Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 października 2005

Wojciech Jóźwiak

Nowy słownik etymologiczny czyli Boryś kontra Bańkowski
Wiesław Boryś, 'Słownik etymologiczny języka polskiego' 2005

We wrześniu 2005 wydany został nowy "Słownik etymologiczny języka polskiego". Autorem jest prof. Wiesław Boryś z UJ; kroatysta i sorabista (czy tak się fachowo nazywają te specjalności?), też kaszubista, a nawet praslawista. Wygłodzonym miłośnikom starożytności językowych polskich i słowiańskich podany oto został prezent... Wygłodzonym - bo poprzedni słownik prof. Andrzeja Bańkowskiego z Częstochowy urwał się boleśnie na literze P i o etymologiach "raju", "rzeki" i "żaby" mogliśmy ledwie pomarzyć. Słownik Borysia (tak w skrócie będę dalej nazywał) ma tę zaletę, że jest skończony - doprowadzony aż do hasła "żyzny". Prócz tego, różnice pomiędzy obu dziełami są duże.

Po słowniku Bańkowskiego widać, że jest dziełem zapaleńca a nawet pasjonata i to w pierwotnym sensie słowie, czyli kogoś, kto sierdzi się i pomstuje, a do przedmiotu podchodzi z misjonarskim zapałem. Przeciwnie, słownik Borysia jest wyważony i naukowo poprawny, przechylając się nawet ku takiej poprawności, która unika kontrowersji i wygładza różnice.

Bańkowski wielokrotnie podprowadza czytelnika do samego frontu swoich poszukiwań, podaje swoje hipotezy i nam, czytelnikom, pozostawia decyzje: wierzyć czy nie wierzyć. Niektóre hasła są utrzymane w stylu sensacyjno-romansowym, jak "kciuk", które to słowo Bańkowski wyprowadza, przez żargon górników, z niemieckiego ge-ziehung, a hasło okrasza historią o testamencie niejakiego Wydżgi, poszukiwacza skarbów. Hasła Borysia to oczywiście inny gatunek literacki i takiego iście sarmackiego "dziwnego rzeczy pomieszania" jak u Bańkowskiego, być tam nie może, a "kciuk" według niego spokojnie i poprawnie pochodzi od "chrzcić/krzcić". Tylko że nie bardzo chce się w to wierzyć, gdyż adideacja do "chrzczenia", że niby tym placem kapłan kreśli znaki na czole dziecka, wydaje się w tym przypadku typową etymologią ludową.

Nie ma u Borysia ni wzmianki o pięknej i przekonywającej hipotezie Bańkowskiego, że zagadkowe słowo "kobieta" pochodzi z (dolno)niemieckiego dialektu polskich, zapewne toruńskich mieszczan-Niemców i na starcie brzmiało kobe-jeit, czyli "koza z chlewa", będąc pogardliwym określeniem dziewki służebnej. Boryś temat omija, słowo "kobieta" pozostawiając nierozwiązane. Jednak "plugawe" (to epitet samego Bańkowskiego) pochodzenie tego słowa dobrze tłumaczy, dlaczego dopiero po dobrych 200 latach błąkania się po peryferiach polszczyzny weszło ono do języka literackiego, a i to weszło poprzez komedię, a ludowe gwary nie zaakceptowały go do dziś. Ja sam, wychowany na pograniczu gwary i języka inteligenckiego, odczuwałem sztuczność i książkowość słowa "kobieta", które w żywym użyciu w moich okolicach funkcjonowało raczej w wyspecjalizowanym sensie: "wynajęta pracownica do robót typowych dla kobiet".

Boryś, jak każdy autor słownika, musiał wybierać, żeby słownik zmieścić w ograniczonej objętości jednego tomu. Niestety, najwidoczniej postawił na podstawową, większościową część słownictwa, pomijając liczne słowa rzadkie, zanikające, rekonstruowane, czyli właśnie mniejszościowe, które przeciwnie, fascynowały Bańkowskiego. Obok hasła "kobieta" u Bańkowskiego figurują nazwy drapieżnych ptaków - "kobuz", "kobczyk" i "kobiec" - i poprzez nie natrafiamy w tamtej książce na arycyinteresujący miłośników starożytności, magii a nawet dawnej religii słowiańskiej ślad instytucji wróżebnych, wieszczych ptaków, bo rdzeń kob- z tej samej rodziny, co angielskie hope i happy, by pominąć resztę długiego szeregu skojarzeń. Boryś całą tę rodzinę wyrazów pomija, nie wymieniwszy nawet w indeksie.

Programowo nie ma u Borysia słów, które znajdujemy w słownikach wyrazów obcych. Zapewne dlatego nie ma "kwarcu" (piękny wkład słowiański w światowe słownictwo naukowe) ani "kwarka" (jak wyżej). Przy okazji przepadły takie perły jak "denat" lub "spiker", które oba są polskimi wynalazkami pseudo-obcymi: denat pseudo-łaciński, spiker pseudo-angielski. O denacie pisze Bańkowski i nie ma powodów, żeby mu nie wierzyć, o spikerze nie pisze, bo to na literę "S". Brak słów "obcych" jest jednak miejscami dotkliwy. Dlaczego mamy nie wiedzieć, skąd się u nas wzięły i jaką drogę przebyły takie terminy, jak "sierżant", "major", "generał", "armia" lub "armata"? Dziwne tym bardziej, że jest podobnie obcy "kaptur" a "kaprala" nie ma. Dlaczego nie ma słowa "step"? Z satysfakcją dowiedziałem się, że nasz słoń to stary turecki aslan lub arslan, a więc słowo o znaczeniu 'lew' - dwie wielkie bestie się naszym praprzodkom pomieszały. Ale dlaczego nie ma haseł "żyrafa" ani "zebra", czyżby uznane za zbyt "obce"? Nie ma nazwy ptaka kraska, chociaż jest podobna "żołna". Jest hasło "warchoł", ale ani wzmianki o "warchlaku", choć to słowo o kapitalnym znaczeniu, ślad dawnej nazwy dzikiej świni, ważny dla historii nazwy Warszawa.

Niestety, do słownika etymologicznego, bardziej niż do innych słowników, sięgamy dla zaspokojenia bezinteresownej, szperackiej ciekawości, niż z konieczności np. zarobkowej. Więc akurat w etymologicznych słownikach wszelkie takie peryferyjne, mniejszościowe ciekawostki są najcenniejsze - tymczasem Boryś je programowo pomija. Szkoda.

O ile przy słowniku Bańkowskiego trzeba być czujnym, bo wciąż grozi niebezpieczeństwo, że któraś z jego etymologii jest domysłem, szarżą lub wręcz dowcipem, to przy lekturze Borysia podejrzenia kierują się w przeciwną stronę: że może rzeczywistość językowa i pozajęzykowa kryjąca się za którymś słowem jest jednak bogatsza i bardziej dzika niż to autor przedstawia. Podejrzliwym pod tym względem każe być brak u niego choćby hasła "chuj"!

Boryś wymienia odpowiedniki kaszubskie, których u Bańkowskiego nie ma, za to Bańkowski pokazuje dalsze drogi słowiańskich słów, zapożyczanych np. do węgierskiego, rumuńskiego, bałtyjskich lub fińskich. To "trans-słowiańskie" życie słów, Borysia, o ile zdążyłem się zorientować, dużo mniej interesuje. W zamian Boryś podaje niekiedy odpowiedniki połabskie, tzn. z zanotowanego w XVIII w. dialektu Drzewian spod Lueneburga - w przeciwieństwie do Bańkowskiego, który w istnienie Połabian nie wierzy. Boryś częściej niż Bańkowski wyprowadza polskie słowa od czeskich - Bańkowski zwykle czechizmy lub "sczeszczenia" uznaje za zjawisko rodzime, za wpływ polskiej fonetyki gwarowej małopolskiej.

Brakuje u Borysia odniesień do nazw miejscowych (toponimów) i imion własnych, od których słownik Bańkowskiego się perli, a które są przecież kopalnią rdzeni i słów zapomnianych już w użytkowej części polszczyzny.

Boryś nie ma oporów (które ma Bańkowski), żeby pogodzić się z tym, że pewne "prestiżowe" (dla dawnych slawistów) słowa słowiańskie są pożyczkami germańskimi. Dlaczego "prestiżowe"? No bo niby wstyd się przyznać, że tak elementarne słowa jak "mleko" lub "chleb" są starymi germanizmami. I tam, gdzie Bańkowski stara się jak może, żeby udowodnić, że jednak "chleb", "mleko" czy "buk" mają czysto słowiańskie korzenie, to Boryś beznamiętnie wprowadza je od gockich lub staro-wysoko-niemieckich hlaifs, miluk i boka.

Brak u Borysia prawa Meilleta, do którego tak wielką wagę przywiązuje Bańkowski, nim tłumacząc zagadkową obecność w słowiańskich słowach kentumowych głosek k i g tam, gdzie powinny być regularnie satemowe s i z, jako pochodzące z k' i g'. Przykładem gęś, która bez prawa Meilleta byłaby *zęś, tak jak litewskie żąsys. Boryś jednak twierdzi, że "g" pozostało w gęsi gwoli onomatopeicznego oddania gęsiego gęgania. I komu tu wierzyć?

Niektóre hasła, gdy je zestawić z obu słowników, wyglądają jakby ich autorzy przekomarzali się. "Bałwana" Bańkowski objaśnia jako słowo staroszwedzkie bulvan ('wypchany wabik na zwierzynę'), które stamtąd jakoby przeszło do nas przez Ruś. Boryś widzi tu słowo, które Słowianie przejęli od stepowych Turków, a ci od Persów, gdzie brzmiało pahlavan czyli 'bohater' lub jego pomnik, a wcześniej, czego autor już nie pisze, bodaj parśava czyli po prostu Pers. Ale mogło też być tak, że to słowo ze stepu Waregowie przynieśli z powrotem do swej staroszwedzkiej ojczyzny.

Podobnych niezgodności między obu leksykografami jest mnóstwo: "pan" dla Bańkowskiego pochodzi ze starobawarskiego, dla Borysia jest jakimś arcy-archaizmem z analogiami aż w sanskrycie. Z "kmieciem" jest na odwrót: dla Bańkowskiego zabytek praindoeurpejski - Boryś to słowo wywodzi z łaciny, w co Bańkowski nie wierzy. "Bóg" to według Bańkowskiego samodzielna formacja słowiańska, przypadkiem tylko podobna do irańskiego baga - dla Borysia właśnie pożyczka z irańskiego. "Cerkiew" według Borysia przeszła do słowiańszczyzny z greki poprzez germańskie w rodzaju kirche, Bańkowski to pośrednictwo wyklucza. Itd, itd.

Na koniec etymologia, która mnie ucieszyła. Słowo "targ", do którego - jako że na T - Bańkowski nie dojechał, a które ma wygląd podejrzanie mało słowiański, choć występuje i jest niezastąpione we wszystkich słowiańskich językach, a poza nimi prócz obu bałtyjskich bodaj nieznane. Boryś pisze o nim: "Zestawiane z /.../ nazwami miejscowymi w północnych Włoszech pochodzenia paleobałkańskiego; wenetyjskie Tergeste, z czego włoskie Trieste 'Triest' /.../" Więc może targ to ostatni ślad po zaginionych starożytnych Wenetach - brakującym ogniwie kentumowym, którzy, jak chętnie byśmy uwierzyli, roztopili się w Słowianach? Idąc dalej tym tropem i mając na uwadze, że Wenetowie coś mogli mieć wspólnego z Wanami ze skandynawskiej mitologii, uznać można, iż to, że z ich języka zachowało się akurat słowo "targ", nie było przypadkowe - gdyż pasuje do obrazu ludu pokojowo usposobionego, stawiającego wyżej handel od rozboju i ceniącego sobie uroki tego świata, dla których targi są właściwym miejscem, by się w nie zaopatrzyć.

Podsumowując, nie mamy wciąż dobrego i pełnego słownika etymologicznego, który by odpowiadał na zapotrzebowanie miłośników historii języka i jego starożytności. Zamiast niego dostaliśmy dzieło wprawdzie solidne, ale wciąż mające postać krótkiej kołdry. Być może jednak nie słownik etymologiczny języka polskiego zaspokoiłby te potrzeby, ale jakaś inna książka?


Wojciech Jóźwiak
23 października 2005


Książka omawiana:
Wiesław Boryś, "Słownik etymologiczny języka polskiego", wyd. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2005





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)