Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

15 listopada 2010

Eryk Swarorzecki

Od Fatimy do Medjugoria - Nowy Wiatr

Kategoria: Religie

Jak już wspominałem wielokrotnie, kiedyś byłem dobrze zapowiadającym się ateistą, skutecznie walczącym z religijną ciemnotą już na etapie szkoły podstawowej. Nie potrzebowałem wspierać się Marksem ani Leninem, gdyż wystarczyło mi oczytanie w literaturze naukowej i fantastyczno-naukowej. Z fantastyki poważnie traktowałem tylko Lema, Wellsa i paru innych autorów SF; istnienie Kosmitów dopuszczałem jak najbardziej. Nie wierzyłem w istnienie duchów spoza sfer materialnych - choć moja Mama miała inne zdanie: "Odważny i uczciwy człowiek duchów się nie boi!" Ale jak tu można bać się czegoś, co nie istnieje?

Byłem jednak zbyt rzeczowy i dociekliwy, więc nie byłem w stanie zignorować dziwnych faktów. Ot - było to kilka miesięcy po aresztowaniu Taty przez NKWD (jako antykomunista i śmiertelny wróg bolszewików, po agresji sowieckiej we wrześniu 1939 ukrywał się, ale wpadł). Załamana Mama właśnie grabiła siano, gdy poczuła na ramieniu dotknięcie czyjejś ręki. Usłyszała też męski głos: "Nie martw się! Twój mąż niedługo wróci!" Zaskoczona wzdrygnęła się, ale wokół nikogo nie było. Tata wrócił po kilku dniach i okazało się, że właśnie tego dnia, o tej samej porze Niemcy tak nagle zaatakowali Rosję Sowiecką, że strażnicy lewie zdążyli uciec nie rozstrzelawszy więźniów.

Drugi przypadek dotyczy matki wychowawczyni w podstawowej klasie mojej córki. Matka owej wychowawczyni była przed wojną śpiewaczką operową, a zaraz na początku wojny jej dwaj synowie oficerowie (bracia wychowawczyni) - zaginęli bez śladu. Wtedy śpiewaczka złożyła Bogu ślubowanie: już nigdy nie zaśpiewa (czyli, jakby złożyła Bogu w ofierze swój talent), jeśli jej synowie powrócą. Wrócili po kilku miesiącach i co się okazało? Maszerowali w kolumnie jeńców idących do Starobielska, gdy poszedł do nich enkawudzista i rzekł: "Wy dwaj! Kładźcie się tam w kapuście i nie ruszajcie się!" Podnieśli głowy, gdy zorientowali się, że pozostali w polu sami. Cudem wrócili, nie zaczepiani przez wszechobecną milicję sowiecką i szczęśliwie przedostali się do Generalnej Guberni.[1] [2]

Teraz wracam do wątku "fatimsko-medjugorskiego". Im bardziej byłem kąśliwy jako krytyczny interpretator Biblii, zarazem tym więcej znajdywałem rzeczy dziwnych w tak oczywisty sposób i tak udokumentowanych, że nie dało się ich zignorować. Szczególnie dotyczy to wczesnych objawień z Fatimy: Gdy tamte "nawiedzone" dzieciaki (Lucia, Francesco, Jacinta) wyrażały się w sposób naiwny, ale świeży, jasny, szczery i spójny. (Późniejsze wypowiedzi Lucii - uwięzionej w klasztorze, otępiałej i popadłej w starczą demencję - były odległymi popłuczynami tych pierwszych.)

Dla mnie najistotniejsze były dwa wątki z roku 1917, których zapewne nie powtórzę w formie literalnej, ale ich meritum było jednoznaczne: "...Ta wojna niebawem się skończy, ale jak się ludzie nie opamiętają - wybuchnie następna i jeszcze gorsza. Płaczcie nad losem Rosji, w której po wojnie będą się działy straszne rzeczy..."

Drugi fragment, to część III Tajemnicy Fatimskiej, którą papież Jan XXIII opublikował, a specjalne kopie wysłał do Chruszczowa i Kennnedy'ego w kontekście rakietowego kryzysu kubańskiego. Rzecz która serio wstrząsnęła obu politykami - nie miała nic wspólnego z "rozmydlonymi popłuczynami" opublikowanymi przez Watykan po śmierci Jana Pawła II. Te wcześniejsze rzeczy, były konkretniejsze i groźniejsze: "...Ognista góra uderzy morze i wzbije się piana, która zakryje słońce... Dzień zamieni się w noc, będą ginęli dobrzy i źli, a żywi pozazdroszczą umarłym..."

Aluzja do zamachu na Jana Pawła II, wypowiedziana w roku 1917, też była całkiem prosta choć enigmatyczna: "...Widzę biało odzianą postać na Polu Piotrowym i krew..." Tyle mi utkwiło w pamięci podczas szperania w gąszczu różnych zapisów z tamtych lat. (Ten naiwny tekścik, który niedawno został z wielką pompą opublikowany, miał za zadanie zbanalizować i zdezawuować temat. bo cóż było w nim "tajnego"?) Mnie zaś zafascynowała sprawa jasnowidzenia małych pastuszków: Jak to możliwe że dzieciaki z zapadłej prowincji poczyniły tak dalekosiężne i trafne ekspertyzy polityczne - o jakich się nie śniło ówczesnym filozofom, socjologom i samym politykom?[3]

Jeśli chodzi o Medjugorie to sprawa wypłynęła podczas mojej dyskusji z jednym z współtwórców znanego Teatru Wierszalin. Jest to naukowiec, wytrawny religioznawca krytyczny, socjolog, etnograf (badacz kultury ludowej), pisarz i wykładowca. (Na podstawie jego książki, po odpowiednim "podkręceniu" faktów, został opracowany jeden z najbardziej złośliwych spektakli teatralnych pt.: "Reportaż o Końcu Świata".) Był rok 1986 i właśnie kończyliśmy objeżdżać Biblię z góry na dół i powrotem. (Dałem mu do recenzji taki jeden swój pamflet antybiblijny.) Gdy jednak rozmowa mowa zeszła na temat wizji religijnych jako takich, nie pozwoliłem drwić z objawień fatimskich: "Objawienia maryjne zbyt głęboko tkwią swoimi korzeniami w całej podświadomości zbiorowej świata chrześcijańskiego! Nie należy z nich drwić, tylko je badać!" - argumentowałem. "Jak chcesz, to badaj te głupoty i przejawy zbiorowej histerii w takiej samej prowincjonalnej wiosce!" - odparła jego przyjaciółka i wręczyła mi książkę pod tytułem: "Tajemnica Objawień w Medjugorie"...

Nie pamiętam jej autora, bo książka trafiając do wielu rąk nie została mi w końcu zwrócona i przepadła na początku lat 1990-tych. Była to świeża i obiektywnie sucha relacja bez jakichkolwiek interpretacji teoretycznych. Dotyczyła objawień z roku 1981 (!) - została napisana w roku 1882 (!) - dostałem ją do rąk AD 1986 (!) - a dotyczyła "straszliwych i nieodwracalnych wydarzeń" mających nastąpić w najbliższych latach (!).

Mnie to samego zaskoczyło: Jakież to "straszliwe i nieodwracalne wydarzenia" mogą nastąpić w jednym z najbardziej liberalnych krajów komunistycznych? Tito przekreślił wszystkie waśnie historyczne, odrzucił jarzmo stalinowskie, otwarł Jugosławię na Zachód, uczynił ją liderem państw niezaangażowanych. Tak niedawno skończyła się wspaniała olimpiada zimowa w Sarajewie - tylko ludzie obłąkani mogą lansować jakieś paskudne rojenia! - tak sobie pomyślałem.

Ale z lektury wynikało, że szóstka nawiedzonych dzieciaków była bardzo zdrowa, zrównoważona i rzeczowa. Psychiatrzy policyjni i kościelni nie znaleźli śladu konfabulacji (czyli zmyśleń) - wszystkie wypowiedzi były szczere i spójne. Autor z sukcesem zachowywał bezstronność obiektywnego sceptyka: Sam w to nie mógł uwierzyć, ale czuł się zobowiązany obiektywnie zrelacjonować treść orędzi. Gospa[4] mówiła nie tylko o rychłym kataklizmie, ale także o pustoszącym wpływie, jaki na dzieci młodzież wywiera telewizja. Mówiła też o ludzkim zaślepieniu, bezwzględności i plagach cywilizacyjnych.

Co miałem zrobić? Miałem przecież niepowtarzalną okazję rzecz sprawdzić pod względem trafności! Nawiązałem kontakt z pierwszymi dystrybutorami "Echa Medjugoria" po polsku. Początkowo były to ksero-odbitki robione metodą chałupniczą. Nie tylko brałem regularnie kolejne numery, ale odwiedzałem pielgrzymów w ich domach, aby posłuchać relacji na żywo. Początkowo nie dowierzałem, więc nie pojechałem na miejsce objawień. Potem jednak wybuchła wojna swoim okrucieństwem przekraczająca czasy hitlerowskie. Za ustaszów Chorwaci, zanim Serbów zaczęli mordować w obozie koncentracyjnym (Jasenovac, gdzie komendantem był zakonnik franciszkanin Miroslav Filipović!) wpierw przynajmniej usiłowali ich nawrócić. Teraz wszędzie gwałcono, palono i mordowano się wzajemnie bez dawania jakichkolwiek szans.

Zaskoczony, regularnie konfrontowałem wieści telewizyjne z Państwem Mirkiewiczami, którzy właśnie zaczęli rozprowadzać "Echo Medjugoria" w Krakowie. Przez cała wojnę (!) jeździli do Medjugoria pielgrzymi. Mostar (gdzie była diecezja) płonął, naokoło grzmiały armaty, wszędzie grasowały patrole i uzbrojone bandy strzelające do wszystkiego co było im podejrzane - ale pielgrzymi byli nieustraszeni. Gospa powiedziała wyraźnie: "Wasze życie będzie wystawione na niebezpieczeństwo, ale będę was chroniła!" - i tak też było.[5] (Przynajmniej w czasach największego zagrożenia.)

Mogę się nawet zgodzić, że jakiś "zabobonny strach" nie pozwalał czetnikom atakować pielgrzymów i samego Medjugoria - ale czy to był tylko STRACH? Slobodan Milošewić uważał, że Medjugorie źle wpływa na morale jego wojsk i próbował co najmniej dwukrotnie je zniszczyć. Garstka obrońców wydobyła ze schowków zabytkowe egzemplarze broni z czasów II Wojny (Gospa dopuszczała opór zbrojny) - ale oddziały Miloševića po prostu utknęły w dzikich chaszczach i w ogóle nie dotarły na miejsce. Potem był drugi atak - tym razem lotniczy. Milošević wysłał tam chyba całą ostatnią eskadrę swoich myśliwców bombardujących i triumfalnie obwieścił w Telewizji, że "Medjugorie, jako ośrodek wrogiej propagandy, zostało zrównane z ziemią". Ja zaś natychmiast pognałem do P.P. Mirkiewiczów. Byłem przygotowany na najgorsze, ale P. Mirkiewicz zaczął się śmiać: "Było takie zachmurzenie i mgła, że piloci zrzucili wszystkie bomby na łąki i zarośla. Byli pewnie szczęśliwi, że udało im się cało powrócić do bazy!"

Wtedy uwierzyłem w autentyczność Gospy. Był tylko jeden zgrzyt: Dlaczego rozbił się autobus z pielgrzymami i zginęło tylu ufnych Polaków? Dlaczego akurat wtedy, gdy już najgorsze minęło? Uznałem w końcu, że euforia jest zawsze zgubna. Póki ludzie tam jechali, zarówno kierowcy jak i pasażerowie, w stanie determinacji, skupienia i modlitwy - nic im się nie działo. Ale wystarczył nadmiar hurra optymizmu i kierowca za bardzo dodał gazu... Nie zabili ich wrogowie - tylko ludzka nieostrożnosć. (A może byli zatruci jakimś paskudnym szowinizmem i dlatego parasol dobrych energii nie zdołał ich ochronić?)

Ja tam pojechałem dopiero w roku 1997, gdy nastąpił rozejm i żona przestała się bać (sceptyczką jest do dziś). Jechaliśmy od strony Adriatyku, regularnie mijając uzbrojone posterunki, otoczone workami piasku. A na miejscu okazało się, że można było szybko i bezpiecznie dotrzeć przez Mostar. Zobaczyłem też, że w szybkim tempie zrobiło się tam wręcz czarno od kleru. Jedni przysłowiowo na plecach szóstki wizjonerów budowali system autorytarnej władzy, inni pilnowali, żeby "młodzi za dużo nie gadali, a pielgrzymi za dużo nie pytali"... Była to żywa ilustracja słów Maeterlincka: "...Jest coś zastanawiającego w fakcie, że indywidualne doświadczenie mistyczne czyni człowieka dojrzalszym, zdrowszym, szlachetniejszym, natomiast ujęte w dogmat, doktrynę i system, staje się podstawą nadużyć, wynaturzeń i najgorszej patologii historycznej..." (Znakomitą ilustracją jest także nasze Moherowe Imperium z siedzibą w Mieście Kopernika :))

Padnie tu zasadnicze pytanie: A cóż ta Gospa wnosi nowego do cywilizacji? Otóż wnosi przede wszystkim cywilizację miłości - Cywilizację Ekumenizmu, Tolerancji, Pokoju, Miłosierdzia i Solidarności Międzyludzkiej. Dlatego Watykan jako Instytucja Dogmatu, Strachu, Nietolerancji, Autorytaryzmu i Wyzysku - najchętniej by obłożył swoim interdyktem Medjugorie już dziś. Negatywnych wypowiedzi hierarchów jest pełny Internet, zaś protestanci zakładają nawet specjalne Komitety Walki z Neopogańskimi Wypaczeniami i Okultyzmem (!). Atakują ze szczególną zajadłością Medjugorie, choć sprawa nie powinna ich wcale obchodzić.

Gospa zaś jest wolna od nienawiści i agresji. Nikogo nie wzywa, aby siłą krzewił Jej orędzia. Czasowo pozwoliła, by po chamsku narzucono jej przysłowiowe chomąto i wędzidło. Dlatego Jej oficjalne i powszechnie tolerowane odezwy są ostatnio dość monotonne i blade. (Ot - są jak takie leczenie podtrzymujące wątłą nić dialogu.) Jak długo jeszcze rzeczy bardziej pełnokrwiste będą musiały pokutować jako tajemnice prywatne? Być może dlatego - że pośród potulnych i wierzących owiec za mało jest prawdziwych "Baranów". :)


Parerga. Prawdziwymi wrogami Medjugoria są nie tylko reakcyjni duchowni katoliccy, wojujący protestanci i szydzący ateiści. Także samo neofici (czyli świeżo olśnieni i oczarowani fani płci obojga) stają się nader często strachliwymi fanatykami. Stają się ślepo posłuszni księżom - bo przecież księża są "namiestnikami Boga!". Niewiele pomagają zapewnienia Siostry Elviry, jednej z odważniejszych zakonnic, że: "To źli ludzie wymyślili złego Boga, którzy karze potopem, zsyła plagi, czyha na człowieka i straszy go końcem świata - zaufajcie Jezusowi, który jest Miłością!"[6] (W domyśle: Siostra Elvira zdecydowanie odcina się od chorobliwych wizji na przykład świętej Faustyny Kowalskiej, wedle której "Jezus" pali "ogniem z nieba" Warszawę, a od swoich wyznawców żąda samozatracenia i męczeńskiej śmierci - w przypadku Faustyny Kowalskiej była to dobrowolnie złapana gruźlica, z której nie powalała się leczyć.)

Ale nie wszyscy są tacy jak Siostra Elvira. Kiedyś zaprosiłem jedną świeżo nawróconą Panią (niegdyś szydzącą ateistkę) - aby opowiedziała o swoich przeżyciach podczas Festiwalu IV Wymiaru. Gdy ostrożnie nawiązałem do swoich przeżyć i zapytałem ją o zdanie, to odrzekła groźnym tonem: "Widzę że pan będzie miał długą i ciężką drogę do nieba!" Na to ja z pogodnym uśmiechem: "A czy w ogóle istnieje jakaś lekka, łatwa, szybka i przyjemna droga do zbawienia?" Wtedy skądinąd kulturalna pani wpadła w gniew: "Żałuję, że tu przyszłam! Nigdy bym się nie zgodziła na wykład, gdybym wiedziała, jakie tu spotkam towarzystwo!"

Ale na szczęście była też całkiem odmienna reakcja. Innej Pani, która jeździła po Polsce, żarliwie nawracając wszystkich w miarę otwartych respondentów, opowiedziałem o swojej wizji, dotyczącej inicjacji seksualnej młodzieży po Maryjnemu (patrz: "Księga Seksapokalipsy"). Ta druga Pani wpierw wpadła w szok: "Pan powinien teraz przez tydzień leżeć w kościele krzyżem i przepraszać Przenajświętszą Panienkę za to bluźnierstwo, o ile panu Matka Boska w ogóle wybaczy!" Ale ku swojemu zdumieniu - po miesiącu dostałem od niej list z bardzo serdecznymi życzeniami i obrazkiem Gospy...

Tak oto NOWY WIATR nadchodzi...


Eryk Swarożecki



Przypisy

[1] Przypis Autora: Proponuję w tym miejscu zainicjować wolny ranking logicznych wyjaśnień naukowych. Kto potrafi - ma u mnie duże piwo :)

[2] Przypis Wydawcy: Jak zwykle w podobnych przypadkach, można zapytać, dlaczego Dobry Bóg wysłuchał akurat tej matki jeńców, a zlekceważył podobne modlitwy kilkudziesięciu tysięcy matek, żon i innych członków rodzin pozostałych aresztowanych i w końcu zabitych przez Sowietów? Dlaczego zlekceważył modlitwy kilkuset milionów ofiar (i ich rodzin) wszelkich okrucieństw II i innych wojen?

[3] Przypis Autora: Tu też stawiam kolejne piwo, jeśli się znajdzie ktoś mocny, kto to wytłumaczy?

[4] Przypis Wydawcy: Gospa - po chorwacku "pani".

[5] Przypis Wydawcy: Dlaczego tylko "swoich" pielgrzymów?

[6] Przypis Wydawcy: Wbrew słowom Jezusa z Ewangelii św. Marka, gdzie przepowiadał rychły koniec i "pogrom" świata: Mk 13.


komentarze

1. Odnośnie uwagi Wydawcy... • autor: Nierozpoznany#28612010-11-15 19:46:32

Wyjaśnienie odnoście dopisku "2" jest bardzo kompatybilne i z innym pytaniem z innej branży: Dlaczego na 150 tysięcy (!) polskich bioterapeutów – niewielu ponad stu (!) cechuje się sprawdzonymi właściwościami? Brzmi to okrutnie – ale skuteczność modlitwy na ogół nie zależy od „życzliwości” czy „kaprysu” całego tego aktywnego „Holomovementu” – tylko od nadajnika – czyli odpowiednio ukształtowanych właściwości psychicznych modlącej się osoby. Musi być też zachowana proporcja motywacji, sił i środków. Żadna indywidualna modlitwa nie odwróci na przykład biegu Wisły i nie uratuje milionów istnień w wypadku kataklizmu. Wszelkie ewenementy typu „Grupy Medjugorskiej” czy „Zboru Sai Baby” – mają bardzo ograniczony zasięg.. Czyli ten cały „parasol ochronny” dotyczy tylko osób, które w jakiś sposób „wpisały się” emocjonalnie w daną grupę. _______________________________________________________________________ Globalna zmiana statusu istot inteligentnych zależy od tego, w jakim stopniu te wyżej wymienione ewenementy staną się „ZARAŹLIWE” :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)