Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 listopada 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Szamanizm narodowy (odcinków: 4)

O przywrócenie rodzimych bogów


« Szamanizm narodowy

Bytami, które najbardziej przypominają bogów, a przy tym, inaczej niż bogowie, są poważnie traktowane chociaż przez część opinii, są archetypy. Te według Junga. Wiele lat temu kiedy dowiedziałem się, że w Polsce działa sangha buddyzmu tybetańskiego, mój znajomy, który już w niej był, mówił mi, że te liczne bóstwa wadżrajany (tybetańskiego buddyzmu) są to w istocie archetypy, które i tak, z natury, żyją w naszych umysłach. Wyznawałem wtedy pogląd, że „dobre” (właściwe, porządne) religie nie powinny zmyślać swoich bogów, i że przedmiotem autentycznej religii nie mogą być jakieś zmyślenia, czyli treści kultury, które są umowne i dowolne, lecz powinno się szukać tego, co jest przynajmniej tak samo niezależne od naszych fantazji, jak są twarde fakty nauk o przyrodzie. Właściwi bogowie nie mogą być kulturowymi konwencjami, muszą być faktami przyrody („przyrody” naszego umysłu) – tak wtedy uważałem. (Nie muszę dodawać, że w tybetańskiej wadżrajanie napotkałem na mnóstwo kulturowych konwencji. To było moje rozczarowanie...)

Ale archetypy, tak jak pisze o nich Jung (lub jak ja to z fragmentów pism Junga zrozumiałem), są w niepokojąco jednostronnej relacji do nas. Wydaje się, że jakoś nas zamieszkują (tzn. nasze umysły), jakoś w nas działają, a często nas męczą. Podczas gdy my, ludzie, mamy z nich mały pożytek i podobnie mały wpływ na nie. Tak jakby szła linia transportowa od archetypów do ludzi, ale nie było (lub była słaba) linia transportowa od ludzi do archetypów. Możemy archetypy badać, studiować (jak robił to Jung i jego kontynuatorzy), możemy obserwować ich przejawy w naszych życiach, nastawieniach i snach, możemy nawet się ich obawiać, bo zdarza się, że przejawiają się jako choroby, także te umysłowe – ale raczej z przekazów Junga nie wynika, że można by je zastosować w pozytywnej pracy nad sobą, na własnym samorozwojem. A jeśli nawet takie wątki u Junga były, to jakoś nie rozwinęły się dalej. To nie jest przypadek, że wielu ludzi zaczęło śnić o buddyjskim oświeceniu, a nie o jungowskiej indywiduacji.

Bóg (jeden z licznych) w ujęciu archetypowo-jungowskim byłby więc takim archetypem, z którym można jakoś planowo pracować, żeby skorzystać z energii, mocy lub zdolności, które on potencjalnie zawiera. Planowo, czyli według pewnej metody. Oczywiście, można czekać, aż moc archetypu na kogoś tajemniczo spłynie (lub nie zechce tego uczynić) – ale warto korzystać z bardziej doświadczonych dróg duchowych, bo przecież na tym polegała i polega wyższość buddyzmu i jego atut, że zasadzał się nie na czekaniu na oświecający błysk, tylko na aktywnej pracy, aby ten błysk wypracować i przywołać. – Czyli na metodzie. Więc w skrócie, bóg (jeden z wielu!) w tym ujęciu byłby to archetyp plus metoda (metoda pracy z nim).

W innym ujęciu, zauważamy, że znani ze świata bogowie byli zawsze mieszkańcami mitów, należeli do mitu. (Fundamentaliści mit uważają za prawdę. Nawet za prawdę prawdziwszą od innych.) Mit leci na trzech skrzydłach: jest opowiadany jako narracja i tych narracji jest zwykle wiele z wariantami i z nowinkami; po drugie, jest koncentrowany do znaków, do ikon, symboli; po trzecie jest inscenizowany w ramach rytuałów. Tak uważa Herfried Münkler; czy to on jest autorem tej koncepcji, czy ktoś inny, nie wiem. Wynika z niej, że aby zaistniał mit, tamte trzy rzeczy muszą się zejść: pewna opowieść, pewien znak-symbol i pewien spektakl, w którym grają ludzie. To jest też pewną wskazówką dla przywrócicieli bogów, bo wynika z niej, że nie wystarczy sama opowieść, ani nie wystarczy samo kreślenie lub budowanie symbolicznych obiektów, i nie wystarczą same rytuały – muszą one wszystkie zbiec się w jedną całość.

Mity mają swoich bohaterów, ale nie każdy i nie zawsze bohater mitu jest bogiem (jednym z wielu), bo żeby nim być, musi mieć jeszcze jedną szczególną właściwość: musi objawiać się ludziom. I w tym jawieniu powstaje szczególna żywa więź mitycznego bohatera z ludźmi i z ich marzeniami, żywy przepływ.

Kolejną wskazówkę do pracy z bogami dostała w latach 1990-tych pewna kobieta z Puław. Jej sen (jest w Tarace pt. „Szamańska Częstochowa”) jest ścisłym odwróceniem opowieści o Wieży Babel. Jest tam wieża, ludzie wspinają się po niej do wyższego świata, wspinaczka jest ciężka i rani dłonie, ale w pewnym momencie z góry zostaje spuszczona do nich drabina; dodajmy: z rogów łosia, i to jest ta pomoc „z góry”, która umożliwia sukces i dotarcie do celu, do górnego świata. (W Wieży Babel z góry nie przychodzi pomoc, ale mściwa kara. Opowieść o Wieży Babel została kiedyś obmyślona po to, żeby jahwizm odciąć od szamanizmu.) Wskazówka ta więc brzmi: konieczny jest twój wysiłek, praca, metoda, gdyż wtedy masz szansę, że w pewnym momencie przyjdzie do ciebie pomoc i zasilanie z tamtej wyższej lub głębszej warstwy świata (lub umysłu).

Wiesław Juszczak w książce „Realność bogów” referuje poglądy niemieckiego filozofa i religioznawcy Waltera Friedricha Otto, który bogów – miał na myśli przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, bogów dawnej Grecji – uważał za byty realne, ale realnością inną niż materialna, bo za Gestalten (liczba pojedyncza: Gestalt). „Figury, kształty, formy, całości”, czy jak jeszcze inaczej przybliżać to tajemnicze niemieckie słowo. Owe Gestalten, chociaż nie są namacalne, to jednak nieustannie jawią się w świecie, układają go, nadają mu sens, sklejają jego fragmenty w całości i obrazy.

Rodzimowiercy, jak ich znam i jak o nich słyszę, starają się odtwarzać, rekonstruować i wskrzeszać dawnych (u nas: słowiańskich) bogów, przywracać ich zaginione obrzędy lub własne domniemania o nich. Nie jest to konieczne – chociaż jednocześnie nie jest bez sensu. Bogowie, gdy skupimy się na nich posługując się takimi jak wypisane wyżej lub innym wskazówkami, okazują się być raczej czymś, co jest, istnieje teraz – niż czymś co było, następnie przestało być i co dopiero ma zostać zrekonstruowane i odbudowane. Oni są, jestem do tego przekonany, tylko trzeba umieć ich zobaczyć. Albo pozwolić im się objawić i umieć dostrzec ten przejaw. Ktoś skupiony na rekonstrukcji dawnych bogów może nie zauważyć obecności bogów obecnych.

Bogowie mają coś wspólnego z potencjałem. W ekologii jest takie pojęcie: potencjalny biom. Potencjalny zespół roślinny. Chodzi o to, że wprawdzie pierwotna roślinność od dawna na jakimś terenie nie istnieje, ale gdyby ludzie wycofali się ze swoją gospodarką, to naturalne zespoły roślin weszłyby na ten teren, i sztuka polega na tym, żeby rozpoznać, jakie. Te potencjalne biomy często nie zanikają od razu. W kilkanaście lat po zbudowaniu blokowej dzielnicy Stegny w Warszawie (mieszkałem tam wtedy krótko) między blokami żyło stadko kuropatw. Nad domem, gdzie się urodziłem (urodziłem się w szpitalu, chodzi o dom, gdzie mieszkałem przez wiele lat od urodzenia) unosiły się latem wysokie kolumny komarów, ślad tego, że dawniej płynęła tam rzeczka, wpuszczona w rowy przez meliorantów. Na mojej działce, gdzie teraz mieszkam, wyrastają wiązy i olchy, chociaż nikt im nie pomaga. Niekiedy potencjalny krajobraz daje znać o sobie przez swój uporczywy brak: na przykład na Warmii obserwowałem roślinny chaos, któremu zaradzić mogłyby tylko dęby, gdyby pozwolić im rosnąć w zwartej masie (zobacz: „Wołanie ziemi o dęby”). Mam wrażenie, że bogowie są w podobny sposób (jak tamte dęby, komary lub wiązy) jako potencjał obecni w ziemi, w krajobrazie, w glebie i skale, w drzewach i zwierzętach, w równinach, rzekach i górach. Co muszą wyczuwać przeciwnicy bogów (ci „a-teiści”), którzy maniakalnie oznakowują wierzchołki gór swoimi krzyżami. A pozytywnie, odczuwają neo-poganie, dla których, jak napisał kiedyś Scott Simpson, znacząco często droga ku świadomemu pogaństwu zaczynała się od fascynacji przyrodą i jej duchowym wpływem.

Ten ukryty potencjał ma także historia, mają obyczaje, mają wierzenia „ludu” i twórczość artystów, często wyraźnie i buntowniczo różna od oficjalnej religii. To jest też ten wątek, który naprowadza nas na pamięć o naszych przodkach. Zarówno tych dalekich i osobiście nieznanych, a często tylko uśrednianych, jak i tych bliższych, czyli rodzinnych. W tym ujęciu pogaństwo w dużym stopniu pokrywa się z patriotyzmem.

Wczoraj, 6 listopada (2014) w pełnię, pociłem się – tzn. brałem udział w ceremonii szałasu potu – z intencją reunii, czyli ponownego połączenia się, z bogami naszej ziemi i naszych przodków. Pozdrawiam Przyjaciółki i Przyjaciół, którzy byli tam w tym kręgu. Nad Rawką. W Puszczy Bolimowskiej.

Szamanizm narodowy: wstęp na końcu

O szamanach i ich Odrodzeniu, narodzie, korzeniach i narodowych religiach


« Szamanizm narodowy

komentarze

[foto]

1. Świadomość • autor: Ewa Maria Piasecka2014-11-08 12:44:14

Campbell - "Potęga Mitu"
Częścią kartezjańskiego sposobu myślenia jest uważanie świadomości za coś specyficznego dla głowy i przekonanie, że głowa jest organem, w którym rodzi się świadomość. Tak nie jest. Głowa jest organem, który nadaje świadomości pewien określony kierunek, nastawia ją na określone cele. Ale świadomość tkwi tu, w całym ciele. Cały świat żywy kształtowany jest przez świadomość.
Mam przeświadczenie, że świadomość i energia w jakiś sposób są jednością. Tam gdzie widzisz energię życiową, jest świadomość. W świecie roślinnym na pewno jest świadomość. Gdy się mieszka w lesie, tak jak ja w czasach chłopięcych, widzi się te rozmaite świadomości, jak się splatają ze sobą. Jest to świadomość roślinna i świadomość zwierzęca, a my mamy udział w obu z nich. Zjadasz pewien pokarm, a twoja żółć od razu wie, gdzie znajduje się coś dla niej, żeby mpgła zacząć to obrabiać. Cały ten proces jest świadomy. Jego interpretacja czysto mechaniczna nic nie daje. 
[foto]

2. przeczytałem • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-08 18:18:14


jednym tchem

, ...kolejny świetny artykuł ...Dziękuję Wojtku...

 

Pozdrawiam

 

[foto]

3. Droga ku pogaństwu • autor: Przemysław Kapałka2014-11-10 17:22:42

U siebie też obserwuję, że w miarę rozwijania fascynacji Naturą zwracam się ku pogaństwu. Ale do końca się chyba nie zwrócę. Wolę czcić Naturę pod jej własną postacią, a nie pod postacią jakichś bóstw.
[foto]

4. Pytania • autor: Radek Ziemic2014-11-10 17:33:50

Czy wszystkie narody powinny wskrzeszać swoich bogów? (O ile są patriotyczne te narody, naturalnie.) Czy nie za wiele wiemy już o micie (ale i religii), aby mówić o realności bogów? (Nie chodzi mi o kreacyjny rys fantazmatu (czyli tworu wyobraźni zbiorowej lub indywidualnej), ale o ich byt, realność od świadomości niezależną). Dla jasności - to nie jest zachęta do ateizmu, a nade wszystko do odwracania się od problemu. Poza tym, dlaczego nasze bogi? Czy Chrystus jest naprawdę gorszy od Światowita? Skąd w ogóle pytanie o Boga / bogów / sacrum? Jakie "pierwotne" doświadczenia składają się na myślenie o nich? Czy jest coś takiego jak zmysł sacrum (takie jego dotykanie)? Pomijam w tym miejscu takie kwestie, jak religie a lęk, religie a władza, nie chcę już komplikować. Religie od dość dawna zdają mi się takim zagadywaniem tajemnicy, takim odwróceniem się od sacrum (w jego cudowności i grozie), odczepnym dla absolutu, jak to ujął pewien polski filozof. Ale w powrocie do pogaństwa (w religijnym sensie), jak i do szamanizmu dostrzegam pewną pułapkę (doceniając zarazem niektóre cechy tych zjawisk, jak na przykład pewien, rzekłbym, nabożny szacunek dla natury). Nasuwa mi się w ogóle pytanie, czy możemy jeszcze naiwnie używać takich słów, jak Bóg czy bogowie? Co one znaczą? A może to, co Nieoznaczone? Może trzeba wymyślić nowy język Nieoznaczonego / Tajemnicy / Sacrum? (I czy nie idealizujemy tych dawnych religii: drzewiej  to dopiero bywało (nie za dużo przy tym o nich wiedząc)).
[foto]

5. Szczątkowe odpowiedzi • autor: Przemysław Kapałka2014-11-11 12:01:23

Ja bym ani nie wskrzeszał bogów, ani nie tworzył nowych. Niech ten Absolut (Absoluty?) będzie rzeczywiście absolutny, nie ma potrzeby wtłaczać go w jakieś formy, chyba że na potrzeby tych, którzy bezforemnego nie są w stanie pojąć, ale tu nie wiem, co doradzić. Ogólnie podpisuję się pod powyższą wypowiedzią. Tyle, że niech się to dzieje spontanicznie, nie twórzmy niczego odgórnie i na siłę, nawet gdyby miało trwać wieki.
[foto]

6. Chciałem o tym napisać dłuższy artykuł, • autor: Radek Ziemic2014-11-11 14:14:14

że nie da się powrócić do źródeł, jakichkolwiek, nie tylko rodzimych, pt. Czy neoszamanizm jest możliwy (odpowiedź nie byłaby zresztą jednoznaczna). Ale ciągle mam trochę za małą wiedzę, muszę po prostu doczytać, pewnie też trochę porozmawiać z ludźmi, którzy nie tylko wiedzą, ale zarazem w czymś są i żyją tym. W każdym razie w tekście tym punktem wyjścia i dojścia byłby następujący cytat z wywiadu bodajże z jednym z największych polskich "szamanów" (chyba właśnie także polskich), poety Zbigniewa Herberta: "Chciałbym zachować szacunek dla pierwiastka irracjonalnego w człowieku; dla jego potrzeby poezji i tego, co nasi przodkowie nazywali Bogiem, a dla czego my, ich potomkowie, szukamy nowego języka". Jest to moim zdaniem jedna z najważniejszych wypowiedzi na temat dwudziestowiecznego kryzysu wiary i religii, sceptyczna, ale i niepozbawiająca kruchej nadziei (Herbert powiada o sobie w jednym z wierszy, że chciałby pozostać wierny niepewnej jasności). Ważna jest tu pewna antropologia - koncepcja człowieka zanurzonego w irracjonalnym. A także wiary jako doświadczenia, sprawdzania tego, co kryje się za mitem. Nie ma przecież czegoś takiego jak "bogi", ale może za tym określeniem, którego przyjąć w pełni już nie można, skrywa się coś, co było odczuwalne i dla tych, którzy w bogi wierzyli, i dla nas, z tej wiary wydziedziczonych. Nie przeskoczymy przepaści czasu, nie połączymy się z przodkami, reaktywując bogi, prosta kontynuacja / komunikacja nie jest możliwa. Ale być może w grę wchodzi niepewne przymierze między dawnymi i nowymi czasu, które polega - poza podejściem krytycznym - na próbie  zrozumienia, wczucia się w przeszłość ("co nasi przodkowie nazywali Bogiem").  
[foto]

7. Marcinie (wyjaśnienia wstępne) • autor: Radek Ziemic2014-11-11 15:18:33

1. nie można nie przyjmować jakiegoś punktu widzenia, choć ja nie absolutyzuję swojego; 2. mój sceptycyzm jest metodą (nie światopoglądem) i jest umiarkowany; wyrasta też z kilku prostych doświadczeń, powtarzalnych i intersubiektywnych, takich, jak na przykład, zmysłowa percepcja, świadomość rozdźwięku między myślą i językiem a rzeczywistością itd. 3. analizuję też mit / opowieść, w tym i tę o nadrzędności, nie tylko w jej naiwnej postaci (mit, religia), ale i jej mniej lub bardziej krytyczne wersje; 4. nie zamierzam negować mojego doświadczenia codziennego, dlatego też wolę gdy ogólniejsze struktury myślowe się z nim zgadzają; 5. w mniejszym stopniu interesują mnie "takie rzeczy" jak Bóg / bogowie, a większym stopniu pewien rodzaj zdumienia (aspekt subiektywny) i tajemnicy (obiektywny), który dostrzegam w religii i wierze (ale są też w nich inne sprawy: np. nadrzędność / władza); w różnych bogach widzę poznawczą (bo mitologia początkowo była również poznaniem) próbę oswojenia tajemnicy; uważam że powinniśmy zdobyć się na odrobinę pokory i pozostawić tajemnicę tajemnic(z)ą; 6. mam też silną świadomość momentu historycznego - po demitologizacji (ach); 7. to są pewne założenie "meta", nie światopogląd; nie credo; odsłaniając się odrobinę powiem, że miewam poczucie świętości (choć nie do końca to rozumiem), ale ani go nie reifikuję (byt, absolut), ani nie personifikuję (osoba, postać); 8. to ryzykowny termin, ale pokrewna tajemnicy bywa aura 
[foto]

8. Tak, w pewnym sensie masz rację, Marcinie • autor: Radek Ziemic2014-11-11 16:36:20

Moim punktem wyjścia jest "nie wiem", a właściwie liczne "nie wiem", a nie jedno, które otaczają też całkiem sporą grupę "wiem". Czy to nie będzie obiektywne? Może? Do badawczości nie aspiruję. Ale interesuje mnie coś innego, jak trwać w tajemnicy, nie tyle w nie wiem (bo to jest Twój punkt widzenia, absolutyzujący wiedzę), ale w "nie mogę uwierzyć" (w różnym znaczeniu tej niemożności), a nade wszystko "NAJPRAWDOPODOBNIEJ nigdy się nie dowiem" (tajemnica, aura). PRZECZYTAJ, WIELE RAZY, CYTAT Z HERBERTA. (W ogóle mam radę - nie tylko dla Ciebie zresztą (proszę o wybaczenie tego nietaktu): czytaj(cie) poetów.) Nie chodzi o wiedzę, ale o postawę, o siłę, o, tu znów Herbert, męstwo niepewności. Także o poznawczą uczciwość (czyli o nieuleganie lękowi czy tęsknocie, która nas pcha ku jakiemuś "wiem"). Ja nie chcę być obiektywny, nie wierzę w obiektywność (a jeśli to w bardzo ograniczoną, osłabioną), ja chcę być subiektywny i wchodzić w dialog z innymi subiektywnościami. Ja właściwie nie wiem, co to jest obiektywność. I już na koniec. Nie chodzi o wiedzę, ale o z(a)dziwienia, zachwyt, zdumienie, współczucie,  szczodry gest, przyjazny uśmiech. Z zadziwienia: "Skąd ten świat cały? I sztuczne róże? I czyjeś łkania? / I ja - w tym świecie - i ptaki - i pogrzeby - i wszystko?" (szaman Leśmian). Trwać w tajemnicy to trwać w zadziwieniu (niepojętością lasu, kamienia, człowieka, nieba, ptaka). Ale też lęku i bólu. Gdziekolwiek się jest, być. Nie rozkładać tego na pojęcia. Wątpię, żebyś wiedział, co będzie w moim tekście. Jesteś na to zbyt pewny siebie, z tego, co napisałem, wybierasz sobie fragmencik, czepiasz się go, nie zwracając uwagi, że jego znaczenie tworzy też reszta. Wytykasz błędy innym, myśląc, że sam ich nie popełniasz.  

9. @Wojciech • autor: Nierozpoznany#79092014-11-11 16:56:00

To jest niestety bardzo dobry artykuł. Oddaje wszystkie moje intuicje na temat "objawiania" religii. Waham się jednak, czy pójść tą drogą, bo to skok na głęboką wodę. Hitler wyszedł na fali neopogaństwa, choć sam nie był neopoganinem, tylko mesjaszem cynizmu. To jest dla nas poważne ostrzeżenie. Inne ostrzeżenie to Fidel Castro, którego "namaścili" kapłani wudu. Chrześcijaństwo nie wytworzyło podobnych tyranów! Neopogaństwo i owszem...

Jeśli idzie o krzyże, to nie widzę tu ich zasadniczej sprzeczności z krajobrazem. Z chwilą gdy obrosną mchem, stają się jego częścią. Gorszym problemem są wielkie miasta z całą ich absurdalnie mechanicystyczną strukturą, która oddala nas od poznania i objawienia. Jakiś czas temu straż miejska w Warszawie obsesyjnie usuwała krzyże umieszczane jako memento ofiar wypadków samochodowych. Dlaczego? Żeby ludzie zapomnieli  o śmierci i bawili się w supermarketach? Kościoły po to właśnie są, byśmy się nie zatracili, nie utracili kontaktu z naturą... Tak ja to widzę, choć wiem, że wierzenia katolików moga być diametralnie różne od moich.

Często park miejski i kościół w miejskim absurdzie to jedyne miejsce mocy łatwo dostępne dla zwykłego Kowalskiego...

I jeszcze jedna uwaga. Wieża Babel to przekręcona nazwa huryckiej/czeczeńskiej wieży Bauba-el, czyli Wieży Wielkiego Boga. Czeczeński tradycyjny Islam miał charakter mistyczny, suficki. Wieża to święty symbol łączności z Bogiem, a nie dowód pychy. Żydzi wszystko poprzekręcali ;-) Z całym szacunkiem do Żydów, oczywiście.

10. Odkryć "bogów" - dodatkowa refleksja • autor: Nierozpoznany#79092014-11-11 17:10:24

Pomianowskiej to nieźle idzie... Polska sztuka gry paznokciowej...

http://youtu.be/L7LGdTN0w_c
[foto]

11. w pełni • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-11 18:28:34

podzielam zdanie Jakuba...(...) ...

 

pzdr

 

 

[foto]

12. Marcinie • autor: Radek Ziemic2014-11-11 22:32:33

tajemnica, zgodnie ze swą naturą, jest niepoznawalna. Bądźmy pokorni i uszanujmy to. Adorujmy ją, trwajmy w niej, i nie mylmy z zagadką. A ja nie mam ochoty powracania do żadnego łona, ani też odbywać żadnej drogi do Ojca (ani Matki). 
[foto]

13. Podpisując się • autor: Bogdan Zawadzki2014-11-12 06:49:14

pod komentarzem Kuby, jestem zachwycony artykułem Wojtka…chodzi mi o odniesienie, porównanie(?) „Bogów” (do) z pewnym ukrytym „Potencjałem” . Ja właśnie w dużej mierze tak ich (?) pojmuję. Bardziej z „potencjałem” właśnie, niż z „archetypem”. Być może ma to wyraźny związek z moim (na ile to jest możliwe w realnych warunkach) ściślejszym niż w poprzednich latach związkiem z „Naturą”. Stąd kontakt, ten (mam takie swoje miejsce, miejsca i swoje drzewo, drzewa) powoduje, że  właśnie „czuję” potencjał, którego ona (Natura) jest źródłem. „Archetyp” zaś bardziej przemawia do „mózgowców”. Dlatego wydaje mi się, że ludzie żyjący (starający się żyć) zgodnie z rytmem Natury wyraźniej czują „potencjał”, zaś ci którzy nie mają takich możliwości odwoływać się będą do „archetypów” … Uważam, że jedno nie przeczy drugiemu, chociaż różnice jakościowe są bardzo wyraźne. …

Co zwraca moja uwagę w komentarzu Kuby, …? To, że współczesna cywilizacja strasznie utrudnia nam kontakt z tym „potencjałem” … Ja komentując inny wątek napisałem kiedyś, że „maszyny upodabniają nas do maszyn” (nie jest to moje oryginalne twierdzenie, ale zupełnie kogoś innego, z którym wyraźnie się zgadzam). Wojtek zasugerował mi, żebym rozwinął tę myśl….może kiedyś?


Pozdrawiam


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)