Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 października 2015

Michał Mazur

O naturze zła. Cz. II. Syria, Turcja i Kaukaz
czyli dalsze rozważania, także nad kwestią „turańską”.

Czesław Kosior z "OAS" w artykule "Państwo Islamskie a Rosja czyli o sojuszu niekoniecznie z przypadku" przedstawił tezę, że twory takie jak Państwo Islamskie / ISIS / Kalifat były w znacznym stopniu dziełem rosyjskich służb, konsekwencją i przedłużeniem działań Rosji wobec islamistów na własnym terytorium i w byłym ZSRR - by następnie móc uzasadniać rozszerzanie wpływów Rosji walką z terroryzmem. W takim układzie działania ISIS byłyby oczywistą pomocą (z której szeregowi członkowie ISIS niekoniecznie muszą sobie zdawać sprawę) lub przynajmniej "dobrą okazją" dla Rosji - chcącej odbudować swą pozycję, wyrwać się z tarapatów, w jakie wpadła po wybuchu konfliktu na Ukrainie. Zdecydowałem się na napisanie poniższego tekstu ponieważ redaktor Wojciech Jóźwiak wspomniał o nim w dyskusji pod artykułem "O naturze zła. Cz. I. Ukraina i ISIS", zaś cała związana z tym sprawa zahacza o tematykę wzorców turańskich - przy tej okazji można naświetlić jeden z nich.

Z tekstem Kosiora zapoznałem się już wcześniej, dowiedziałem się przez znajomych na FB. Prawdę powiedziawszy, być może najlepiej byłoby przemilczeć jego artykuł, usiłujący udowadniać tak straszliwie absurdalną tezę. Na stronie OAS na FB już ktoś zapytał: "To jakiś żart? Czy OAS się pod tym podpisuje?" Też mnie to ciekawi, choć z drugiej strony wiem, iż autorzy piszący dla OAS nieco różnią się opiniami i poglądami - oczywiście wszystko zamyka się kręgu osób promujących "wartości atlantyckie i republikańskie". A jakże...


Wymienione przez Kosiora przykłady kaukaskich radykałów z przeszłością w rosyjskich służbach pewnie i są prawdzie - ale są prawdziwe w szczególe a nie w ogóle, podane tak, by wykrzywiać większy obraz. Owszem, rosyjskie służby teoretycznie mogą likwidować tych, którzy mogliby skonsolidować pod swoją wodzą jakieś większe siły, zagrażające bardziej ich interesom na Kaukazie - zaś (obok agentów, także tych przewerbowanych po wzięciu w niewolę) z więzień wypuszczać tych nieudolnych, głupich, niepotrafiących "przeskoczyć" podziałów etnicznych wśród ludów zamieszkujących Kaukaz ani przezwyciężyć własnych uprzedzeń.

Jednak jest jeszcze coś innego, bardzo ważnego, co mogłoby zasadniczo zmienić wymowę tych przykładów podanych przez Kosiora: Kaukaz jest w znacznej części turański - przez stulecia stanowił refugium dla wielu ludów stepu, ludów turańskich, które zostały wypchnięte przez silniejsze, bardziej bezwzględne formacje. Ja sam np. zauważyłem, przeglądając zdjęcia z frontu na Ukrainie, iż wielu przybyszy z Kaukazu, walczących w różnych formacjach ochotniczych na Ukrainie, wygląda bardzo "ukraińsko". Przeglądając zdjęcia z frontu tych formacji ukraińskich, gdzie służyli jedni i drudzy, wielokrotnie sprawiało mi kłopot określenie gdzie Ukrainiec, a gdzie "Kaukaz".

Podstawowy problem tkwi w tym, iż Kosior wydaje się być zupełnie nieświadom turańskiego wzorca "kreciej roboty", podskórnego, drugiego obiegu życia społecznego (tu jeszcze dodatkowo wzmocnionego podobnymi wzorcami arabsko-islamskimi) albo celowo go ignoruje.

Toteż trzeba nam będzie ponownie podjąć temat Turanu, jego aspektów negatywnych - oraz paralel, które mogą pomóc naświetlić problemy wskazane przez Kosiora w nowy, dość szokujący sposób - bowiem dla wyjaśnienia tych "islamistów z FSB" można posłużyć się analogią do najnowszych dziejów Turcji. Analogią, która wypłynęła w bardzo nieoczekiwany sposób, wśród "taśm prawdy", nagrań z nieformalnych rozmów naszych polskich polityków / analityków: w rozmowie specjalisty jakim jest Sienkiewicz ("podpalacz budki") ze "swoimi" czyli z Markiem Belką i Sławomirem Cytryckim (wcześniej szefem gabinetu Belki, gdy ten był jeszcze prezesem NBP). Możemy domniemywać, iż panowie, znający się wzajemnie od lat i reprezentujący dość podobne opcje (nawet jeśli pod innym szyldem partyjnym), rozmawiali między sobą szczerze - bez świadków, kamer, nie spodziewając się podsłuchu, w dość przyjaznym, nieformalnym otoczeniu - a to czyni rzecz o wiele bardziej wiarygodną niż jakiekolwiek publikacje, zawsze pisane pod jedną stronę, choć często z zachowaniem pozorów obiektywności. Tak naprawdę, była to bodaj jedna z najciekawszych rozmów zarejestrowanych na "taśmach prawdy" - dotyczyła problemów Bliskiego Wschodu, jego historii, problemów państw muzułmańskich, trendów cywilizacyjnych oraz nadchodzącego (prawdopodobnie) zderzenia cywilizacji. Niestety, nasze media, skupiające się na jarmarcznych sensacjach w stylu prymitywizmu Sikorskiego, "kamieni kupy" Sienkiewicza tudzież innych przykładów obscenicznego słownictwa (jakim tak naprawdę wielu polskich polityków operuje na co dzień, poza kamerami) przemilczały ją niemalże zupełnie. Na szczęście, stenogram z rozmowy Sienkiewicza, Belki i Cytryckiego zamieścił także na łamach portalu "Racjonalista" jego redaktor, Mariusz Agnosiewcz.

Panowie rozmawiali zrazu nt. Syrii, byłej Jugosławii oraz procesów upadania państw, ich dziczenia, somalizacji - rzecz ciekawa, uważając, iż w przyszłości może to dotknąć także "cywilizowanej" Europy, zjednoczonej pod flagą UE. Następnie przeszli do kwestii sytuacji w Turcji (i tu pojawia się rzeczony wzorzec turański):

Sławomir Cytrycki: To ciekawe jest, ta degrengolada postępująca w różnych miejscach. A co w Turcji się dzieje? Jak to było z tym powiedzeniem, gdzie się pisze książki, gdzie się drukuje i gdzie się czyta? W Egipcie się pisze

Belka: Drukuje w Bejrucie

Cytrycki: A czyta w Bagdadzie. Popatrz, w Egipcie to społeczeństwo, które się rozpada, światłe, od wieków, jak muszą cierpieć ci ludzie na których oczach się to odbywa.

Sienkiewicz: Tam się więcej będzie odbywało. Przeprowadzili się tam najświatlejsi ludzie z Syrii, którzy nie chcieli żyć w obozach tureckich, które by ich kompletnie zdegenerowały. Przeprowadzili się do Egiptu, po czym przeżywają deja vu. Są kompletnie w pułapce. Natomiast Turcja to jest bardzo ciekawa historia. Jest rewolucja Ataturka. Powstaje społeczeństwo krwią wyhodowane, komunizm absolutny, jeśli chodzi o działanie państwa, gigantyczne ofiary, absolutnie opresyjny reżim. Wojsko jako stabilność. No i mamy od 20 lat toczący się proces, który polega na tym, że Anatolia wygrywa. Turcja jaką my lubimy, z jaką chcemy się konfrontować, jaka jest dla nas zrozumiała, to jest Stambuł i okolice, a prawdziwa Turcja to jest Anatolia. W Stambule przybywa rocznie 50 ulic. Ok. 250 tys. ludzi przybywa do Stambułu z głębokiej Anatolii. I Stambuł się anatolizuje. I to jest na poziomie społecznym. A na poziomie państwowym. Jak byś poszedł na najbardziej zakapiorowaty targ w Stambule, to byś zobaczył plakaty z żarówką. Symbol światła, czyli oświecenia w islamie, jest wezwaniem do ortodoksji islamskiej. I ten fenomen polega na tym, że nie pali ci się na tym plakacie lampka oliwna, tylko pali ci się żarówka. Bo to jest wezwanie do anatolijczyków, a nie do stambułczyków. I w związku z tym od parunastu lat trwa zmiana tego, co było kośćcem tego państwa. Ona się odbywa w dwóch segmentach. Na poziomie szkoły i na poziomie wojska. Rekrutacja jest identyczna. Goście ze szkół koranicznych docierają do biednych i wielodzietnych rodzin w Anatolii, i mówią, że tego chłopca to my wyszkolimy, bierzemy go na swoje utrzymanie. On idzie do szkoły koranicznej, potem opłacają mu szkołę średnią, potem go wysyłają na studia na Zachód, a potem robią z niego oficera albo urzędnika oświatowego. I to trwało od parunastu lat. Pamiętam sprzed paru lat taką serię aresztowania kilkudziesięciu oficerów tureckich. To był moment, gdy armia chciała zadziałać tak jak zawsze w Turcji działała: Coś się dzieje, to my wjeżdżamy i robimy porządek. Jak oni się za to zabrali to się okazało, że są sami, bo pod spodem przez paręnaście lat, są goście z Anatolii. To co obserwujemy teraz w Turcji, z tą walką o ten plac i tak dalej, to jest być może ostatnie tchnienie Turcji ataturkowskiej, otwartej, mającej aspiracje europejskie. Moim zdaniem ta walka jest przegrana, bo po drugiej stronie jest o wiele większa masa ludzi. Jest taka książka, jedna z moich ulubionych, Siedem filarów mądrości, w której Lawrence opisuje fenomen wojska tureckiego w pierwszej wojnie światowej. To jest chłop z Anatolii, który jest prymitywem, który jeśli dostanie rozkaz być miłosiernym, to będzie najbardziej miłosiernym człowiekiem na świecie. Jeśli dostanie rozkaz, żeby być najbardziej okrutnym, to będzie dokonywał takich okrucieństw, jakich świat nie widział. To jest Anatolia. Ta Anatolia zaczyna teraz rządzić Turcją. A w finale jest kalifat. Bez złudzeń, w finale jest kalifat. Oni mają i ciągłość państwową, bo to dziwnie przetrwało: to przetrwało na poziomie religijnym. Skąd się wzięła ta elita tych gości, którzy prowadzą tę rewolucję turecką. Oni się nie wzięli znikąd, lecz z zakazanych klubów derwiszowskich. Kluby derwiszowskie Ataturk zakazał. Wiecie: czapeczka, kręcimy się, muzyczka, i tak dalej. Taka cepelia się zrobiła. To co politologowie nazywają głębokim państwem, czyli poziom instytucji oficjalnych i poziom instytucji, które naprawdę działają. W Turcji od lat 60. zaczęły odżywać kluby polityczno-religijne, one były także i wojskowe, były liberalne. Tak jak loże masońskie. Ale były także te, które są absolutnie ortodoksyjne. I ci, którzy przyjeżdżali z awansu, z prowincji, oni zaczęli odgrywać w tych klubach największą rolę. I oni nagle zaczęli tworzyć idee polityczne. I to co teraz obserwujemy jako kolejne wcielenia Partii Dobrobytu i Postępu, to jest efekt tego co się stało w latach 70. i 80. w klubach sunnickich w Stambule. To jest postępujący proces.

Cytrycki: Parę lat temu czytałem duże story na temat dżentelmena, którego nazwiska nie pamiętam, który gdzieś mieszka w Stanach i sterował ruchem, tego...

Belka: Gülen?

Sienkiewicz: Gülen, tak.

Cytrycki: Jak czytałem to, to wydawało mi się to takie, kurde, co to, siedzi i on obsadzał ludzi, steruje ruchem.

Sienkiewicz: Tak jest. On jest moim zdaniem taranem tej rewolucji. Oni osiągnęli społeczną przewagę. Bo wzięli się za to, co było najistotniejsze.

Belka: Z tego wynika jeden wniosek: pierdolenie o europejskiej Turci nie ma sensu. Wszystko to jest udawane, i z jednej i z drugiej strony.

Sienkiewicz: Jak byłem w Ośrodku to zrobiłem taki program, gdzie ci moi specjaliści od islamu jeździli w trzy miejsca w Turcji przez 6 lat. I mieli tych samych rozmówców. Miejscowego mułłę, aptekarza, szefa posterunku policji, burmistrza i nauczyciela. Jeździli więc co roku do głębokiej Turcji i przez sześć lat zadawali im mniej więcej te same pytania. W przeciągu czterech lat ci goście rozpoczynali rozmowę od tego, że my jesteśmy częścią Europy i chcemy do Europy. Potem nastąpił 2011 i oni mówili, że Ameryka jest złem. A na końcu mówili: Europa to jest nasza przyszłość, ale wtedy kiedy my tam przyjdziemy. Pomiędzy nami nie ma żadnych punktów stycznych. Ci sami goście. To badanie pokazuje coś, czego nie łapią ani duże think tanki, ani publicystyka, ani polityka, ani żadne wywiady. Jesteśmy w trakcie wielkiej zmiany społecznej na świecie. Nie zdajemy sobie sprawy do tej pory w którą stronę to idzie. Ale to pełznie, podskórnie to idzie cały czas. Zupełnie inny świat.

Cytrycki: Przypominam sobie spotkanie które robił w Warszawie chyba Świeboda. Z jednej stronie był zwolennik przyspieszenia rozmów akcesyjnych z Turcją, a z drugiej przeciwnik. [Kisariego?] lubię jeszcze z czasów dawnych, bo poznałem go w latach 80. jak był zastępcą sekretarza generalnego ONZ. Nieustannie przypominałem sobie wówczas dowcip o facecie, który miał coś zrobić w domu, ale nie miał młotka i żona posyłała go do sąsiada, a ten się zapierał: Pójdę, a on mi powie, że właśnie mu obiad przerwałem i spojrzy na mnie niechętnie i cały czas mnożył te problemy, co to będzie jak on pójdzie pożyczyć ten młotek. I zbudował sobie taki obraz, lecz w końcu jednak żona go zmusiła, więc poszedł. Puka do sąsiada, sąsiad pyta się: -Słucham?, a ten: — Pierdolę cię z tym młotkiem! I przychodziło mi wówczas do głowy, że to jest ten proces, który następuje właśnie w Turcji.

Sienkiewicz: W Egipcie jest jeden regulator władzy. Obojętnie czy jest ona demokratyczna, czy jest od kalifa, czy jest komunistyczna, bez znaczenia. Tym limitem każdej władzy jest bazar. I to się nie zmieniło od początków istnienia państw islamskich. Jeśli bazar w pewnym momencie odmawia współpracy z władzą, to znaczy, że władza jest głębokim kryzysie. I ten geniusz [Albengaba?] polegał na tym, że on do tej pory znakomicie się układał z bazarem.

Belka: Podobno koledzy w Iranie stracili zaufanie bazaru.

Sienkiewicz: Tak, ale dlaczego. Oni założyli swój bazar. Gigantyczne przedsiębiorstwa ajatollahów, którzy zabierają im towar i grają ceną. Trzeba pamiętać o bazarze, bo jeśli się zapomina o bazarze to zapomina się o tym prawdziwym wędzidle władzy w tych krajach. Turcja do tej pory jest w dobrym stanie, świetnie sobie radzi. Mimo tych różnych problemów, jest przyzwoita gospodarka, zresztą wielki kapitał. Jak jest silny bazar, to promieniuje. Bazar jest protokapitalizmem. Jak jest silny bazar w jakimś mieście to z niego korzystają wszyscy dookoła. Jeśli bazar dobrze działa w Stambule to znaczy, że dobrze też działa we wszystkich innych miejscach. Jak ma czkawkę w Stambule, to grypę mają… To jest ciekawy problem, bo oni stworzyli o wiele wcześniej kapitalizm niż my, według zupełnie innych reguł, a w sumie strukturalne podobieństwa są dość silne, więc jak mówimy o takiej pełzającej rewolucji w Turcji, to trzeba wziąć to zastrzeżenie, że ona ma szansę tak długo, dopóki się nie pokłóci z bazarem. Jeśli nie wypieprzy czegoś, co jest możliwością szybkiego obrotu. Bo na czym polega bazar? Bazar jest dlatego protokapitalizmem, bo pierwsi wymyślili właśnie oni, że nie zasób towaru na sklepie, nie pieniądz, który chowasz jako zarobek, jest gwarantem twojego sukcesu, lecz szybkość obrotu. To szybkość obrotu decyduje o tym, że bazar od wieków działa według niezmiennych reguł. I jak masz kłopoty w kraju i spada ci szybkość obrotów, to znaczy, że bazar ma kłopoty.

(...)


Ta krecia robota, fasadowość, istna wioska potiomkinowska odgrywana przed światem - to jest właśnie jeden ze wzorców turańskich, tych negatywnych. W wydaniu islamistów spod znaku "Wielkiego Turanu", związanych z Erdoğanem i jego Partią Sprawiedliwości i Rozwoju - AKP, rozrzuconych także po innych partiach (na czele z MHP, jeszcze bardziej odeń nacjonalistyczną i proislamską), gdzie także wielu działaczy wywodzi się z islamskiej Partii Dobrobytu (o której wspomniał Sienkiewicz) może być wprost przerażająca.

Należy zauważyć, iż Wielki Turan vel panturkizm był pierwotnie ideą świecką, głoszoną przez tzw. młodoturków (z których wywodził się współtwórca i pierwszy prezydent republikańskiej Turcji, Mustafa Kemal Atatürk) - współcześnie zaś zawłaszczają ją islamiści. Synteza okrucieństwa obu tych formacji (młodoturcy byli odpowiedzialni m.in. za ludobójstwo Ormian) może okazać się zabójcza, zaś to, co Turcy obecnie robią z Kurdami w Turcji i Syrii, może stanowić zaledwie preludium do czegoś znacznie gorszego.

Zmienność, chaos, nieprzewidywalność. W tym kręgu kulturowym wszystkie, nawet najdziwniejsze fuzje okazują się możliwe.



Wracając do artykułu Kosiora - co z tego mogłoby wynikać dla Rosji, dla Kaukazu, dla oceny wywodzących się zeń radykałów islamskich zaangażowania w ISIS ?

Jeśli chodzi o Rosję, to udział elementów turańskich w w etnogenezie populacji zamieszkujących Federację Rosyjską wydaje się nieco mniejszy niż na Ukrainie - paradoksalnie, choć Rosja jest bardziej na wschód niż Ukraina. Rosjanie zasymilowali bowiem więcej Ugrofinów, taki mieli substrat etniczny nad górną Wołgą, Ukraińcy vel Rusini - więcej Turków stepowych.

Jednak nikt nie powiedział, że Rosja będzie wiecznie prawosławna. Już obecnie niektórzy Rosjanie przechodzą na islam, nie wiem dlaczego. Wydaje się, iż w większości przypadków nie jest to inspirowane tymi "negatywnymi" elementami turańskiego dziedzictwa, przynajmniej na razie nie jest - to chyba bardziej kwestia małżeństw mieszanych, gdyż kobieta-muzułmanka w świetle zasad islamu nie może mieć męża nie-muzułmanina. Co będzie jednak w przyszłości - tego nie wie nikt. Oficjalne źródła mówią o 21-13 mln muzułmanów w FR, natomiast Rosjanie i Polacy mieszkający w Rosji mówią, że sami nie wiedzą ilu tych muzułmanów może u nich być, podają proporcje rzędu 25-30% - czyli więcej. W 2011 roku nad problemem islamizacji rosyjskiej armii pochylił się Grzegorz Janiszewski na łamach "Polski Zbrojnej", zaś rok później w "Naszym Dzienniku" ukazał się wywiad z dr. hab. Joachimem Diecem z Instytutu Rosji i Europy Wschodniej UJ. Dr Diec zauważył w nim m.in.: "W armii rosyjskiej blisko 40 proc. żołnierzy to muzułmanie. Nie dlatego, że się ich celowo rekrutuje, tylko wynika to z liczebności roczników". Ostatnie zdanie jednak trzeba uzupełnić - muzułmanie z FR bardzo garną się do armii, są w stanie nawet dać łapówkę byle się dostać. Niezależnie od tych drobnych rozbieżności, wniosek jest jeden - za kilkanaście lat w rosyjskiej armii będą pewnie przeważać wyznawcy islamu. Natomiast odsetek etnicznych Rosjan zainteresowanych służbą wojskową jest wyraźnie mniejszy, są raczej niechętni - być może to się nieco zmieniło po wybuchu konfliktu na Ukrainie i dość sprytnej grze Putina (także na nastrojach społeczeństwa w Rosji), jednak też bym tu nie przesadzał.



Oczywiście jest też możliwe, że rosyjscy muzułmanie garną się do wojska, bo... dobrze się aklimatyzują w wojskowej subkulturze. Zwyczajnie, tak po prostu - co poniekąd pasuje do wzorów, jakie znamy z historii ludów Wielkiego Stepu, Kaukazu itd. Możliwe też, że ta droga kariery i awansu społecznego jest dla nich bardziej otwarta niż inne. Ministrem od wojska i prawą ręką Putina jest Szojgu - z ojca Tuwiniec, więc chociaż nie muzułmanin, to po części Turaniec (dziękuję redaktorowi "Taraki" za tę uwagę).

Historia uczy jednak, iż swego czasu podejrzaną "ucieczkę w armię" wykonali Alawici w Syrii, będący wcześniej pogardzaną przez miejscowych sunnitów mniejszością etniczno-religijną (znajomy Turek wykształcony w Europie z wielkim oburzeniem reagował na sugestie, że ich wyznanie może być odłamem islamu). Arabowie w XIX-XX wieku nie garnęli się do wojska, nie lubili go - natomiast syryjscy Alawici, mając do wyboru karierę żołnierza albo np. czyściciela latryn, ze zrozumiałych względów częściej wybierali to pierwsze. Toteż w armii, a także w pozostały strukturach siłowych ich liczba systematycznie rosła. Co ciekawe, weszli też do ogólnoarabskiej, socjalistycznej partii BAAS - mając, obok syryjskich zwolenników polityki Nasera, wielki wpływ na rozwój przyszłych wydarzeń. W 1963 r. drogą wojskowego zamachu stanu, mimo iż nie była to jedynie ich intryga, Alawici de facto przejęli władzę w Syrii (obalając jednak nie demokrację, a innego dyktatora, sunnitę). Większość ludzi w nowych strukturach władzy wywodziła się z Alawitów, jednak, jak podkreśla część badaczy, nie wszyscy - bowiem od tej pory, osobista lojalność wobec reżimu zaczęła stanowić kryterium ważniejsze, niż przynależność wyznaniowa i etniczna. Następnie, gdy już całość władzy znalazła się w rękach Hafiza al-Asada (ojca Baszara), gdy ów stał się swego rodzaju personifikacją nowego porządku, wspomniana lojalność zaczęła oznaczać przede wszystkim lojalność wobec niego. Zaczęto wprowadzać model świeckiego państwa, poniekąd oparty na modelu radzieckim z owych czasów - poniekąd, gdyż tworząc jego wersję w Syrii uwzględniono jej tło kulturowe, nie popełniono takich błędu jak komuniści w Afganistanie. Jednakże, o czym niektórzy zapominają, w II poł. lat 60. XX wieku w ogólnoarabskiej partii BAAS miał miejsce zasadniczy rozłam, w wyniku którego wyodrębniła się gałęzie syryjska i iracka. Ta pierwsza, po zwycięstwie "opcji świeckiej" w syryjskich strukturach BAAS w parę lat po przewrocie, wprowadziła siłą ideę państwa świeckiego, nacjonalizację banków i większości przedsiębiorstw, reformę rolną itd. - pogłębiając więzi z ZSRR. Ta druga, iracka, w wyniku przewrotu w Iraku w 1968 r. a następnie zwrotu Husajna w stronę USA odstąpiła od pierwotnych idei socjalistycznych, stając się bardziej "wolnorynkowa" (jednak tu większe znaczenie niż zachodnie idee wolnego rynku miał bez wątpienia bazar wymieniony przez Sienkiewicza - czyli swego rodzaju protokapitalizm islamski), zarzucono też ideę rozdziału państwa i religii (zaś Husajn zaczął się afiszować swoją religijnością, zorganizował sobie dywanik i zaczął się modlić na pustyni). Od tego czasu oba odłamy BAAS stawały na przeciwległych pozycjach politycznych, w pozostałych krajach arabskich członkowie partii BAAS podzielili się na stronnictwa prosyryjskie i proirackie. Z tego drugiego skrzydła BAAS wyrodziła się większość kamaryli Husajna a także jego sympatyków poza Irakiem. Po jego obaleniu, pozbawieni władzy i przywilejów kamaryla sfanatyzowała się jeszcze bardziej, przekazując islamskiego wirusa dalej, w szersze rzesze irackiego społeczeństwa - a wreszcie wrócili pod znakiem ISIS, na szczeblach władz lokalnych i regionalnych. Toteż utożsamianie różnych partii spod znaku BAAS w różnych państwach arabskich po tym rozłamie jest poważnym błędem.

Pewne powiązania Bliskiego Wschodu z Rosją, także na terenie Iraku, mogą sięgać czasów sprzed tego rozpadu. Podstawowy problem tkwi w tym, że Husajn po przejęciu władzy stał się amerykańskim famulusem, używanym przez USA do osłabiania/szachowania Iranu z jednej strony - a Syrii z drugiej. W tekście Kosiora za bardzo tego wątku nie widać, wszystko zostało podporządkowane udowodnieniu postawionej przezeń tezy.



Natomiast oto, co mnie najbardziej nurtuje, czego nie mogłem znaleźć nigdzie - i co jednocześnie stanowi największy brak artykułu Kosiora: ilu muzułmanów pracuje w rosyjskich służbach, tj. w FSB, FSO, w Służbie Wywiadu Zagranicznego i innych, ilu jest tam ludzi, którzy co prawda deklarują, że muzułmanami nie są - ale mogą mieć powiązania, także z bardziej radykalnymi wersjami islamu? Kosior tego nie uwzględnia, szkoda. W rosyjskich służbach pracują nie tylko etniczni Rosjanie - Rosja to bowiem wieloetniczna, wielowyznaniowa federacja. Trzeba uwzględniać wszystkie etnosy, a poza tym w każdym muszą być jakieś "wtyczki", oczywiście w odpowiednich ilościach.

Problem w tym, iż nawet jeśli pewne grupy / środowiska islamistów zostały założone lub przechwycone przez KGB / FSB, to nikt nie zagwarantować, że wewnątrz tych służb specjalnych w przyszłości nie utworzy się jakiś wewnętrzny krąg, wywodzący się z nierosyjskich, muzułmańskich etnosów Rosji. O ile już się nie utworzył...

W samym tylko FSB, wg informacji podawanych na ich stronie internetowej w 2014 roku, zatrudnionych było... 350 tysięcy ludzi (sic!). Ciekaw jestem, jak ktokolwiek mógłby sobie roić, że jest / byłby w stanie upilnować "czystości ideologicznej" wszystkich ludzi w ramach tak przeogromnych struktur.



Aby zrozumieć, na czym może polegać takie zagrożenie, należy się odnieść do przykładów tureckich podanych przez (byłego już) ministra Sienkiewicza. Od lat 70-tych w Turcji na nowo zaczęły działać kluby sunnickie, szkoły koraniczne - z nich wywodzą się ludzie, którzy od mniej więcej kilkunastu (dwudziestu?) lat okrzepli na tyle, że są w stanie dotrzeć np. do wielodzietnych, konserwatywnych rodzin w Anatolii i wziąć co zdolniejsze dzieci na własne utrzymanie - zyskując w zamian "swojego człowieka", którego następnie wysyła się do polityki czy administracji - a nawet, pomimo ogromnego ryzyka, także do armii i do służb, będących wcześniej strażnikami republikańskiego, świeckiego ładu. Obecni w dwóch ostatnich kemaliści, swego rodzaju hardliners pośród zwolenników świeckiego, republikańskiego ładu, też bynajmniej nie są miłymi i łagodnymi ludźmi. W przypadku wykrycia, zawsze mogą upozorować np. śmiertelny wypadek przy czyszczeniu broni, przynajmniej kiedyś różne takie "wypadki" miały miejsce w tureckim wojsku i służbach. I nadal mają - tylko że tym razem role się odwróciły. Obecnie ani dowódca, ani sąd wojskowy nie może ukarać młodego żołnierza, który robił sobie selfie na granicy z bojownikami ISIS. Bo strach jest wielki, nie wiesz kto jest naprawdę kim, zaczynasz się bać nawet własnych podkomendnych. To trochę jak turecka mafia, która w UK chyba nawet przewyższa bezwzględnością wszelkie pozostałe "mafie etniczne", z rosyjską włącznie. A wcale nie jest taka znowu liczna... Nie mówię już o Niemczech z ich nadzwyczaj liczną społecznością turecką, zresztą na co dzień nie czytuję niemieckiej prasy (angielską tak).

Oczywiście Turcja to NATO, "ład atlantycki", europejskość i w ogóle... a w rzeczywistości fasadowość, istna wioska potiomkinowska. Z dość niewinnie wyglądających organizacji wyrodziły się struktury niejawne, które teraz penetrują wszelkie poziomy życia, ich członkowie rekrutują ludzi do ISIS, zakładają firmy które skupują od ISIS ropę z zajętych w Syrii terenów (jak to jest możliwe, że tureckie służby nic z tym nie zrobiły?), szerzą strach i zwątpienie w struktury oficjalne.

W tym miejscu nasunął mi się przykład młodego inżyniera budowlanego, wciągniętego do ISIS przez znajomego z pracy. Przystąpił, pojechał do Syrii - paradoksalnie, uczynił to ze strachu. Odmówisz im po raz pierwszy - Okey, zawsze możesz zmienić zdanie, jakby co to wiesz. Odmówisz im po raz drugi - Lepiej żebyś zmienił zdanie! Odmówisz im po raz trzeci - to pewnie już nie zapytają ponownie. Za to w następnym tygodniu znajdą cię martwego, dajmy na to nabitego na pręty zbrojeniowe na budowie. Bo nigdy nie wiesz, ilu ich kolegów z pracy do nich należy... "Nieszczęśliwy wypadek... spadł z rusztowania" - tak powiedzą, jeżeli zaś będzie jakiekolwiek śledztwo, to bardzo prawdopodobne, iż prokuratura potwierdzi taką wersję. W końcu tam też mogą być "tamci"...

Ogólniej rzecz ujmując, tureckie powiązania ludzi na najwyższym szczeblu z ISIS też wyglądają ciekawie... Co prawda nie czytam po turecku - ale żeby Bilal Erdoğan, syn urzędującego prezydenta Turcji?!

I jeszcze te zamachy w Turcji, szczególnie ten sobotni, na wiecu opozycji w Ankarze. Okrutny akt barbarzyństwa... który mogły zorganizować tureckie służby specjalne. Wildstein z "Gazety Polskiej" twierdził nawet, iż tuż po wybuchu turecka policja uniemożliwiała dojazd na miejsce karetek, wymieniał także przykłady niedawnych morderstw politycznych. Tysiące Turków także jest przekonanych o odpowiedzialności służb za zamach, manifestują na ulicach różnych miast. Dziedzictwo osmańskie (do którego tak chętnie odwołuje się AKP i inni konserwatyści) ma jedną, zasadniczą cechę - życie jednostki nigdy jakoś specjalnie się w nim nie liczyło. Niegdyś sułtan pędził masy chłopów z Anatolii na twierdze chrześcijańskie w Europie - ginęli tysiącami, ale zdobywali te twierdze, bo zawsze ich było 5-10 razy więcej. A na koniec każdej kampanii było mniej gąb do wykarmienia - i mniej potencjalnych buntowników, bo celowo trzymano tych ludzi w biedzie, żeby bardziej zależało im na zyskach ze zdobyczy wojennych (trochę jak generał Suworow - uważający, że żołnierz biedny, zakwaterowany w byle jakich warunkach, jest bardziej bitny. Poniekąd także dlatego, by mniej mu zależało na własnym życiu).

W mediach tureckich najpierw powiedzą "To ISIS!", potem winą za zamach obarczą Kurdów i/lub turecką lewicę, i wszystko będzie po myśli rządu - w końcu pod pretekstem walki z ISIS dostanie od społeczności międzynarodowej zielone światło na utworzenie strefy buforowej między nimi a Turcją. Zajmą północną Syrię, następnie wszystkich pozostałych Kurdów i Syryjczyków stamtąd wypędzą - oczywiście nie drogą oficjalnych wysiedleń, zrobią tak, żeby sami stamtąd uciekli. Następnie dobiją te siły, którym jeszcze marzy się świecka Turcja - lewicę, "obrońców placu" (Plac Taksim, w centrum Stambułu. Zdecydowana większość protestujących była bezpartyjna) i innych. Jeszcze przed zamachami Witold Repetowicz, polski dziennikarz zajmujący się Bliskim Wschodem, nakreślał ten scenariusz w wywiadzie z Grzegorzem Lindenbergiem z portalu euroislam.pl. Dziś wydaje się on jeszcze bardziej prawdopodobny (warto też zwrócić uwagę na tekst Repetowicza: "Polityczne tło zamachu w Ankarze").



Widzimy, iż republikańska Turcja została podminowana przez pewne środowiska. Sienkiewicz jako spec od bezpieczeństwa już w lipcu 2013 roku wiedział, co się tam szykuje. Oraz co może nadejść: "Anatolia zaczyna teraz rządzić Turcją. A w finale jest kalifat. Bez złudzeń, w finale jest kalifat". Czy za kilka-kilkanaście lat to samo czeka Rosję?

Sądzę, że zabójstwo Niemcowa można traktować jako próbę sił wewnątrz rosyjskich służb - wszyscy czterej podejrzani byli z Kaukazu, zaś informacje które mieli nt. Niemcowa, ich wiedza gdzie i kiedy będzie można go zlikwidować i uciec bez zatrzymania itd. wskazują na ich powiązania z rosyjskimi specsłużbami.

Coś dziwnego dzieje się też w Czeczenii: Rosjanie opuszczają Grozny, który powoli zamienia się w miasto islamskie, po ulicach którego kobiety nie mogą przejść spokojnie ulicą z niezakrytą głową, bo ludzie Kadyrowa poruszają się po ulicach cywilnymi samochodami, strzelając do takich kobiet... z paintballa. Niefajnie - niby nie zabija ale boli, upokarza, do tego przy trafieniu w oko można je stracić. Wracają wymuszone małżeństwa, często ze sporą różnicą wieku między małżonkami, do tego wielożeństwo - a przykład idzie "z góry" (wg części relacji Kadyrow też ma drugą żonę, chociaż nieoficjalnie). Stan prawny nie nadąża za prawem islamskim, rosyjska Cerkiew też jakoś tak śmiesznie "tańczy" wokół tego problemu.



Stanisław Michalkiewicz (kojarzony z "Radia Maryja" i "Naszego Dziennika", choć przede wszystkim jest to człowiek dawnego UPR, stara gwardia partii, ze skrzydła monarchistycznego) wysunął kiedyś ciekawą, choć dość kontrowersyjną tezę: Putin był kreaturą oligarchów żydowskich w Rosji, tylko on ich przechytrzył! Można się z tym zgadzać lub nie - jednak z historycznego punktu widzenia Rosja to kraj, w którym wiele rzeczy może ulec zmianie w bardzo niespodziewany sposób. Czy Kadyrow i jego ludzie przechytrzą Putina? Czas pokaże...



Wracając do tekstu Kosiora - i podsumowując nasze rozważania - jestem zdania, iż obok oczywistych absurdów, jego teorie tracą na wartości w świetle wydarzeń, jakie zaszły już po jego opublikowaniu. Przykładowo, autor pisze: "IS w ogóle nie prowadzi wrogiej zbrojnej działalności przeciwko Rosji" - o tak, tylko "niechcący" ogłosili dżihad także przeciwko Rosjanom (przeciwko USA to już u nich standard). Natomiast USA odmówiło przyjęcia delegacji rosyjskich wojskowych pod przewodnictwem premiera Miedwiediewa, którzy ponoć chcieli omawiać sytuację w Syrii i Iraku. Moglibyśmy za to założyć, że amerykańscy politycy to niereformowalni ignoranci - wiecznie skazani na powtarzanie scenariusza afgańsko-irackiego (bo od tych dwóch państw zaczęło się ich szaleństwo wojenne po zamachach na WTC) - z tym, że ludzie z OAS nigdy w ten sposób nie napiszą.

Kochani, podstawowa sprawa - USA tudzież państwom Europy zachodniej wcale nie chodzi o żadną "demokrację" w Syrii czy cokolwiek podobnego. "Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o ropę" - nie pamiętam już, kto to powiedział w kontekście polityki zachodu, ale brzmi całkiem rozsądnie, i jak ładnie. A konkretniej, chodzi o ropociąg, jaki mógłby przebiegać na zachód z rejonu Zatoki Perskiej - w linii (prawie) prostej, przez Syrię, redukując w ten sposób koszty transportu. Oczywiście tak długo, jak długo w Syrii władzę dzierży opcja prorosyjska z Asadem na czele, taki rurociąg nie powstanie - stąd determinacja zachodu, by obalić Assada. Bardzo ciekawie przedstawił to pewien Hiszpan w krótkim filmie, podpierając swoją narrację rysunkiem. O historii Syrii, wyznaniach, rozłamie w BAAS i późniejszej polaryzacji światopoglądowej wśród jej odłamów prosyryjskiego i proirackiego też nie zapomniał. Popatrzajcie, bo warto.



Na koniec zostawiam szczególnie osobliwy "kwiatek" z tekstu Kosiora:

Kiedy wybuchła wojna domowa w Syrii, Asad pozwolił dżihadystom z sąsiedniego Iraku nabrać sił w jego kraju, by mogły ruszyć z ofensywą w 2014 r. Korzyści były obopólne, bo coraz silniejsze IS w Syrii osłabiało innych przeciwników reżimu.

Litości... dla każdego, kto choć trochę zna dzieje najnowsze Syrii, orientuje się w założeniach syryjskich władz i metodach (czasami dość brutalnych, prawda) ich egzekwowania, kto wie, jak wyglądało tam życie przed wojną i choć z grubsza wie, jakie wydarzenia miały miejsce wcześniej w trakcie syryjskiej wojny domowej - to absurd. Podobnie jak określanie owej najbardziej radykalnej części migrantów, idących na Europę z okrzykiem "Allahu Akbar", mianem "uchodźców syryjskich" - świecki model państwa, choć pierwotnie narzucony przemocą, zakorzenił się w Syrii dość dobrze. Co poniekąd wyjaśnia, dlaczego w siłach ISIS oraz innych radykalnych ruchów islamskich służy tak wielu cudzoziemców a tak mało rodowitych Syryjczyków (co powtarzają także Syryjczycy mieszkający w Polsce, niezależnie od różnic polityczno-światopoglądowych między sobą). Jest też i kwestia, o której wspomniał Mariusz Max Kolonko, a która wyszła przy okazji wywiadu udzielonego przez Asada dla telewizji irańskiej - ponoć Syria przyjęła całą masę imigrantów, którzy przybyli doń po amerykańskiej inwazji na Irak. Ogólniej, geneza wydarzeń w Syrii, jeszcze w 2011 roku uważanej przez analityków za jedno z najstabilniejszych państw arabskich, to również wielce podejrzana sprawa. Argumenty sugerujące, że ktoś obcy poważnie w Syrii namieszał, pochodzą z wielu różnych stron i środowisk - temu jednak warto byłoby poświęcić osobny artykuł.



Podsumowując, tekst Kosiora odbieram jako próbę "lansowania się" wysoce kontrowersyjną tezą (w znacznej mierze zdezaktualizowaną w świetle ostatnich wydarzeń), która Polsce może przynieść jedynie straty wizerunkowe: jeżeli któraś z rosyjskich propagandówek to wychwyci, tedy z łatwością mogłaby obrócić ten element na swą korzyść, wpisując go w strategię ośmieszania i szkalowania Polski (którą już obecnie zaczynają się posługiwać) - na zasadzie: "Patrzcie, co za ludzie w tej Polsce! Oto, do czego prowadzi rusofobia! Polska i Polacy - niedojrzałość, uprzedzenia!" itd. Puszczą to w swoich mediach, szczególnie tych anglojęzycznych - a byście się bardzo zdziwili, jak liczne grono odbiorców na zachodzie mają takie np. RT czy Sputniknews.

Paradoksalnie, w takim układzie Kosior sam mógłby odegrać podobną rolę jak część (wg niego) "użytecznych idiotów" spod znaku radykalnego islamu (zostawiam już wspomnianych przezeń islamistów, których podejrzewa o działalność agenturalną na rzecz Rosji).


komentarze

[foto]

1. Putin powiedział • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-17 08:12:31

Dzisiejsza poranna wiadomość:
http://www4.rp.pl/Swiat/310169920-Putin-Do-7-tysiecy-obywateli-WNP-w-szeregach-IS.html :
"Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział na spotkaniu szefów krajów poradzieckiej Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP), że wg różnych źródeł u boku Państwa Islamskiego (IS) walczy od 5 do 7 tysięcy ludzi z Rosji i innych państw WNP."
Więc należy się spodziewać, że jest wśród nich co najmniej 700 agentów rosyjskich służb lub ludzi tak lub inaczej od nich zależnych.
Ok, Isis jest wrogiem Rosji, ale to jest bardzo poręczny wróg.
[foto]

2. Któregoś dnia... • autor: Michał Mazur2015-10-17 11:14:33

"Poręczny wróg" - to idealnie pasuje do Boko Haram, tu sprawa jest ponoć o wiele bardziej jasna. Znajomi murzyni z UK twierdzą, że za Boko Haram odpowiada... Francja. Nie żadna tam "elegancja Francja" (nasze polskie wyobrażenia nt. tego kraju są wyjątkowo naiwne) - ale PRAWDZIWA Francja: zawsze chciwa, okrutna, infiltrująca wszystkie struktury, wszystkie sfery życia na terenie swoich dawnych kolonii. Być może USA też było w to zamieszane, skoro teraz wchodzi do Kamerunu pod pretekstem walki z Boko Haram. 
Godzina policyjna, niepewność w społeczeństwach Kamerunu i państw sąsiednich - niszczą gospodarkę, blokują olbrzymi potencjał jaki tkwi w ich mieszkańcach. Tego właśnie chce Francja. I tak właśnie zabija się szanse na rozwój państw afrykańskich... i wypycha kolejnych migrantów do Europy. Obecnie już coraz więcej Afrykańczyków zdaje sobie z tego sprawę. A to nie są ludzie, którzy pokornie spuszczą głowę w dół i zaakceptują wszystko. Już nie!

Któregoś dnia, jako Wolna Polska, trzeba będzie powiedzieć Afryce Subsaharyjskiej: "Jest Europa i Europa. To nie Polska czy Węgry grabiły wasze ziemie - to Anglia i Francja, do tego ludobójcza Belgia, w mniejszym zakresie także Włochy i Niemcy. My jesteśmy inną Europą, bez przeszłości kolonialnej! [tak z grubsza] - jesteśmy otwarci na współpracę gospodarczą z Wami na uczciwych warunkach!"
Podobnie trzeba by powiedzieć w Chinach, swego czasu kontrolowanym w straszliwie brutalny sposób przez zachód. I w ten sposób wygramy ich dla sprawy wzajemnej współpracy gospodarczej, dla sprawy silniejszej Polski w świecie.
Do tego jednak, jako Polska, musimy mieć męża stanu, kogoś odważnego i bystrego - jeżeli nie prezydenta, to przynajmniej kogoś równie rozpoznawalnego w świecie. Albo i jeszcze bardziej...
EDIT, 19.10.2015 : Wczoraj (czyli już po napisaniu tego tekstu) Hakan Fidan szef tureckiego wywiadu powiedział: “ISIS is a reality and we have to accept that we cannot eradicate a well-organized and popular establishment such as the Islamic State; therefore I urge my western colleagues to revise their mindset about Islamic political currents, put aside their cynical mentalité and thwart Vladimir Putin′s plans to crush Syrian Islamist revolutionaries,” Anadolu News Agency quoted Mr. Fidan as saying on Sunday. Nie jest to pierwszy raz, kiedy zdarzyło mu się z czymś takim "wypsnąć". 
I jeszcze to, też najnowsze - Carla Malouf, dziennikarka: Turcja odpowiada za masową migrację do Europy, zaś Syryjczycy to tylko 20 proc. z kierujących się w nasze strony ludzi. Turkey, why?
[foto]

3. Pewnie za poczciwą Turcją stoi • autor: Wojciech Jóźwiak2015-10-19 10:25:50

...ktoś Gorszy :).

Dopisując: prawdopodobnie rządy dzielą się na dwa typy, albo "grawitują" ku tym dwom typom:
1) Wywiad rządzi (prawie) jawnie, tzn. "wywiad i rząd/prezydent to jedno"
2) Wywiad kieruje rządem z tylnego fotela, i może to być wywiad własny lub cudzy, częściej cudzy.
Rosja z Putinem należy do typu 1, "jawnowywiadowczorządnego"; tutaj też Izrael, Chiny.
USA należą do typu 2, "tylnofotelowego", Polska najoczywiściej też.
Pytanie, do którego typu należy Turcja?
[foto]

4. Wykrakałem... sojusz ukraińskiej ekstremy z kalifatem / ISIS • autor: Michał Mazur2015-11-18 09:22:17

Turcja? Turcji obecnie nie da się już sklasyfikować wg podanej typologii, tam ostatnie wzory świeckiego państwa właśnie umierają. Ona ma sens dla państw funkcjonujących wg porządku zachodniego (nawet jeśli miałoby to być funkcjonowanie takie +/-, jeno przy zachowaniu pozorów zachodniej demokracji jak Moscovia). 
EDIT: Islamizacja w Turcji niestety wypacza już całe społeczeństwo - tureccy kibice wybuczeli minutę ciszy dla ofiar zamachów.

Jeden z liderów ukraińskiej skrajnej prawicy, Dmytro Korczyński zaproponował, by... bojownikom ISIS przyznać azyl, w końcu oni też walczą przeciwko Moskwie. Niesamowite... określił ich dosłownie jako "sojusznika". A dopiero co "Zvezda" pisała o bojownikach islamskich, urządzających sobie wczasy na Ukrainie. No i gruba afera - wg oficjalnego komunikatu SBU Ukraińcy mieli w garści bojowników ISIS i Al-Nusry zatrzymanych na granicy, łącznie 59 osób - i co? SBU twierdzi, że część deportowali, część po prostu cofnęli na granicy. Czyli mieli ich w garści, a wypuścili !!

Jeszcze gwoli wyjaśnienia - w artykule autor na końcu odnosi się do tego, co opublikowała wcześniej "Zvezda". Czyli - nawet jeśli SBU kłamie, to i tak pewnie było coś na rzeczy, skoro teraz czują się w obowiązku raportować w ten sposób. Tak czy siak, konkluzja jest jedna - nie wierz Ukrainie. 
Rosji też nie. Ten cały konflikt jest o tyle przydatny, że dzięki niemu dowiadujemy się bardzo wiele o jednych i drugich, o metodach ich działania, mechanizmach ich polityki itp.
[foto]

5. Ukraina i Turcja • autor: Wojciech Jóźwiak2015-11-18 09:51:11

Turcja jest naturalnym sojusznikiem Ukrainy. Gorzej: jest jest "brakującą połówką" Turcji. Aż dziwne, że nie obserwujemy jakiejś dyplomatycznej ofensywy Turcji na Ukrainę. Odkąd "uwrożona" z Rosją i odrzucona przez UE, Ukraina pozostaje "panną na wydaniu" lub raczej "upadłą dziewką do wzięcia" przez kogoś trzeciego. USA niby się starają, ale są za daleko i "od święta", a ta "mucha" dla "psa" zbyt marginesowa. Turcja jest idealnym "silnym facetem", który mógłby Ukrainę "wziąć". (Szkoda, że nie Polska, ale widać, że teraz tory naszych dwóch krajów ostro się rozjeżdżają.) Geograficznie Ukraina jest dopełnieniem Turcji, gospodarczo znakomitym "pustym" rynkiem zbytu -- zresztą tam Turcja wracałaby na HISTORYCZNIE swoje ziemie! Turcja ma nadmiar ludzi, Ukraina wyludnia się, logicznie wynika turecka fizyczna kolonizacja Ukrainy, nie tylko polityczna i kapitałowa. Dla nas powrót Turcji do obozu agresywnego islamu i wejście Ukrainy w orbitę Turcji byłoby rekreacją Dzikich Pól. Szkoda, bo Turcja jest naturalnym geopolitycznym sojusznikiem Polski.
[foto]

6. Więc i Redaktor dostrzega... • autor: Michał Mazur2015-11-18 12:02:21

Więc i Redaktor dostrzega, co się może wydarzyć...

Dzikie Pola 2.0, przedłużenie Turcji tuż za naszą wschodnią granicą, turanizacja Ukrainy. Katastrofa cywilizacyjna, mogąca mieć wpływ także na Polskę bezpośrednio, wewnętrznie a nie tylko zewnętrznie. Bo w takim scenariuszu, szczególnie jeśli będziemy zmuszeni dawać im odpór, to ichnia prymitywizacja może przełożyć się także na obniżenie poziomu kultury politycznej w Polsce. Coś takiego mogłoby zatruć politykę także innych państw sąsiadujących z Ukrainą. Do tego pamiętajmy, że Turcja staje się coraz bardziej fanatyczna, a "w finale jest kalifat". Jak zatem by wyglądała jej ukraińska "odnoga" - za 20, 50, 100 lat? Katastrofa...

Tureckiej ofensywy dyplomatycznej na Ukrainie nie ma, przynajmniej nie w naszym rozumieniu. Tworzą się za to jakieś dziwne powiązania między ukraińską prawicą, Turcją, Tatarami krymskimi (w zasadzie częścią z nich, reszta chce się trzymać od tego z daleka, podobnież jak od wszelkich fanatyzmów religijnych) i ich diasporą w Turcji (w większości urodzeni i wychowania w Turcji, są bardzo "poturczeni", do tego zislamizowani - podlegają już tej samej dynamice co Turcy, a nie np. ich dalecy kuzyni z Tatarstanu czy z Polski). Kongresy i obrady Tatarów w Turcji, na które przyjeżdżają też osoby reprezentujące nową ukraińską władzę. Do tego dochodzi wrogo nastawiona do Rosji część mieszkańców Kaukazu, głównie Czeczeńcy - w ukraińskich batalionach ochotniczych. Wraca też sprawa ochotniczego "batalionu muzułmańskiego" i wzajemnie sprzecznych ze sobą oświadczeniach ukraińskich oficjeli w tej kwesti. Wszystko niby jawne a w praktyce niejasne, trudne do jednoznacznego zinterpretowania, wg prawideł logiki zupełnie innej niż nasza. Trochę przypomina to Moscovię, ale nawet tam pewne rzeczy wyglądają bardziej "po naszemu", bardziej "po europejsku". To jest właśnie ta gorsza twarz Turanu, jeden z elementów nań się składających.
[foto]

7. Ukraina czyli pomiędzy • autor: Wojciech Jóźwiak2015-11-18 12:17:46

Ukrainy, tzn. rozwoju sytuacji tam, aż tak bym się nie obawiał. Ukraina jest na mocy swojej tradycji historycznej "typem" biernym, reaktywnym i rozproszonym. Żadna "skupiona siła" tam powstać nie ma prawa. Każdy "ruch zbierający" spotka się z reakcją, która go wytłumi. To jest "stwór wielogłowy". Raczej przestrzeń dla czyichś hulanek niż własna siła. Oczywiście, bardziej realna jest groźba, że to Turcja się "zbiesi". Rosja ani nie może ani nie chce jakiegoś politycznego wchłonięcia Ukrainy; gdyby to było możliwe, dawno by to zrobiła, jak w Białorusi. Raczej będzie "iść" na trwałe rozczłonkowanie Ukrainy w postaci np. zainstalowania państwa federacyjnego. Oczywiście to, co jest siłą USA, Niemiec lub Indii (federalizm) w Ukrainie wtrąci ten kraj w trwałe bycie pograniczem, strefa "pomiędzy". Taki anarchiczny federalizm (przypominający np. dawną Rzeszę Niemiecką) byłby "uwieńczeniem" faktycznych długoczasowych tendencji tego kraju czyli jakby zgodny z jego naturą. Ciekawe, czy ktoś z naszych odpowiedzialnych polityków tak myśli lub próbuje.
[foto]

8. Racja, słuszne przemyślenia.... • autor: Michał Mazur2015-11-18 12:42:36

Racja, słuszne przemyślenia. Niemniej jednak taki "stwór wielogłowy", będący bardziej przestrzenią dla hulanek rożnych indywiduów też może zatruwać relacje w całym regionie. Nasuwają mi się tu nie tyle sławni przywódcy Kozaków, co tzw. warlords z Afganistanu. Tudzież podobni w Somalii. Na szczęście Ukraina cywilizacyjnie stoi wyżej od obu tych krajów, jednak warlord w masce np. posła czy "wielkiego inwestora" to nadal warlord. Swoje zrobi i będzie ciągnął wszystko w dół.
--->Taki anarchiczny federalizm (przypominający np. dawną Rzeszę Niemiecką) byłby "uwieńczeniem" faktycznych długoczasowych tendencji tego kraju czyli jakby zgodny z jego naturą. Ciekawe, czy ktoś z naszych odpowiedzialnych polityków tak myśli lub próbuje.
Tzn. co próbuje? Popchnąć Ukrainę właśnie w tym kierunku - uważając, że mogłoby to być korzystne dla Polski? Dobrze rozumiem? Brzmi ciekawie 
[foto]

9. Popchnąć? • autor: Wojciech Jóźwiak2015-11-18 13:44:18

Popchnąć jak popchnąć... Dyskretnie wspierać, uprzejmie nie przeszkadzać...
Afganistanem Ukraina nie będzie -- nie to "paliwo" ludzkie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)