Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 listopada 2019

Mirosław Czylek

z cyklu: Uran w Byku i wojna o Ziemię (odcinków: 9)

O idei greenwashingu i pieniążkach z ekologii


« O egocentrycznych wampirach neoliberalizmu i niedobrych korporacjach

W poprzednich tekstach skupiłem się na kontraście pomiędzy filozofią neoliberalizmu, a oczekiwaniami ekologicznymi. Symbioza pomiędzy tymi wartościami jest trudna do wyobrażenia, o czym przekonać może np. „medialny wybryk” jednego z wpływowych przedsiębiorców. Oto nagle przemówił Szef, dokładniej prezes odzieżowego giganta H&M. Wypowiedział on takie słowa:

Branża odzieżowa staje się ofiarą wytykania zachowań przyczyniających się do kryzysu klimatycznego. Wiele protestów, których symbolem stała się Greta Thunberg, sprowadza się do promowania praktyk ograniczania konsumpcji”.

Z mojego swobodnego tłumaczenia korporacyjnej nowomowy na mowę potoczną powinno brzmieć to mniej więcej tak: „nie po to produkujemy setki reklam, mówiących o tym, że uszczęśliwiać ma Was jak najczęstsza wymiana odzieży i jak największy konsumpcjonizm, żebyście nagle pod wpływem pseudoekologiczych sekciarzy przestali kupować nasze produkty i ograniczać nasze zyski”.

Remigiusz Okraska ładnie skonstatował zdania Karla Johana Perssona na swoim FB (ważne słowa zaznaczyłem):

a) ekologia, jeśli potraktowana serio, jest antykapitalistyczna i wywrotowa, bo uderza w samo sedno tego systemu, czyli w jego zupełną irracjonalność surowcową, rozumianą całościowo;

b) w systemie, w którym nie ma optyki całościowej, a jest tylko interes poszczególnych podmiotów, nigdy na serio nie będzie się niczego oszczędzało jako wspólnego zasobu surowcowego, bo byłoby to wbrew interesom podmiotów tworzących ten system;

c) nie ma ekologii robionej na serio bez zakwestionowania samego sedna i zasad obecnego systemu ekonomicznego;

d) trwanie kapitalizmu to z definicji porządek antyekologiczny; i chodzi nie tyle nawet o strukturę własności (prywatna) czy model dystrybucji (gra sił rynkowych), lecz o to, że system indywidualnego czy partykularnego zysku jest nie do pogodzenia z rozsądnym, odpowiedzialnym i długofalowym gospodarowaniem ograniczonymi i nieodnawialnymi lub z trudem odnawialnymi zasobami.

*

Prawdą jest, że oprócz braku dbałości o ekologię i próbę ignorowania lub deprecjonowania szkodliwości przemysłu odzieżowego na środowisko, dziwnym trafem (o jakże dziwnym) „przemysł odzieżowy jest znany ze zlecania produkcji do fabryk w krajach, w których prawa pracownicze praktycznie nie istnieją, a płace są bardzo niskie”. Nie jest tajemnicą, że piewcy neoliberalizmu znajdują na filozofię bieda – outsourcingu gotową odpowiedź. Otóż, łamanie praw pracowniczych jest wg nich delikatnym defektem wobec ogromu łaski wybawienia ciężko pracujących z biedy, którą to łaskę udzielają wielkie koncerny. Usta krytykom powinien zamknąć fakt, że są oni tymi Dobrymi Pracodawcami, którzy „dają pracę”.

Dla tego typu narracji mógłbym zastosować zabawną analogię do świata myśliwych i zwierząt. Otóż, po dokonaniu złośliwego przełożenia neoliberalnej narracji na narrację myśliwską, można by orzec, że przedsiębiorcy troszczą się o swoich pracowników tak samo jak myśliwi o zwierzynę. Pierwsi dają miejsca pracy. Drudzy troskliwie dokarmiają i walczą z drapieżnikami (wybijając te złe wilki i szakale np.). A co się działo w świecie przyrody w czasach wcześniejszych? Cóż. Podejrzewam, że zwierzęta oczekiwały na swojego Mesjasza Myśliwego, tak jak tubylcy przez kilka tysięcy lat marzyły o swoim Zbawicielu Przedsiębiorcy.

W ramach zderzenia ze smutną rzeczywistością polecam rekonesans dotyczący outsourcingu wielkich producentów odzieży. Choćby tu, tu albo tu. Tekstów i świadectw tego typu jest na pęczki i naprawdę trzeba być nieżyczliwym, żeby przymykać na to oczy. A na deser ten obrazek z Beyonce, ikoną ... feminizmu? Gdy zestawimy go z wywiadem dla magazynu Elle możemy dostać paranoi z powodu dysonansu poznawczego. Paranoja jest goła.


*

Wydaje się, że wygodne modelowanie nierealnej rzeczywistości i próba umniejszania (racjonalizowania) problemów ekologicznych stworzy długotrwały konflikt pomiędzy neoliberałami, a środowiskowymi aktywistami. Konkwistadorzy kapitalizmu i misjonarze tworzący nowe święte miejsca pracy wypomną ekologom niekonsekwencję, ograniczanie wolności gospodarczej, wyzwą od marksistów i lewaków. Wymieniając przy każdej okazji Atlantydy komunizmu: Wenezuelę, Kubę, Koreę Północną, PRL... Chiny łaskawie przemilczą, bo akurat tutaj podniesienie się poziomu życia wiązało się z dużymi katastrofami ekologicznymi, wspomnianymi np. tu lub tu. W eko innowacjach, podobnie jak szef H&M znajdą pretekst do powstania kryzysu gospodarczego (wiadomo: postulat „eko” wymusza mniejszą sprzedaż -> ta generuje mniejsze zyski -> kurczą się miejsca pracy -> za tym idzie mniejsze PKB -> mniej inwestycji = recepta na potężną katastrofę ekonomiczną jak znalazł; szach mat ekologiczne lewaki!).

W razie czego, strażnicy dobrego porządku ekonomicznego mogą liczyć na słówko od rzeźników:

Zapłaćcie nam 170 mld zł, a przestaniemy produkować mięso, jaja i hodować zwierzęta na futra – proponują animalsom przedstawiciele organizacji rolników i hodowców. Ich zdaniem „szkodliwe ideologie” uderzają w ich biznes i dążą do „likwidacji polskiego rolnictwa”.


Również na trzy słowa od Ojca Prowadzącego:

Te futerka przejmie kto? Niemcy i Rosjanie najpierw. Czy kto jeszcze? I kotka żałować. Do więzienia wsadzą. Tu się szanuje zwierzątka. Trzeba je szanować, ale równocześnie zabija się dzieci w Polsce.


Właściwą ścieżkę postępowania może też wskazać prawicowy publicysta:

Czy PiS chce stawiać na rozwijanie technologii umożliwiających dalsze korzystanie z węgla, czy też całkowicie z niego zrezygnować pod dyktando klimatycznych oszołomów? I jeszcze ta pochwała strajków dla klimatu organizowanych przez lewicowych aktywistów z wykorzystaniem dzieci ulegających histerii nakręcanej przez Gretę Thunberg.

*

Jednak nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. Jest coś, co pięknie pogodzi kapitalizm i ekologię. Trzecia droga już czeka. A skoro przestrzeń nie znosi próżni, to i pojawili się cwani przedsiębiorcy, którzy postanowili skorzystać z okazji. Oni już nam pięknie zmonetyzują ekologię. Rozpoczynamy zwiedzanie od profilu Tymona Grabowskiego, którego również tak jak mnie oburzyła ostatnia akcja reklamowa banku BNP Paribas. Otóż, straszy ona na początku horrendalnie wysoką ceną malin i kapusty, tłumacząc, że te ceny są takie bo „zmiany klimatu kosztują”. „Przez coraz dłuższe susze – tak może wyglądać nasza przyszłość”, delikatnym jedwabistym głosem przemawia głos męski. Dym z unoszących się kominów zostaje przerwany sielską opowieścią o robieniu czegoś dla ekologii i robieniu ogrodów tlenowych. Cóż, z marketingowego punktu widzenia to majstersztyk, z etycznego punktu widzenia to rozkrok w stylu feminizmu Beyonce. Sekcja komentatorów bywa błyskotliwa, a pod nią użyję finałowego, soczystego wywodu T.G.

A ile prądu by się zaoszczędziło, gdyby zlikwidować reklamy? Czekamy na film, włączamy telewizor punktualnie, a tu jeszcze 5-10 minut reklam – ile prądu zmarnowane? Walkę o ekologię należy zaczynać od rzeczy najprostszych – usunięcie reklam nic nie kosztuje, wysiłek żaden, a dodatkową korzyścią jest oszczędność masy czasu”;

- „Za każdy 1 kredyt / konto zasadzą jedno drzewo. Grubo. – Zasadzą i zostawią nie patrząc czy uschnie. Pseudośrodowiskowa polityka korpo nastawiona na własny wizerunek, a nie realne korzyści dla planety”;

- „Szkoda tylko, że marnują też papier na wysyłanie obecnym klientom informacji na temat tej akcji”;

- „Granie na emocjach, i to przez bank. Obrzydliwe. Niestety będzie tego coraz więcej, bo „zmiana klimatu” to chodliwy temat i hipokryci będą się wyłaniać coraz częściej ze swoimi rewelacjami”;

- „Mamy dopiero październik, a już można przyznać tytuł Reklamowej Hieny Roku. To prestiżowe wyróżnienie trafia do banku, który reklamuje się, że jak wezmę kredyt, to oni zasadzą drzewo „tlenowe”. Otóż mam dla was banksterzy ważną informację: możecie po prostu wziąć i zasadzić to j***** drzewo bez szantażowania emocjonalnego waszych klientów, bo wy też oddychacie tym tlenem. Niestety nie wezmę waszego kredytu, być może dzięki temu podusicie się próbując oddychać produktami finansowymi i umrzecie z głodu próbując jeść odsetki”.

Sprawa jest poważna. Jest tak poważna, że na temat greenwashingu (definicja: operacji poprawy wizerunku poprzez promocję zielonej agendy) wypowiedzieli się eksperci. W artykule dla biznesalert.pl dowiaduję się o niekonwekwencji i cwaniactwie banków, także jeśli chodzi o wspomniany BNP Paribas: „Bank prezentował się tam jako zwolennik zrównoważonego rozwoju, choć w latach 2016-17 dofinansował paliwa kopalne kwotą 12,8 mld euro. ING został oskarżony o podobny greenwashing w 2018 roku podczas demonstracji ekologów w Brukseli”.

*

Czego możemy oczekiwać w przyszłości? Taniego zalewu ekologiczności, pod które podpinać się będą podmioty, które uprzednio mają na sumieniu duże szkody i działania jak najbardziej anty-ekologiczne. To trochę analogiczne do zjawiska antyklerykalizmu, gdzie mnóstwo moich znajomych nagle odsłoniło duszę twardego przeciwnika kościoła, chociaż ledwie parę lat wstecz widziała w moich krytycznych postach efant terrible, polegające na egzotycznym skrzyżowaniu Kazimierza Łyszczyńskiego z Jerzym Urbanem.

Czy należałoby się jednak ze zjawiska ekologii (i antyklerykalizmu przy okazji) cieszyć? Trochę tak, trochę nie. Trochę tak, ponieważ korzyści uzyskane z tytułu takich przemian będą bez wątpienia większe, niż szkody. Trochę nie, ponieważ anonimowi bohaterowie – i mówię tutaj o aktywistach lub skrajnych przypadkach, które dla zmiany paradygmatu traciły zdrowie i życie – stają się zupełnie niepotrzebni, a pałeczkę bohaterów i wielkich reformatorów przejmują... celebryci i koncerny.

Oprócz taktycznego wykorzystania greenwashingu przez Beyonce czy Paribas można dorzucić przypadek Dominiki Kulczyk. W artykule Elizy Olczyk (także wartym przeczytania w celu uczynienia kąpieli oczu) dowiadujemy się o pożenieniu ekologicznych marzeń z futrami naturalnymi, zawoalowanym rasizmem i działalnością wydobywczą w Nigerii. A w kolejce stają następni sezonowi ekolodzy: Kim Kardashian chciałaby zjeść obiad z Gretą Thunberg. Ta sama Kim, którą dwa lata wcześniej Pamela Anderson błagała o zaprzestanie noszenia naturalnych futer. Michał Piróg robiący na vod.pl program „Zielone Gwiazdy” (w tle... a jakże, reklama BNP Paribas!). Kinga Rusin, Joanna Horodyńska i inne panie zaczynają „wyglądać naturalnie”, stosują mniej makijażu.

Seria koszulek: je suis écologique, je suis vert już czeka. Kup teraz!

*

Pamiętacie ”batonową” rywalizację słynnych trenerek Anny Lewandowskiej i Ewy Chodakowskiej? Jakoś niespecjalnie zauważyć można było ich proekologiczne działania (może byłem nieuważny w śledzeniu Pudelka i Plotka?). Obecnie czytam w Wysokich Obcasach, że otwarty został nowy front. „Ewa Chodakowska w kwietniu, Anna Lewandowska – teraz. Kolejna trenerka stworzyła własną ekologiczną markę kosmetyczną”.

Czy to wynik świadomych poglądów i mądrzejącego społeczeństwa, czy raczej efekt mody? Raczej drugie. Czytam: „W ciągu minionego roku wartość polskiego rynku ekologicznych kosmetyków wzrosła o 71 proc. Na ten wynik paradoksalnie największy wpływ mieli konsumenci, którzy na co dzień nie są wrażliwi na ekologię, ochronę środowiska czy niezdrowe składniki, ale skłonni są testować nowości i zmieniać swoje nawyki – wynika z ostatnich badań Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia

Smutek pogłębia się: „Klienci z grupy gospodarstw elastycznych to najczęściej dobrze sytuowani, wykształceni mieszkańcy dużych miast. Są oni otwarci na nowości, podatni na trendy i bardzo często kupują pod wpływem impulsu. Takie cechy idealnie współgrają z kategorią kosmetyków ekologicznych, które obecnie są bardzo modne i stosunkowo nowe na rynku, a przy okazji kojarzone są z ekskluzywnością i elitarnością. Dla tej grupy klientów wymienione czynniki miały zwykle większe znaczenie niż aspekt ekologiczny czy prozdrowotny – twierdzi Szymon Mordasiewicz”.

*

Gdyby zrobić prognozę o charakterze politycznym względem tych zachowań, można by powiedzieć, że „zły konsumpcjonizm” przechytrzył osoby o socjaldemokratycznych przekonaniach (i jednocześnie bardziej niż neoliberałowie związanych z ekologią) i w przyszłości ukradnie im sztandary zielonego tryumfu. Istnieje ryzyko, iż „ekolewica” i jej popularność padną od broni, którą się obecnie posługują. Świat będzie się stawał coraz bardziej ekologiczny, w to raczej nie śmiem wątpić, bo „to się będzie opłacać” po prostu. Tak naprawdę jednak nie wiemy, czy pójdą za tym wszystkim postępy w sferze wynagrodzeń osób wytwarzających tego typu produkty, czy mit o wyższej świadomości i rozwoju ludzkości da się obronić. Raczej idę w stronę sceptycyzmu, gdzie ekologia potraktowana rynkowo doprowadzi do rozprawienia się z iluzją postępu. Model romantycznego manifestu, że świat jako całość staje się coraz lepszy okaże się prawdziwy tylko w sensie lokalnym. „Nasz” świat ma szansę ocaleć i się rozwijać (mniej zanieczyszczeń, lepsza ochrona praw zwierząt i wspomniane działania proekologiczne). Jednakże widziana bardziej całościowo Ziemia poza naszym szklarniowym kręgiem kulturowym już nie prezentuje się tak optymistycznie. Przeludnienie, katastrofy klimatyczne, zagłada wielu gatunków zwierząt czy większe spożycie mięsa to wyzwania jeszcze w niektórych miejscach na świecie nieodkryte, zarówno w sensie powagi jak i skali zjawiska. I to przekłucie bańki z bogatszej i bezpieczniejszej perspektywy, a następnie wyjście poza cywilizację „białego człowieka” wymaga chęci i odwagi.

„Zły konsumpcjonizm” ma sojusznika w naturze ludzkiej, która daje się nabierać na proste, grupowe narracje. Papierkiem lakmusowym dowodzącym łatwej sterowalności człowieka jest jego podatność na reklamy, bezrefleksyjność podczas wyborów politycznych, nowinki lingwistyczne („ponglish”) i korporacyjne bajeczki. Drażnić mogą pokazówki towarzysko – kulturalne, które nominują do kanonu „must-have'u” obowiązkowe zapoznanie się z dziełami osób, które umarły lub ostatnio dostały jakąś ... literacką nagrodę Nobla (ba, niektórzy dowiedzieli się ostatnio, że istnieje sobie taka Olga Tokarczuk i od razu polecieli do księgarni windując rekordy sprzedaży). Większość zachowań wskazuje, że człowiek zawsze będzie miał w sobie większy potencjał konsumpcyjno-wolnościowy i tego typu propozycja fajnościowej egzystencji zawsze będzie wygrywała z ascetycznymi sierotkami, wrażliwcami i resentymentalnymi wojownikami o tzw. Dobroć, Mądrość czy inną Świadomość Wyższą. Konsumpcjonizm i „realizm życia” takich ludzi ośmieszy i zepchnie do kąta z dziwactwami. Przekształcenie hasła: „Jesteś wredna, brzydka i leniwa – zostań feministką” na: „Jesteś przewrażliwiony, infantylny i nie dorobiłeś się w życiu – zostań ekologiem” jest bardzo bliskie spełnieniu. Miękki ostracyzm rozwinie się tym lepiej, im bardziej idee ekologiczne wcielać będą w życie internetowe śmieszki, celebryci którzy nie traktują ekologii w kategorii czegoś poważniejszego lub przygodni łapacze mód.

Oczekujcie zatem, że za kilka lat dowiemy się, jak to Kuba Wojewódzki przyrządza kotleciki sojowe w ramach kuchni ukraińskiej, Esmeralda Godlewska z siostrą ganiają po lasach robić fotki słodkim dzikom i sarenkom, a Krzysztof Bosak jeździ elektrycznym samochodem po mieście. Wypatrujcie informacji w których wnuczka Leszka Millera prowadzi schronisko dla zwierząt, Roman Giertych uruchamia wielką sortownię plastikowych śmieci, a Tomasz Terlikowski otwiera ośrodek terapeutyczny dla kur, które dają za mało jajek.

Fajnie? Z punktu widzenia przyrody/braci mniejszych może i to się częściowo opłaci, z punktu widzenia rozwoju mitycznej świadomości bardziej wrażliwego człowieka wygląda to raczej tragikomicznie. Bo znowu na wierzch wyjdzie bezrefleksyjność, która wybierze standardy ekologiczne nie dla dobra samych rozwiązań, tylko dla promocji, fajności i zysku. Przeciwnicy ekologicznych rozwiązań zaś stwierdzą, że ich oponenci są niepoważni i robią audytorium w konia, ukrywając rzeczywiste intencje. Niestety, może się okazać, że będą mieli rację, bo na głębszych poziomach nowi eko-idole nie będą mieli nic ciekawego do powiedzenia, oprócz zaprezentowania siebie światu.

Zawsze też może się pojawić Narcyz Zbiorowy pod postacią koniunkturalnej partii politycznej, która niespecjalnie zna się na etyce i wrażliwości, ale modę ekologiczną będzie w dobrym momencie mogła na sztandary wciągnąć. Wówczas postawa ekologiczna funkcjonowała by na zasadzie kolejnego savoir vivre'u, który przydaje się zawsze, zarówno ludziom dobrym, jak i niegodziwym (chociaż tym drugim trochę bardziej).

Uran w Byku i Neptun w Rybach mogą nie zbawić świata tak jakbyśmy naprawdę chcieli. Narracja o tym, że ekologia uratuje stosunki międzyludzkie i poprawi los wielu ludzi może się okazać płonną nadzieją. Bądźmy dobrej myśli, że moje przypuszczenia nie pójdą w aż tak złym kierunku.

*

Uran w Byku i wojna o Ziemię: wstęp na końcu

Tekst ten jest po trosze kontynuacją mojego wpisu „uraniczni socjaliści z konstelacji Byka”. Inspiruje mnie to, co wydarza się z niesamowitą intensywnością, jeśli chodzi o sprawy związane z ekologią, klimatem i całą resztą. Inspirują mnie teksty pisane w „Tarace” przez Andrzeja Gąsiorowskiego czy Wojciecha Jóźwiaka. Zwłaszcza tekst „Temperatura mokrego termometru, czyli od czego wymrze homo sapiens” zrobił na mnie fenomenalne wrażenie.



« O egocentrycznych wampirach neoliberalizmu i niedobrych korporacjach

komentarze

1. Film "Zielone kłamstwa" ("The Green Lie") Wernera Boota porusza podobne problemy. • autor: Ylvaluiza2019-11-15 17:06:07

Niedawno obejrzałam ów film - wyświetlali go w TVP Kultura (oczywiście dopiero koło północy). Dotyczy ekologii i zakłamania korporacji. Wnioski po obejrzeniu - bardzo przygnębiające.
[foto]

2. Zwrócę uwagę na... • autor: Mirosław Czylek2019-11-15 21:02:31

Zwrócę uwagę na to, dziękuję. A tymczasem "Robert Lewandowski jest obecnie w fantastycznej formie. Jednym z sekretów jego życiowej dyspozycji jest zmiana nawyków żywieniowych. Okazuje się, że kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski na jakiś czas wykluczył ze swojej diety mięso". Wiadomość z ... wczoraj :-) :-) 


Czekam na następnych "poświęcających się". Kolejka się powiększa.
[foto]

3. Adwersarze mają trochę racji • autor: Edward Kirejczyk2019-11-16 04:55:34

Adwersarze mają czasem trochę racji. 
1. Drzewa trzeba chyba rzeczywiście pielęgnować. Mieszkam w dzielnicy, w której jest dużo orzechów włoskich. Moja uliczka zaczynała się (właściciel błyskawicznie wykorzystał lex Szyszko) od pięknej alei tych drzew, a najbliższy orzech rośnie przy domu dwa numery dalej. Wymarzyłem więc sobie własne ekologiczne orzechy i posadziłem trzy sadzonki z najbliższej plantacji, żeby miały możliwie najbardziej zbliżone warunki klimatyczno-glebowe. Przyjęły się, więc je zostawiłem w spokoju. Przetrwały dwa czy trzy lata. 
2. Farmy futerkowe to duże zakłady produkcyjne, funkcjonujące w oparciu o wielkie zakłady mięsne. Karmę (odpady produkcyjne z rzeźni) dowozi się cysternami tak dużymi, że wymagają asfaltowych lub betonowych dróg o dużej nośności. Ich budowa, lub łapówka żeby zbudowano za pieniące podatników, to istotna część kosztu inwestycji. Chałupnicza hodowla futrzaków po prostu nie opłaca się - prawo koncentracji produkcji. Jak przestaniemy jeść mięso, to i produkcja futer zniknie, albo zminimalizuje się, bo kosmiczne ceny zabiją popyt. 
3. O ile wiem, śmieci z tworzyw sztucznych nie sortuje się na wielką skalę, z braku odpowiedniej technologii. Selekcjonować można u konsumentów, lub producentów (odpady). Taka selekcja ma umiarkowany sens, bo właściwości tworzyw sztucznych po każdym przetopieniu pogarszają się. Najlepsze co można zrobić ze zmieszanymi plastykowymi odpadami, to spalić w wyspecjalizowanych spalarniach. Spalanie w warunkach domowych daje więcej szkody niż pożytku. Niektóre tworzywa sztuczne można kompostować, wydaje się nawet atesty ich kompostowalności. Ale w praktyce finał kompostowalnych tworzyw sztucznych jest ten sam - wielka spalarnia.
[foto]

4. @Edward: Co się stało z Twoimi orzechami? • autor: Wojciech Jóźwiak2019-11-16 09:09:59

Dlaczego przetrwały tylko 2-3 lata?
[foto]

5. Korzyści ze spalania paliw węglowych przewyższają straty na klimacie • autor: Wojciech Jóźwiak2019-11-16 09:16:59

Ciekawy -- chociaż trudny dla przyjęcia dla klimato-apokaliptyków -- pogląd, że korzyści ze spalania paliw węglowych z wielkim czubem przewyższają możliwe straty na pogorszeniu klimatu, tu: http://www.listyznaszegosadu.pl/nauka/o-zmianie-klimatu-ludzkosc-nie-jest-a-nikczemna
Gdzie? U niegrzecznych Koraszewskich oczywiście.
Ja jednak myślę, że tak fajnie, jak pisze Autor (Bjørn Lomborg) będzie tylko do czasu. (Jak mawiał Król Okrucjusz, Cyberiada, ang. przekł. King Krool.)
[foto]

6. @Wojciech Jóźwiak • autor: Edward Kirejczyk2019-11-16 11:50:15

Nie przychodzi mi do głowy nic, poza zagłuszeniem przez chwasty i pnącza. Ale nie znam się na tym, więc nie wiem na pewno.
[foto]

7. Orzechy • autor: Wojciech Jóźwiak2019-11-16 13:03:21

Kapryśne są orzechy w wyrastaniu. Z jednej strony te zwykłe orzechy Juglans regia (włoskie lub "wołoskie") sieją się masowo na miedzach i innych opustach, właściwie są siane przez krukowate, z drugiej stronie wielokrotnie próbowałem wykiełkować z orzechów-nasion orzechy "leśne" czarny (na pł. Europy rosną giganty!) i szary, z orzechów-owoców zarówno zbieranych we Włoszech jak i w Milanówku u sąsiadów, i nic nie wyrosło.
Sorry za nie na temat.
[foto]

8. Bardzo na temat,... • autor: Mirosław Czylek2019-11-16 16:26:57

Bardzo na temat, bo ja nie wiem (może nie doczytałem) jakie warunki muszą zaistnieć, żeby przywrócić względnie podobną funkcjonalność wyciętych obszarów zielonych kosztem obszarów na nowo prowadzonych. Bo może się niedługo okazać, że tzw kilkudziesięcioletni (30-50 lat) obszar leśny, zajmujący procentowo większą powierzchnię, jest mniej efektywny i przyjazny ekologicznie, niż znacznie mniejsze, lecz mające znacznie dłuższą ekokulturę obszary. I nie wiadomo, czy hasła "co prawda ścięliśmy dwieście drzew, ale posadziliśmy tysiąc" będą pustą deklaracją. "Ufam" niedobrym intencjom naszych kochanych polityków i raczej sądzę że mnie nie zawiodą. I wyjdzie na to, że tradycyjnie więcej zniszczyli niż naprawili.
[foto]

9. Galeria 1000 Trees jako przykład greenwasingu • autor: Arkadiusz2019-11-16 18:13:12

Poniżej dobra ilustracja tekstu:

https://www.youtube.com/watch?v=hncF2WvHiEM

Mają Chińczyki rozmach. 1000 drzew, które są blisko siebie, ale nigdy się nie połączą pod ziemią, nie nawiążą podziemnej drzewnej więzi.



10. to może posadzić... • autor: Agata2019-11-17 21:33:47

to może posadzić miscantos, słoniową trawę, którą można palić w piecach.

11. A propos młodych drzew • autor: Ylvaluiza2019-11-17 21:57:20

Młode drzewka potrzebują podlewania. Przy tak suchych i gorących latach jakie mamy obecnie nie są w stanie przetrwać, zwłaszcza w mieście, gdzie wygrabia się liście z trawników (zatem brak w glebie próchnicy magazynującej wodę i brak na wierzchu ściółki chroniącej przed wysychaniem) albo sadzi drzewka na półmetrowym skrawku gleby otoczonej betonem, więc korzeniom brakuje tlenu i wody. W dodatku powietrze pełne jest zanieczyszczeń, a zimą do gleby trafia sól z ulic. W moim mieście tego lata poschły niemal wszystkie młode, małe drzewka (oszczędności budżetowe, bo dużo inwestycji drogowych), więc ich kupno i sadzenie było marnowaniem miejskich pieniędzy. Niestety, duże drzewa też są w fatalnej kondycji i mają wiele pousychanych konarów. Nie tylko susza je niszczy, ale także nieodpowiednie, nadmierne przycinanie, po którym drzewo umiera w ciągu kilku lat (cięcie gałęzi grubszych niż obwód przeciętnego nadgarstka powoduje wnikanie patogenów grzybowych, bo rana tak duża nie zabliźnia się i nie pomoże smarowanie maścią ogrodniczą).

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)