Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 lipca 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 112)

1891: Telegraf do Indii

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: geopolitykamapa

« Piękna mapa Avalonii

Poranną prasówkę zacząłem od artykułu w Krytyce Politycznej „Wielkiego Brata nosimy dziś w kieszeni”, przez Josepha S. Nye z Uniwersytetu Harvarda – o ekspansji Internetu, ma się rozumieć, i idących stąd wpływów na politykę. Ciekawe i choć bez odkryć, to zwięźle sumujące i radzę przeczytać. Czytając zawiesiłem się na fragmencie: „już w połowie XIX wieku ludzkość znała sposób natychmiastowego porozumiewania się na odległość w postaci telegrafu” i za słowem „telegraf” przeszedłem do ang. Wikipedii z tym hasłem, a tam świeci taka oto mapa:

(fragment powiększony:)


Tytuł „Telegraphen-Verbindungen der Erdtheile” znaczy: telegraficzne połączenia części świata, albo: transkontynentalne połączenia telegraficzne. Rok 1891. Dwa kable szły pod Atlantykiem, jeden z Irlandii do Kanady, drugi z Hiszpanii przez Maderę do Bahia w Brazylii. Pacyfiku jeszcze nie przekroczono, za to jego zachodnie wybrzeże było gęsto oplecione od Nikołajewska na północy u ujścia Amuru, przez Hongkong, Singapur aż do Nelson na południowej wyspie Nowej Zelandii. Znak, że w epoce Pierwszej Globalizacji Daleki Wschód już wybijał się jako jedno z centrów świata, nie tylko Europa i północna Ameryka.

Moją uwagę przykuło jednak coś, co narysowano w naszej okolicy. Linia Gdańsk-Bombaj! Mapa jest gruba, mało dokładna, w końcu to mapa świata, do tego wygląda jakby druk poprawiano czerwonym ołówkiem. Nie ma pewności, na ile dosłownie ją czytać. Ale wygląda na to, że z Anglii szła linia podmorska do Hamburga i dalej lądem wzdłuż południowego Bałtyku do Petersburga. (Stamtąd nad Amur i do Władywostoku: telegraf położono wcześniej niż tory kolei transsyberyjskiej.) W Gdańsku... może w Tczewie? Grudziądzu, Toruniu? … od tej równoleżnikowej linii odbiegała linia skręcająca na południe. Przez Warszawę lub jej okolicę, omijając zapewne Austro-Węgry (tak myślę, bo po co miałaby dwa razy przekraczać granicę?) do Odessy, a stamtąd przez Krym, Cieśninę Kerczeńską i wybrzeżem kaukaskim przez Tyflis nad Morze Kaspijskie, gdzie (zapewne) w miejscowości Czalus (Chalus, Чалу́с) zaginała się na południe przełęczami do Teheranu (a może czyniła to wcześniej, w Bandar-e Anzali?) – by dobić do Zatoki Perskiej w porcie Bushehr (gdzie dziś Iran ma elektrownię jądrową, psutą przez robaka Stuxnet), a stamtąd wybrzeżem Oceanu Indyjskiego do Bombaju, dziś zwanego jeszcze śmieszniej Mumbajem.

Co to było? Telegraf na lądzie prowadzono w postaci rzędów drewnianych słupów z metalowymi „rączkami” na górze, na których były izolatory, na nich uwiązane druty stanowiące właściwy kanał połączenia. Ciekawe, że ani w polskim haśle „Telegraf” w Wikipedii ani w angielskim nie ma mowy o drutach i ktoś niewiedzący o nich dalej nie będzie wiedział, ani o tym, jak ingerowały w krajobraz. Kiedy byłem mały, jeszcze mówiło się „słupy, druty telegraficzne” – chociaż podobnymi instalacjami raczej już przenoszono telefonię i zasilanie; chociaż telegrafy jeszcze działały. Dla tych rozważań ważne są te słupy, ponieważ one lokalizowały linie telegrafu z dokładnością do paru centymetrów w terenie: „tu”, a nie gdzie indziej! Ale gdzie z taką dokładnością przechodziła ta linia? Gdzie ją uchwycić w terenie, dzisiaj? Mój dziadek, Andrzej Jóźwiak, w swoich późnych latach pracował jako kreślarz i pamiętam jego mapy pełne kolorowych linii, ale to były już linie energetyczne, „socjalizm równa się elektryfikacja” wtedy szalało. Dziadek swoją karierę zaczynał jako podoficer w twierdzy Kars, dziś i od dawna w Turcji, wtedy w Cesarstwie Rosyjskim i nie tak daleko od Tyflisu, więc i od tej linii telegrafu; pewnie „jego” Kars należał do tego samego systemu. Gdzie omawiana linia wygina się na północ od Odessy leży miasteczko Nowomyrhorod: tam wracając z Wielkiej Wojny zanim się skończyła, bo wyszedł z niej przed czasem jako inwalida, poznał pewną szesnastolatkę, z którą się ożenił; gdy ruszyli w dalszą drogę, już mieli dwoje dzieci, jednym z nich był mój ojciec. – Teraz wiem, dlaczego tamta kreska na mapie tak ściągnęła moją uwagę.

Wtedy, 1891, ta linia była wewnętrzną i zarazem międzynarodową sprawą zaledwie – tak! – trzech państw: wychodziła z Niemiec (a wcześniej z Anglii), aż do Morza Kaspijskiego szła przez Imperium Rosyjskie, dalej przez Iran, ale ten był de facto podzielony między Rosję na północy i Anglię na południu, więc nieważny – i lądowała na terytorium znów brytyjskich Indii. Trzech imperiów... Dzisiaj po drodze tych państw jest osiem, a może nawet 10, bo trzeba by doliczyć nieuznawaną Abchazję, i może Armenia wypadała na trasie. Gorzej, że są tam trzy lub cztery styki śmiertelnego skłócenia: Ukrainy z Rosją, Abchazji z Gruzją, Pakistanu z Indiami; jeśli na trasie jest Armenia, to dodatkowo wchodzimy na jej front z Azerbejdżanem.

Inna różnica taka, że wtedy, za pierwszej globalizacji, na całej trasie „naszego” telegrafu rządzili – jednak! – tacy lub inni, ale w miarę liberalni dżentelemeni. Wspólny kod obowiązywał. Nie było tego, co jest tam teraz: paranoicznych despocji (Pakistan, Iran) lub rządów kacyków-warlordów.

Nye („Naj”) w „Krytyce” pisze: „Potężna marynarka jest ważna, by kontrolować szlaki morskie, ale nie przydaje się do opanowania internetu.” – Oby te święte słowa trafiły do miłośników geopolityki. Bo mam wrażenie, że jej głosiciele robią coś innego niż im się wydaje. Sobie wydają się realistami badającymi „twardą”, bo przez geografię – więc najtwardszą materię – daną podstawę politycznych ruchów mocarstw. A naprawdę są badaczami tkanki ludzkich marzeń, nanoszonych na mapy świata. Marzeń o alternatywnych światach, alternatywnych historiach i takich-że podróżach. Marzeń, które jednak jakoś bywają zakotwiczone w historii, bo kanał Gdańsk-Warszawa-Kaukaz-Iran nie był wcale aż taką fikcją. Przecież wzdłuż tej linii przybyła kiedyś do Rzeczypospolitej diaspora ormiańska. Kontusze szlacheckie mało różniły się od strojów perskich, noszonych też przez indyjskich radżów. Czyta się o „hajdukach”, służbie ubieranej po węgiersku, ale podobno miewano na dworach też „pajuków” przebieranych za Persów. – Kaukasko-perski kierunek, trochę jakoś zapomniany.

Nye („Naj”) kontynuuje: „W XIX-wiecznej Europie znakiem mocarstwowości było to, że kraj potrafił wygrywać wojny. Teraz /.../ w epoce informacji zwycięstwo często nie zależy od tego, czyja armia wygrywa, tylko czyja opowieść.”

Opowiadajmy więc.

Komuś mogłoby się chcieć odnaleźć tamtą linię telegrafu, którędy dokładnie szła, przez które miejscowości, gdzie były stacje i wzmacniacze („wzmacniaki”, bo tak zdaje się wtedy mówiono). Merom tamtych miejscowości mogłoby się chcieć wykonać jakieś porozumienie „od Tczewa do Mumbaju”. – Ale po co czekać na merów, po co nam jakakolwiek formalna władza, zwłaszcza po lekturze „Naja”? Na początek wystarczyłoby parunastu internetowych hobbystów. Wzdłuż tamtej linii.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Piękna mapa Avalonii

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)