zdjęcie Autora

14 czerwca 2020

Mirosław Piróg

z cyklu: Inne Myśli, re (odcinków: 101)

O muzyce i archetypach


« O mieście i negatywnej kobiecości O egoistycznej patologii umysłu »

C.G. Jung tak opisuje w jednym ze swych listów powiązanie muzyki i nieświadomości: „Muzyka wyraża poprzez dźwięki to, co fantazje i wizje wyrażają w obrazach wizualnych.(…) muzyka przedstawia ruch, rozwój i transformację motywów nieświadomości zbiorowej”. W innym miejscu zauważa: „Muzyka sięga do głębokich pokładów materiału archetypowego, tam, gdzie jedynie z rzadka udaje się nam dotrzeć w trakcie pracy analitycznej z pacjentami”. Jung pracował ze swoimi pacjentami głównie za pomocą analizy obrazów i symboli, jakie pojawiały się w ich snach i wizjach. Niestety w jego pracach nie znajdujemy dalszych, szerszych rozważań, które odnosiłby się do, by tak rzec, muzycznego aspektu archetypów, a nie tylko do ich obrazowej natury. Niejako usprawiedliwiając się twierdził, że nie odwoływał się do silnego wpływu muzyki na uczucia właśnie dlatego, że pojawiający się wtedy materiał nieświadomy wywierał jego zdaniem zbyt silny wpływ na psychikę pacjenta. Można tu zaryzykować śmiałą hipotezę, że podobnie jak nigdy nie zalecał stosowania środków psychoaktywnych w celu „poszerzenia świadomości”, tak analogicznie był świadom potężnej mocy muzyki w ewokowaniu treści nieświadomych, która to moc może przerastać to, co świadomość pacjenta jest zdolna zasymilować. Starożytni doskonale znali ową moc i słusznie przypisywali jej znaczenie religijne i lecznicze. W świetle archetypowej hipotezy Junga może tu chodzić o dominację głębokich struktur nieświadomości nad strukturą świadomości.

Nie sposób tu podawać wielu przykładów, ilustrujących ów wpływ, tak więc podam tylko jeden. To spektakularny fragment Drugiej Księgi Kronik (5, 12-14) opisujący zakończenie budowy świątyni przez Salomona: „Wszyscy Lewici śpiewający: Asaf, Heman, Jedutun, ich synowie i bracia, ubrani w bisior, stali na wschód od ołtarza grając na cymbałach, harfach i cytrach, a z nimi stu dwudziestu kapłanów, grających na trąbkach – kiedy tak zgodnie, jak jeden, trąbili i śpiewali, tak iż słychać było tylko jeden głos wysławiający majestat Jahwe, kiedy podnieśli głos wysoko, przy wtórze trąb, cymbałów i instrumentów muzycznych przy wychwalaniu Jahwe, że jest dobry i że na wieki jego miłosierdzie, świątynia napełniła się obłokiem chwały Jahwe, tak iż nie mogli kapłani tam pozostawać i wypełniać swej służby na skutek tego obłoku, bo chwała Jahwe wypełniała świątynię bożą”. Chwała (hbr. kawod) oznacza też „ciężar” albo ogólniej „znaczenie”, co może wskazywać na jej konotacje matematyczne, związane z porządkiem, ładem i harmonią. Co ciekawe, współcześnie słowo to oznacza w nowohebrajskim „grawitację”. Także bardzo interesujące są znaczenia tego słowa, ustalane na podstawie innego jego odczytania, a które odnoszą się do wątroby (hbr. kaved), tu pojętej w ogólnym sensie ludzkiego wnętrza jako siedziby intensywnych emocji. Teraz rozumiemy dlaczego kapłani nie mogli wypełniać swej służby, i przesyceni przemożnymi emocjami musieli opuścić miejsce, gdzie rozbrzmiewała muzyka. Swoją drogą trudno tu nie wspomnieć doświadczenia Odyseusza, który kazał przywiązać się do masztu na swoim okręcie, by nie ulec śpiewowi Syren.

Inne Myśli, re: wstęp na końcu

Teksty oryginalnie zamieszczone w blogu Autora. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« O mieście i negatywnej kobiecości O egoistycznej patologii umysłu »

komentarze

1. Muzyka a narkotyki • autor: Young & Fraud2020-06-16 01:10:35

Domyślam się, że chodzi o list Junga do Serge’a Moreux?Jung wspomina, że nie może rozwinąć kwestii relacji muzyki i nieświadomości ponieważ nie jest muzykiem. Nie widzę we wspomnianym liście żadnych "islamskich" zastrzeżeń wobec muzyki jako takiej ani przestrogi przed jej słuchaniem czy pracą z nią. To Jungowi brakowało tu kompetencji, co skromnie i otwarcie przyznał. Myślę sobie, że jeśli muzyka kimś szarpie emocjonalnie, to może faktycznie nie powinien on podejmować istotnych życiowych decyzji podczas sentymentalnych seansów. 
Ale, na Boga,muzyka to nie tylko rzewne przeboje (zwłaszcza słuchane pod wpływem - co tylko zwiększa wpływ). 
Przecież można też tak podchodzić tak jak Glenn Gould. Czyli nie "z wątroby" ale całym sobą, ekstatycznie :
“I believe that the justification of art is the internal combustion it ignites in the hearts of men and not its shallow, externalized, public manifestations. The purpose of art is not the release of a momentary ejection of adrenaline but is, rather, the gradual, lifelong construction of a state of wonder and serenity.”
Glenn Gould ćwiczący w domu na rozstrojonym fortepianie. Mimo kiepskiej jakości nagrania nie mam wątpliwości, że nieporuszony poruszyciel się mimowolnie podczas tego nagrania uśmiechnął. A archetypy tańczyły dokładnie tak, jak im zagrał. Przy ćpaniu nie ma szans nawet zbliżyć się do tych rejonów... :) 
https://www.youtube.com/watch?v=8XrxxdvSxiU

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)