Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 października 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Nowy koniec świata mamy

Kategoria: New Age
Tematy/tagi: apokalipsaezoterykafuturologiainformatykaNew Age

« Taraka na blockchainie? Dlaczego wiara w koniec świata jest toksyczna? »

Na przedwczorajszym „Kongresie Wróżek Polskich” dowiedziałem się, że nowy koniec świata albo coś podobnego, jakaś wielka zmiana, szykuje się na rok 2038. Wpisanie w Google natychmiast wyjaśniło, o co tu chodzi. Fachowo nazywa to się „Problem roku 2038”. Oto 19 stycznia 2038 o godz. 03:14:07 czasu londyńskiego zapełnią się liczniki czasu w komputerach. Komputery mają swój wewnętrzny czas, tzw. czas uniksowy; jest to liczba sekund od początku roku 1970. Liczba ta jest przechowywana w 32 bitach, przez co jej maksymalna wartość wynosi 2 147 483 647 sekund – co odpowiada podanej wyżej dacie. Minie tamta sekunda – i komputery przestaną wiedzieć, jaki jest czas. Rada jest taka, żeby przerobić liczniki czasu na 64 bity czyli przydzielić im dwa razy więcej pamięci. Taki podwojony licznik czasu wystarczy na 292 miliardy lat. Miejmy nadzieję, że światowa informatyka poradzi sobie z tym zadaniem.

Tymczasem z tego, co usłyszałem na Kongresie Wróżek, wynikało, że już ta wiadomość została opakowana w ezoteryczne przebranie: że coś tam, wiecie, energie, przemiana, wibracja działa na nasze czakry czy jakoś.

Co kazało mi się głębiej zadumać. Pierwsze pytanie, jakie prowadzący (znany publicysta) miał do nas, „wróżek”, było: kiedy będzie koniec świata? Czyżby ta wiara w „końce świata” faktycznie była tak uporczywa? Czy tylko jest tak, że „znanym publicystom” temat wglądu w przyszłość natychmiast kojarzy się z przepowiedniami końca świata? Czy oni sądzą, że tym czego „wróżki” wypatrują w przyszłości, jest właśnie „koniec świata”? Albo czy jest tak, że badawczo schodząc na poziom „ludu” uważają, że ów „lud” albo jakaś zbiorowa podświadomość wierzy w „koniec świata”, boi się go, jest nim zafascynowana? Czy to tylko akt wzajemnego udawania: dziennikarz robi uprzejmość „wróżkom” pytając je o „koniec świata”, a wróżki przez podobną udawaną uprzejmość odpowiadają, że tak, że owszem?

Jednak niektóre osoby z tego panelu temat „końca świata” podchwyciły z ochotą: widać było, że pasuje do ich światopoglądu i w tym światopoglądzie zajmuje ważne miejsce. Pogląd ten był taki: „Tak, faktycznie, rodzaj końca świata nie tylko nastąpi w przyszłości, ale on już się dzieje, mianowicie świat, Ziemia i ludzkość na niej są w trakcie duchowej transformacji, gdyż zmieniamy się w istoty gatunkowo różne od ludzi – lub dusz – dotychczasowych, co dla niektórych może faktycznie być nawet dość straszne, ale nie dla ludzi (dusz) odpowiednio duchowo rozwiniętych.” Tutaj przypomniano rok 2012 (ja, przyznaję, zdążyłem już zapomnieć, że w niego wierzono) – i wymieniono 2038 jako kolejną datę końcoświatową.

Hmm... Miałem skłonność lekceważyć tamtą wiarę w koniec świata lub w wielką energetyczną przemianę. Ale okazuje się, że ta wiara trwa. Przetrwała grudzień 2012 roku, o którym miałem nadzieję, że ostatecznie końcoświatowców wyleczy z ich urojenia, bo przecież wtedy literalnie nic się nie stało. Wiadomości takie, jak ta o błędzie w konstrukcji komputerów na rok 2038, aktualizują i podtrzymują tę wiarę, która zostaje opakowana w nowe treści.

Rzecz raczej nie jest do zlekceważenia. Przeciwnie, ktoś powinien ją przebadać, udokumentować. Ta wiara istnieje i jakaś spora frakcja ludzi w Polsce i gdzie indziej nosi ją w głowach. Ta wiara wydaje się być częsta u nas, czyli w środowisku patrzących w przyszłość. A przynajmniej ta wiara jest rozpoznawana przez ludzi spoza tego środowiska (jak prowadzący Kongres) i przypisywana nam. (Ja się mocno musiałem tłumaczyć, że nie jestem wielbłądem, zresztą z innych wielbłądów tam też się tłumaczyłem.)

Wiara w wielką energetyczną przemianę jest oczywistym następnym rozdziałem w długiej historii apokaliptyzmu, o której pisałem w „Historia końca świata, czyli Religie apokalipsy” (2007). Nie uważam jej za obojętną, przeciwnie, moim zdaniem jest toksyczna. Dlaczego? Bo każe lekceważyć, wręcz spisywać na straty świat ten, który jest. Bardzo przypomina wiarę zapisaną w klasycznym Objawieniu Jana, że oto po serii katastrof Dobry Bóg ukarawszy najpierw „czarowników i pederastów” (tak stoi u Jana!) stworzy dla swoich Wybranych nową Ziemię w miejsce tamtej starej i właśnie zużytej. Wniosek z tej wiary: po co niby mamy dbać o istniejąca Ziemie i życie na niej, skoro i tak już jest przeznaczona na śmietnik? Po drugie, ludzka gospodarka faktycznie niszczy Ziemię i jej życie i to coraz bardziej przeraźliwie – tymczasem tamta wiara w wielką energetyczną przemianę każe w tych zjawiskach widzieć tylko jakieś uboczne skutki przemiany, która jest w istocie dobra. Więc zawiera postawę stanięcia po stronie zła, afirmacji zła.

Dlatego jestem przeciw neo-apokaliptyzmom, choćby nie wiem jak uduchowionym, i chciałbym, by autorzy Taraki mieli do tej sprawy podobny stosunek.


(Ps. Pod tamtą datą w 2038 roku astrologicznie nic się nie dzieje.)


Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.


« Taraka na blockchainie? Dlaczego wiara w koniec świata jest toksyczna? »

komentarze

1. Wojtku, czy ta wiara jest toksyczna? • autor: Manna2016-10-09 13:47:23

"Ale okazuje się, że ta wiara (w wielką energetyczną przemianę) trwa.

Po mojemu ta wiara ( i mówienie o niej) trwa, ponieważ jest tylko (i aż) wyrazem głębokiej potrzeby przemiany, którą nosi w sobie wiele osób. Gołym okiem widzę (przecież nie ja jedna), że nie radzimy sobie ani z ilością ani z kierunkiem zmian w świecie. Coś się musi przemienić, żebyśmy albo zmienili kierunek zmian albo nauczyli się z nimi żyć. 
Z tym co jest - w sumie ciężko wytrzymac czasem.

2. p.s. • autor: Manna2016-10-09 13:51:00

ewent. toksyczne może być tylko to, ze wypatrujemy przemiany z zewnątrz, oddając tej zewnętrzności odpowiedzialność. Skuteczna (chyba), może być sytuacja, w której najpierw indywidualnie sami się poprzemieniamy.
[foto]

3. Bardziej! • autor: Wojciech Jóźwiak2016-10-09 14:04:52

>>> Skuteczna (chyba), może być sytuacja, w której najpierw indywidualnie sami się poprzemieniamy.

Bardziej: Kiedy Ty sama przemienisz się. Oczywiście nie całkiem "sama", bo z małą pomocą tych, którym udało się to wcześniej :)

4. o tym napisałam • autor: Manna2016-10-09 14:10:21

właśnie - a w każdym razie tak mi się wydawało:))

Ponieważ pisałeś o wróżkach w dużej ilości, a ja z kolei o potrzebie (hipotetycznej) wielu osób - utrzymałam tę liczbę mnogą, siebie z niej nie wyłączając:))

[foto]

5. Polski i arabski koniec świata • autor: Michał Mazur2016-10-10 09:06:05

Ten "wróżkowy" neo-eschatologizm przypomniał mi o czymś - o podobnież toksycznych postawach i wyobrażeniach, funkcjonujących w świecie muzułmańskim. I bynajmniej nie tylko wśród radykałów. Był ostatnio ciekawy artykuł w "New York Times", pewnie warto się zapoznać.

I pomyśleć, że tylu Polaków śmieje się z Arabów czy ogólniej, z muzułmanów. Lepiej niech się sami z siebie śmieją ;) 
[foto]

6. Arabski koniec świata • autor: Wojciech Jóźwiak2016-10-10 10:32:54

Bardzo ciekawe, potwierdzam, Michale! Udostępniłem artykuł Mustafy Akyola na FB i w znaleziskach Taraki. Podobieństwo apokalipsy islamskiej i niuejdżowej warte większego tekstu w Tarace!

7. Koniec świata i finanse • autor: Przemysław Mirecki2016-10-11 15:05:47

Pamiętam, że na "przejściowym" dla komputerów roku 2000, całkiem przyzwoicie zarobiłem. Pracuję w branży IT oczywiście :). W 2038 być może już nie będę się tym zajmował.Ale podzielam Twoje zdanie w pełni Wojtku - wiara w bliski koniec świata pozwala zaniedbać teraźniejszość i... obudzić się z przysłowiową ręką w naczyniu nocnym.Bo Świat się nie skończy i co wtedy? :)

8. koniec świata • autor: Nierozpoznany#82112016-10-11 15:56:25

Tak samo jak wiara w złego demiurga, który niedźwiedzią przysługą podarował nam równie złe jak on ciała - zrozumieniem istoty materii nie jest - a jedynie prostym dualistycznym wykrętem, tak samo, moim zdaniem, nieznajdującym uzasadnienia, jak pogląd o dobrym Stwórcy który dał nam równie dobre jak on ciała, żeby spełniać wszystkie ich zachcianki i w takim zastępowaniu jednej zachcianki drugą upatrywać spełnienia ludzkiej egzystencji - tak samo wiara w różne apokaliptyzmy, zrozumieniem istoty potępienia ludzkiej egzystencji nie jest - bez niezbędnej do pełnego jej zrozumienia wiedzy jest tylko taką kalką z "hulaj dusza piekła nie ma", tylko w drugą stronę. 

W micie o Zeusie, który gdy poczęstowano go ludzkim mięsem potraktował gospodarzy uczty piorunami jest zawarta pewna przestroga ale i klątwa zarazem. Tutaj mamy ludzkie zwłoki, ewidentny przecież przykład zdziczenia obyczajów. Mamy boga gromowładnego, sprawiedliwego i mądrego - jak chce to niech sobie karze złoczyńcę, kto bogatemu zabroni... Ale kto dzisiaj jest na tyle przenikliwy, żeby w swoje karby wziąć rozpatrzenie takiego dodawania komórek z "poddanych usunięciu", lub innymi słowy, zamordowanych nienarodzonych istot ludzkich do wzmacniaczy smaku (w polskich supermarketach też je znajdziecie - smacznego ;) ) lub kremów przeciwzmarszczkowych, jako - nie owijajmy w bawełnę - kanibalizmu? I kto, komu, jakim prawem i po co miałby wymierzać za to karę?

W innym micie, o Prometeuszu, w pewnym sensie wbudowane jest antidotum na takie odchylenie w jedną - apokaliptyczną, lub drugą - apatyczną, stronę. Świat jaki znamy jest potępiony, bo potępiony być musi. Człowiek może zabijać inne istoty, może zabijać całe ekosystemy, mógłby zniszczyć i całą planetę. Może ze swojej mocy skorzystać,

9. c.d. • autor: Nierozpoznany#82112016-10-11 15:56:48

albo na niej stracić. Prędzej czy później powinie mu się noga, gdzieś zabłądzi, coś przeoczy - bo jest człowiekiem. Inaczej byłby bogiem. Na naszej niedoskonałości wyrośliśmy, w niej się obracamy, poprzez nią od wieczności odseparowane będą po wsze czasy wszystkie nasze chciejstwa, ambicje, pretensje i niesnaski. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Ten kto zdał sobie z tego sprawę, jeśli ma coś na sumieniu - drży przed ogniem piekielnym, jeśli nie - może wzywać grzeszników by się opamiętali, dorośli do rachunku sumienia, żalu za grzechy i pokuty. 

Rozwiązanie tak radykalne jak to proponuję religijne księgi, sceny obfite w opisy zemsty i nienawiści - nie są ani po to, żeby je wyśmiewać, ani po to, żeby je zignorować. W umyśle zdrowomyślącego człowieka to nie ten który karze jest zły - jest wściekły przecież także na siebie, bo co to za wściekłość, która nie wypala swojego żywiciela do cna, tylko zostawia w nim jakiś tam pierwiastek racjonalności, żeby za surowo przypadkiem kogoś nie potraktować? Udawana. Cały ciężar odpowiedzialności spada więc na ofiary gniewu - traktowane już przecież nie jednostkowo. Miarka się przebrała, ziarno jest zgniłe, nic już tutaj nie wyrośnie, tylko jeszcze śmierdziało będzie w całej okolicy. Czy nasza cywilizacja ONZ-towska, Unioeuropejsko-NATOwska, microsoftowa, googlowata i zfacebookowiona przekroczyła już tę granicę? Moim zdaniem dawno mamy za sobą ten etap. Teraz dogorywamy. I to co żyje tutaj pośród nas nikczemnie, szkodliwie i niemądrze, marnując swoje własne i ukradzione tej planecie zasoby - ma przed kim drżeć, ma dlaczego drżeć i ma po co drżeć. I to nie wcale przed karą "z góry", ani nie nawet gdzieś z daleka. "Wróg" czai się w nas samych.
[foto]

10. Moje podejście do końca świata • autor: Przemysław Kapałka2016-10-13 21:10:39

Uważam, że nasza cywilizacja nie zasługuje na to, żeby przetrwać, więc gdyby miała zginąć, niespecjalnie bym się zmartwił. Co prawda wolałbym, żeby przetrwała, ale gdyby miała przetrwać taka, jaka jest, bez zmian, to nie jestem pewien, czy warto.

Wydaje mi się jednak, że gdyby miała nastąpić jakaś apokalipsa, to mój syn nie zstępowałby na Ziemię :)


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)