Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 listopada 2019

Mirosław Piróg

z cyklu: Inne Myśli, re (odcinków: 72)

O winie klimatycznej


« O nastolatkach i kryzysie klimatycznym O paradoksie Fermiego i samobójstwie planetarnym »

Ostatnio przeczytałem swoisty pean na cześć poczucia winy, winy klimatycznej. Napisany został przez znanego w kręgach katowickiego psychologa i ekologa Ryszarda Kulika. Poczucie winy klimatycznej prowadzi wedle niego do zachowań prospołecznych i prośrodowiskowych. Można się z tym do pewnego stopnia zgodzić. Pisze: „Masz poczucie winy? To dobrze, bo to świadczy o twojej wrażliwości i daje ci energię do działania”. Jak jednak zaraz dodaje: „No, chyba że poczucie winy zostanie wyparte przez wstyd. To jest bardzo podobna emocja, ale ma zgoła inne konsekwencje. Gdy ogarnia nas wstyd, mamy ochotę zapaść się pod ziemię. Wstyd jest sygnałem, że został naruszony obraz własnej osoby. Zaczynamy myśleć o sobie źle, oceniamy siebie i wyrzucamy sobie, że nie jesteśmy tacy, jacy powinniśmy być”. Wstyd jego zdaniem donosi się do tego czym jesteśmy, poczucie winy – do naszych zachowań. Takie rozróżnienie jest robieniem gęby wstydowi i chwaleniem prospołecznego podobno poczucia winy. Wstydem się tu nie zajmuję, więc to rozróżnienie pozostawię bez komentarza. Autor zajmuje się też tym, co nazywa winą polityczną. Tu jest prosto – lewicowe podkreślanie winy systemowej ma prowadzić do „rozgrzeszania” z osobistego poczucia winy klimatycznej, bo winny jest kapitalizm, a nie indywidualni konsumenci. Prawica ma odwrotnie – najczęściej odrzuca naukowe diagnozy o kryzysie klimatycznym w imię prywatnej inicjatywy gospodarczej.

Tyle poglądy autora. Tymczasem moim zdaniem by uzyskać rzeczywisty obraz sytuacji trzeba odróżnić winę aktywną i winę bierną. W przypadku winy aktywnej czujemy się winni wtedy, gdy zawinimy, gdy zrobimy coś, na przykład gdy zranimy kogoś nam bliskiego. To wina aktywna, był czyn i jest poczucie winy. Tylko wina aktywna może zaowocować odpowiednią aktywnością, tylko w tym przypadku stojąca za nią energia może ulec transformacji. Początkiem tej transformacji jest coś, co możemy nazwać skruchą i idącym za nią poczuciem odpowiedzialności. Poczucie winy jest tylko symptomem, niczym ból komunikujący nam, że coś jest w nieporządku z naszym ciałem. Samo w sobie nie ma ono nic pozytywnego. Dopiero skrucha, czyli skruszenie ego, świadcząca o pozbyciu się poczucia winy, może dać pożądane wyniki. Tego elementu zabrakło niestety w przenikliwej jak by się wydawało analizie psychologa.

Jest też wina bierna – i taka jest dla większości ludzi wina klimatyczna. Pojawia się ona się wtedy, gdy uświadomimy sobie, że to co robimy na co dzień, prowadząc normalne życie, czyli kupując produkty w sklepach, jeżdżąc autem, budując dom, zużywając wodę, jedząc mięso, po prostu konsumując zgodnie z powszechnie uznawanymi dziś standardami społeczeństwa, w którym żyjemy. I nagle dowiadujemy się, że nasze zachowania zostały ocenione przez innych (naukowców badających wpływ cywilizacji na zmiany klimatyczne i aktywistów) jako coś negatywnego. Może to wzbudzić winę, winę bierną, bo przecież niczym świadomie nie zawiniliśmy. Można ją też nazwać winą systemową. Ludzie, którzy mogliby ją poczuć, o ile im się to uda, uświadomią sobie tylko tyle, że jej źródłem jest ich życie wedle reguł i zasad całego społeczeństwa, postępowanie wedle ogólnie przyjętych norm kulturowych. Nic dziwnego, że bierne poczucie winy szybko gasi płytka ekologia, polegająca na przysłowiowym nieużywaniu plastikowych słomek do picia albo powszechny dziś greenwashing.[*] Nie prowadzi ona do transformacji. Można oczywiście, zgodnie z zaleceniami autora tekstu, zacząć totalnie zmieniać swoje nawyki konsumpcyjne, czyli praktycznie wypisać się ze społeczeństwa. Ale to jest niemożliwe dla 99% populacji. To tak nie działa. Poczucie winy jest wprawdzie warunkiem koniecznym, ale zarazem całkowicie niewystarczającym, do zmiany zachowań. Może także pozostać najdoskonalszym usprawiedliwieniem naszej dotychczasowej egzystencji.

Autor tekstu wydaje się przy tym grać na indywidualnym poczuciu winy: „Dobrze jest jednak zacząć od siebie. Przede wszystkim dlatego, że to tutaj, w moim wnętrzu rodzi się poczucie winy”. Wyciąga wniosek, jakże oczywisty: Skoro ja mogę, to mogą też inni. Nie zauważa jednak, że transformacja zachowań, do której doszło w jego przypadku, byłaby możliwa tylko wtedy, gdybyśmy winę bierną przekształcimy w winę aktywną, a następnie poczulibyśmy skruchę i wypisali się ze społeczeństwa z jego chorymi normami. Czy ten akt wypisania się jest w ogóle możliwy dla większości populacji? Czy nie korzystamy z prądu uzyskanego przez spalanie węgla? Czy nie poruszamy się samochodem jadąc na warsztat ekologiczny? Czy nie używamy rzeczy, które mają spory ślad węglowy? Może tylko pustelnik w bacówce w górach spełniłby te wymagania. Poczucie winy wprawdzie rodzi się w jednostce, ale jest wyrazem jej relacji ze społeczeństwem. Najważniejsze jest jednak wyjście z niej, co rzeczywiście jest aktem indywidualnym, ale skutecznym tylko w przypadku winy aktywnej.

Tu link to tekstu: Czujesz się winny za fatalny stan środowiska? To bardzo dobrze!

Inne Myśli, re: wstęp na końcu

Teksty oryginalnie zamieszczone w blogu Autora. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« O nastolatkach i kryzysie klimatycznym O paradoksie Fermiego i samobójstwie planetarnym »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)