Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 maja 2018

Autorów wielu lub nieokreślony

z cyklu: Zawijawa: sny i wizje (odcinków: 2316)

O prastarej puszczy przy końcu świata

Kategoria: Sny i wizje

« Wdychałam kokainę i młode towarzystwo Cmentarz i wypadek »

Witam wszystkich Tarakowiczów! Znam Tarakę od wielu lat, często korzystam z zamieszczonych przez pana Wojciecha opisów kart tarota i interpretacji heksagramów, ale poza AstroAkademią nie brałem udziału w tutejszych dyskusjach i nic nie publikowałem. Dopiero niedawno odkryłem Zawijawę i myślę, że to bardzo ciekawa koncepcja. 


Sen, który Wam opowiem, miał swój początek na przyleśnej polanie, gdzie znalazłem się wraz z rodziną, a może z grupą przyjaciół. Bujna zieleń, ciepłe powietrze i nasze pogodne nastroje wskazywały na wiosenny lub letni spacer albo piknik. Pamiętam, że bawiliśmy się w jakiś rodzaj dziwnej i naiwnej, dziecięcej gry. W powietrzu fruwały kolorowe piłki, bańki mydlane, a my skakaliśmy, tańczyliśmy i niczym bohaterowie „Piotrusia Pana” uczyliśmy się latać. Nie potrafię bliżej określić jak długo trwała ta sielanka. Pamiętam tylko, że minęła wraz z nadejściem ciemnych chmur, złowieszczego wiatru i dojmującego poczucia grozy.  


Moi towarzysze postanowili wrócić do domu, zanim nad polanę nadciągnie powodujące nasz strach, bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo. Ruszyliśmy więc grupą wzdłuż lasu, lecz ja w pewnym momencie z nieznanych mi do końca przyczyn, odłączyłem się od reszty. Być może wiodła mną ciekawość, a może z jakiegoś powodu straciłem zaufanie i poczucie przynależności do grupy, z którą jeszcze chwilę temu tak miło spędzałem czas. Cokolwiek mną kierowało, sprawiło, że wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą w głąb lasu i po chwili marszu oddaliłem się od polany na tyle, że przestałem dostrzegać bijące z jej strony światło, które wcześniej oświetlało mi drogę.


Drzewa początkowo niskie, wąskie i młode ustąpiły miejsca drzewom potężnym i starym. Las przypominający typowy las miejski, zamienił się w ciemną i gęstą puszczę, w której jedynym źródłem światła były jego cienkie smugi przebijające się tu i ówdzie przez kopułę zbudowaną z koron drzew. Ponownie zaczęło narastać we mnie poczucie zagrożenia, które osiągnęło swój zenit, gdy usłyszałem trzask łamanych gałęzi i ujrzałem zbliżające się z oddali czarne sylwetki wilków.


Zacząłem biec i gdy nadciągająca z prawa i z lewa wataha była na kilka metrów ode mnie, spróbowałem wzbić się w powietrze. Moje początkowe próby lotu wyglądały bardzo marnie i bezradnie. Kilka razy wzniosłem się na wysokość najwyżej dwóch metrów, by po chwili opaść na ziemię. Wilki szarpały mnie za nogawki i koszulkę oraz gryzły po kostkach i łokciach, a w krótkich chwilach lotu zahaczałem o gałęzie drzew, które raniły mi twarz, ręce i nogi. Myślałem, że to już koniec, ale pomimo braku nadziei zdecydowałem się odbić raz jeszcze i tym razem mi się udało. Wzniosłem się ponad korony drzew i po chwili leciałem zupełnie swobodnie nad rozciągającą się po sam horyzont puszczą.


Niebo znów było bezchmurne, słońce grzało mnie w plecy, towarzyszyło mi uczucie szczęścia i wolności, lecz puszcza zdawała się nie mieć końca, więc zdecydowałem się wylądować na leżącej w oddali leśnej łące. Lądując dostrzegłem znajdujący się w jej centrum ogromny stary dąb i po chwili stałem już naprzeciwko niego i opartej o jego pień kobiecej postaci. Osobą opartą o drzewo okazała się być moja obecna współlokatorka, Francuzka o fizjonomii zbliżonej do neolitycznych przedstawień Bogini Matki. Anne, bo tak ma na imię, nic nie powiedziała, tylko pomachała mi ręką na przywitanie. Przez chwilę staliśmy tak naprzeciwko siebie, jakby nie wiedząc, co dalej robić. Chwilę naszej niepewności przerwał wiatr, chmury, które ponownie przesłoniły słońce i przyniosły ze sobą jeszcze silniejsze niż poprzednio poczucie zbliżającego się wielkiego niebezpieczeństwa.


Ja i Anne wspięliśmy się szybko na ów ogromny, stary dąb i usiedliśmy na jego przeciwnych gałęziach. Drzewo to było na tyle wysokie, że z pozycji, w której się znajdowaliśmy widzieliśmy rozległą panoramę puszczy, a na jej horyzoncie otaczające ją pierścieniem czarne sylwetki gór i jak okazało się za chwilę - wulkanów. Powietrze zrobiło się gęste i duszne, chmury stawały się coraz ciemniejsze, a moje poczucie zagrożenia osiągnęło wymiar apokaliptyczny. Czułem, że zbliża się koniec świata i chyba na potwierdzenie moich obaw zatrzęsła się ziemia, a wspomniane góry na horyzoncie zaczęły wybuchać. Jakby tego było mało, dym wydostający się z wulkanów uformował na niebie kształt czarnego jak ołów okręgu, z którego po chwili, niczym z między-wymiarowego portalu, wynurzyła się i zstąpiła na ziemie wiejąca grozą postać olbrzyma, przypominająca czarny charakter z baśni „o Jasiu i magicznej fasoli”. Sen zakończył się obrazem drzew wyrywanych przez wielkoluda.


Był to jeden z bardziej barwnych snów, jakie miałem w życiu, ale pozostawił mnie z poczuciem małości, słabości i bezradności. Po obudzeniu długo myślałem o tym śnie i zastanawiałem się jak wyglądałby jego dalszy ciąg. Ucieknę, znowu odlecę, a może tym razem stanę do walki? Jak poradzić sobie w obliczu tak wielkiego zagrożenia?



Zawijawa: sny i wizje: wstęp na końcu

Sny.
Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Wdychałam kokainę i młode towarzystwo Cmentarz i wypadek »

komentarze

[foto]

1. Nierozpoznany Autorze...! • autor: Wojciech Jóźwiak2018-05-03 18:36:21

Po niedawnych Porządkach w Tarace coś musiało się rozszczelnić w systemie, że przez edytor przeszedł tekst/sen bez autora. Nierozpoznany Autorze! Proszę skontaktuj się ze mną w celach techniczno-porządkowych.

Co do Zawijawy wyjaśniam, że ten serial zbiera sny, które każdy (mający/a konto w Tarace) może tu wpisywać.
Zawijawa dawno temu 2010, 2011 była zaczęta jako osobny senny serwis/portal z własną domeną, ale ponieważ okazała się na wyrost, włączyłem ją do Taraki.
Zawijawa nazywa się mała gwiazdka w Pannie (gwiazdozbiorze i znaku zod.), beta Virginis, leżąca prawie dokładnie na ekliptyce.
http://www.constellationsofwords.com/stars/Zavijava.html
Nazwa jest arabska i znaczy (podobno): "róg (czyli: zaułek, zakątek) szczekającego". Psia uliczka.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)