Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 stycznia 2019

Mirosław Czylek

z cyklu: Historie astro-polityczne (odcinków: 8)

O wojnie Dobra ze Złem
Jak bardzo potrzebujemy bajek politycznych?

Kategoria: Astrologia

« Saturniczne porządki na zaćmieniu Duch Historii kontra Potęga Jednostki »

Poprzedni wpis o treści „Saturniczne porządki na zaćmieniu” był gorącą reakcją na to, co wydarzyło się w kontekście gdańskiej tragedii, która rozłożyła potężny cień nad szczytną ideą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Można było się spodziewać kilka dni po napisaniu mojego tekstu, że do gry przystąpią dwie wielkie narracje, tj. „romantyczna” i „pragmatyczna”. Co nie powinno zaskakiwać, miażdżące zwycięstwo odniosła koncepcja „romantyczna”. Zdominowała ona jakiekolwiek rodzaje racjonalnych tłumaczeń rzeczywistości, na margines spychając głosy ekspertów, stroniących od politycznych wojenek. Silne nastroje społeczne skanalizowano wykorzystując chaotyczne emocje do celów dobroczynnych, pod które zostały podpięte cele stricte polityczne. To faktycznie dało chwilowe sukcesy i – jak to się mówi – podniosło ducha wiary w ludzi: dodatkowe 16 milionów zbiórki do „puszki Adamowicza”, tymczasowe odejście Jerzego Owsiaka z funkcji prezesa WOŚP i jego wielki powrót, czy „mowa nienawiści” i lekcje dla dzieci w szkołach to przykłady wzruszających manifestacji. Cóż po tym, skoro chwilowy zryw nie zakopał toporów wojennych, a gorąca temperatura sporu politycznego osłabiła wolę konfrontacji z tragiczną organizacją życia publicznego. Zamiast skupiać się nad meritum sprawy (czyli nędznym stanem polskich służb, kryzysem psychiatrii, systemem penitencjarnym, złą współpracą organizatorów imprez z policją, fatalnym stanem zarządzania firm ochroniarskich, itd.), górę wzięły wyborcze kalkulacje i efektowne zarządzanie nastrojami społecznymi. „Jak zwykle”, chciałoby się złośliwie orzec. Aż do następnej tragedii?

To bardzo trudne zajmować stanowisko w każdej politycznej sprawie, dlatego też po prostu polecam zapoznać się z obiektywnym stanem rzeczy, opisującym:
- luki w prawie dotyczące wypuszczania więźniów z zaburzeniami psychiatrycznymi [→TU]
- sytuację na rynku firm ochroniarskich w Polsce („to patologia”) [→TU]
- stan w którym dla policji nie stanowi problemu, że ktoś po wyjściu z więzienia od razu ma zamiar popełnić przestępstwo [→TU]
- w końcu ostrzeżenie kryminologa, że w polskich więzieniach zaczyna dochodzić do głosu niebezpieczeństwo radykalizacji osadzonych [→TU]

Nawiązania do polityki pożerają mnóstwo zdań z mojego artykułu, jednak zmierzam do tego, że zaćmienie na „polskim” Saturnie (› horoskopie III RP) i obecny tranzyt Saturna obligują nas do poważnego zajęcia się tematem struktur państwowych i bezpieczeństwa obywateli. Wydaje się, że udzielona lekcja nie przyniosła prawie żadnego efektu, czego wyrazem jest dalsze okładanie się maczugami po głowach (od bezpieczeństwa obywateli są ważniejsze sprawy, np. konwencje partyjne lub nadchodzące, „podwójne” w tym roku wybory). Otrzeźwienie przychodzi za późno i jeśli już ktoś zabiera głos, czyni to po dwóch tygodniach jak Jacek Żakowski, którego sympatia polityczna nie stoi po stronie PiSu. Otóż, komentuje on histerię związaną z mową nienawiści w ten sposób [→LINK]: „„Mowa nienawiści” jako wróg nr 1 sprawdza się nie gorzej niż gender i działa podobnie. Mowa o mowie zastępuje rozmowę o przyczynach, a koncentracja na zwalczaniu mowy zwalnia od ograniczania jej źródeł. Nigdzie nic dobrego z tego nie wynikło”.

Jeśli już pozostajemy w klimatach „zaćmieniowych”, przypominam, że ostatnia zaćmieniowa pełnia miała miejsce 21 stycznia 2019 r., podczas poniedziałkowego poranka i dotyczyła urodzeniowego Księżyca i osi IC-MC premiera Morawieckiego. Co z tego wyniknie? Ogólna wizja dotycząca polityki Mateusza Morawieckiego od wielu miesięcy jest taka, że jawi się on jako „gołąb” wśród polityków PiSu, a ryzyko jego rozszarpania przez PiS-owskie jastrzębie jest wciąż wysokie (co media, postrzegające PiS jako jednolity „wrzód zbiorowy”, niespecjalnie chcą rozróżniać). Zaćmienie bardzo często przynosi zaskakujące rozwiązania, obserwujmy więc proszę efekt zaćmieniowy w kosmogramie polskiego premiera po 21 stycznia, jak też tranzyty Urana w okolicach urodzeniowych Saturna i Księżyca. Efekty działania Urana były widoczne już w roku 2018, kiedy premier polskiego rządu miał w sobie dość siły, by tupnąć nóżką i zrobić kilka zwrotów w tył, co osłabiło temperaturę sporu z UE i TSUE. Bezpłciowy urzędnik nagle pokazał uraniczny pazurek, co przyznać muszą nawet wrogowie z plemienia przeciwnego. To co z perspektywy chłodnej polityki da PiSowi trochę punktów wyborczych, jednocześnie zasiało ziarno nerwowości w co bardziej skrajnych frakcjach, czego przykładem są wyskoki nowych Don Kichotów polskiej polityki.

tranzyty
Kosmogram Mateusza Morawieckiego z tranzytami zaćmieniowymi na 21 stycznia 2019
Zob. większy kosmogram osobno»

To jak będziemy przewidywać i przepowiadać zjawiska polityczne, w głównej mierze zależy bardzo mocno od tego, jak postrzegamy świat. Jeśli będziemy pewne systemy polityczne traktować jako konfrontację systemów „dobra” i „zła”, wybierzemy myślenie w którym dominującą doktryną jest starcie sił i wyzwalanie energii strachu lub nadziei. Wszelkie koncepcje astrologiczne zostaną skażone motywami religijnymi. Zamiast pisać i odwoływać się do wydarzeń historycznych lub pewnych cykli planetarnych, będziemy straszyć naszych czytelników złem Urana, który zniszczy nam podwaliny istnienia lub apokalipsą Plutona, która wyhoduje nam jeszcze 50 dodatkowych zabójców prezydenta Adamowicza lub prezydenta Narutowicza. Ta perspektywa jest niezbyt atrakcyjna, bo przecież pragnieniem astrologa nie jest zostanie strachologiem. A jednak, silna wola niewzruszoności nie daje często rady by nie dać się ponieść zbiorowym histeriom.

Punktowo-sensacyjna narracja w reagowaniu na „wydarzeniowe wstrząsy” jest o tyle spłycająca astrologię, że blokuje jej sensy eksploracyjne i odciąga od głównego motywu, którym jest jednak PROGNOZOWANIE, a nie „tylko” KOMENTOWANIE RZECZYWISTOŚCI. Gdyby zebrać wszystkie możliwe publikacje, fakty czy gazetki z prognozami na następny rok (bez względu na to, czy to rok 1930, 1955, czy 1995), w każdym znajdziemy emocjonalne zderzenia pomiędzy Dobrem i Złem, gdzie zło może dla prognozującego przybrać różne odcienie. Złem może być Związek Radziecki, kościół katolicki, Internet, zmierzch cywilizacji „Białego Człowieka”, chipowanie rzeczywistości, drapieżny kapitalizm, korporacje, Big Pharma, Chiny, ateizm czy ostatnio „modne” 5G. Złe mogą być tymczasowe ikony rzeczywistości politycznej: Gierek, Jaruzelski, Wałęsa, Putin, Kaczyński, Tusk, Trump czy Merkel. To skupienie na filozofii linearności („był dobry polityk, a teraz jest zły polityk”) daje podstawę ku temu, żeby skupić większość swojej energii na „pokonaniu” niewygodnych dla siebie osób i prognozować im jak najgorzej. Niewielu jest astrologów i prognostów, którzy mają siłę, żeby przekroczyć swój archetyp wewnętrznego kapłana, który podświadomie wie, jak lepiej żyć i co jest dla świata zalecane i lepsze.

Problem traktowania „punktowej” astrologii polega na tym, że z perspektywy astrologicznej zabójstwo Pawła Adamowicza… nie jest najważniejszym zdarzeniem, lub interpretacją przewodnią, która ma definiować rzeczywistość polską i kompletnie zmienić sposób uprawiania polityki. Gdyby przełożyć to na sytuację związaną z życiem codziennym przeciętnego człowieka, wydarzył się polityczny wypadek, który – chociaż jest straszny w swojej spektakularności – nie jest wcale ważniejszy niż trzyletni proces tranzytu Urana – Plutona, który dokonywał się w latach 2012 – 2015. Morderstw, nieszczęśliwych wypadków i kosmogramów katastrof mamy w przypadku wielu państw czy organizacji multum, ale – co nie trzeba szczególnie tłumaczyć – większość z nich nie stwarza nowej rzeczywistości. Gdyby tak było, musielibyśmy wyrzucić całą astrologię do kosza, ponieważ uznawalibyśmy prymat jednostkowych, nawet tych najbardziej tragicznych w wymowie zdarzeń, nad długoletnimi procesami. Procesami, które zmieniają świadomość polityczną, myśl technologiczną, stosunki międzyludzkie, czy – dotykając bardziej banalnych spraw – tworzą pewne mody, uwarunkowania lub podnoszą pewne ważne kwestie (w stylu #metoo lub ACTA). Czy jeden szaleniec, perfekcyjny w swojej roli jeźdźca apokalipsy szerzącego „mowę nienawiści” aby na pewno jest jej dobrym ambasadorem? To tak, jakby próbować odpowiadać na pytanie, czy złamana ręka jest najważniejszym wydarzeniem w roku, w którym np. bierzemy ślub, zmieniamy pracę lub przygotowujemy długofalowy projekt. Co ważniejsze – „punktowe wydarzenie” czy „proces”? Oto jest pytanie! Co ważniejsze – mord na Pawle Adamowiczu, czy wieloletni proces odsłaniania prowizoryczności polskich fundamentów?

To bardzo ważne, by oderwać się od „religijnego sporu” angażującego siły Dobra i Zła w prezentowaniu prognoz dotyczących losów świata. Ten rodzaj, muszę przyznać – idealistycznego postrzegania astrologii spróbuję w następnych odcinkach przedstawić, prezentując pewne historyczne odniesienia wobec współczesnego czytania rzeczywistości. Jeśli będziemy przemiany polityczne rozumieli jako rodzaj pewnych cykli, to dojrzejemy do wniosku, gdzie uznamy, że nie chodzi tutaj o punktowe narracje i wojnę „dobra” ze „złem”, lecz o coś więcej. O to, by CZYTAĆ PROCESY (czyli: długofalowe zmiany, także te, które zwiemy zmianami świadomości czy perspektywy), a nie by ŁAPAĆ OKAZJE (czyli: szukać w każdym morderstwie, wypadku i jakimś politycznym horrorze głębszego sensu). Możliwe, że po prostu jesteśmy skażeni potrzebą, by w każdym możliwym wydarzeniu, np. skręceniu nogi, upuszczeniu drogiej zastawy ślubnej czy trzęsieniu ziemi doszukiwać się astrologicznego wytłumaczenia. Tego przecież wymaga od nas dziennikarski światek sensatów, który widzi świat profetów poprzez proste skojarzenia. A te wymagają przepowiedzenia najlepiej czyjejś śmierci lub ewentualnie jakiejś wojny (tak wyglądają niektóre leady w brukowcach, gdzie Wielkie Czerwone Litery ostrzegają, że jasnowidz dostrzegł nową Apokalipsę). Stąd pewnie rodzą się liczne astrologów, tarocistów czy jasnowidzów zapotrzebowania na dostrzeżenie „efektownej prognozy”, chociaż w gruncie rzeczy powinniśmy przyznać rację takiej koncepcji, w której życie składa się w 99,9% ze zdarzeń zwyczajnych i w 0,01% z kilku, kilkunasto-sekundowych zdarzeń, na które nie jesteśmy zawsze przygotowani. Tak jak związek nie możemy definiować na podstawie kilkunastu stłuczonych szklanek, paru przykrych lub efektownych epizodów. Zarówno makroskala i mikroskala to proces, a nie punktowe skakanie od zdarzenia do zdarzenia.

Spełnieniem astrologicznego „czytania procesów planetarnych” byłoby doskonalenie umiejętności nazywania gleby (podstawy) społecznej, w której pewne siły polityczne (i te „dobre” i te „złe”) mają okazję najbardziej się rozwijać. Prognosta byłby w stanie nazwać i rozszyfrować głęboki (aż do humanistycznego włącznie) sens przyszłości, bez emocjonalnego angażowania się i konieczności przystępowania do jednego z politycznych plemion, lepszych czy gorszych. To neutralne nastawienie od razu zmieniłoby podejście do relacji pomiędzy determinizmem gwiezdnym, a oceną (także moralną) ludzi, którzy pojawiają się na politycznej scenie. Wówczas polityk byłby kimś w rodzaju marionetki w rękach planet i gwiazd, byłby „dzieckiem swoich czasów”. Jakich czasów? Otóż to – takich, które uprzednio by mógł zdefiniować lub określić astrolog, ale także pełen lotności i wyobraźni futurolog, socjolog, filozof czy obserwator przyszłości, niekoniecznie zaopatrzony w prognostyczne cuda-wianki, typu karty lub radix.

Podejście do rzeczywistości jako procesu czytanego na podstawie astrologicznej prognozy, w której ciągłość procesu góruje nad efekciarskimi zdarzeniami pojedynczymi umożliwiłoby nam pracę na bardziej poznawczych (głębszych) poziomach i byłoby w dobrym tego słowa znaczeniu niezwykłą możliwością, żeby móc przynajmniej fragmentarycznie pokazać, że astrologia „działa”. Lecz tutaj musielibyśmy wyrzucić swoje zabawki do piaskownicy i udowodnić, że nie będziemy używać Jowisza, Saturna czy Plutona do zmasakrowania tego złego Kaczyńskiego, Tuska czy innego Biedronia, jeśli można łaskawie zacytować klasyka w muszce. Nasze poglądy i zabawki polityczne są szumem informacyjnym, który ogranicza pokazanie, w jaki sposób poszczególne osoby, górnolotnie nazywane mężami (czy żonami) stanu, dopasowują się do zaistniałej rzeczywistości. To planety i znaki same definiują i wyznaczają typ rzeczywistości polityczno-społecznej, która ma właśnie nastąpić. Narracja narzucana nam przez świat socjologiczno-dziennikarski działa instynktownie, nie mając ambicji prognostycznych. Dużo w niej opinii oceniająco-wartościujących, z których wiele tez okazuje się być błędnymi, przesadzonymi lub nieaktualnymi zaledwie za parę lat. Ten kompletny brak wyczucia został już wielokrotnie ściągnięty na ziemię, gdy większość ekspertów, często opłacanych za niemałe pieniądze, obstawiało, że możliwość wygrania wyborów przez PiS, Dudę lub Trumpa jest minimalna. Później po wielu latach część z tych ekspertów przyznawała się do błędu, mówiąc, że „nie zauważyli” pewnej tendencji w społeczeństwie, lub nie byli w stanie ujrzeć zgnuśnienia w obozie rządzącym. No dobrze, ale skoro oni nie mogli, to czy ktoś mógł? Mógł, mógł...! Mogli to zrobić astrologowie, których celem nie było przewidzenie prognozy wyborów (sic!), tylko przewidzenie tego, jakie tendencje będą reprezentatywne przez najbliższe, powiedzmy, dziesięć lat.

Odnalezienie takich tendencji to właśnie ten rodzaj prognozy, którą możemy czynić bez względu na znajomość poszczególnych kandydatów, czy sympatie polityczne. To, co współcześnie nazywamy populizmem, straci kompletnie na znaczeniu za 10 – 20 lat. Polityka staje się postmodernistyczna, granice się zacierają, tak jak nie ma już prostej linii podziału między prawicą i lewicą, czy liberalizmem a autorytaryzmem. Dlatego też żądania moralne, w których Saturn w Koziorożcu przyniesie dobro i porządek, a Jowisz w Strzelcu pokój i sprawiedliwość, są bardziej kwestią życzeniową, aniżeli realną oceną jakiegoś procesu obecnego. Bardzo dużo podpowiedzi, które kreują sposób, jak może wyglądać przyszłość odnajdziemy w… historii. Ta zaś znajdzie zastosowanie i zostanie przypomniana w moich następnych artykułach.



« Saturniczne porządki na zaćmieniu Duch Historii kontra Potęga Jednostki »

komentarze

1. Dziekuje. • autor: Iwonakazmierczak20032019-01-28 21:00:54

Swietny tekst. Dziekuje.Iwona K.
[foto]

2. Jutro w Wyborczej • autor: Arkadiusz2019-01-28 21:57:03

Ma wybuchnąć jakaś polityczna bomba - tekst, który obnaży "złe" fundamenty PiS ;-) To ma być coś wielkiego.
https://www.salon24.pl/newsroom/929844,wyborcza-szykuje-wielka-bombe-o-pis-bedzie-afera

3. Re :) • autor: Jarosław Koziński2019-01-29 08:42:22

Świetny tekst. A ja idę w stronę astrometeorologii. Pozdrawiam z Ponidzia.
[foto]

4. Dziękuję za życzlliwe... • autor: Mirosław Czylek2019-01-29 09:55:05

Dziękuję za życzliwe mi recencje i przepraszam, że nie komentuję każdej z osobna. Co do afery z GW - śpieszmy się powoli. Już są zapowiedzi, jakby to była afera Rywina, lub taka sama afera taśmowa jak z Sową&Przyjaciółmi. Cierpliwości, przyglądamy się.

5. PS. • autor: Jarosław Koziński2019-01-30 08:15:04

Bardzo mi pomogłeś (chyba możemy się zwracać do siebie po imieniu) w 2011 roku, kiedy miałem trudny okres. Chodziło o astrologię pytaniową na forum "Jak na górze, tak na dole". Pozdrawiam !

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)