zdjęcie Autora

06 listopada 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 202)

O esperanto

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: Internetjęzyki

« z pewnym niedowierzaniem – Sama Webstera o tym, jak poganie zbawią świat Stany szczytowe czyli jak to znieść, że się nie jest bogiem? »

Języka esperanto kiedyś jeszcze w moich czasach studenckich w jakimś stopniu nauczyłem się i teraz od biedy w nim czytam np. w Wikipedii, ale nigdy nie miałem okazji w nim z kimkolwiek mówić (poza tym kursem, na którym go się uczyłem) ani w ogóle do niczego mi się praktycznie nie przydał. Temat esperanto przypomniał mi się teraz przy okazji innych rzeczy, kiedy natrafiłem w Sieci na teksty Claude'a Pirona, wybitnego francuskiego esperantysty, przetłumaczone na polski, przy czym niektóre z nich znałem wcześniej po angielsku. (Dodałem je do Czytelni-Znalezisk Taraki.) Polecam zwłaszcza jego artykuł „Psychologiczne reakcje na esperanto”, sławny, wielokrotnie tłumaczony i rozpowszechniany w Sieci. – Autor analizuje tam reakcje negatywne i obronne wobec esperanta; oprócz tego rzecz ciekawa, ponieważ daje przegląd obronnych reakcji w ogóle, nie tylko na ten „niezwykły” język. W każdym razie poznać warto, bo jakoś wyjaśnia dlaczego ten znakomity wynalazek dla międzyludzkiej komunikacji i porozumienia wciąż leży na wpół zapomniany, chociaż ogromnie by się przydał.

Na podstawie moich doświadczeń potwierdzam, że esperanto ma jedną potężną zaletę: jest łatwe do nauczenia i opanowania. Ja żeby jako-tako czytać i mówić potrzebowałem kursu, który trwał jeden semestr. Oczywiście nie nauczyłem się go tak, żeby móc rozmawiać na każdy potrzebny mi temat, ten ideał pozostał daleko, ale dla potrzeb pierwszego kontaktu, to na pewno.

Dodam od razu, co w esperanto było dla mnie najtrudniejsze: słownictwo! Bo większość słów w tym języku wzięta z francuskiego, który w czasach Zamenhofa był pierwszym światowym, a którego ja nie znałem ani wtedy ani teraz. Więc słowa takie jak povas (może), devas (musi), manĝas (je) – z niczym mi się nie kojarzyły i musiałem ich się uczyć od zera jak w każdym całkiem nieznanym języku.

Ta frankoidalność esperanta zapewne była ważnym powodem niechęci do tego języka, o której pisze Piron. Przy czym Piron wylicza liczne przypadki i powody niechęci, ale akurat tej, którą tu mam na myśli, nie zauważa. Bo frankoidalność esperanta zapewne właśnie Francuzów raziła, gdyż język ten musiał im wydawać się jakąś dziwaczną karykaturą ich języka. Właśnie Francuzom najbardziej, bo innym już dużo mniej, np. dla Polaka to jest normalny obcy język, tyle że z gramatyką, która jest dużo prostsza niż w innych językach i nie ma wyjątków.

Piron pomija również pewien czynnik, który powodował przesadną krytykę (lub nawet niechęć) do tego języka, mianowicie to, że jest on traktowany jako ludzki wynalazek, a zatem jako coś, co można poprawić i ulepszyć, a więc zmienić tak, żeby danemu obserwatorowi bardziej pasowało. Postawa ta w odniesieniu do języków naturalnych jest absurdalna i nikt tak się nie odnosi do angielskiego, francuskiego, polskiego, węgierskiego, chińskiego – bo wiadomo, języki naturalne są jakie są i żadna ludzka siła ich nie zmieni. Natomiast o esperanto myśli się tak: kiedyś pewien człowiek ten język wynalazł, to i teraz, skoro „mnie” w nim coś się nie podoba (np. wolałbym, żeby zamiast malsanulejo mówić *hospitalo), to ktoś powinien to w tym języku poprawić. Zresztą takich projektów-reform esperanta było kilka, nieudanych.

Przyznaję, ja także widzę w esperanto parę wad (zależność od francuskiego na pierwszym miejscu), ale zalety przeważają i je wyliczę:

  • łatwo go się nauczyć

  • już JEST – nie trzeba go na nowo wymyślać :)

  • próbującego go używać nie stawia w kłopotliwej sytuacji upośledzenia, jak to jest z angielskim lub innym językiem „wrodzonym” (gdzie zawsze nie-natyw będzie upośledzony) – przynajmniej tak być powinno, bo jak napisałem na początku, nigdy w esperanto nie miałem okazji mówić serio.

Ale są i wady, ale wymienię nie te zawarte w samym języku, w rodzaju tej, że komuś może się nie podobać malsanulejo, skoro *hospitalo byłoby niby bardziej międzynarodowe, tylko w jego socjologii:

Esperanto jest zaniedbane, co przejawia się w tym, że:

  • „nikt” go nie zna, a raczej, będąc gdzieś w świecie lub szukając w Sieci nie można znaleźć nikogo, kto by ten język znał

  • nie ma łatwo dostępnych internetowych społeczności używających esperanta ani takich, poprzez które można zidentyfikować ludzi znających esperanto i nawiązać z nimi kontakty

  • esperanckie litery ze znaczkami, np. ŝ ĉ ĝ ŭ, są trudne do wpisania z klawiatury; optymalnym rozwiązaniem byłaby podręczna wirtualna klawiatura, jak translit.ru dla cyrylicy – ale takiej nie znalazłem

  • nie ma tematycznych witryn w esperanto (pomijam sprawę książek na określone tematy w esperanto) – taką dla mnie byłaby np. witryna o szamanizmie, enneagramie lub astrologii (nie wykluczam, że takie są i je znajdę)

  • nie widać tematycznego ruchu w realu używającego esperanta – dla mnie takim byłyby jakieś zjazdy, konferencje w tym języku nt. enneagramu, astrologii albo Międzymorza, itd.

  • esperancka Wikipedia jest uboga, zwłaszcza w porównaniu z angielską i jeśli się angielski zna w jakimś stopniu, to sięganie do Wiki esperanckiej zwyczajnie nie ma sensu. (Brak esperanckich haseł Tarot, Enneagram, Sweat lodge...)

No więc szkoda esperanta, że taki całkiem niezły wynalazek się marnuje. Jak by mu można było pomóc?

Kiu scias kiel helpi Esperanton?


Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« z pewnym niedowierzaniem – Sama Webstera o tym, jak poganie zbawią świat Stany szczytowe czyli jak to znieść, że się nie jest bogiem? »

komentarze

1. ktoś coś wie o piśmie międzynarodowym? • autor: Jerzy Pomianowski2013-11-06 18:12:46

Kiedyś bardzo dawno temu spotkałem coś, co podoba mi się jeszcze bardziej niż esperanto, mianowicie międzynarodowy język pisany. Wynalazł go prawdopodobnie polski lub rosyjski językoznawca.
System jest zbudowany na podobnej idei jak ideogramy chińskie, lecz niesłychanie uproszczony i całkowicie logiczny. Znaki złożone były bodajże z trzech pięter z których środkowe nadawało podstawowe znaczenie, a elementy górne i dolne miały funkcje gramatyczne. Gramatyka zaś bardzo łatwa.
Zachwyciła mnie wówczas niesłychana łatwość opanowania składni i prostota zapisu nawet skomplikowanego tekstu.
Miał jeszcze jedną zaletę - prosty system tworzenia nowych ideogramów
Niestety nie mogę znaleźć żadnej informacji na ten temat, nawet nie wiem co wpisać do wyszukiwarki.

2. uproszczony angielski • autor: Przemysław Mirecki2013-11-06 19:37:22


Uczyłem się krótko esperanto w szkole podstawowej. Język przypadł mi do gustu, ale 35 lat temu też nie było łatwo znaleźć jakiegoś interlokutora. Zauważyłem natomiast, że ludzie różnych nacji rozmawiają takim"uproszczonym" angielskim. Wymowa trochę bliżej pisowni, proste konstrukcje gramatyczne. Chyba się sprawdza jako taki elementarny komunikator. Francuskiego uczyłem się ostatnio przez dwa lata. Piękny język!
[foto]

3. Taraka a esperanto • autor: Wojciech Jóźwiak2013-11-06 20:09:14

Upraszcza angielski każdy nie-natyw. Tym bardziej kiedy nie-natywowie rozmawiają ze sobą. Ale mi chodzi o język łatwy i jednocześnie pełnowartościowy, którym niewątpliwie jest esperanto.
Moja intencja jest taka, żeby znaleźć pewną liczbę ludzi, którzy mają tarakowe zainteresowania (szamanizm, tradycje słowiańskie, Międzymorze, enneagram, tarot, astrologia) i jednocześnie znają w jakims stopniu esperanto, a przynajmniej mają do niego pozytywny stosunek.

4. Boję się esperanto.... • autor: Nierozpoznany#10542013-11-22 11:28:26

Boję się esperanto. Brzmi dla mnie jakoś karykaturalnie, dziwnie, sztucznie. 
[foto]

5. Czego się bać w esperanto? • autor: Wojciech Jóźwiak2013-11-24 22:27:02

Brzmienie - audio, na ucho - esperanta nie jest wcale jakieś szczególnie dziwne ani sztuczne, brzmi jak jakiś kolejny język czy dialekt romański.  Może raczej Mario masz na myśli zapis, wygląd graficzny i pisownię? -- Bo te mogą faktycznie razić. Chyba dlatego, że mieszają zasady zachodnie i słowiańskie. "j" i "c" czyta się jak po polsku, "io" jak po łacinie albo włosku. Mogą razić - i to brzmieniem - zgrzytliwe zbitki dźwięków w słowach złożonych, co Zamenhof pewnie ściągnął z niemieckiego i z ojczystego jidysz, np. "grizflavan" - "szarożółtą". (Stąd wziąłem: Bruna urso.) Ale ich jest mniej niż w polskim.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)