Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 grudnia 2018

Mirosław Piróg

z cyklu: Inne Myśli, re (odcinków: 60)

O globalnym eksperymencie psychologicznym


« O pewnym aspekcie teorii spiskowych O cywilizacyjnych bombach »

Trwa globalny eksperyment z zakresu psychologii społecznej. Homo sapiens podgrzewa Ziemię i sprawdza, jak to wpływa na jego zachowanie. Psychologowie społeczni zwykle konstruują swoje eksperymenty tak, by osoby badane nie były świadome rzeczywistego celu badań. W słynnym eksperymencie Milgrama osoby badane myślały, że dotyczy on wpływu kar na pamięć, a tak naprawę badano ich stopień posłuszeństwa. Podobnie jest skonstruowany globalny eksperyment. Homo sapiens nie wie o co w nim chodzi, myśli, że zapewnia sobie lepszy byt, że buduje nową, wspaniałą cywilizację techniczną. Wzmaga konsumpcję, rozszerza obszar swoich przyjemności, jest dumny z tego, że długość życia wzrasta, a przemocy jest coraz mniej na świecie. Jednak oprócz tych oczywistych pozytywnych stron tego procesu, pojawiają się też negatywne, odsłaniające realny cel eksperymentu. Okazuje się, że Ziemia nie wytrzymuje tych pozytywnych zapędów, że rozwój cywilizacji technicznej prowadzi do zmian klimatycznych, o których informują naukowcy, którzy jeszcze kilka dekad temu – przynajmniej w większości – wiernie służyli wierze w postęp technologiczny. Mało tego, ostrzegają oni, że jeśli nie zmienimy naszych zachowań, zginiemy. Mówiąc o tym korzystają z tej samej metodologii naukowej, która dotąd tak dobrze służyła postępowi ludzkości. Po prostu liczą i podają dane. A te mówią, że rozłożyliśmy na łopatki klimat Ziemi, że praktycznie zniszczyliśmy dzikie życie, że dosłownie ugotujemy się w ciągu najbliższych dekad. Cóż, wydaje się, że homo sapiens w ramach podejmowanego przez siebie eksperymentu próbuje żyć w zupełnej niezależności od całego ekosystemu Ziemi, niezbyt sobie uświadamiając, że niszczy życie na tej planecie. A wszystko podobno po to, by żyć lepiej.

Od ponad ćwierć wieku odbywają się szczyty klimatyczne, na których tysiące ludzi próbują dojść do porozumienia odnośnie podjęcia działań mających powstrzymać katastrofę klimatyczną. Aktualnie kolejny szczyt, COP24, odbywa się w Katowicach. Ludzkość próbuje uchwalić już nie tylko „że” trzeba coś zrobić, ani „co” trzeba zarobić, ale i „jak” to zrobić. Wiemy wszelako, że efekty wszystkich poprzednich konferencji COP były marne. Po Katowicach też trudno się czegokolwiek spodziewać, oprócz przejmujących przemówień i masy papierów. Czy jest w ogóle możliwe, by drogą negocjacji wszystkie państwa na Ziemi ustaliły, iż oto radykalnie zmieniają swój sposób funkcjonowania? Że nie tylko odchodzą od paliw kopalnych, nie tylko ograniczają konsumpcję, ale przede wszystkim zmieniają system ekonomiczny, który obecnie rządzi światem, bo bez tej zmiany każda inna zmiana będzie iluzoryczna? To pytania retoryczne, a gdy się słucha polityków, nie tylko polskich, stają się one pytaniami absurdalnymi. A zostawiając na boku polityków, możemy zadać inne pytania, proste pytania do ludzi: Czy możemy odwieść miliony ludzi od niszczącej planetę turystyki? Albo od jedzenia mięsa? Czy możemy po prostu ograniczyć konsumpcję? Dla przykładu: ludność USA to 5% populacji Ziemi, a zużywa ona 25% energii na niej wytwarzanej. Każdego dnia 2 miliony Amerykanów lata krajowymi liniami lotniczymi, co oznacza około 10.000 lotów codziennie. Czy można to zmienić? Czy nie jest raczej koniecznością, by to zmienić? Bogaci muszą przestać udawać, że żyją na dwóch planetach.

Powyższe pytania prowadzą do ogólniejszej kwestii: Czy można drogą rozmów i argumentacji zmienić mentalność ludzi? Zapewne tak, wiedzą o tym na przykład dobrzy kaznodzieje i demagodzy. Jednak ta zmiana nie zawsze jest trwała, i zwykle ograniczała się do małych grup ludzkich – nikt nigdy nie zmienił sposobu myślenia całej populacji Ziemian. Owszem, zmieniała się ona w perspektywie historycznej, ale zajmowało to pokolenia, setki lat i nigdy nie była powszechna, bo do dziś możemy spotkać ludzi o mentalności jakby żywcem wyjętej ze średniowiecza. Naukowcy mówią, że mamy na zmianę przysłowiowe już 12 lat. Czasem dodają jeszcze parę lat, a niektórzy twierdzą, że pozostało już tylko heroicznie działać, by odejść z twarzą z tej planety. Globalny eksperyment jest w toku, robi się coraz ciekawiej, pojawiają się bowiem ruchy oddolne, o działających na wyobraźnię nazwach, takich jak jak Extinction Rebellion. Uczestniczymy w tym eksperymencie wszyscy, czy tego chcemy czy nie, a wspomniane ruchy wskazują, że świadomość tego, o co w tym eksperymencie chodzi, jest coraz większa. I jak w przypadku wszystkich eksperymentów, będziemy znali jego wynik dopiero wtedy, gdy się zakończy. Wszystko obecnie wskazuje na to, że będzie to koniec ludzkości takiej jaką znamy. Czy tym, którzy dziś to widzą, nie pozostanie wtedy tylko gorzka i osobliwa satysfakcja poznawcza, wynikającą z tego, że ich przewidywania się sprawdziły? Zobaczymy, co powiedzą – o ile oczywiście przeżyjemy.

Inne Myśli, re: wstęp na końcu

Teksty oryginalnie zamieszczone w blogu Autora. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« O pewnym aspekcie teorii spiskowych O cywilizacyjnych bombach »

komentarze

[foto]

1. Pewnie wszyscy już czytali, ale na wszelki wypadek... • autor: Wojciech Jóźwiak2018-12-09 12:51:11

PiS kłamie, bo musi, albo czemu węgiel nie szkodzi -- pisze Michał Sutowski w Krytyce Politycznej.
Najciekawsze na końcu:
Używając terminologii psychologicznej, PO stosowała technikę wyparcia. Ekipa obecna, skonfrontowana ze skutkami tu i teraz, weszła w fazę zaprzeczenia. To wszystko humbug, to się nie dzieje naprawdę – a zresztą niedługo to wszystko i tak szlag trafi… /.../ – idą w zaparte.

2. nie jest dobrze • autor: Jerzy Pomianowski2018-12-10 22:55:03

Nic się nie da zrobić. System finansowy świata nie jest już z oparty o dobra ograniczone ilościowo (złoto, nieruchomości), ale o pracę, która generuje nieskończony rozwój dzięki przyrostowi konsumentów i rąk do pracy. Trzeba więc produkować miliony ton taniego szmelcu by ludzie żyli dostatniej.Nawet ekolodzy dali się zaprzęgnąć do rydwanu postępu. Dzięki nim trzeba co pięć lat złomować samochód by kupić model bardziej ekologiczny, trzeba rąbać lasy na ekologiczne papierowe opakowania, na plantacje roślin energetycznych, zamieniać nieszkodliwe żarówki na rtęciówki, albo ledy wymagające do produkcji arsenu i deficytowych pierwiastków (gal, ind), praktycznie nie zdolnych do recyklingu. Czy ktoś widział reportaż z firmy utylizującej rtęciówki czy inne trucizny proekologiczne?
Prąd jest albo z węgla, albo z uranu. Innego wyjścia nie ma. Nieliczni szczęściarze mają warunki dla elektrowni wodnych..

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)