Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 czerwca 2019

Mirosław Czylek

z cyklu: Uran w Byku i wojna o Ziemię (odcinków: 5)

Nóż pozytywnego myślenia w plecy nieurodziwej Kasandry


« Granica pomiędzy wolnością a ekologią

Kilka miesięcy temu zakochałem się w książce Svenda Brinkmanna „Poczuj grunt pod nogami”. Lektura ta jest popłynięciem pod prąd, wbrew panującym trendom pop-psychologicznym lub tymczasowym modom na zwycięzców, błyskotliwych doradców i „ludzi sukcesu”.

Autor książki to profesor psychologii w Aalborgu, który – według opisu na ostatniej stronie – sprzeciwia się zbiorowemu wariactwu. Co składałoby się na komponenty tegoż? Głównym punktem wyjścia jest kultura przyspieszenia będąca reakcją na przyspieszenie technologiczne i informacyjne. W kulturze przyspieszenia doświadczamy „płynnej nowoczesności”, co oznacza zgodę na narrację permanentnej zmiany. Za nią idą dalsze konsekwencje: prędkość naszego życia ciągle wzrasta, śpimy średnio o pół godziny krócej niż kilkadziesiąt lat temu, uczymy się szybciej czytać (bo przecież szkoda czasu!), stołujemy się na mieście (bo szkoda czasu gotować!), robimy konferencje online (bo szkoda pieniędzy i czasu). Myślę, że tego typu doświadczenia część osób miała szansę zażywać wśród znajomych. Ja samym byłem świadkiem, gdy jakieś osoby chwaliły się, że potrafią krótko spać, szybko czytać bo skończyły odpowiedni kurs lub zgrabnie połączyły dietę z efektywnymi ćwiczeniami. Po latach stwierdzam, że to być może dobrze, że oni żyją jak chcą, ale gdy byłem świadkiem tych zwierzeń w przeszłości, czułem się poddany wewnętrznej opresji, wstydząc się mojego burżuazyjnego ośmiogodzinnego snu. Tak samo wiele lat zajęło mi przekonanie się do tego, że własnoręczne przygotowywanie 90% posiłków, podczas gdy „mógłbym mieć więcej pieniędzy”, nie jest wcale lenistwem i hedonizmem. Oj, bardzo ciężko jest przeciwstawić się kulturze przyspieszenia! Czy Czytelnicy wytrzymują jeszcze ten tekst, czy już uciekają, bo czas ich goni?

Kolejnym istotnym składnikiem wariactwa społecznego jawi się kult myślenia pozytywnego. „Myśl pozytywnie i pracuj zorientowany na rozwiązania”. Brinkmann w swojej książce opisuje, jak funkcjonowanie zmieniła w ostatnich latach branża psychologiczna, odkładając na bok ludzkie cierpienia i problemy. W ich miejsce oferuje „faszyzm pozytywności” (za socjologiem Rasmusem Willigiem), który miałby gwarantować dobre samopoczucie, „optymalne doświadczenia” i zwiększać wydajność. Rewolucja w branży, w której niekwestionowanym autorytetem stał się Martin Seligman, przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, spowodowała nowe podejście do problemów psychicznych człowieka. Karierę zaczęły robić krótkie kursy z „pozytywnego zarządzania”, stając się nową psychologią. Zachwyceni nią doradcy i coach'e z powodzeniem ją stosują i zarabiają przy okazji niezłe pieniądze. Ironia losu gryzie, zważywszy że w wielu przypadkach wykształcenie humanistyczne i kształcenie w zakresie umiejętności miękkich kojarzyli ze studiami dla mało utalentowanej i znudzonej życiem młodzieży, która nie umiała wybrać konkretnego i „porządnego” kierunku na studiach. Tak czy owak, statystyki na Youtube i popularność na serwisach społecznościowych daje zielone światło dla pop-humanistyki. Pop-psychologia wbiła się w samo centrum fast foodu duchowego i dominuje w polskiej architekturze kształtowania nowych pokoleń i nie tylko nowych. Jakie będą owoce tych pop-psychologicznych sukcesów? Pozwolę sobie sarkastycznie przemilczeć tą kwestię, z zaznaczeniem, że w każdej próbie badawczej znajdują się odchylenia od normy. Nie wątpię, że będą osoby, które dowodem anegdotycznym będą chciały uzasadnić swój wybór. Jednak nie spodziewam się za 20 lat pozytywnego werdyktu dla pop-psychologii. Nie wyrażam nadziei, że ludzkość będzie szczęśliwsza, je suis Cassandre.

Społeczeństwo, jak sugeruje Brinkmann, daje się nabierać na utratę autentyczności kosztem „wyboru godności”. To problem stary jak świat, czy mamy dbać o swój rzekomy wizerunek (i co za tym stoi – powściągać emocje), czy też zachowywać się autentycznie, włącznie z ujawnianiem negatywnych reakcji. Głównym źródłem nieszczęść nie jest jednak niemożność radzenia sobie ze złymi impulsami, tylko z tym, co na nas wpływa. Jeśli mamy stanąć na nogi i zależeć mocniej od siebie samych, powinniśmy uprawiać więcej filozofii stoicyzmu. Tam jest schronienie przed gonitwami za ulotnymi wartościami i urojonymi potrzebami powodującymi nasz wewnętrzny stres. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest również ćwiczenie dobrego humoru ze szczyptą złośliwości czy sarkazmu. W dobie podatności na psychozy polityczne i niemożność filtrowania treści medialnych tym lepiej jest poszukiwać wewnętrznego spokoju.

Dlaczego posłużyłem się recenzją książki „Poczuj grunt pod nogami” w kontraście do współczesnego świata? Zdaje się, że tego typu konstrukcja człowieka, jako prozelitę pozytywności, nastawionego na rozwój i traktującego siebie jako wieczną samonapędzającą się inwestycję stało się karykaturalnym odbiciem zmierzchu kapitalizmu i liberalizmu, który znamy. Nie wiem momentami jak uczciwie mam się np. odnosić do postawy jednego z trenerów, który w magazynie Sens napisał, że „chce swojej sześcioletniej córce zbudować brand i markę”. Nie wiem jak mam traktować szumne wypowiedzi jednego z gwiazdorów sportu, który najpierw powiela słynne opowiastki motywacyjne, że „ograniczenia istnieją w naszej głowie”, aby po sportowej klęsce zdradzić swoją filozofię życiową (?) i zrzucić winę na niepowodzenie na innych. Pół biedy z tym, że ludzie, którzy do czegoś dochodzą tworzą jakieś niezdarne filozofie, zżynając jakieś kawałeczki cytatów czy memów osób, które zanim odkryły jakąś mądrość, zdążyły co nieco zażyć życia lub przytrafiło im się coś porządnego postudiować. Gorzej, jeśli te celebryckie mądrości zostają zestawione z narcystyczno-ekspansywnymi cechami charakteru, co wpędza w poczucie kompleksu osoby, które swoją normalność z porażkami i kryzysami traktują jako coś nienormalnego i patologicznego. W erze ekshibicjonistycznej kreacji samego siebie narcyz zwycięża i jeszcze łaje swoich krytyków za to, że uprawiają hejt, wylewając swoje frustracje i żale. Cóż, w tym rozumieniu Polska miała całkiem sporą ilość „hejterów”, że wspomnę Krasickiego, Zapolską, Gombrowicza, Witkacego czy Wyspiańskiego. „Wesele”, „Moralność Pani Dulskiej” czy „Monachomachia”? Niejeden współczesny celebryta rozprawiłby się z tymi frustratami przy pomocy kilku prostych memów, bez wątpienia tak by było!

Eliminacja negatywnych słów i skojarzeń to współczesna moda, która żeni w doskonały sposób krańcowy model neoliberalizmu z psychologią. Człowiek jest wolny, zatem „musi sobie radzić sam”. Na tym polega dojrzałość, pragmatyzm, rozwój, mądrość, wyśniona idea człowieczeństwa. Człowiek według przestarzałego modelu kapitalistycznego jest rzeczowy i nie musi zwracać uwagi na malkontentów, złych proroków i marudzące Kasandry. Wrzucam w Google „myślenie pozytywne”. Wyszukiwarka wypluwa takie oto sekwencje: „myślenie pozytywne wypracujesz dzięki tym 9 nawykom”. W ramach prowokującego eksperymentu myślę sobie, czy ta tajemnicza recepta 9 kroków pozbawi mnie myślenia o losach koni ciągnących turystów pod górę do Morskiego Oka? Zastanawiam się, czy pozytywne myślenie wyrzuci dylematy dotyczące cierpienia, egoizmu, ekologicznych katastrof i przemysłowego chowu zwierząt? Przeto widzę i czytam tajemniczą recepturę szczęścia: „Znajdź optymistyczny punkt widzenia na negatywną sytuację”. Dochodzę do nietypowego odkrycia, że niektórzy politycy, którzy radowali się w przypadku globalnego ocieplenia w Polsce chyba wzięli mocno do serca rady związane z widzeniem pozytywnego aspektu danej sprawy. Po prostu w naszym kraju będą rosły palmy i bananowce, będą ciepłe plaże i będzie fajnie, ty malkontencie! Ludzie ci chyba wiedzą co czynią – dzięki optymistycznemu podejściu do życia nie muszą zajmować się dyrdymałami i kwestiami ekologiczno-humanitarnymi. Niech ten bezproduktywny temat zajmuje ludzi, którzy „psują dobrą atmosferę” stale rosnącego PKB, kultury przyspieszenia i ciągłego rozwoju. Oni są do niczego, nic nie osiągną, niszczą Kraj Sukcesu i wizerunek pięknej transformacji!

Bagno narcyzmu i skrajnego indywidualizmu, w które zostali wpuszczeni miłośnicy obecnej kultury przyspieszenia kładzie się cieniem na tzw. duchowości. Zauważalnym jest fakt, że większość narratorów własnego życia przeszło do jakiegoś infantylnego przypuszczenia, że to ONI SAMI, oni sami do wszystkiego doszli. Sobie wszystko zawdzięczają! Gieroje od bytu! Cóż, być może nie wiedzą prawdopodobnie tego, że popełniają podstawowy błąd atrybucji, polegający na przecenianiu cech charakteru nad czynnikami zewnętrznymi. Niestety, ten rodzaj błędu i tworzenie baśni o bohaterze implikuje dwie negatywne konsekwencje. Po pierwsze, człowiek który śmie sądzić, że sam do czegoś doszedł, nie jest w stanie zrozumieć przyczyn i nie stara się dotrzeć do genezy, dlaczego innym nie wychodzi coś, co jemu się udało. Po drugie, błąd atrybucji i samouwielbienie prowadzi do skrajnego egoizmu, który osłabia i uniemożliwia współpracę, solidaryzowanie się i współczucie w stosunku do otoczenia.

Być może te zaniedbania i ten Mit Indywidualnego Bohatera, tak pięknie brzmiący, przyczynił się do potrójnego wymiaru klęski w polskiej rzeczywistości. Już w jednym miejscu zasugerowałem, że Polacy mają znacznie większą tolerancję dla nienormalnych stawek płacowych na tle reszty Europy, wierząc w wyidealizowany „talent i wysiłek”. Postawa bohaterskiego samostanowienia o sobie toleruje w znacznie większym stopniu różnice płacowe, co pośrednio jest pokłosiem wielopokoleniowego zaniedbania jeśli chodzi o rynek pracy (zarządzany często w sposób folwarczny), jak też kryzys związany z wyjątkowo wąską (jak na standardy europejskie) klasą średnią. Mit Indywidualnego Bohatera uruchamia drugą klęskę – problem zaufania do innych osób. Jest to reakcja naturalna i nieszczególnie dziwiąca: skoro różnice dochodowe są większe i jest na nie społeczne przyzwolenie, to antagonizmy związane z brakiem zaufania są narastające i wyższe. Trzecią rzeczą, spajającą te dwie klęski (nierówności dochodowych i braku zaufania, problemu współpracy) jest brak solidarności i poczucia wspólnoty. Owszem, ono istnieje, jeśli potraktujemy Polaków jako byt zbiorowy walczący z realnym lub wyimaginowanym wrogiem. Gdy jednak nastaje czas względnego pokoju, powracają demony rzeczywistości. Agresywny kapitalizm w wydaniu polskim, jakże różniący się od mniej agresywnych i zróżnicowanych kapitalizmów w wydaniu innych krajów, wykuwa nowe mity i tworzy nowe pokolenia super egoistów. Wolą oni narzucać swoją wizję i koncepcję, zamiast współpracować, lub chociaż się solidaryzować z tymi, którzy są słabsi, którym w życiu nie wyszło, itd. Być może jest to odpowiedź na pytanie o bardziej wodzowski styl uprawiania polityki w Polsce, wciąż za bardzo skupiony na osobie lidera.

W sukurs tym rozwojowym baśniom o Indywidualnym Bohaterze idealnie wkomponowuje się mit myślenia pozytywnego. Pozytywny impet działania, pozbawiony refleksji i patrzenia na interesy w szerszej perspektywie lepiej trafia na grunt egoisty, niż osoby myślącej zespołowo, grupowo, skłonnej do poświęceń. Nowobogacki model sukcesu zachęca by posługiwać się nowomową i tworzyć biografie, w którym samemu dochodzi do triumfów. Społeczeństwo, które tyle razy było dzielone wojnami, a jej synowie musieli walczyć przeciwko sobie, jeśli służyli państwom pod innymi zaborami, nie jest społeczeństwem zdrowym. Jeśli więc nie jest społeczeństwem zdrowym, nie jest w stanie odnosić sukcesu bez narodowej psychoterapii, której celem jest ujrzenie w przeciętnym Polaku nadmiaru egoizmu, narcyzmu i wstydu, żeby swój los współdzielić z innymi.

Spojrzenie na ekologię jest rodzajem szansy, żeby poprzez klęski żywiołowe dostrzec szerszą perspektywę istnienia. To nie jest infantylna połajanka Osho, który przedrzeźnia się z ludźmi, że ma 93 Rolls Royce'y i za przeproszeniem rżnie głupa. Ekologia jest poważnym testem na nowe otwarcie rzeczywistości, w której egoizm i mit o Indywidualnym Bohaterze, który odgrodził się od ludzi przy pomocy „pozytywnego myślenia” i „przyzwolenia na nierówność” ulega korozji. Okazuje się bowiem, że rozwój jakiegoś biznesu, ekspansja jakiegoś interesu czy przyrost powodują straty lub klęski w innych częściach szeroko rozumianego ekosystemu. Dowiadujemy się, że dużo istnień ginie, żeby móc pozyskiwać olej palmowy. Łapie nas za serce, gdy widzimy masę zwierząt, które pływają w zanieczyszczonej wodą ropie. Język korporacji jest oczywiście na tego typu konfrontacje z aktywistami środowiskowymi przygotowany, tworząc gotowe formułki, że „współpracuje”, że „to zależy od wielu okoliczności” lub że „wpłacił jakieś pieniądze na fundusz”. Zadowoleni konsumenci przyjmują często te tłumaczenia, nie zastanawiając się, dlaczego podmiot zarabiający na degradacji ekologicznej „sam z siebie” nie doszedł do tych wniosków i nie zmienił trybu postępowania, zanim minęło wiele lat i ekologiczni aktywiści „coś niepokojącego odkryli”. Podobna sytuacja, chociaż to zupełnie inna sprawa, ma miejsce jeśli chodzi o problem pedofilii w kościele. Model samooczyszczania się, który zagraża „interesowi”, jest słabo funkcjonujący, ponieważ „nie opłaca się”. Bo próba poradzenia sobie ze słabościami korporacji typu mordowanie zwierząt czy krzywdzenie małych dzieci jest przyznaniem się do winy i wprowadza „złą atmosferę”. Ta zaś, jak od dawna wiadomo, nie jest istotna w świecie zysków.

Konflikt pomiędzy kasandrystami a przestarzałymi modelami kapitalizmu, uderzającymi w ekologię, prawa człowieka lub poszanowanie dla tradycji przypomina trochę grę w kotka i myszkę. Dopóki czerpany jest zysk, dopóty beneficjent udaje, że niczego nie widzi. Gdy dojdzie do wybuchu i eskalacji jakiejś krzywdy, pojawia się iście barejowski model zrzucenia winy na aktywistów społecznych lub ekologicznych, którzy „nie chcieli współpracować” i „przekoloryzowali informacje”. To jest bardzo częsty motyw obrony, przypominający często jakieś histeryczne odgłosy, w których strona pozwana jest krzywdzona i atakowana. Podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o traktowanie zwolenników innowacyjnych i „zielonych” standardów widzenia świata. Bardzo często są atakowani, że za ruchami ekologicznymi rzekomo stoją osoby, które traktują globalne ocieplenie jako sposób na łatwy i nieuczciwy zarobek. Jeden z polskich kontrowersyjnych polityków śmiał sądzić, że ludzie przywiązują się do drzew po to, by uzyskać świetne pieniądze. Nie pamiętam, ile to ciekawych teorii istniało na temat sponsoringu Greenpeace'u, ale za to doskonale zostały udokumentowane wydatki, które ponoszą liczne firmy fundujące konferencje lub wspierające opinie o tym, że globalne ocieplenie nie istnieje.

Jeśli zatem mamy tworzyć jakieś wizje związane z uranicznym uwolnieniem, podczas pobytu tej planety w znaku Byka, możemy zauważyć przebłysk świadomości związany z filozofią posiadania i dzielenia się tym co mamy. Nakłada się to ślicznie z pobytem Neptuna w znaku Ryb, który zaliczył poprzedni ingres w latach 1847-1848, gdy miała miejsce Wiosna Ludów. Uran w Byku podczas poprzedniego ingresu to również „socjalistyczna” filozofia New Deal uruchomiona przez Roosevelt'a i druga wojna światowa. Być może powinniśmy obecne czasy tłumaczyć przez podwójny filtr planetarny: jako próbę oświecenia w świecie materialnym (Uran) i jako próbę ustalenia rewolucji polegającej na pewnym zrównaniu praw (Neptun). Warto wspomnieć, że jednym z postulatów Wiosny Ludów było hasło wzięte rodem z rewolucji francuskiej: „wolność, równość, braterstwo”. Możliwe, że hybryda wspólnego działania Urana i Neptuna przynosi nam zaskakującą deklarację, która nawołuje do podniesienia podatków dla najbogatszych. Według nich wysokie opodatkowanie (które zresztą miało miejsce w XX wiecznej historii USA) jest moralnym obowiązkiem. To, co wydawało się komunistyczną mrzonką w wydaniu partii Razem (wysoki podatek dla najbogatszych), jak najbardziej jest możliwe w rozumieniu polityki zagranicznej. Również teza o tym, że na szkodach klimatycznych ucierpią najbiedniejsi, nie jest szczególnie odkrywcza, ale już porównanie tej sytuacji do apartheidu, gdzie uratują się tylko bogaci, również wpisuje się w obecność Neptuna w znaku Ryb.

Uran w Byku i wojna o Ziemię: wstęp na końcu

Tekst ten jest po trosze kontynuacją mojego wpisu „uraniczni socjaliści z konstelacji Byka”. Inspiruje mnie to, co wydarza się z niesamowitą intensywnością, jeśli chodzi o sprawy związane z ekologią, klimatem i całą resztą. Inspirują mnie teksty pisane w „Tarace” przez Andrzeja Gąsiorowskiego czy Wojciecha Jóźwiaka. Zwłaszcza tekst „Temperatura mokrego termometru, czyli od czego wymrze homo sapiens” zrobił na mnie fenomenalne wrażenie.



« Granica pomiędzy wolnością a ekologią

komentarze

1. Coaching powinien być zakazany • autor: Marek Goliński2019-06-28 16:38:45

Bardzo trafnie opisany model naszej progresywnej części społeczeństwa, ludzi sukcesu, którzy wszystko zawdzięczają sobie. Faktycznie późny kapitalizm to okres jakiegoś szaleństwa. Niektórzy ludzie chcą działąć 25 godzin na dobę, albo i więcej. Naturalnie rodzi to silne nastroje narcystyczne w społeczeństwie i jest świetną pożywką dla Ego, a to źle wróży społeczeństwu, jako całości. Bardzo mnie uderza też, przekłamane moim zdaniem (jak widać, oszukiwanie samego siebie nie jest takie trudne) patrzenie na wszystko przez pryzmat sukcesu. Nie dostrzeganie czarnych stron swoich jak i innych. Współczesna pop-psychologia chce nas uczynić szczęśliwymi ludźmi za pomocą kilku frazesów. To taki psychologiczny fast-food. Czytasz i momentalnie jest Ci lepiej. Jak zauważył autor, rewizja tego w przyszłości może być całkowicie negatywna. Jakoś nie wyobrażam sobie, że w obliczu licznych problemów przyszłości (Kryzys klimatyczny, niepewność polityczna, nieprzewidywalny wpływ nowych technologii na nasze życie) taka narracja da radę się obronić. Mi osobiście kojarzy się to z ludźmi, którzy z góry nie muszą się zbytnio martwić o swój byt i obficie korzystają z jego dobrodziejstw, a inni, którzy mają mniej szczęścia, chorobliwie chcą ich naśladować. Cóż, życie jak zwykle wszystko zrewiduje samo. I jak to często bywa, okaże się to klapą.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)