Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 listopada 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

O walce dobra ze złem


« Współczesne czarownice (2) Ach co to był za ślub! czyli nasze Spojrzenia* »
Moja siostra zrobiła kiedyś zdjęcie na plaży, które mnie urzekło. Kiedy jednak zachwycałam się zestawieniem ważki z łódką, spytała ze zdziwieniem: Coś ty tam zobaczyła? Ja chciałam sfotografować helikopter! Zdjęcie nadaje się do skasowania, bo wyleciał mi, czort, z kadru!

         Dla mnie jednak jest świetną fotografią pewnego problemu, z którym wszyscy usiłujemy się (na swoją miarę) zmierzyć. Ponieważ nienazwane nie istnieje, więc nazywamy to i owo tak lub inaczej i kłócimy się o wymowę SŁÓW i WYRAZÓW (mój odcinek bloga: http://www.taraka.pl/kon_jaki_jest_1), bowiem widzimy każdy co innego.

         Temat jak rzeka, można godzinami. Mówić mądrze i bredzić, jak komu pasuje. Wywołał mnie do tablicy pewien znajomy z FB załączając link do pewnego filmu: „O stworzonym systemie i żyjących programach cz. 1/3”

https://www.youtube.com/watch?v=OPL-BWcr6VQ łatwo odnaleźć w You Tube dalsze 2 części.

         Film był bardzo ciekawy, pełen kontrastowych zestawień w rodzaju maszerującej armii i szaleństw wyprzedaży, przeplatanych tłumieniem demonstracji, migawek z katastrof drogowych i innych (Love Parade 2010) podsumowującą i eksponującą jego tezę grafiką, ale moim zdaniem grzeszył młodzieńczą jednostronnością. Jest jeszcze jednym wariantem teorii, że żyjemy w Matrixie. Komentatorzy – chyba wyłącznie faceci, Polacy z zachodnich zmywaków, agresywni, język pełen wulgaryzmów, uproszczony obraz świata, w którym ci co na górze chcą zaje... tych co na dole i tak dalej. Zło czai się wszędzie i zalewa nas – takie mniej więcej jest przesłanie tego filmu. Pomijając jednak zawarte w niej komentarze, składanka była bardzo dobra i przekonywująca, a grafika wręcz świetna i dowcipna. Tak czy inaczej film kontrowersyjny.

         Nie zdając sobie sprawy w co się pakuję, wyraziłam swoją opinię, a sprowadzała się do tego, że wprawdzie społeczne niedostatki zostały wypunktowane i skrytykowane, lecz nie zaproponowano niczego sensownego dla naprawy. Pozwoliłam sobie nawet na drwinę z metod proponowanych przez osoby wypowiadające się w nim: napisałam coś w rodzaju: ”Więc działaj: weź kija w rękę, skrzyknij kumpli, rozpirz wszystko, a z czasem zorganizujecie się lepiej i wszystko od nowa...”

         Znajomy nie odpuścił mi. Napisał: „Babciu, to film przeznaczony do potrząśnięcia śpiącymi. Głaskanie nie podziała. Tego rodzaju przebudzenie przeszedłem parę lat temu i wiem co podziałało na mnie. Po wyjściu z systemu każdy przechodzi okres karencji, kiedy to, co tu dużo gadać, człowiek nie wie co ze sobą zrobić, ale powoli rodzi się strategia budowania własnego świata. I nowego świata dla innych.”

         Zaperzyłam się: „No dobrze. Potrząsnęliśmy, obudziliśmy, uruchomiliśmy emocje. I co dalej? Sprawa jest niewątpliwie słuszna (jak wiele innych) ale pies pogrzebany jest w tym, co zamierzamy z tym zrobić. Za mojego życia przeżyłam kilka takich ważnych przebudzeń, ale nie doczekałam się żadnego ich rozwiązania. Ludzie są równi! Nigdy więcej wojny! Chcemy być wolni! Samorealizacja! I tak dalej...”

         No i tak doszliśmy z moim facebookowym znajomym do walki dobrego ze złem (albo – jak sądzę – złego z gorszym, rzadziej lepszym, najczęściej niewiadomym).

         W literaturze SF walkę dobra ze złem przećwiczono i ćwiczy się dalej na sucho. Pewien młody pisarz dał mi do przeczytania fragment swojej książki i doznał rozgoryczenia, bo zamiast pochwalić uczepiłam się jego historyjki. Z tego co pamiętam, to jakiś mnich-wojownik, zaangażowany do zrobienia porządków na jakiejś planecie atakuje pałką czy inną ręczną bronią długowłosą mutantkę. Skrzywiłam się na tę scenę krwawej maltretacji dziewczęcia, na co on oświadczył, że jego bohater walczył ze złem i musiał to zrobić. Spytałam: skąd wiadomo, że ona była zła? Z opisu wynikało tylko to, że była naga i miała długie blond włosy (może nawet skołtunione, nie pamiętam). Na to on: mutanci są źli! I znowu ja: Skąd to wiesz? I on z oburzeniem: wszyscy to wiedzą!

         No właśnie – skoro wszyscy wiedzą, co jest złe, to po co o tym tyle pisać? Zabrać się do naprawy, po prostu. A może nie tak dokładnie wiedzą? A może się mylą? Dlaczego mutanci są źli? A może oni, ci mutanci, myślą, że są dobrzy, a my jesteśmy źli?

         Mam nadzieję, że mimo złości na mnie ów młody pisarz wyciągnął wnioski i jego książka stanie się dzięki temu bardziej interesująca. No i że uda mu się ją wydać, choć na razie problem nie w tym, co napisał i jak napisał, ile w tym, że wydawnictwa nie czytają materiałów nie zamówionych albo na ich przeczytanie wyznaczają termin podobny jak babciom NFZ na wizytę kardiologa,  mając nadzieję, że delikwenci wcześniej się wykruszą.

         Ale wracajmy do walki dobra ze złem. Ktoś, kto w latach I wojny światowej (bardziej naiwny niż my, jak wszyscy ludzie tamtych czasów), zapoznał się z światopoglądem i ideologią bolszewików, nie mógłby chyba znaleźć niczego bardziej porywającego. Wolność, równość; każdemu według jego potrzeb, od każdego według możliwości. Nawet raj dla mężczyzn – ponoć kobiety miały być wspólne, jak wszelka własność. Wódki skolko ugodno – bo według potrzeb. Każda robotnica w fabryce widziała już siebie w boa z piór. I co z tego wyszło? Na kacu odpoczywamy, bo od każdego według możliwości. Zero własności, z wyjątkiem kobiet; te już od początku cofnięto do stanu poprzedniej zależności. Kartki na żywność, terror, morderstwa w majestacie prawa, nadającego się same w sobie do kpin; Ojczulek Stalin, nasze Słońce, śpiewajcie dzieci piosenkę na jego cześć, a które nie zaśpiewa, będzie miało się z pyszna. Trzecioklasistka z podstawówki zawieszona z wilczym biletem bo nie płakała na apelu, gdy Ojczulek zmarł. To oczywiście nie najgorsze rzeczy, które ściągnęło na nas Słoneczko i Ojczulek, ale te, które osobiście pamiętam.

         Ktoś inny wołał z zapałem: Nigdy więcej wojny! Łapy precz od (Korei, Kuby, Wietnamu i tak dalej). Szczytne? Jak najbardziej. I całe pokolenie dzieci, którym odczuwanie radości i cieszenie się dziecinnymi głupstwami zaburzył lęk przed bombą atomową i imperialistami, którzy tę bombę mają zamiar nam na głowę zrzucić. I dorośli już pracownicy Huty Warszawa, (Dziś Luccini), których (jak mnie) jeszcze w latach sześćdziesiątym zamykano na klucz w hali produkcyjnej po pracy celem wołania na „spontanicznym” wiecu: Ręce precz od...! Nikogo nie obchodziło, że w domu zostały trzymiesięczne niemowlęta bez karmienia i opieki ( a nie było wówczas pampersów!!!).

         Jest przysłowie: Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Nawet jeżeli my. lewicowcy z przekonań lub z przymusu, uratowaliśmy tym wiecowaniem życie jakiegoś Wietnamczyka, Kubańczyka czy Laotańczyka, znajdującego się w strefie zainteresowań Rosjan (w co wątpię), to i teraz swoim wołaniem nie uratujemy życia Irakijczyka czy Afgańczyka. Jedna dziewczynka afgańska, uratowana przez zachodnią medycynę nie uczyni wiosny, choć wszystko, co robi jest piękne, wzniosłe i jej osobisty los wzrusza i budzi nadzieje. Ile jednak dziewczynek nie znajduje takiej pomocy i nikt im nie daje takich możliwości?

         Dlatego sądzę, że upraszczanie wszystkiego pod hasłem walki dobra ze złem niczego nie załatwi i niczemu nie pomoże. Raczej może powinno się eksponować tych, którzy bez wielkich słów robią coś konkretnego, budują lub remontują studnie w miejscach, które inni określają „wylęgarniami terroryzmu”; nie bacząc na czekającą rujnację całego życia ujawniają sekrety, w rodzaju Snowdena (jakimi by motywami się nie kierował i z jakiego wsparcia nie korzystał). To lepsza droga niż droga Brevika, który też kontestował zastany świat i w swoim pojęciu walczył o dobro ze złem. I on też chciał wstrząsnąć ludźmi, jak mój znajomy z FB  pisząc: „...ale powoli rodzi się strategia budowania własnego świata. I nowego świata dla innych.” To są nowi bogowie współczesności – lepiej wiedzą, co jest dobre dla innych. Uważają, że najpierw trzeba zburzyć, żeby potem budować na gruzach NOWE LEPSZE

         Och, i to ich młodzieńcze zadufanie! Potrzebne, konieczne wręcz, żeby patrzeć na świat odmiennie niż stare zgredy, ale nie znowuż aż tak, jak reszta młodych w stadnym rozumieniu, narzuconym i manipulowanym przez innych. Mam nadzieję, że nie jest on nowym wcieleniem tamtego walczącego „bohatera”.

         Znajomy z FB odpisał mi: „Zło czai się w miejscach, w których nie masz pojęcia, ale jeśli chcesz udawać, że masz nad wszystkim kontrolę i chować głowę w piasek, to twoja wola. To jednak trochę smutne, że nie wykorzystujesz swojego potencjału, żeby z nim walczyć. Zło kryje się głównie pod iluzją dobra, a jakże, podstępne jak węże, ludzie zwykle nie mają pojęcia o tym, że się z nim zetknęli, często też nie wiedzą nawet po której stoją stronie, bo ich jasność widzenia gubi się w filozoficznych zmaganiach o nic.”

         No i wracamy do punktu wyjścia. Nie walczysz o dobro (ze złem) i należy cię za to potępić. A może ta walka (jak każda) nie jest walką ze złem, ale walką zwyczajnego zła z jeszcze gorszym?

         Żeby walczyć ze złem czy raczej walczyć o dobro trzeba mieć precyzyjną diagnozę. Bez niej możemy wyrządzić wiele krzywd i nawet ich nie zauważyć. Uboczną stroną walki z pedofilią (słusznej skądinąd) jest brak zaufania rodziców dzieci do innych dorosłych. Dziadek, nauczyciel, trener, ksiądz to potencjalni pedofile. Pogłaskali dziecko po główce – wykastrować ich! W niektórych przedszkolach zakazano nauczycielkom podcierać dzieciom pupy! Każde zdjęcie rodzinne z golutkim dzidziusiem jest podejrzane! Tatuś kąpie niemowlę — nie za bardzo stosowne. Powinna mamusia, choć ma drobne rączki, jest jeszcze słabiutka i boi się, że jej dziecko w czasie kąpieli się z nich wyślizgnie. A jak się wyślizgnie, to wszyscy okrzykną, że jest Katarzyną W., której dziecko wyślizgnęło się z kocyka, a tak naprawdę je zamordowała. Tak czy siak: pedofil albo morderczyni.

         Pewna babcia prowadząc wnuka za rękę weszła do osiedlowego spożywczaka i kupiła pięć flaszek piwa. Była trzeźwa, ale jakie mogła mieć zamiary? Po co kupiła? Może miała zamiar wypić? Na wszelki wypadek zatrzymano ją, a telewizja miała wieczorny temat do rozprawki o demoralizowaniu najmłodszych.

         Czujemy totalny brak zaufania do innych. Jako społeczeństwo byliśmy zawsze nieufni wobec obcych, teraz jesteśmy także wobec swoich. A przecież tak się żyć nie da. Słuszna jest walka z pedofilią, ale w imię tej walki nie jest słuszne karanie ludzi, którzy mówią o innych aspektach i własnych spostrzeżeniach. Dlaczego dziadek głaszczący dziecko po główce ma być od razu podejrzany o pedofilię?

         Teraz napiszę coś bardzo niepopularnego: Znałam pięcioletnią dziewczynkę krygującą się i obnażającą przed mężczyznami. Było to tak obleśne, że odrzucało mnie. Ale nawet przez chwilę nie winiłam tej dziewczynki. Jej matka, jak się potem okazało, pracowała w agencji towarzyskiej, a dziecko zostawiała pod opieką bliskiego krewnego. Kto to dziecko nauczył takiego zachowania, ona czy jej krewny? Czy to jednak oznacza, że o tym nie wolno mówić (jak ten ksiądz, który też opowiadał i zachowaniu niektórych dzieci). Jego winą i głupotą jest, że nie powiedział wyraźnie, kto ponosi za to winę, ale to już sprawa raczej intelektu. Czy jego przykład ma odstraszyć wszystkich, którzy wypowiadają się odmiennie od obowiązujących standardów?

         Myślę, że najbardziej stosownym prezentem dla moich czytelników powinna być pewna karta Tarota — jedna, choć w kilku odmianach:

Miała ona w moim życiu ogromne znaczenie, ustanowiła pewien drogowskaz. Pisałam o tym w pierwszym sezonie „Babci ezoterycznej”: http://www.taraka.pl/karta_umiarkowanie, niestety, skany wyżej przedstawionych kart nie przedstawiają tej jednej, którą zobaczyłam pierwszy raz.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Współczesne czarownice (2) Ach co to był za ślub! czyli nasze Spojrzenia* »

komentarze

[foto]

1. Walka • autor: Przemysław Kapałka2013-11-09 19:10:59

Należy zwrócić uwagę, że walka dobra ze złem to jedna z obsesji chrześcijaństwa. A my jesteśmy społeczeństwem chrześcijańskim w większym stopniu, niż zdajemy sobie z tego sprawę.
[foto]

2. Walka - cd • autor: Ewa Maria Piasecka2013-11-12 21:26:05


Taka walka kojarzy mi sie niejako z haslem wojna w imie zaprowadzenia pokoju , w przeszlosci - w imie wprowadzenia jednej , jedynie slusznej "wiary".

Przy okazji , w tekscie przewinal sie motyw "podstepnego" weza - symbolu zla. W mojej ulubionej ksiazce "13 pierwotnych Matek Klanowych" wymienione jest wiele zwierzat , ktore sa symbolami "Uzdrawiajacych Mocy", od ktorych moglibysmy czerpac nauki - jesli tylko chcielibysmy to zauwazyc i "zrozumiec" .  Uzdrawiajaca Moca Weza jest - ! transformacja ! - uczy jak przeistaczac trucizny, negatywnosc i ograniczajace idee, aby zrzucic skore tego, co jest stare.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)