Bilans mijającej epoki. Nowe religie, nowy romantyzm

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: cykle planetkontrkulturaNew Agereligia: systematyka

« Dzik, symbol, cykle historii Urodzeniowe Słońce Polski i konferencja bliskowschodnia 13 lutego 2019 »

Tą mijającą epoką jest obrót cyklu Saturna i Plutona, który matematycznie zaczął się od koniunkcji 8 listopada 1982, a zakończy się już za mniej niż rok koniunkcją 12 stycznia 2020. Ten obrót – saturnowo-plutonowa epoka – trwa ponad 37 lat i jest długi, bo średnia dla tego cyklu to 33,4 roku. Dłuższe trwanie tego obrotu wynika stąd, że powolniejszy z dwóch planet Pluton przebywał w części swej orbity bliższej Słońca, więc poruszał się szybciej niż przeciętnie, wobec czego Saturn potrzebował więcej czasu, by go dogonić.

Kilka poprzednich i następnych obrotów-epok tego cyklu przedstawia poniższy wykres. Im dłużej mu się przyglądam, tym więcej uderzających różnic widzę w tych, przeciętnie, trzecich częściach stuleci:

Co działo się, jakie wydarzenia były podczas tamtej koniunkcji 8 listopada 1982? – 10 listopada umarł Leonid Breżniew i od tamtej daty zaczęło się stopniowe więdnięcie, oklapywanie imperium Sowieckiego. Straciło ono swój turgor! – stan napięcia lub usztywnienia, który trzymał je prosto. Wkrótce rozłożył je dalej program naprawczy Gorbaczowa zwany pierestrojką i twardy polityczny nacisk prezydenta USA Reagana. Po dziewięciu latach w grudniu 1991 ZSRS został rozwiązany, stało się więc coś, co od dziesiątek lat wydawało się najgłębiej niemożliwe. Co do wcześniejszych wypadków, to już przed tamtą koniunkcją w Polsce mieliśmy stan wojenny, też jedno z tych niewątpliwych dzielących czas na epoki traumatycznych wydarzeń, które pozostawiają po sobie głębokie ślady, bruzdy, blizny w ciele dotkniętego społeczeństwa. W tymże 1982-im brytyjska premier Thatcher wysłała okręty przeciw Argentynie dumnie bronić ostatniego skrawka dawnego Brytyjskiego Imperium. W tym samym roku Izrael prowadził wojnę-interwencję w Libanie: Izrael słynie z tego, że na prawie każdą z ostrych faz cyklu Saturn-Pluton (na koniunkcję, opozycję i obie kwadratury tych planet) reaguje wojną. Cztery miesiące po śmierci genseka Reagan ogłosił program „wojen kosmicznych”, Strategic Defense Initiative, którym jak się wkrótce okazało, ostatecznie zastraszył Sowiety. W Chinach już wcześniej, 1978, ruszył program Deng Xiaopinga, uczynienia z tamtego kraju super-fabryki świata. Zaczynała się epoka, która, gdy już się wyklarowała, miała charakteryzować się paroma wyróżnikami: mono-przewagą USA nad resztą świata – tzw. świat jednobiegunowy, wielkim skokiem Chin w kierunku uprzemysłowienia i stania się geopolitycznym rywalem USA, globalizacją – nie muszę tłumaczyć, co to. Wkrótce doszły co najmniej cztery rewolucje w technologii: powszechne komputery, powszechny Internet, takaż sieć komórkowa i GPS. Myślenie o ekonomii zdominował gospodarczy liberalizm, przez krytyków zwany „neo”, i mimo furii, którą u wielu wywoływał, nie znaleziono dla niego dobrej alternatywy. O polityce i technologii pewnie jeszcze napiszę, teraz skupię się na tym, co w tytule.

– Gdyż około tamtego czasu: przełom lat 1970-tych i 80-tych, i później stanu wojennego, w Polsce miała miejsca rewolucja religijna. Do tamtego czasu było biało-czarne, zero-jedynkowe jednowymiarowe albo-albo: albo (w Polsce) jesteś katolikiem, albo tę religię odrzucasz. Działała formuła wierzący versus niewierzący. (Zauważmy, że ta formuła anachroniczną czkawką odbiła się jeszcze w preambule konstytucji 1997 r.) W tamtych latach to się zmieniło: do Polski przyszły buddyzm, joga i (neo)szamanizm. Słowo „przyszły” sugeruje zewnętrzne pochodzenie, i tak faktycznie było. Kolejny składnik tej rewolucji nie przyszedł z zewnątrz lecz tu się wyłonił: neopogaństwo. Tym przyjściom i wyłonieniom towarzyszyła szersza fala mentalnych przemian i mód, nazwana New Age. Można było nie przyjmować formalnego schronienia w którejś buddyjskiej sandze, ani nie ćwiczyć asan pod okiem guru, ani wchodzić w szamański trans, ani czcić Swaroga pod znakiem kołowratu – do tego, by stać się fanem New Age'u wystarczało samo zainteresowanie.

New Age było wołaniem o cudowność. W jego ramach odkrywano nieznany świat (tytuł najbardziej znanego new-age'owego czasopisma był głęboko nieprzypadkowy) – więc „świat”, który pomijała nauka i rządzący zdrowy ale i ograniczony rozsądek, a dominująca religia traktowała z podobną wzgardą, mianowicie „świat” w którym umysł górował nad materią. Buddyzm i joga, każdy z tych nurtów na trochę inny sposób, obiecywały totalną wolność, czyli wolność od... lub wyzwolenie spod wszelkiej konieczności. To był ten poziom „górnego ce” – i nie przejmowaliśmy się tym, że niewielu go osiągnęło, wystarczało, że potencjalnie był on dostępny dla każdego, bez jakichś wstępnych warunków w rodzaju dobrego urodzenia, właściwej „klasy”, płci, języka, genów czy wysokiego IQ.

Ale coś z tej totalnej wolności czyli władzy umysłu nad koniecznościami, także materialnymi i cielesnymi, dochodziło do głosu i na rzeczy było, kiedy uzdrowiciele, niekoniecznie formalnie szamańscy, leczyli dotykiem lub intencją, lub kiedy praktycy jogi sukcesu zarabiali miliony dzięki skutecznym wizualizacjom, lub kiedy kurs tantry otwierał wrota do spełnienia erotycznych fantazji.

Cud w New Age'u miał nie być rzadkością, anomalią, przeciwnie, miał towarzyszyć i prowadzić w normalnym życiu. Nieprzypadkowo jedna z założycielskich ksiąg tego prądu nosiła tytuł „Kurs cudów” – A Course in Miracles – czyli kurs w sensie semestralnego cyklu uczelnianych zajęć.

Zarówno nowo przybyłe religie (lub zajęcia z religijnymi motywami – takim joga) jak i poszczególne praktyki czy szkoły w ramach New Age głosiły przemianę i rozwój. Mimo ich zjawiskowej rozmaitości-pstrokacizny tamte dwie rzeczy miały istotowo wspólne. Masz dokonać czy dostąpić przemiany: zmienić swoje nastawienie, sposób myślenia, mentalne ukierunkowanie, jakość swojego trzymania umysłu – to po pierwsze, a po drugie: rozwijać się, podjąć praktyki rozwojowe. Jakie one miały być, zależało od szkoły. Tam gdzie rozwój dotyczył umiejętności ciała (w jodze) podkreślano, że jest to wehikuł, który wiezie ku przemianie i rozwojowi umysłu.

Była to nowość, coś innego, niż proponowały uznane i znane wcześniej sposoby. W nie-New-Age'u wprawdzie widziano i akcentowano rozwój, ale dotyczył on nauki, wiedzy, poznania, technologii, gospodarki, w końcu mięśni w sporcie – więc czegoś zewnętrznego, wcale nie umysłu. Rozwijanie umysłu widziano tam skromnie jako dorastanie dzieci i edukację młodzieży, i jako uczenie się kolejnych podręczników. Nie musiało temu towarzyszyć jakieś ogólniejsze samodoskonalenie. Senaty uczelni, instytucji z istoty trzymających rozwój wiedzy, kogoś, kto by wystąpił z postulatem doskonalenia umysłu przez studentów i nauczycieli za pomocą jakichś specjalnych praktyk, uznałyby za idiotę.

Na tym tle New-Age'owy – i starszych nurtów: buddyzmu, jogi, szamanizmu – postulat doskonalenia umysłu jakoś z gruntu, nie przez doładowywanie mózgowi kolejnych treści, jawi się rewolucyjnym. Tym właśnie była tamta rewolucja na styku dwóch saturnowo-plutonowych epok. A że zdarzało się jej wystąpić w groteskowych lub oszuścich przebraniach, możemy jej po latach z dystansu wybaczyć.

Uderza też podobieństwo do Mickiewiczowskiego „czucie i wiara więcej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko”: New Age był kolejnym resurectio, „stanięciem na nowo prosto”, wątku romantycznego, broniącego wartości wnętrza przeciw agresywnemu zewnętrzu.

Jeszcze podniosę polityczny aspekt szkół rozwoju i wyzwolenia, jak zbiorczo nazwę nowe religie i całość New Age'u. Skąd brało się to, że były tak magicznie atrakcyjne wtedy, na początku, w ciemnych latach po stanie wojennym? – Bo otwierały nieoczekiwaną drogę wyjścia, drogę ucieczki. W siebie. Do wnętrza. Ku umysłowi, który przecież jest własny. Ale ta droga jogi, buddyzmu i innych duchowych ścieżek nie była wewnętrzną emigracją. Nie była obronno-lękliwym zamknięciem się w prywatności. Przeciwnie, dawała potężny temat do łączenia się z innymi, do budowania alternatywnego społeczeństwa, na przekór oficjalnej i realnej nędzy. (Nie zna życia, kto nie przeżył świadomie nędzy późnej komuny. Tylko starsze pokolenie, to z II wojny i z koszmaru poprzedniej koniunkcji Saturna z Plutonem około 1947 r., oglądało nie tylko duszącą szarość, ale i zabijającą ciemność.)

W następnych odcinkach chcę przejrzeć inne aspekty kończącej się teraz saturno-plutonii 1982-2020.

Koniunkcja Saturna i Plutona 2020: wstęp na końcu

Ścisła koniunkcja Saturna i Plutona będzie 12 stycznia 2020. Ten układ planet dominuje jednak nad szerszym okresem: nad czteroleciem 2018-2022.


« Dzik, symbol, cykle historii Urodzeniowe Słońce Polski i konferencja bliskowschodnia 13 lutego 2019 »

komentarze

1. Ciekawy artykuł :) • autor: Jarosław Koziński2019-01-16 12:41:21

Gratuluję Panie Wojciechu kolejnego dobrego tekstu. Ja jestem rocznik 1982, dokładniej maj, a więc pokolenie stanu wojennego. Pozdrawiam !
[foto]

2. Pierwsze ciekawe czasy • autor: Wojciech Jóźwiak2019-01-16 12:54:47

Panie Jarosławie! To ma Pan okazję obserwować pierwsze ciekawe czasy w swojej karierze. :)

(Trochę przesadzam. Ciekawe też były lata 2013-17 czyli niedawna kwadratura Urana do Plutona. Wcześniej ciekawy był rok 2001: opozycja Saturna do Plutona.)
[foto]

3. Zastanawiam się, • autor: Radek Ziemic2019-01-16 14:02:34

czy do tych wolnościowych tendencji nie należałoby zaliczyć "Solidarności", która zaczyna się ciut wcześniej, oraz subkultur, które na Zachodzie pojawiają się ponad dekadę wcześniej, w Polsce zresztą też przed ’82 rokiem, ale popularne stają się u nas w pierwszej połowie lat 80., a swoje apogeum przeżywają w drugiej. Natomiast nasuwa mi się pytanie, czy astrologicznie da się wyrazić również tendencje, że tak powiem, wsteczne, jak na przykład umacnianie się władzy Kościoła w latach 80. lub stan wojenny? Teraz z kolei przychodzi mi do głowy tzw. okrągły stół (jako, mimo wszystko, osłabienie starego porządku, wzmacnianego, w niekoniecznie nowych formach (centralizacja) obecnie przez PiS i rosnącą siłę Kościoła.) No i wreszcie: czy kończy się ten "cykl wolnościowy", co o tym mówią gwiazdy, Wojtku?

[foto]

4. To prawda z tą obietnicą cudowności • autor: Arkadiusz2019-01-16 16:54:49

Bo przecież nie każdy dozna oświecenia, tak jak nie każdy byłby w stanie przebiec 100 metrów poniżej 10 sekund. Są w naszym życiu uwarunkowania fizyczne, emocjonalne, mentalne. To ogranicza i powoduje, że nie startujemy z tych samych poziomów, czy też lepiej powiedzieć - z takimi samymi kartami. Z pewnością niejeden przeżył frustrację.
Ale alternatywa dla instytucjonalnej religijności wciąż ma zalety - uwalnia ze zbiorowego mechanizmu indukowania poczucia winy, zwalnia z kompulsywnego poszukiwania i zwalczania Zła, stwarza wolność poszukiwań, pozwala odnajdywać swój własny potencjał,,pozwala testować swoje ograniczenia, jest przygodą życia, pozwala poznać różne podejścia duchowe, rozszerza horyzonty i w efekcie uczy tolerancji dla różnych ścieżek duchowych, przypuszczam że leczy z fanatyzmu.
No i zapewne wielu jednak odnalazło swój własny styl duchowości. Dla mnie wolność ma wartość, nawet jeśli po latach wróci się do tradycji lokalnej, ale jako świadomy wybór.
[foto]

5. Solidarność i Kościół, ad Radek Ziemic • autor: Wojciech Jóźwiak2019-01-16 23:11:08

Wolałbym, by nie mieszać tamtych 2 rzeczy do niniejszego tematu. Zmiana o której tu piszę była dlatego rewolucją, bo dawała trzecią jakość. Praktyki rozwojowe były (i są) czymś, czego czarno-biały czyli katolicko-socjalistyczny (z wariantami) tradycyjny mainstream nie rozumiał, nie widział, nie istniały dla niego. Na tym polegała ich wielkość. Bo to właśnie jest wielkie: wejść w coś, co dla tych, którzy cię usiłują zniewolić, nie istnieje.
Do Arkadiusza: pewnie napiszę coś o tym, co poruszyłeś.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)