Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 października 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 113)

O godności, imigrantach i wymyśleniu Polski na nowo

Kategoria: Historia i współczesność
Tematy/tagi: cywilizacjaPolska

« Migranci: niema masa czy zorganizowana społeczność? Futurologiczne fantazje polityczne i inne, 2016 »

Jechałem przez Milanówek (gdzie mieszkam) do Brwinowa (który graniczy przez miedzę), żeby odebrać psa, który miał zabieg u weterynarza. Było słonecznie, chłodny wiatr ze wschodu, żółknące liście. W samochodowym radiu słuchałem RDC, gdzie dwoje filozofów: prof. Zofia Rosińska i dr Tomasz Stawiszyński rozmawiało o godności człowieka, a raczej o godności osoby ludzkiej, która przyrodzona jest każdemu z racji bycia człowiekiem. Kiedy skręcałem w stronę Brwinowa usłyszałem ważne uzupełnienie: że godność i wołanie o godność jest odpowiedzią na pewną wspólnie ludzką właściwość, mianowicie na podatność na poniżenie.

W dyskusji w RDC mówiono o godności, jaka przysługuje chorym psychicznie, chociaż zawodzi im rozum i umiejętność podejmowania decyzji. Mnie od włączenia radia temat godność uporczywie kojarzył się z imigrantami. Godność i upokorzenie to były słowa, których mi dotąd brakowało i brakuje w dyskusjach czy raczej w dyskursie o nich. Przeważa lub występuje wyłącznie mówienie o nich jak o „masie” (przeciw czemu pisałem poprzednim odcinku „Migranci: niema masa czy zorganizowana społeczność?”), przy czym jest to albo masa „nieszczęśników, którym jesteśmy winni współczucie i solidarność”, albo masa „zagrażających najeźdźców” czy „dziczy”, w każdym razie elementu obcego i wrogo nastawionego do nas, Europejczyków. Albo masa ludzi wkręconych, zmanipulowanych i użytych przez kogoś przeciw komuś. Ta trzecia opinia, pomijając mówienie o nich per „masa” – wydaje mi się najbliższa prawdy.

Wracając do godności i osoby. W przekazach na temat bliskowschodnich imigrantów brakuje mi czegoś: jak dotąd, nie natrafiłem na żaden wywiad z kimś z nim. Ani na przedstawienie punktu widzenia kogoś z nich. Nie ma ich głosu. Skoro nie znamy ich głosów, ich punktów widzenia, to zapewne dlatego, że nikt nie pofatygował się do Węgier, Austrii, Chorwacji, Niemiec żeby z nimi pogadać, podowiadywać się, podpytać. Czyżby to było takie trudne? Po co tylu ludzi kończy dziennikarstwo lub arabistykę? Czy nie ma ani jednego arabisty dziennikarza? Prasy to nie interesuje? – Chociaż jest możliwe, że takie teksty napisano, tylko ja pozostaję niedoinformowany. Jeśli tak, proszę o linki i tytuły.

Jeśli się nie słyszy i nie słucha, nie chce słyszeć drugiej strony, to, jak pisał Majakowski, „słowo ostatnie, / ma dzisiaj / towarzysz Mauzer”.

W serwisie www.polskatimes.pl jest wywiad z Aleksandrem Makowskim, emerytowanym oficerem wywiadu. Mówi on jakże oczywiste słowa – ale dlaczego dopiero on?! – „Co na to kierownictwo polityczne i wojskowe NATO? Przecież granice, które zostały naruszone, są granicami sojuszu północnoatlantyckiego. Jeśli NATO nie potrafi nas obronić przed facetami rzucającymi kamieniami, to jak nas obroni przed zawodową armią?” Mówi on także: „[mniejszość islamska] jest to bomba tykająca, która za 50 lat będzie realnym problemem. Polska może się przed tym uchronić, przede wszystkim poprzez prowadzenie naprawdę głębokiego wywiadu agenturalnego na terytoriach, gdzie trwają walki, gdzie funkcjonuje Państwo Islamskie i gdzie ludzie decydujący o tym, co ma Państwo Islamskie w przyszłości robić, przysyłają tu swoich bojowników. To trzeba mieć rozpoznane.” Pytanie dziennikarki: „Mamy takie rozpoznanie?” – Odpowiedź: „Zapytać o to trzeba obecnie rządzących. Myślę, że nie mamy.

Rozpoznanie jest tu słowem kluczem. Michał Mazur niedawno w Tarace w tekście „O naturze zła. Cz. I. Ukraina i ISIS” zauważył ciekawą rzecz, odnoszącą się do Polski międzywojennej: „Należało [wtedy] gruntownie zbadać kulturę ludową tych ówczesnych Rusinów-Ukraińców, wzorce zachowań, zastanowić się nad pochodzeniem ich wzorów kulturowych, ich paralelami, oraz pewną powtarzalnością dziejową w stosunkach z nimi, już wtedy bardzo klarowną – oraz możliwymi implikacjami tychże dla wzajemnych stosunków. Jednak naszych ówczesnych badaczy oraz rządzącej kliki wojskowo-politycznej raczej to nie interesowało.” I dalej stwierdza mając rację, że również obecnie rządzących w Polsce nie interesuje „podświadomość” lub „cień” zbiorowego ducha wschodnich ukraińskich sąsiadów. Tak samo lub tym bardziej nikogo decyzyjnego w obecnej Polsce nie interesuje stan umysłów sąsiadów dalszych, islamskich, arabskich, bliskowschodnich i afrykańskich i dzieje się to w chwili, kiedy stają się naszymi bardzo bliskimi sąsiadami, ba, sublokatorami, jeśli ciągnąć dalej mieszkalne metafory.

Zestawienie sprawy ukraińskiej z początku XX wieku i sprawy bliskowschodniej z teraz, z początku XXI wieku, jest bardzo nieprzypadkowe. Ale to zestawienie wymaga wzięcia głębszego oddechu i ujrzenia szerszej perspektywy. Oto one. Polska aż do końca I Rzeczypospolitej i jeszcze jakieś dwa pokolenia potem funkcjonowała jako naród szlachecki. Rozwój techniki i życia i produkcji miejskiej wymusił przekwalifikowanie narodu i pojęcia narodu. Naród – polski – stanął przed wyzwaniem poszerzenia się o tych, którzy do niego dotąd nie należeli. Poszerzenia o dotychczasowy plebs, o sub-klasy. To zadanie zostało wykonane, ale tylko częściowo. Z powodzeniem przyjęto do narodu (polskiego) katolickich i mówiących polskimi dialektami chłopów oraz chrześcijańskich mieszczan różnego pochodzenia, w dużej części ewangelików i Niemców. (Ale nie tylko takich: w liceum miałem kolegę nazwiskiem Fleming: tak, ze Szkotów.) – Albo, bo to „przyjmowanie” wymagało woli z obu stron – ci wymienieni zachcieli „się przyjąć” do polskiego narodu.

Przyjęła się część Żydów, tych, o których mówiono „zasymilowani”. Przyjęli się Kaszubi, których z Polakami łączyła kościelna przynależność, ale dzielił język. Ale nie przyjęli się etniczni Litwini, chociaż katolicy i w większości znający polski. Inaczej niż chłopi rzymskokatoliccy, odrzucili się (rozmyślnie pozostawiam niejasny tryb czasownika) podobni chłopi, ale prawosławni lub grekokatolicy. Większość Żydów nie przyjęła się – nie stali się „Polakami wyznania mojżeszowego”. Gdy patrzeć na terytorium Polski sprzed rozbiorów (które niektórzy politycy uważali za jedynie słuszne jeszcze w czasie traktatu ryskiego, 1921), to dziewiętnastowieczną kampanię o włączenie do narodu polskiego grup ludzi żyjących tam, ale do polszczyzny nie należących – wygrano w bardzo ograniczonym zakresie. Zapewne zaważył brak własnego państwa – gdyby istniało, może w granicach z 1775 roku, to być może taki naród wspólny ponad-religijny i ponad-językowy stworzyć by się udało. Przecież Niemcy stali się jednym narodem, mimo wielości dialektów i faktycznie dwóch języków, wysoko- i dolno-niemieckiego, odmiennych jak polski i czeski lub bardziej; i dwóch religii: katolickiej i luterańskiej. Brytyjczycy stworzyli super-naród z Anglików, Walijczyków i Szkotów (ci ostatni sami dwujęzyczni). Cztery języki nie przeszkodziły Szwajcarom, ani mozaika religii Amerykanom. Choć mogło też być tak, że nacjonalizmy polski, litewski, ukraiński, żydowski rozerwałyby Rzeczpospolitą nawet gdyby nie było rozbiorów. – Ale to już jest daleka warstwa co-by-było-gdybań. Bardzo nawiasem jeszcze dodam, że integracja chłopów Polaków z Polakami szlacheckimi też nie była nigdzie z góry pisana i mogło było się tak zdarzyć, że chłopi wykształciliby się we własny naród odrzucając polską szlachetczyznę.

Po co te historyczne fantastyki? – Bo wiele wskazuje, że obecnie mamy podobne wyzwanie. Jak w XIX wieku Polak-szlachcic lub inteligent szlacheckiego pochodzenia został przez bieg rzeczy (historyczną konieczność) skłoniony do zintegrowania się z miejscowym chłopem (co udało się, gdy ów chłop był katolikiem i nie mówił po litewsku), tak teraz, trochę podobnie, bieg rzeczy – którego być może nie chcemy i wolelibyśmy, by go nie było – skłania nas do integracji z imigrantami.

Być może (ostrożne formuły nie zaszkodzą, bo mało jest wiadome) gra idzie teraz o podobnie jak wtedy wysoką stawkę: o istnienie lub nie, narodu. Wtedy polski naród, gdyby trwał przy ograniczeniu do szlachty, nie przetrwałby; bez dołączenia chłopów by „nas” dziś nie było. Być może jeśli w ciągu kilku nadchodzących dziesięcioleci nie nauczymy się włączenia imigrantów z południa, to jako naród przestaniemy istnieć, w dalszym ciągu.

Oczywiście, włączając ich, zmienimy się. Będziemy mieli średnio ciemniejszą skórę, oczy i włosy, co chyba nie jest bardzo ważne. Integrując chłopów Naród Polski też odniósł pewne zmiany, może nie w „rasie”, ale w języku, np. utracił piękną zębową wymowę głoski „ł”, zmieniając ją na wulgarne „u niesylabiczne”. Utracił potencjalny wielki kawał kultury, mianowicie właśnie – w większości – żywą kulturę chłopską, wiejską i lokalną, ponieważ (tu cytuję samego siebie z jakiegoś innego tekstu) „chłop awansując społecznie rozbierał się ze swojej kultury, dla której dalej wstęp był wzbroniony”.

Wracając do imigrantów z południa: w końcu, w sprawie zwanej narodem nie chodzi o przekaz dalej genów, ale memów. Przyszłość narodu nie polega na tym, czy będziemy dostatecznie sprawnie się rozmnażać, tylko czy będziemy umieli jakąś znaczną liczbę ludzi mieszkających z nami nawrócić na polskość.

Dlatego cenna jest wiedza o dotychczasowych nawróceniach na polskość, i tych udanych, jak katolickich chłopów mówiących polskimi dialektami, i tych nieudanych, jak Litwinów, Ukraińców czy Żydów. Warto przypomnieć pierwsze takie nawrócenie: litewsko-ruskiego bojarstwa na polską szlacheckość; Unia w Horodle, 1413. Też warto wiedzieć, jak podobne integracje odbywały się i odbywają gdzie indziej, np. w zachodniej Europie czy w Ameryce.

Zadanie to zmusza też do zastanowienia się, na co właściwie chcemy „nawracać”, czym jest ta polskość i kim my jako ten naród jesteśmy.

Unia w Horodle była za panowania Władysława Jagiełły. Ówczesna Polska miała tę wyższość nad obecną, że była w pełni suwerenna, a dziś jesteśmy zaledwie autonomiczną prowincją Europy. Ale mamy lepiej niż Polska XIX-wieczna w czasie wyzwania przemienienia się w naród nowoczesny, której wtedy nie było jako państwa – a przecież tamta przemiana powiodła się, chociaż nie tak jakby mogła, „gdyby”.

Trudności jest wiele. Jedną z nich jest islam jako religia większości imigrantów. To trudny przeciwnik i Polskość musi być w wysokiej formie, żeby z nim wygrać w zawodach o rząd dusz. Ale z tego wynika, że ta Polskość musi być czymś ponad religiami. Dlatego uporczywie propagowane przez mainstream zrównywanie Polaków z katolikami i Polskości z chrześcijaństwem jest błędne, nierozsądne i jest prostą drogą do porażki.

Narody należą do porządku kultury, nie natury. Z czego wynika, że były wymyślane, chociaż nie przez jednego wymyśliciela, ale wielu. Być może teraz mamy znów taki moment, kiedy Polskość musi zostać wymyślona na nowo. Jak w Horodle i jak w XIX wieku.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-10-18)



« Migranci: niema masa czy zorganizowana społeczność? Futurologiczne fantazje polityczne i inne, 2016 »

komentarze

1. Kilka luźnych uwag • autor: Nierozpoznany#60182015-10-12 15:36:40

z punktu widzenia kogoś, kto wie o swym niedoinformowaniu

- czy "nawracanie na polskość" nie brzmi i nie kojarzy się jak nawracanie na jedynie słuszną religię?
- jak mówić o "polskości", może warto byłoby przyjrzeć się jej także z perspektywy "cienia" ? Rozumiem, że wartością byłaby tu pozytywna wizja, lecz czy dobrze rozpoznaliśmy "polskie kompleksy i przywary", by zmieniać wzorce na pozytywne?
- co ciekawe, we wszystkich religiach współczucie i altruistyczne postawy wobec drugiego człowieka są pewną podstawą; akcenty rozłożone są różnie, jednak pytanie, w którym momencie zaczyna się współczucie u katolika, protestanta, wyznawcy religii mojżeszowej, buddysty. Na czym ma ono polegać, by ludzi łączyło, mimo różnic?

- kiedy jakąś grupę ludzi przedstawia się w jej"masie", pozbawia się ich rysów indywidualnych, widz lub czytelnik postrzega ich (nie każdy, lecz pewnie większość) w sposób odhumanizowany

[foto]

2. Nawracanie • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-12 18:13:54

Witaj Ewo. Użyłem tego figlarnego terminu "nawracanie" celowo i emfatycznie. Mogę zmienić i napisać "konwersja" -- co mniej kojarzy się z religią. Chodziło mi gdy tamto pisałem, że naród dalej będzie (być może) się "pomnażał", lub tylko trwał, nie przez "przyrost naturalny", tylko przez "przyrost nienaturalny" -- czyli kulturowy. Że ludzie z zewnątrz będą się uczyć funkcjonować w ramach polskiego... jeśli nie "narodu", to "obiegu".
Ja sobie dobrze zdaję sprawę z tego, że słowo "naród" jest nacechowane nacjonalistyczną (lub: patriotyczną) mistyką. Ale dopóki będę rozumiany, to wolę nie wprowadzać w to miejsce neologizmów.

Kompleksy i przywary? -- OK. Nie mam nic przeciwko ich omawianiu, byle tylko ich przez to nie wzmacniać ani utwierdzać się w nich.

Altruizm w różnych religiach? Bardzo ciekawy temat. Ale nie samą religią człowiek żyje i nie lubię tego poglądu, który uzależnia "jakość" ludzi od ich religii. W ogóle to uważam, że religia powinna być pojęciem prywatnym a nie prawnym. Żadne czynności, działania, czyny nie mogą być wartościowane pozytywnie ani negatywnie tylko dlatego, że ktoś kto je wykonuje, twierdzi, że wykonuje je jakoś "religijnie". Religijne zabójstwo pozostaje zabójstwem, religijne znęcanie się nad zwierzętami (jak koszer u Żydów i halal muzułmanów) pozostaje znęcaniem się nad zwierzętami, religijne demonstracje grupowej siły (jak bicie pokłonów w równych szeregach na ulicy przez muzułmanów) pozostaje demonstracją grupowej siły. Religijne wdrukowywanie poczucie winy od dzieciństwa przez katolicki kler pozostaje psychiczną przemocą itd.
[foto]

3. Jak widać na... • autor: Adrian Leszczyński2015-10-12 20:56:57

Jak widać na podstawie niniejszego artykułu asymilacja nie jest zjawiskiem łatwym i wymaga czasu. Cieszę się także, że Autor raczył zauważyć, iż asymilację w dużym stopniu powoduje istnienie państwa które wsysa "obcy" element do narodu panującego w danym państwie. To tak a propos mojego artykułu o "Wzajemnej asymilacji Germanów i Słowian" oraz o tym czy możliwe było, aby "bezpaństwowi, dzicy" Słowianie zasymilowali bez własnego państwa i administracji w ciągu 100 - 300 lat (czy jak pisze prof. Mączyńska: "w ciągu dwóch pokoleń") 300.000 Germanów (liczba podana przez A. Sengebuscha) rzekomo pozostałych na ziemiach polskich po tzw. wędrówce ludów i przy okazji jeszcze pół Europy. To tak również przy okazji "groteski imion słowiańskich u Germanów". Czasem mam wrażenie, że nie łączysz faktów, Wojciechu, by widzieć to co oczywiste: że taka asymilacja nie mogła mieć miejsca. A tym samym starożytne imiona "niemieckie" ludów żyjących na terenie Polski to mit.

Wracając do tematu: ależ oczywiste jest, że muzułmanów da się zasymilować w Europie i Polsce, lecz potrzeba do tego mądrej i ostrożnej polityki. Po pierwsze: należy ich przyjmować w małych ilościach i przyjmować osoby wartościowe (studenci, inteligencja). Wówczas konieczność wymusza ich integrację - nie mają wyjścia żyjąc wśród przygniatającej większości Polaków. Poza tym należy wymusić na nich sens życia w Polsce poprzez podjęcie pracy - najczęściej również w polskim środowisku. Takich muzułmanów czy innych egzotycznych cudzoziemców mamy w Polsce i bardzo dobrze: są u nas Arabowie pracujący jako lekarze, przedsiębiorcy, którzy lubią i szanują nasz kraj, a jednocześnie wnoszą do niego coś pozytywnego w postaci pracy, posługi społecznej itp. Natomiast zidiociały lewactwem Zachód popełnił kilka błędów:
1. Sprowadził zbyt dużą liczbę imigrantów, w dodatku mało- lub bezwartościowych ekonomicznie. Ci ludzie nic nie wnoszą do gospodarki, bo jest to element słabo wykształcony i prymitywny. Jednym słowem Zachód sprowadził tu głównie patologię.
2. Zachód zamiast zmusić ich jakimiś środkami do pracy, do rozwoju oświatowo-zawodowego jeszcze bardziej ich rozleniwił poprzez bezsensowne zasiłki dla nich i ich licznie sprowadzanych rodzin. Stąd mamy całe dzielnice tej patologii w zachodnich miastach, która z nudy demoluje auta, niszczy mienie, napada na ludzi, gwałci. Lenistwo nie popycha ich do integracji, bo jej nie potrzebują. Żyją w swych gettach i nie mają potrzeby żyć z "białymi". Mają kasę z zasiłków i z przestępstw...
[foto]

4. Ostatnio, Wojtku, • autor: Radek Ziemic2015-10-18 14:52:28

patrzę na te sprawy dość pesymistycznie. Otóż asymilacja bojarów litewskich i ukraińskich w czasach jagiellońskich dotyczyła tylko pewnej części (pewnie nie całej, nie orientuję się) ówczesnych społeczeństw ruskiego i litewskiego (co było odczuwalne m.in. w poparciu ukraińskiego chłopstwa dla powstań kozackich). Tej mianowicie części, która miała z tego korzyści. Która mogła odnieść za sprawą takich działań sukces. ("Neofita, bo polityk", jak śpiewał Kaczmarski o Wiśniowieckim.) Ogólnie jednak nie udało się zasymilować Ukraińców, Litwinów, Żydów, Białorusinów (pomijam wyjątki od tej zasady), zresztą Niemców także. Nie udało się nawet, bo prawie nikt nie chciał (komunikacja zbiorowa jest niestety zazwyczaj siłowa), stworzyć poprawnych relacji z nimi.

Wydaje się jednak, że główny czynnik jednak jest biologiczny, i że jego składową była też, i chyba ciągle pozostaje dla wielu ludzi, religia (podobnie jak język). Główny mechanizm tworzenia tożsamości to jednak określanie się przez negację i uznawanie się za kogoś lepszego od "innego". Europa poniosła przez to ogromne straty. Gdyby patrzeć na to z polskiego punktu widzenia, to nasza nieumiejętność do tworzenia dojrzałych relacji z Żydami, Ukraińcami czy Litwinami przyniosła nam w XX wieku tak ogromne straty, że nie podniesiemy się z nich już chyba nigdy. A natura ludzka (i polska) za bardzo się nie zmienia. Z kolei takie państwa jak wielka Brytania czy Niemcy powstawały "krwią i żelazem", USA zresztą też (bo nie da się mówić o USA bez kwestii Indian i niewolnictwa). 




[foto]

5. Integracja polska • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-18 15:29:23

Radku, bezwzględnie nie jest tak źle, jak twierdzisz. Integracja bojarów litewskich i ruskich (od unii horodelskiej) w szlachtę Rzeczypospolitej była skuteczna, 100%-owa i trwała, jeśli ponad 400 lat uważać za wystarczające, żeby coś nazywać trwałym.
Zintegrowali się też niemieckojęzyczni Kurlandczycy i niemiecka szlachta w Prusach Królewskich. Spoza szlachty zintegrowali się Tatarzy. (Którzy zanim zaczęli mówić po polsku, najpierw długo mówili po białorusku.) Powstała rozległa "plama" ludności, różnego stanu, także chłopów, w środkowej części Litwy wokół Wilna, i nie byli to polscy osadnicy tylko tubylcy, którzy wcześniej mówili po litewsku i białorusku i przeszli na polski.
Że ten stan rzeczy nie przetrwał, zawinił upadek i rozpad wspólnego państwa, a w końcu dywersja i celowe wrogie działania Rosji-ZSRR, Prus-Niemiec, a i trochę Austrii.
Policz Wielkich Polaków, których nazwiska świadczą o integracji: Mickiewicz, Kościuszko, Iwaszkiewicz, Gombrowicz ("Jego przodkowie przez setki lat mieszkali na Żmudzi, w powiecie poniewieskim. Jeszcze w XVI wieku pisali cyrylicą, według ówczesnego zwyczaju szlachty Wielkiego Księstwa Litewskiego", link.), Tuwim, Leśmian-Lesman, Matejko (Czech), Staff, Lem itp. itd.
Właściwie ten proces postępującej polonizacji został przerwany dopiero po Powstaniu Styczniowym. Czyli nie tyle brak państwa zawinił, co rosyjska dywersja. "Szło" w kierunku czegoś podobnego, jak w Wielkiej Brytanii, gdzie Szkoci, Walijczycy, Irlandczycy pozostali osobnymi "narodami", nawet z własnymi językami, ale ze wspólną tożsamością  brytyjską. U nas też tak mogło być, że zaistnieliby Litwini, Białorusini, Ukraińcy, dumni jednocześnie z tego, że są nimi -- i Polakami w szerszym sensie.
Czymś podobnym, tylko na skalę jednego powiatu, są Polacy Prawosławni w okolicach Hajnówki i Bielska: pamiętają, że historycznie są Białorusinami, ale są jednocześnie Polakami, prawosławnymi i głosującymi na lewicę, nie na PiS.
Teraz tego się nie odwróci, ale realna jest wciąż integracja, nie pod "polskim sztandarem", ale szerszym, regionalnym. Sprawa otwarta, do dyskusji także.

6. Czy i dlaczego brak jest • autor: Nierozpoznany#392015-10-20 13:14:11

... głosu migrujących do Europy ludzi ?

Zastanawiam się Wojtku czego więcej oczekujesz ? Jakiego innego/nowego (?) przekazu w tym ′głosie′ można by się spodziewać?
Czy faktycznie nie znamy  ich głosów, ich punktów widzenia ?
Czy nikt nie pofatygował się  do Węgier, Austrii, Chorwacji, Niemiec żeby z nimi pogadać, podowiadywać się, podpytać ?

Owszem są w necie wyniki rozmów takich "niezależnych reporterów′ oczywiście z pojedynczymi osobami bo nie ma ( i być nie może) żadnej ′reprezentacji migrantów′, o czym pisałem TU
Obraz jaki się z tego wyłania jest w większości zgodny (dot. głównie Syryjczyków np tu).
Uciekają przed wojną i biedą. Właściwie jednym głosem mówią czego chcą: zwykłego życia w pokoju i takim otoczeniu/państwie , najlepiej bogatym i oferującym najwyższy możliwy socjal.
Gdzie będzie im materialnie lepiej i bezpiecznie; taki przykład  . W tych rozmowach jakie widziałem temat co będzie "potem", jak będzie wyglądał proces integracji pojawia się marginalnie. Sądzę że Oni po prostu tego sobie jeszcze nie wyobrażają i to jest naturalne
Dobrze wiedzą przy tym, że nie zrealizują tych potrzeb w najbliższych im państwach:  Irak, Iran, Arabia Saudyjska i pozostałe z zatoki perskiej [ Link ].
Europa od dawna  już przyjmuje imigrantów w mniejszej skali, więc szlak był przetarty. Resztę wszyscy znamy....
PS. Chociaż nie, nie znamy, bo to się przecież cały czas dzieje/stwarza

[foto]

7. Ja już trochę przeczytałem • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-20 14:18:54

...i sprawa, Tadku, wydaje się jaśniejsza. Co mnie niepokoiło/oburzało to to, że różni piszący o tym demonstrowali postawę "ja wiem lepiej". I zanim czegokolwiek dowiedzieli się o migrantach, to głosili własne wyobrażenia o nich, a fakty dobierali takie, jaki im pasowały do poglądów.
To co pisałem poprzednio, podtrzymuję: do tych ludzi trzeba dotrzeć, trzeba mieć z nimi nawiązany kontakt, wręcz duchowy kontakt. Inaczej pozostaną obcy i w końcu staną się wrodzy.

8. Fakt - wielu... • autor: Nierozpoznany#392015-10-20 14:36:07

Fakt - wielu dziennikarzy/sprawozdawców tak właśnie postępowało i nadal postępuje. Robią to za co im płacą, wyrazy oburzenia i krytyk należą się właścicielom mediów.
Rozumiem i doceniam Twoje intencje. Natomiast nijak nie wyobrażam sobie JAK można dotrzeć do nich ? Dotrzeć można do pojedynczego człowieka ew jego rodziny.
Jak docierać, nawiązywać kontakt z tymi tysiącami ludzi w drodze ? Póki co to czysta fantazja, chociaż może właśnie tak trzeba ?
Być może będzie można z nimi nawiązać "pierwszy kontakt" po tym jak już się ich gdzieś osadzi w czymś lepszym niż namioty.
Wtedy też będą aktualne pytania, problemy : kto miałby to robić ? Ilu mamy ludzi znających, język, kulturę, zwyczaje ?
Samej potrzeby  nie neguję, tylko skala zjawiska jest taka, że nie wyobrażam sobie jak to nawiązywanie kontaktu i jego pogłębianie może w ogóle nastąpić.

9. Bo oni sami tak mówią • autor: Stefanurynowicz2015-12-11 12:55:02

Tadku (post 6), to, że imigranci tak mówią nie znaczy, że tak myślą. Jestem w trakcie poznawania Koranu i prawa szariatu. Idzie mi jak z kamienia, ale już wiem, że szariat wręcz nakazuje okłamywać niewiernych. Pozwala udawać przyjaciół, gdy wierni są w mniejszości. Zakazuje być przyjacielem człowieka księgi (żyda, chrześcijanina). Natomiast próba nawrócenia muzułmanina podlega karze śmierci.To stawia wypowiedzi imigrantów muzułumanów w innym świetle. Inaczej też widać możliwości ich asymilacji.Historia uczy, że podobny exodus muzułmanów, za czasów Mahometa doprowadził do ludobójstwa około 800 tysięcy żydów. Czyli circa tyle samo, ile ich zginęło z rąk nazistów, za proroka Hitlera. Szariat nakazuje nawracać niewiernych, pozwala ich zabijać i okradać, pobierać okup i zniewalać. Traktuje przy tym kobiety, jak wyższej klasy ... sprzęt AGD.To moje spostrzeżenia i moje obawy.Imigranci przed tym właśnie uciekają, taką nadzieję żywię. Tylko czemu jest wśród nich większość poborowych, którzy nie chcą pracować?Jedno wiem na pewno: islam Mahometa, to idea nietolerancji i nienawiści.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)