Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 listopada 2015

Tangerine

O kacie i ofierze
czyli jak odgrywamy swoje role w kosmicznym teatrze cieni

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: psychologia
W świecie, którym rządzi dualistyczna nomenklatura, trudno odciąć się od przyklejania etykietek pewnym zachowaniom. Zazwyczaj tak zwana opinia ogółu przoduje w ustalaniu po której stronie osi dobro<– –>zło jakieś konkretne zjawisko się znajduje, a przeciętny zjadacz chleba bez większego zastanowienia przyjmuje taką kategoryzację. Nie sposób jednak czasem nie poddać pojedynczych przypadków dogłębnej analizie – zwłaszcza wtedy, gdy dotyczą nas osobiście. Pierwszą rzeczą, która rzuca się wtedy w oczy, jest fakt, że stoimy pośrodku galerii cieni, gdzie nic nie jest ani czarne, ani białe. Linia pomiędzy katem a ofiarą bywa czasem nieuchwytna jak okamgnienie. W rzeczywistości, gdyby przyjrzeć się sprawie uważniej, dostrzeżemy, że bloki zdarzeniowe są niczym scenariusze filmowe. Przestrzeń jest scenografią i jednocześnie scenarzystą, a ludzie wcielają się w role, które są dostępne w danym scenariuszu. Ktoś jest ofiarą, ktoś inny oprawcą, są też postaci tzw. ambiwalentne, przy których nawet wprawny wyznawca Sędzi Anny Marii Wesołowskiej nie pokusi się o wyrok. Dziś ja gram kata, jutro ofiarę, ale w szerszym rozumieniu są to tylko role i nie mają żadnego związku z tym, kim, a nawet czym jest moja prawdziwa istota.

... to ludzie ludziom zgotowali ten los...


Mądry człowiek powiedział kiedyś, że każdy z nas zdolny jest zarówno do najwspanialszych czynów, jak i do tych najpodlejszych, a często jedyną różnicą, decydującą o tym, które się objawią, są odpowiednie okoliczności. Można pójść dalej i powiedzieć, że w określonych sytuacjach potencjały pojawiające się na przestrzeni są tak silne, że materializują się za pośrednictwem istoty, która na daną chwilę (!) jest z nimi najbardziej kompatybilna. Nie wystarczyłoby cofnąć się w czasie i zabić Hitlera jako dziecko, aby zapobiec wybuchowi Drugiej Wojny Światowej. Potencjał wojny na przestrzeni był w danym miejscu i czasie tak silny, że znalazłby się wtedy inny Nitler, Fitler albo Zitler, który zostałby tego destrukcyjnego potencjału ‘twarzą’, jego nosicielem.

W naszej tendencji do szukania kozłów ofiarnych lubimy się wybielać, ale trzeba być ślepym, żeby nie dostrzec, że masakra na tak szeroką skalę nie byłaby możliwa bez setek tysięcy uczestniczących w niej ludzi. Oczywiście, byli zmuszeni do udziału w wojnie, ale przecież Hitler osobiście każdego z nich nie trzymał na muszce, gdy strzelali do wroga. Kto więc ich zmuszał? Jakaś bliżej nieokreślona sieć zależności – pochodzenie, rodzina, dowódcy, politycy… Czyli właśnie owa scenografia napisana przez przestrzeń. Mam świadomość, że takie przedstawienie sytuacji po dziś dzień spotyka się z emocjonalnymi reakcjami, jednak nie jest zniewagą pamięci ofiar próba rzetelnej analizy sytuacji, w której tymi ofiarami się stały. Miejmy więc odwagę właśnie przez szacunek dla uczestników tego najbardziej dramatycznego spektaklu minionego stulecia ‘odczarnobialić’ tę wojnę.

W sytuacjach traumatycznych łatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na coś zewnętrznego: reżim, na system, najeźdźcę, wroga. Niepodważalne jest jednak, że to ludzie z krwi i kości ginęli i mordowali innych ludzi z powodu serii bloków zdarzeniowych, które to z Janka o gołębim sercu zrobiły sapera, a z Joahima o delikatnych dłoniach dowódcę plutonu egzekucyjnego. Tak się później złożyło, że jednych nazwano po wszystkim dobrymi, a drugich złymi. Jedni w chwale pieśni i strzałów mieli budowane pomniki, innych ze wstydem wymazywano z kart historii. Prawda jest jednak dużo mniej pompatyczna i ma twarz milionów kobiet różnych narodowości, które najpierw gwałciła siła okupująca, później siła wyzwalająca. Na ich przykładzie widzimy, że w całym tym chaosie wyładowania potencjałów przestrzeni raziły po równo wszystkich sypiąc na lewo i prawo nowo narodzonymi łajdakami i bohaterami. No i oczywiście ofiarami. Tymi, dla których ktoś musiał być oprawcą, a inny wybawicielem.

Takie skrajnie dynamiczne zjawisko, jakim jest wojna, oprócz tego, że oparte jest na wybitnie konfliktowych potencjałach przestrzeni, generuje również mikropotencjały indywidualne: takie garnitury, w które wskakiwali bez większego zastanowienia ‘aktorzy’, którzy z nimi dzielili przestrzeń. W normalnych warunkach tego typu przemiany są procesami stopniowymi i mniej drastycznymi, nie znaczy to jednak, że jakościowo jest między nimi wielka różnica. Jedynym odmiennym aspektem, który taka gwałtowność posiada jest to, że w powolnych procesach przyswajania potencjałów przestrzeni jest więcej czasu i miejsca na korektę, a więc zintegrowanie potencjału jako części osobowości jest dużo bardziej solidne i trwałe. Stąd też wysyp zjawisk typu przeistoczenie łajdaka w bohatera w obliczu wojny, czy akty skrajnego tchórzostwa i łajdactwa u ludzi uprzednio wiodących życie 'prawe'.


Ofiara - stan umysłu

Pozostawiając przykład wojny jako ‘spektaklu bogów’ już na boku, przejdźmy do zjawisk na mniejszą skalę, gdzie również realizuje się potencjał kata i ofiary. Wiadomo, że jedno bez drugiego nie może istnieć, co jednak pojawia się pierwsze? I tutaj otrzymujemy, być może zaskakującą, informację, że potencjał ofiary manifestuje się na przestrzeni jako pierwszy i rośnie tak długo, aż nie wygeneruje się stosowny do sytuacji potencjał kata. Stąd też wniosek, że jesteśmy ofiarą na długo przed tym, jak dopadnie nas nasz kat. I to ten potencjał ofiary, który w sobie nosimy owego kata do nas przyciągnie. Niejednokrotnie stany skrajnego cierpienia są jedyną drogą (przynajmniej w światach takich jak nasz) do przebudzenia świadomości. Przez cierpienie wiedzie najkrótsza, najskuteczniejsza droga do miłości, gdyż akceptacja i bezwarunkowość niestety nie leżą w naszej naturze i dopiero, gdy umrze już w nas nadzieja, otwieramy się na prawdę. Że świat jest jaki jest. I już.

Jaka jest więc rola kata? Przysparza on ofierze cierpienia: fizycznego, psychicznego, emocjonalnego i innych. Kat idzie ulicą i widzi: ten facet aż się prosi, żeby mu ktoś walnął. No to łup! Nie wie do końca, czemu to zrobił, co w niego wstąpiło. Wypełnił w tym momencie potencjał przestrzeni, który był z nim w jakimś stopniu kompatybilny. Czy jest on złym człowiekiem? Czy tylko ma potencjał do czynów postrzeganych jako złe? No dobrze, nasz kat często dopuszcza się pobicia kogoś. Nie bije jednak każdej napotkanej osoby, lecz co jakiś czas spuszcza komuś manto. Potencjał wypełniania tej konkretnej formy przemocy z każdym takim czynem się rozwija i wkrótce staje się od tego ekspertem. Dlatego też przestrzeń nie ‘szuka’ już nowego nosiciela potencjału w tym konkretnym rewirze, skoro ten sprawdza się tak dobrze. Każda napotkana ofiara otrzymuje od tego kata cierpienie, którego po coś potrzebuje. To tak jak z firmami udzielającymi ‘ekspresowych pożyczek od ręki’. Mogłyby mieć one ogłoszenia o takiej treści: Kat sponiewiera ofiarę od ręki. Ofiary zainteresowane wykorzystaniem finansowym zapraszamy pod adres… Wszyscy wiemy, jak to działa, a jednak wciąż znajdują się nowe ofiary, które potrzebują doświadczyć tego na własnej skórze.

Sposobem na zakończenie sytuacji, gdzie ofiara cierpi, nie jest usunięcie kata, bo pojawi się następny, czego świetnym przykładem są schematy, gdzie ludzie z żelazną konsekwencją wdają się w podobne, toksyczne relacje, przechodząc wciąż i wciąż te same, nieprzyjemne, doświadczenia. Pozbywanie się kata nie załatwia sprawy, zaczyna tylko cały cykl od nowa. Jedynym sposobem na wyjście z tego błędnego koła jest zmiana postawy ofiary, wyciągnięcie nauk z lekcji cierpienia i tym samym poprzez wypełnienie potencjału ofiary, zneutralizowanie potencjału kata. W przeciwnym razie potencjał ofiary będzie narastał i spotykał się z coraz silniejszymi nadużyciami ze strony licznych katów, dosłownie zamieniając zwykłych ludzi w podłe kanalie w odpowiedzi na rosnące 'zapotrzebowanie' cierpienia. Człowiek jest każdego w stanie zmusić, by ten go skrzywdził, jeśli podskórnie czuje się ofiarą.



Kat - wybawca


Lekcja, którą przynosi cierpienie, najczęściej związana jest z poszukiwaniem miłości. Miłości w rozumieniu akceptacji siebie i świata zewnętrznego. Miłości, jako połączenia z Bogiem-Praźródłem istnienia, siłą stojącą u podstawy wszelkiego stworzenia. Przychodząc jako istoty odłączone od Boga, doświadczające niedoskonałości istnienia, gramy w swoistą grę, gdzie gonimy własny ogon. Czasem tak się w tej gonitwie zapętlamy, że zapominamy, że ten ogon jest już przecież nasz i nie musimy go gonić. W takiej sytuacji na ratunek przychodzi nam kat. Kat, kropla istnienia z tego samego oceanu, z którego pochodzimy my sami, wypełnia misję – gryzie nas w ten przysłowiowy ogon, a my czując ogromny ból, nagle dostrzegamy, że przecież ogon jest nasz.

Trudno to zaakceptować, gdyż przyklejając etykietki, dystansujemy się od zachowań, które nazywamy złymi, ale czyż w obliczu zrozumienia misji kata nie rodzi się w nas miłość i wdzięczność dla niego? Jakże musi nas ta istota kochać na wyższych poziomach istnienia, że bierze na siebie te trudne zadania? Z własnej woli burzy swoją harmonię i przejawia na przestrzeni treści cienia, aby nas ocalić i wskazać nam drogę do miłości. Każdy z nas ma wybór w sytuacji, w której staje przed możliwością wcielenia się w rolę kata. I wyborem łatwiejszym jest niewypełnienie tej misji, gdyż dla kata jego misja jest bardzo obciążająca i niewdzięczna. To tak jak aktor, który gra złoczyńcę w filmie – od wiarygodności jego gry zależy, jak wypadnie bohater, który go pokona. Im większy czarny charakter, tym bardziej spektakularny heros. Aktor wcielający się w mroczną rolę wie, że nie będzie ulubieńcem publiczności, choć jest kluczowy dla powodzenia całości projektu pt. film. Często oglądając film pałamy szczerą nienawiścią do tego potwora w ludzkiej skórze, wiemy jednak, że to tylko film, a ten człowiek w rzeczywistości nie jest postacią, którą gra. A pamiętajmy, że to, co nazywamy rzeczywistością, jest tak naprawdę tylko ‘filmem’ wyświetlanym przez potencjały przestrzeni.

Nie oznacza to absolutnie, że w interakcji z katem mamy przyjmować bierną postawę. Oczywiście, czasami i takie doświadczenie jest nam potrzebne, jednak zrozumienie roli kata nie zwalnia go z odpowiedzialności za jego czyny. (Choć gdyby tak się przyjrzeć energetycznemu schematowi sytuacji, to kat oraz ofiara po połowie dzierżą odpowiedzialność. Jest to jakby wartość dodatnia i ujemna, która oczywiście musi się w efekcie  zerować, jednak to kat niesie ten ładunek, który przyniesie mu konsekwencje w postaci np. konfliktu z prawem.) Jak we wszystkich relacjach, pilnując higieny własnego pola, jesteśmy w stanie zminimalizować odchylenia w każdym kierunku – również trzymać z dala od siebie wszelkiego rodzaju oprawców. Nie wystarczy jednak pilnować swojej ‘bańki’, należy zachować w niej również odpowiedni ‘odczyn’. Odpowiedni, czyli taki, w którym stopniowo wzrastamy jako istota, zwróceni jesteśmy we właściwą stronę i z odwagą doświadczamy świata ziemskiego. Jeśli z jakiegoś powodu zapomnimy o tym, zrobimy przestrzeń dla kata, który pojawi się, aby w sposób mało przyjemny, lecz skuteczny powrócić nas na ścieżkę prawdy.

Zamiast demonizować kata, zapytajmy ofiary: po co jest ci on potrzebny? Bo gdyby nie był potrzebny, nie byłoby go wcale w twoim życiu. Przepracujmy ten aspekt i zwolnijmy kata z jego przykrego obowiązku. Tylko pełna integracja cienia i poczucie wewnętrznej jedności sprawią, że nasze nieuświadomione aspekty nie będą już wypiętrzały się na przestrzeni w postaci wynaturzonych potencjałów. Tyczy się to zarówno jednostki, jak i zbiorowej świadomości, której projekcje przybierają formy najokrutniejszego ludobójstwa. Parafrazując znane powiedzenie, można więc rzec: pokaż mi swojego kata, a powiem ci, kim jesteś.


komentarze

[foto]

1. ZNACZENIA SŁÓW • autor: Radek Ziemic2015-11-10 11:20:49

W tym tekście zaciera się granice pomiędzy kilkoma znaczeniami słowa "ofiara". Są to m.in. 1) "psychologiczny mechanizm bycia ofiarą", 2) "ktoś, kto ucierpiał wskutek wypadku", 3) "osoba napadnięta lub wykorzystana". Taktownie przemilcza się także kwestię ofiary śmiertelnej. Czy wtedy kat również jest dobroczyńcą? Nadużywa się też słowa kat (to zresztą niejedyne retoryczne uproszczenia).

2. do: Radek • autor: Nierozpoznany#90792015-11-10 13:04:15

Przemilczenie tematu ofiary śmiertelnej nie jest z mojej strony taktownym unikiem, a raczej nie wikłaniem się w przypadki szczególne (a za taki właśnie przypadek uważam relację, w której ofiara odniesie śmierć - samej śmierci poświęcę cały następny artykuł :)
Poruszyłam natomiast temat wojny, w której ofiary giną na masową skalę. Trzy definicje, które przytaczasz w znaczeniu stricte semantycznym różnią się, lecz jeśli chodzi o potencjały przestrzeni, o których piszę, nie jest to różnica aż tak znaczna, by przypadki rozpatrywać osobno.

Zwracam uwagę na metaforę teatru i scenariusza, w którym jesteśmy niejako losowymi aktorami - w tym kontekście odgrywane przez nas role upraszczam dla potrzeb dyskursu do miana kata i ofiary. Chodzi oczywiście o osoby spełniające pewien potencjał: kat to w skrócie osoba czyniąca krzywdę, ofiara to osoba, której ta krzywda się dzieje (w takim rozumieniu wszystkie trzy powyższe definicje się mieszczą).

Pytasz, Radku, o to czy kat jest dobroczyńcą jeśli zabije ofiarę. Oczywiście wszystko zależy od tego jak rozumiemy zjawisko śmierci - w mojej metaforze teatru jest ona po prostu zejściem ze sceny po odegraniu roli. Jeśli przyjmiemy ten tok rozumowania zauważymy, że nie jest ona końcem istnienia aktora, lecz raczej okazją do wejścia w nowe role. Można zarzucić mi bagatelizowanie spraw finalnych, lecz czy tak naprawdę nie dramatyzujemy zbytnio w obliczu strachu przed śmiercią, która jest rzeczą całkowicie naturalną?

c.d.n.
[foto]

3. TANGERINE • autor: Radek Ziemic2015-11-10 13:58:00

Piszesz: "Oczywiście wszystko zależy od tego jak rozumiemy zjawisko śmierci - w mojej metaforze teatru jest ona po prostu zejściem ze sceny po odegraniu roli. Jeśli przyjmiemy ten tok rozumowania zauważymy, że nie jest ona końcem istnienia aktora, lecz raczej okazją do wejścia w nowe role. Można zarzucić mi bagatelizowanie spraw finalnych, lecz czy tak naprawdę nie dramatyzujemy zbytnio w obliczu strachu przed śmiercią, która jest rzeczą całkowicie naturalną?"

Wszystko zależy od tego, jak traktujemy metaforę. (Pojęcie metafory z kolei siłą rzeczy zakłada jakiś poziom literalny.) To, że życie porównane zostaje do roli (co ma swoje uzasadnienie), nie oznacza, że ktoś po jego zakończeniu schodzi ze sceny, bo sceny, roli, przedstawienia w dosłownym znaczeniu nie było. Pisząc poprzednio o retoryczności to miałem na myśli. Zacieranie granicy między tym, co metaforyczne i dosłowne. (Drobiazg na marginesie: z naturalności śmierci nie wynika, że nie jest ona czymś dramatycznym.) Jest jeszcze sprawa przemycania w wypowiedzi tego, w co się wierzy, pewnych ukrytych założeń, zazwyczaj właśnie "retoryzowanych".

A że poszczególne znaczenia słowa ofiara nie są bez znaczenia pokazać może następujący przykład. Wymyślam go naprędce. W samolocie znajduje się 200 osób. 124 są ofiarami z psychologicznego punktu widzenia (przejawiają coś, co można nazwać PSYCHOLOGICZNYM MECHANIZMEM OFIARY). Pokomplikujmy: załóżmy, że w trakcie lotu 3 z tych 124 osób przyciągnęły swojego kata: jedna daje się uwodzić, myśląc, że to będzie trwały, szczęśliwy związek, druga okradać, a trzecia to przyszła ofiara stalkera. Samolot ulega katastrofie - przewoźnik z powodu oszczędności nie dokonał odpowiedniego przeglądu maszyny. OFIARAMI WYPADKU (do tego ŚMIERTELNEGO) jest 200 osób, POTENCJALNĄ ofiarą w sensie psychologicznym 121, REALNĄ ("realniejącą") 3. Dołóżmy do tego jedną OFIARĘ NAPAŚCI, do tego również śmiertelną (w ubikacji doszło do zabójstwa). Co nam pozwoli przyjąć, że to te psychologiczne ofiary ściągnęły swojego kata w postaci przewoźnika. Dwie rzeczy. Pierwsza, założenie, że w świecie nic nie dzieje się przypadkiem (równie nieweryfikowalne, jak całkiem przeciwne). Druga, zatarcie semantycznych granic między poszczególnymi znaczeniami ofiar.

Ja mam dużo prostsze wyjaśnienie przyciągania kata: ofiara jest zazwyczaj SŁABSZA. Podkreślę, ZAZWYCZAJ. Molestowane dziecko, Żydzi przed II wojną światową (jak i przez wiele wieków wcześniej) itd. SŁABOŚĆ PRZYCIĄGA. (Co metafora teatru ukrywa.) Hiena nie poluje na lwa, chyba że jest słaby i chory. (Tu hiena jest metaforą, bo nie znam zwyczajów tego zwierzęcia.) Można oczywiście dorabiać do tego filozofię, ubierać to w metafory teatru itd.

Ofiara zakłada albo bycie słabszym, albo bycie ofiarą przez przypadek (na przykład wypadku samochodowego).

I jeszcze jedno: dość ważne - KAT to OFIARA. Przede wszystkim on (skoro już bawimy się w metafory). 


4. c.d. • autor: Nierozpoznany#90792015-11-10 14:25:04

najpierw dokończenie do mojego poprzedniego komentarza:

Moim zdaniem we wszechświecie, w którym nic nie dzieje się przypadkiem, żadna śmierć nie jest przypadkowa i niesie ona ze sobą okazję do nauki dla istot w nią uwikłanych. W tym kontekście kat jest tym ′dobroczyńcą′, czyli zapalnikiem uwalniającym reakcję łańcuchową. Oczywiście za spowodowanie śmierci spotkają go doczesne kary, a i karmę poniesie przez ładnych parę wcieleń, lecz jego rola dla świadomości zbiorowej jest nie do przecenienia: oto rozładował negatywny potencjał, pozwolił reszcie zachować ′czyste ręce′ sam swoje brudząc. Nie znaczy to, że pochwalam mordowanie ludzi :) Trzeba samemu być kompatybilnym na jakimś poziomie z tego typu treściami, żeby je zamanifestować. Prawda jest taka, że każdy z nas w sobie te treści nosi i tylko kwestią czasu i doświadczeń jest kto ma ich w danej chwili więcej i kto pozwala im się w swojej strukturze w niekontrolowany sposób nabudowywać. Jesteśmy jak ścierające się masy powietrza dla których naturalną koleją rzeczy jest wystąpienie burzy z piorunami czy huraganu. I tak jak nieadekwatne jest nazywanie huraganu złym, tak nie do końca oddaje stan rzeczywistości obarczanie całą winą za zajście kata (czytaj: masy powietrza, w której obrębie wyładowanie nastąpiło).


a teraz co do Twojego ciągu dalszego: bardzo ciekawe jest dla mnie to co piszesz, zwłaszcza temat słabości (czyli zjawisko nazwane przeze mnie potencjałem ofiary w artykule).  bardzo ważne spostrzeżenie, jednak w moim rozumieniu taka słabość jest swojego rodzaju prowokacją, która robi ′dziurę′ w eterze i zmusza kogoś do tejże wypełnienia (poprzez właśnie akt ′kata′).

Zgadzam się, kat to ofiara takiej sytuacji.

Co do niebezpiecznej metafory teatru: nie bagatelizuję trudów istnienia, jednak chciałam tutaj podkreślić fakt, że teatrzyk, w którym występujemy pod postacią ja-człowiek to tylko gra, na którą kiedyś dawno się zdecydowaliśmy i większość z nas po prostu zapomniała, bo się wciągnęła :) Spójrz jeszcze raz na fragment artykułu o ogonie, który gonimy. Tylko dzięki katom tego świata budzimy się z zapomnienia i przypominamy sobie skąd przyszliśmy. A gdy to się stanie, pojęcia takie jak kat i ofiara przestają być istotne.

Oczywiście wszystko co tu piszę, to jest tylko mój ogląd na sprawy i nie zastrzegam, że jest on nieweryfikowalny oraz jedyny słuszny :)
[foto]

5. Bardzo dobry tekst • autor: Jan Szeliga2015-11-10 14:47:05

Dzięki za ten artykuł. Moim zdaniem bardzo brakuje nam świadomości takich rzeczy, a przez to sami czasami zatruwamy sobie życie i angażujemy mnóstwo swojej energii w użalanie się nad sobą i "walkę o sprawiedliwość".
Dużo na ten temat pisze Sergiej Łazariew w książkach z serii "Diagnostyka karmy"
Wpadł mi w ręce taki cytat, który moim zdaniem doskonale tutaj pasuje.
Pisze czytelnik:
"Moja dziewczyna została zgwałcona. Najpierw chciałem zabić gwałciciela. Potem przeczytałem pańskie książki i postanowiłem tego nie robić, ale mimo wszystko bardzo mnie to boli"
Łazariew odpowiada:
Jeśli została zesłana taka sytuacja, to wszystkie łagodne warianty zostały już wyczerpane. Jeśli miał miejsce gwałt, oznacza to, że dalej mogłaby nastapić jedynie śmierć dziewczyny lub jej dzieci. Im większy ból przyjmuje ciało, tym większe niebezpieczeństwo zbliżyło się do duszy.
Wiem, że to co pisze Łazariew może być postrzegane przez innych jako  bardzo kontrowersyjne, ale ja przynajmniej widzę w tym głęboki sens.


[foto]

6. DZIECKO • autor: Radek Ziemic2015-11-10 15:02:59

Dziecko, jako słabe (potencjał ofiary), "prowokuje", "robi dziurę w ′eterze", i przyciąga pedofila. Coś podobnego mówił biskup Michalik.

Ale zwrócę uwagę: nie wszyscy je molestują, a więc nie wszyscy "korzystają" z tego potencjału. Tak jak nie wszystkie dzieci (choć jako słabsze mają w sobie "potencjał ofiary") są molestowane. Nawet nie wszystkie z toksycznych rodzin (wersja biskupa Michalika).

"Potencjał ofiary", pozostańmy przy dziecku, przyciąga określone "typy", zazwyczaj wcześniejsze ofiary. Nie: ofiary tej sytuacji, ale ofiary wielu wcześniejszych sytuacji. W jednej rzeczy się zgadzam: ofiara wcale nie musi byś jakoś bardzo szlachetna.

To nieprawda poza tym, że dzięki katom budzimy się, bo większość się nie budzi, a w każdym razie znaczna część, i sama zresztą zostaje katami (pamiętamy, że to metafora; taka życiowa fala, mnie gnojono, ja będę gnoił).

Nie wiem dlaczego jakiś eskapizm marginalizujący życie i doczesność miałby być nazwany przebudzeniem. Równie dobrze można mówić, że Jezus da nam życie wieczne, jak w niego uwierzymy. Królestwo moje jest nie z tego świata. Tak, ból rodzi ucieczkę, odwrócenie itd.

I jeszcze jedna sprawa. NIEPRAWDA, że budzą nas TYLKO doświadczenia NEGATYWNE (tylko kaci). Pozytywne też mają tę moc. Nie trzeba naruszać granic dziecka w jego dzieciństwie, aby ono nie pozwalało w dorosłym życiu na okradanie się i inne nadużycia, tak samo jak nie potrzeba potem wielokrotnie nadużywać dorosłego. Wystarczy je, to dziecko, kochać, nauczyć go zdrowego poczucia własności, własnej wartości. Katy i ofiary to często, może zawsze osoby o naruszonym poczuciu własnej wartości, przyjmujące pewne role, by sobie to zrekompensować. Ten teatr i na tym polega. Ale możemy dojrzeć, możemy wybrać. Nie musimy być ani katem, ani ofiarą (w sensie roli, naturalnie). Skoro wierzymy, że możemy role wybierać...

Oczywiście, każdy wierzy w co chce...
[foto]

7. Do tego potrzebna jest ŚWIADOMOŚĆ • autor: Jan Szeliga2015-11-10 16:14:19

Cyt:
Nie trzeba naruszać granic dziecka w jego dzieciństwie, aby ono nie pozwalało w dorosłym życiu na okradanie się i inne nadużycia, tak samo jak nie potrzeba potem wielokrotnie nadużywać dorosłego. Wystarczy je, to dziecko, kochać, nauczyć go zdrowego poczucia własności, własnej wartości. Katy i ofiary to często, może zawsze osoby o naruszonym poczuciu własnej wartości, przyjmujące pewne role, by sobie to zrekompensować. Ten teatr i na tym polega. Ale możemy dojrzeć, możemy wybrać.
Dokładnie Radku. Tak właśnie może być i o tym też pisze Łazariew.
Sens tego jest taki, że albo "po dobroci"  coś zrozumiemy, albo jeśli pierwszy sposób zawiedzie to dostaniemy coraz bardziej bolesne doświadczenia na swojej drodze. A jeśli dalej nic z tym nie zrobimy to niestety często czeka nas śmierć.
Dlatego ciągle to powtarzam, świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość.
[foto]

8. TANGERINE, JANKU • autor: Radek Ziemic2015-11-10 16:29:29

A można jeszcze rzecz pokomplikować i dodać: czyż jednak i ta sama osoba nie może być ofiarą i katem (dla samego siebie) jednocześnie?


9. Mam wrażenie, że... • autor: Nierozpoznany#90792015-11-10 17:05:01

Mam wrażenie, że model tego schematu jesteśmy skłonni przyjąć gdy mowa o sytuacjach z kategorii tych mniej powaznych, ale gdy mowa już o gwałcie, pedofilii i ludobójstwie, umysł się zamyka w schematach starych, bo czujemy się jakbyśmy usprawiedliwiali niegodziwości tłumacząc złoczyńców. To nie tak. Wspomniany wyżej Łazariew właśnie dlatego uważany jest za kontrowersyjnego, że nie poprzestaje na przykładach lżejszych, lecz stara się rzucić światło na sens rzeczy wszelakich, po te najmroczniejsze.

Oczywiście, że doświadczenia dramatyczne nie są konieczne do przebudzenia. Są natomiast tzw. ścieżką przyspieszoną, wręcz ekspresową. Można ich uniknąć, jeśli konsekwentnie, cierpliwie kroczymy ścieżką świadomości, lecz im bardziej zboczymy z niej, tym bardziej nasza dusza nas ′łupnie′, żebyśmy się opamiętali.

Niestety trauma dzieci czesto jest nei tylko ich lekcją, ale też lekcją rodziców, a dzieci w swej wielkiej sile i wspaniałomyślności wyższej świadomości biorą na siebie cierpienie, gdyż często dla rodziców jest już za późno. Czy wszyscy wyciągają nauki? Oczywiście, że nie. Dlatego powtarzają je wciąż i wciąż na nowo, przez wiele żyć. Każdy z nas cierpi i choć niby można to jakoś wartościować od największego do najmniejszego, to moim zdaniem są to wytyczne błedne, gdyż jedno doświadczenie dla mnie może być agonią, a dla kogoś innego przysłowiowym katarem.

To nie tak, że ja się już transcendencyjnie nastawiam na poza-doczeność :) Doświadczanie materialnego świata w całym jego spektrum jest czymś wspaniałym i niezbędnym do wzrostu, jednakże musimy pamiętać, że to tylko jedna z warstw, na których się przejawiamy i nie pozwolić by zdominowała nasze postrzeganie nas samych. Głębsze zrozumienie mechanizmów przestrzeni nie tyle pomaga nam ich uniknąć, czy chronić innych przed nimi, lecz daje wolność od bycia przez nie definiowanym.

Do napisania tekstu zainspirowały mnie doświadczenia z ustawieniami Hellingera, praca z radykalnym wybaczaniem oraz właśnie Łazariew. Temat ofiar drugiej wojny światowej, który w naszych obszarach geograficznych do dziś zgarnia żniwo ofiar (trauma dziedziczona w klanie) nie zostanie od tak odczarowany, ale poprzez zrozumienie jesteśmy w stanie zaakceptować rzeczywistość, a to właśnie akceptacja jest bramą miłości.

Przepraszam, że mój tekst jest taki ′po łebkach′, ale żeby oddać tematowi należytą uwagę trzeba by było kilkanaście książek napisać :)
[foto]

10. TANGERINE • autor: Radek Ziemic2015-11-10 17:20:11

Piszesz: Mam wrażenie, że model tego schematu jesteśmy skłonni przyjąć gdy mowa o sytuacjach z kategorii tych mniej powaznych, ale gdy mowa już o gwałcie, pedofilii i ludobójstwie, umysł się zamyka w schematach starych, bo czujemy się jakbyśmy usprawiedliwiali niegodziwości tłumacząc złoczyńców.

Nie do końca tak jest. Chodzi o to, że w mniejszych przypadkach relacyjność jest dużo mniej skomplikowana, a przez to łatwiej poddająca się wyjaśnieniu. Możemy oczywiście zakładać, że jest jakiś Boski / wyższy plan. Ale to już nie jest wyjaśnianie.

I jeszcze: takie kwestie, jak wybaczanie, akceptacja, miłość, bardzo się komplikują, gdy mowa jest o społecznościach, narodach itd. A i bez tego są niełatwe.

Niepokoi mnie też perspektywa: ja wiem, jak jest i ci opowiem. Może wiesz, może nie wiem. Może przechodzi się na jakiś wyższy poziom, może nie. Nie lubię też wyjaśniania wszystkiego. Może nie jesteśmy w stanie zrozumieć czegoś takiego jak Holocaust?... Świat bywa niepojęty. Także w grozie.

11. gnoza • autor: Nierozpoznany#90792015-11-10 18:04:25

To nie tak, że ja wiem i Ci powiem.

Ja nie wiem, ale próbuję wyjasnić, zrozumieć i podzielić się tym, do czego doszłam i co mi zaczyna lekko pachnieć prawdą.

Bo przyznasz chyba, że nasze obecne rozumienie zjawiska jest dość powierzchowne i niezadowalające.

Polecam mój pierwszy artykuł, gdzie napisałam o tym, jak widzę naturę informacji w przestrzeni http://www.taraka.pl/przestrzen_informacji#permaid16465
[foto]

12. fajnie się czyta, Tangerine • autor: Arkadiusz2015-11-12 11:32:42

Widzę to tak samo jak Ty. Teoria a także praktyka ustawień rodzinnych, pól morfogenetycznych, pól rodzinnych, totalna biologia wnoszą nowe ciekawe wglądy.

Dlaczego małe dziecko staje się ofiarą napastnika (albo ciężkiej choroby)? Małe dziecko wydaje się niewinne, czyste, puste od treści i nie sposób mentalnie obarczyć je za wykreowanie scenariusza kat-ofiara. Ale jest teoria totalnej biologii czy recall healing, które mówią, że nowe życie w polu rodzinnym, małe dziecko, jest ucieleśnieniem (ofiarą?) wszystkich programów obecnych w rodzicach i w ich wspólnym polu rodowym. Uświadomienie sobie celu/projektu naszych rodziców w okresie 18 miesięcy od naszych narodzin z powodzeniem leczy z wielu chorób, będących efektem konfliktów biologicznych przeżywanych w rodzinie. 

Może więc nie da się do końca powiedzieć, że dziecko to tabula rasa. Może nie ono jest bezpośrednio "winne" scenariusza kat-ofiara, ale pewien konflikt biologiczny występujący w rodzinie (które dziecko otrzymało razem z darem życia). Pocieszające jest to, że podobno sami sobie wybieramy rodziców, a więc i doświadczenia z dzieciństwa. Umysłem tego chyba nigdy nie ogarniemy. Ale może za dużo jest w tym biało-czarnym widzeniu świata naszej własnej projekcji będącej efektem strachu i nie-akceptacji życia w każdym jej przejawie?
Dziękuję Tangerine za Twój tekst i czekam na artykuł o śmierci.

13. recall healing • autor: Nierozpoznany#90792015-11-12 13:56:03

Arkadiuszu, właśnie również doświadczenia, które mam z totalną biologią zainspirowały mnie do napisania powyższych słów. Niestety (albo stety) żaden cżłowiek nie jest wyspą i rodzimy się w określonej sieci uwarunkowań. Nie jest nowością, że dzieci płacą za grzechy swoich rodziców. Tzn. tak w przenośni te grzechy, chodzi o konflikty biologiczne (które w prostej linii wypływaja z tych energetycznych).

Okraszenie takiej wiedzy praktyką wybaczania i akceptacji może przynieść nam spokój i harmonię ducha.

Też uważam, że pocieszające jest, że to sami wybieramy sobie rodziców i doświadczenia dzieciństwa - gdy to zaakceptujemy, to nagle rodzi się w nas zaufanie do naszej wyższej istoty i przestajemy szukać winnych wokół. Niektórzy muszą wycierpieć więcej żeby to dostrzec, inni mniej, ale dla każdego jest szansa - dopóki doświadczenia go nie zabiją. Choć wtedy też jest kolejna szansa, tylko już w nowej odsłonie :)

Jednym z głównych weryfikatorów tych teorii uważam stan, w jaki wprowadzają one świadomość osoby, która się z nimi zapozna. A ten uważam, że jest dobry: stabilny i silny choć pokorny. No i przede wszystkim robi miejsce dla miłości.
[foto]

14. Czuję opór wobec tych treści... • autor: Roman Kam2015-11-14 21:42:01

... wydają mi się ryzykowne i trochę nonszalancko podane. Także moja odpowiedź będzie niestety obarczona tymi samymi błędami. W Tarace często, bardziej sygnalizujemy sobie pewne treści, niż przekazujemy rzetelnie przemyślane i rozważone twierdzenia. To trochę gazetowo-internetowy styl i jakoś to rozumiem i jakoś akceptuję te ograniczenia sam im podlegając. Czasem ktoś podrzuci coś profesjonalnego, ale też niejako psim swędem, przy okazji innych (płatnych) prac zmontowane. Samo życie, więc się nie emocjonuję, sygnalizuję tylko- czuję opór. Radek-Sceptyk próbował ten opór zwerbalizować i uzasadnić, ja się na to nie zdobędę. Z konieczności i ograniczeń mych własnych, pozostanę przy ogólnikach. Prezentując hipotezy Autorka sama się zapędza w mentorską rolę i to mój opór pierwszy: omnipotencja autora. W artykule jest wiele zdań w formie (właściwie niczym nie popartych) stwierdzeń - to bardzo ryzykowne. Padają, co krok makiaweliczne zdania w stylu: "Człowiek jest każdego w stanie zmusić, by ten go skrzywdził, jeśli podskórnie czuje się ofiarą."  Wspaniałe jest to przesunięcie ciężaru winy przez rzucone mimochodem "zmusić każdego".  
Opór drugi, to człowieczy odruch obrony słabszych. Negowanie sensu prób neutralizowania każdej krzywdy w imię sensu "wyższego porządku" którego Autorka broni, jest antyludzkie. Wiedzie prosto do znieczulicy i odrętwienia, z tego prostego powodu, że ów hipotetyczny, "wyższy porządek" nie jest nam znany. Chcąc zaakceptować tezy i treści tego artykułu, musiałbym go potraktować jak ewangelię, "dobrą nowinę", tekst objawiony i święty - niestety i tu czuję opór taki sam, jak do nadstawiania drugiego policzka, do oddawania szaty, gdy ktoś zabiera mi płaszcz itd. Ja nawet nie biorę tego dosłownie, ale to to już inna bajka. 
Na gruncie konkretu, predestynacją do roli ofiary zajmuje się wiktymologia. Predestynacją do roli kata - kryminologia. W dyskusji doszła nam jeszcze seksuologia oraz religioznawstwo. Za mojego tarakowego życia przetoczyła nam się już jedna czy druga dyskusja na ten temat. I tu mi się wypada z kolei za artykułem wstawić, bo jakkolwiek dla mnie samobójczą, to jednak jest próbą spojrzenia na wszechobecność relacji kat-ofiara, jak i próbą możliwie uczciwego, nieschematycznego opisu tegoż w kategoriach zoo (antylopy rodzą się na pokarm dla lwów i nie ma się co buntować, zjedzone zostaną tylko antylopy głupie, a poranione będą mądrzejsze). 
Chyba mam jeszcze opór trzeci z powodu redukcji przez te tezy sensu pojęć dobra i zła do umownych zasad gry w teatrze ludzkiej komedii. 

15. do: Roman • autor: Nierozpoznany#90792015-11-14 23:39:59

Dziękuję za rzetelne uwagi. Rzeczywiście, tekst może brzmieć mentorsko z powodu zastosowanych form, pragnę jednak wyjaśnić, iż jest to swojego rodzaju uproszczenie, które ma na celu uniknięcie powtarzania ′moim zdaniem′ przed niemal każdą wysuwaną przeze mnie tezą. Muszę jeszcze popracować nad stylem tak, aby nie budził takich skojarzeń jednocześnie nie wymagając co chwilę powtarzania, że to tylko moje własne wnioski są.

Co do człowieczeństwa i jego podstawowych odruchów to nie chciałabym ich negować w żaden sposób. Moim celem jest obok pozwolenia na normalną reakcję na cierpienie poszerzenie zrozumienia jego roli. W końcu to współczucie pozwala nam nie czynić drugiemu co nam niemiłe. Zawsze natomiast tam, gdzie jest nierównowaga musi się ona w jakiś sposób wyrównać - no i wtedy zachodzą nieprzyjemne zjawiska, o których piszę. Być może większe zrozumienie tego mechanizmu pozwoli nam bardziej świadomie postępować w określonych sytuacjach (czyli gdy mamy potencjał wskoczyć w rolę kata lub ofiary) i tym samym nie pogłębiac dysonansu. Nie zachęcam do bierności ani oziebłości, zwracam raczej uwagę, że zawsze mamy relację akcja -->reakcja głównie po to, by osoby postrzegające się jako ofiary dostrzegły również swój błąd, ponieważ moim zdaniem będąc poszkodowanym mamy tendencję do budowania z tego faktu pomników, gdyż skoro w tej konkretnej sytuacji ktoś nas skrzywdził, to znaczy że to my jesteśmy ci dobrzy. A wiadomo (i to nie tylko już moja prywatna opinia), że złe rzeczy nie spotykają tylko dobrych ludzi. A właśnie wybielanie ofiar prowadzi do niebezpiecznego zjawiska poszukiwania sytuacji, gdzie będziemy doładowywać swoje ego faktem bycia wieczną ofiarą (co niestety wymaga dużej ilości ludzi grających naszych katów). Na pewno każdy z nas zna osoby, które lubia na siłę szukać ataku na własną osobę w zachowaniach innych, czy interpretują zwykłe wydarzenia jako krzywdzące dla nich do tego stopnia, że wszyscy wokół chodzą z wiecznym poczuciem winy. Kult samogenerujących się męczenników prowadzi do takiego paradoksu, a piszę o tym z takim przekonaniem, gdyż są to również moje osobiste doświadczenia, które od wielu pokoleń się realizują u mnie w rodzinie na przeróżnych schematach.

Wiem, że zjawisko jest złożone, a każdy przypadek inny, lecz staram się tutaj opisać mechanizm oraz wskazać sposób wyjścia z takiego błędnego koła.
[foto]

16. Miłe zaskoczenie... • autor: Roman Kam2015-11-15 18:08:32

... spodziewałem się skatowania, a tu taka rzeczowa i życzliwa odpowiedź. Dziękuję. Czasy obecne wydają mi się charakteryzować małą empatią, emocjonalnym otępieniem. Widzę w tym wpływ współczesnych mediów. Ponieważ mam już 55 lat, pracuję najczęściej z dużo młodszymi od siebie osobami i z przykrością stwierdzam, że w tym braku empatii, lub raczej skrupułów - przodują kobiety. Bez wątpienia w tych relacjach kat-ofiara, relacje płciowe, przyciągania, obojętności i uprzedzenia, mają swój znaczący udział. Mam do dyspozycji tylko swoje, ograniczone doświadczenie - jednak wierzę, że moralność, dobro i zło, pozwalają te złożone relacje międzyludzkie łagodzić i porządkować. Zgadzam się z Radkiem, że ludzie źli aktywnie szukają okazji do wyładowania swych skłonności, a ponieważ argument siły jest ich bożkiem, szukają słabszych od siebie, bo silnych się boją. To nie ofiary budują ich potencjał, ich potencjał wzrastał w nich samoistnie, budowany na braku empatii, miłości, świadomości, kultury i zasad. Obsesja panowania, odreagowywanie swoich traum wynikłych z niezrealizowanego chcenia, na bogu ducha winnych ofiarach. Tak to wygląda moim zdaniem. Wszędzie wokół widzę przemoc. Jest wszechobecna i tak pospolita, że mało kto odważa się reagować i wkraczać. Często są to rzeczy drobne, przez co tym bardziej wydają mi się odstręczające. 
W każdym razie, uciekając już od swego lamentu, jeszcze raz dziękuję za wyczerpujące (i przekonujące) wyjaśnienia. Styl wyrabia się w konfrontacji z czytelnikiem, więc życzę wielu chętnych nauczycieli, bez przemocowych zacięć.  

PS Figura wiecznego cierpiętnika/cierpiętnicy jest oczywiście bardzo powszechna. Trzyma się taki/taka swojej krzywdy, jak pijany płotu. Rzeczywiście ma się wrażenie, że jest taka postawa efektem swoistego polowania na krzywdę, by potem używać jej już do woli i bez końca, jak sztandaru.  Żydzi sprytnie się z tym uporali, uznając w Talmudzie, że jeśli skrzywdzony trzykrotnie nie przyjmie przeprosin (zadośćuczynienia), wina przechodzi na niego.     
[foto]

17. Wspaniały tekst... • autor: Kahuna2015-11-17 10:52:17

Dla mnie kwintesencją tekstu, bardzo mocno związaną z własnymi przeżyciami, z moją późniejszą drogą jest ten fragment:
Niejednokrotnie stany skrajnego cierpienia są jedyną drogą (przynajmniej w światach takich jak nasz) do przebudzenia świadomości. Przez cierpienie wiedzie najkrótsza, najskuteczniejsza droga do miłości, gdyż akceptacja i bezwarunkowość niestety nie leżą w naszej naturze i dopiero, gdy umrze już w nas nadzieja, otwieramy się na prawdę. Że świat jest jaki jest. I już.
Dziękuję za cały tekst.
[foto]

18. Chciałbym dodać jeszcze • autor: Arkadiusz2015-11-17 14:58:15

że w roli kata mogą jeszcze wystąpić np. choroba, wieczne niepowodzenia finansowe, beznadziejna praca czy kłopoty sercowe. Nie musi to być koniecznie bandyta schowany w cieniu (naszym? ha ha). Katem może być więc cała nasza rzeczywistość. Zgodnie z wieloma podejściami jesteśmy kreatorami swojego życia. Manifestujemy świat, w którym spotykają nas raz lepsze raz gorsze rzeczy, możemy myśleć wtedy, że życiem rządzi przypadek, i tyle. Można tak przeżyć całe życie. Niektórzy doświadczają jednak ogromnie bolesnych przeżyć, wtedy czasami pojawia się myśl "Czemu sobie to robię?" albo "Nie mogę ze sobą wytrzymać!" (jak pomyślał E. Tolle w chwili swojego prawdziwego przebudzenia). Sylvana na blogu ciemnanoc.pl te ciężkie doświadczenia nazywa Niszczycielem, który przebudza. Przebudza do pracy z Cieniem.

19. cień • autor: Nierozpoznany#90792015-11-17 20:46:55

w kwestii cienia powiedziano już dużo i myślę, że wszyscy tutaj obecni nie mamy wątpliwości, że w ten czy inny sposób nasze nieuświadomione cienie manifestują się w naszym życiu jako nasi oprawcy - niekoniecznie z krwi i kości.

dochodzi oczywiście temat cienia zbiorowego, który przejawia się w postaci różnego rodzaju masowych wydarzeń (zadajmy sobie szczerze pytanie, czy świat zachodu i jego splamione krwią ręce niczego nie zamiatają pod dywan publicznej poprawności politycznej zanim zaczniemy szukać winnych na zewnątrz - to tak w kontekście wydarzeń niedawnych, choć możnaby napisać elaborat o martyrologii niektórych narodów, takich jak nasz, które zawsze w sobie widziały Chrystusa narodów i potem były krzyżowane na podobieństwo tegoż wizerunku). I teraz również zbiorowo zapytajmy jak Tolle: Dlaczego my to sobie robimy?
[foto]

20. Agresja w stronę kata • autor: Jan Szeliga2015-11-17 20:57:08

Jeśli naszym katem są tak jak pisze Arkadiusz choroba, niepowodzenia finansowe i sercowe itp, to sytuacja jest całkiem inna niż w przypadku, gdy katem jest konkretna osoba.
Zwykle w przypadku konkretnej osoby zachodzi  mocny związek emocjonalny pomiędzy ofiarą i katem i zwykle na tej linii przesyłana jest w stronę kata mocna nienawiść.
Taki stan ducha może trwać przez długie  lata  a nawet całe życie.
Taka sytuacja angażuje u ofiary ogromne pokłady energii, która jest w tym procesie spalana.
Moim zdaniem jedynym wyjściem z tej sytuacji jest poszerzenie świadomości ofiary, aby zrozumiała ona że w ten sposób najbardziej krzywdzi samą siebie.
Jedynie zrozumienie i wybaczenie może jej w tej sytuacji pomóc.

21. ad. agresja • autor: Nierozpoznany#90792015-11-17 22:38:50

No i tutaj kolejny problem: nieraz więcej krzywdy ofiara sama sobie wyrządza podtrzymując tę nienawiść i inne negatywne stany. Czy nie możemy w tym wypadku stwierdzić, że rola kata była tylko zapalnikiem uwalniającym cały ten proces u domniemanej ofiary, której negatywne emocje przecież płyną z WNĘTRZA? W imię zasady: nie zmienimy biegu wydarzeń, możemy tylko zmienić to, jak będziemy na nie reagować; warto zauważyć, że podobnego rodzaju zdarzenia w różny sposób się realizują emocjonalnie u osób które w nich uczestniczyły. Co dozgonnie zwiąże ofiarę z katem? żal i poczucie krzywdy, również nienawiść. Dokąd może prowadzić relacja, w której utrzymujemy taką energetykę? Takie luźne przemyślenia, przepraszam :)
[foto]

22. Nie ma za co przepraszać • autor: Jan Szeliga2015-11-17 22:43:27

...bo tak właśnie jest i w ten sposób ofiara staje się dla siebie samej katem, czasem na długie lata.
[foto]

23. Zapominamy • autor: Radek Ziemic2015-11-17 22:49:51

o pewnych procesach psychicznych... Nawet zwolennicy radykalnego wybaczania nie mówią, że uda się wybaczyć od razu... Powiem wprost, łatwo się mądrzyć. Poza tym, nie wszyscy przecież zdają sobie sprawę, że pewne rzeczy można przepracować. Tego się w polskich szkołach nie uczy... Pamiętajmy też, że mechanizm ofiary, będąc resentymentem (pewną wypaczoną emocją i także wypaczonym odczuwaniem wartości), jest też mechanizmem obronnym. Jedni mają psychiatrę, inni Silvę lub totalną biologię, a inni - mechanizm ofiary...

24. Radku, • autor: Nierozpoznany#90792015-11-17 22:57:52

aż za dobrze wiem o czym mówisz, bo moja praca z Radykalnym wciąż rozgrzebana i nie zwieńczona jeszcze sukcesem. Jedna sprawa zrozumieć, inna - wybaczyć w pełni, poczuć to. To czasem idzie naprawdę powooooli. Pewnie stąd się porywam na takie intelektualizowanie tematu jako część mojego własnego procesu :)
[foto]

25. W moim przypadku • autor: Radek Ziemic2015-11-17 23:09:39

intelektualizowanie utrudnia i oddala. Trzeba płakać, albo współczuć. Jak powiada jeden z moich ulubionych: "Jest tylko jedna droga do świata - droga współczucia". Ja wiem, że powoli, wiem. Nawet w przypadku niedużych spraw. To co z tymi wielkimi... Świat jest przepełniony nieprzepracowanym żalem, bólem, złością. Na szczęście nie jedynie tym.
[foto]

26. Janie • autor: Arkadiusz2015-11-18 08:18:02

Jest wiele przykładów autoagresji, kiedy ofiara jest swoim katem, i jest tu mocny ładunek emocjonalny umysłu w stosunku do swojego ciała czy postępowania. Choroby autoimmunologiczne, nałogi, skrajna otyłość, anoreksja, samookaleczanie, piercing itd. Nie kocham się, nie mam prawa żyć, nie prosiłem się na ten świat, jestem niedoskonały, jestem brzydki, jestem zły, jestem gorszy, jestem grzesznikiem. Osoba widzi wroga w sobie, w swoim istnieniu. Więc trzeba się ukarać.
Moim zdaniem, w byciu wieczną ofiarą, niezależnie czy karze nas obcy człowiek, żona, rząd, okupant, giełda, kasyno, wódka, własne ciało, wspólny jest jeden mianownik: ja nie mam z tym nic wspólnego, nie wiem dlaczego mnie to spotkało. Po prostu nie znam swojego cienia. Wtedy życie pokazuje jego owoce. Bo życie pokaże pełnię naszej kreacji.
Pierwszy niezbędny krok do świadomego życia, jakiegokolwiek rozwoju, polepszenia swojego życia w jakiejkolwiek dziedzinie jest tylko jeden i nie da się go zastąpić niczym innym: uznanie własnej pełnej sprawczości

Bardzo podoba mi się ho′oponopono, bo mówiąc kocham, przepraszam, dziękuję uznaję drugiego człowieka, ale także siebie, akceptuję sytuację (nie zamykam oczu), dziękując za nauki, jakie mogę uzyskać z każdej interakcji. I nie rozdrapuję potem ran, ale oczyszczam umysł.
[foto]

27. Cytat • autor: Jan Szeliga2015-11-18 12:42:04

Tak mi się rzuciło w oczy w Internecie. Moim zdaniem słowa te mówią o istocie problemu o którym tutaj dyskutujemy.

Całe okrucieństwo na tej planecie sprowadza się do braku zrozumienia kim jesteśmy; cały ból, cierpienie, całe zło, egoizm, chciwość, korupcja, wszystko to sprowadza się do niezrozumienia kim jesteśmy. Zrozumienie nie tylko intelektualne lecz uchwycone w sercu będzie światłem które zaświeci znów na tym świecie.
- Mooji

[foto]

28. Dzięki za cytat Moojiego • autor: Arkadiusz2015-11-18 13:54:41

Kocham tego gościa! Uwielbiam jak zaczyna się śmiać na tych swoich satsangach.
I zgadzam się z tym cytatem. Po przebudzeniu nie ma już chyba odwrotu. Czy możliwe jest przekroczenie masy krytycznej przebudzonych na świecie bez wyrzucenia telewizorów z domów? 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)