Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 lipca 2005

Kasia Emilia Bogdan

Odmienne oblicze codzienności - spotkanie z Belindą Gore
...w Instytucie Cuyamungue, n.t. ekstatycznych pozycji ciała

Kategoria: Nowy szamanizm

In this still point,
in a turning world
the dance is.

T.S. Eliot

Gdzieś na skraju świata Ziemia okryła się czarną zasłoną. Babcia Księżyc po raz kolejny ukryła twarz w płaszczu przeznaczenia i odeszła bez słowa. Rozpłynęła się ogłaszając śmierć tego, co stare i narodziny czegoś świeżego. Na horyzoncie widać jedynie czerwoną smugę światła, jak pasmo krwi... Czuć zapach płonących ziół i słychać uderzenia w bęben. Bicie jednego serca. Ludzie tworzą krąg wokół dzikiego ognia. Słychać dźwięk grzechotek. Wszystkie ciała stoją w odpowiedniej pozycji. Ułożenie ciał jest kluczem otwierającym wrota do świata duchów. Ciała stają się bramą... Ich dusze wirują w transie, spotykając się ze zwierzętami, przodkami, z szamanami przeszłości. Podróżują by przynieść Dary z Innego Świata. Wskazówkę, pocieszenie w rozpaczy, szczyptę radości, która doda siły by móc odnaleźć prawdziwe szczęście w codzienności...

W Tapikalu ludzie mają świadomość, że ekstaza jest niezbędna by normalnie funkcjonować. Wiedzą też, że jednym z najłatwiejszych sposobów na osiągnięcia odmiennego stanu świadomości jest odpowiednia pozycja ciała...

Stany rzeczywistości

Dawniej ludzie na całej ziemi wierzyli, że to, co widzialne to jedynie wycinek rzeczywistości. Spotkania ze światem duchów były czymś oczywistym. Istniało wiele ceremonii i rytuałów, które pomagały otworzyć bramę do świata duchów. Okazuje się, że ceremonie były podobne w każdym zakątku świata. Łaźnia potów jest na to dobrym przykładem. Prawie wszystkie ludy miały podobną ceremonię, podczas której można było oczyścić ciało, serce, umysł i duszę, pomodlić się i spotkać duchy. Innym rytuałem, którego zadaniem jest przejście do innej rzeczywistości, są ekstatyczne pozycje ciała. O tym sposobie kontaktu z duchami dowiedziałam się od mężczyzny mojego życia, Pana M, który po przeczytaniu artykułu Wojtka o Instytucie Cuyamungue, postanowił odwiedzić to miejsce. Cuyamungue znajduje się niedaleko Santa Fe, stolicy Nowego Meksyku. Jako, że mieszkamy na południu tego stanu i właśnie wybieraliśmy się w podróż, postanowiliśmy odwiedzić to miejsce i porozmawiać z panią Belindą Gore - spadkobierczynią wiedzy założycielki placówki, dr Felicitas Goodman. Wiedzieliśmy, że wkrótce w Instytucie mają się odbyć warsztaty; pojawiły się małe wątpliwości czy aby dojdzie do spotkania. Z drugiej strony miałam cichą nadzieję, że po raz kolejny zdarzy się cud i może uda nam się wziąć udział w warsztatach.

Szukajcie a znajdziecie

Po całym dniu zachwycania się Santa Fe, które swoimi budynkami z gliny idealnie wkomponowało się w krajobraz gór, pojechaliśmy do Instytutu. Nie wiadomo jak to się stało, że zamiast na autostradę trafiliśmy na przeuroczą, boczną drogę. Wąskie, pełne zakrętów uliczki, jak te we Francji, co i rusz zachwycały pięknem. Wioski usłane zielenią i małymi drewnianymi domkami wyglądały wręcz nierealnie w tej części świata. Po drodze dostaliśmy zaproszenie na wesele, ale jako że było już późno podziękowaliśmy pięknie i pojechaliśmy dalej w poszukiwaniu Instytutu. Z mapą wydrukowaną z Internetu zataczaliśmy kręgi, jeżdżąc przez kilka godzin po piaszczystych, bocznych drogach Cuyamungue, co i rusz pytając mieszkańców o Instytut. Ku naszemu zdziwieniu nikt nie słyszał o takim miejscu. Później dowiedziałam się od Belindy, ze Felicitas trzymała swoje badania w tajemnicy. Nie chciała być nazwana heretyczką, czy posądzona o sekciarstwo w tej małej wiosce, pełnej konserwatywnych umysłów. W końcu ktoś przypomniał sobie o posesji i wysłał nas w odpowiednim kierunku.
Wąska dróżka prowadziła nas przez góry usłane pustynną roślinnością. Już zwątpiliśmy, że kiedykolwiek znajdziemy Instytut, kiedy nagle wjechaliśmy na podwórko pełne samochodów z tablicami rejestracyjnymi z całych stanów. W to miejsce nie trafia się przypadkiem...
Już w chwilę później powitała nas Belinda Gore, a raczej Jej oczy, bo to właśnie oczy zauważyłam najpierw. Pełne życia, spokoju, radosnej otwartości na świat. Belinda zachwyciła mnie ciepłem i sposobem, w jaki dzieliła się gromadzoną przez wiele lat wiedzą.


Belinda Gore - zdjęcie John Hoenie

Boso i wesoło

Przez kilka godzin, z zapartym tchem, słuchaliśmy opowieści o Felicitas Goodman, ekstatycznych pozycjach ciała i badaniach prowadzonych przez Instytut. Okazało się na przykład, że Belinda jest psychologiem i czasami wykorzystuje ekstatyczne pozycje ciała w terapii. To Pan M chciał odwiedzić to miejsce, ale to właśnie ja, jako porządny Skorpion, zadawałam setki pytań. Belinda oprowadziła nas po całym instytucie. Przed wejściem do każdego adobe należało zdjąć buty, co mi się niezmiernie spodobało. Chyba po prostu dzięki temu poczułam się jak w Polsce...

Zamaskowany taniec

Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie kiva, pomieszczenie, w którym odbywają się ceremonie. Jako, że ziemię, na której się znajdowaliśmy niegdyś zamieszkiwali Indianie Pueblo, Felicitas postanowiła odprawiać ceremonie właśnie w Kivie. Mały, okrągły budynek, zakopany do połowy w ziemi. Schody, zamiast tradycyjnej drabiny, zabrały nas do świętego miejsca. Na środku znajdował się mały otwór, przez który duchy przychodzą na ceremonie. Na ścianach wisiały maski z poprzednich ceremonii robiąc niesamowite wrażenie. Maska niedźwiedzia, skorpiona, węża... Co jakiś czas w instytucie odbywają się transowe tańce i to właśnie wtedy ludzie robią maski i stroje, by wcielić się w swoje zwierzę mocy. Najpierw, dzięki odpowiedniej pozycji ciała, uczestnicy ceremonii wchodzą w trans, następnie tańczą i przywołują "swoje" zwierzę. Następnie robią piękne stroje i tańczą raz jeszcze. Tym razem już nie jako ludzie, lecz jako zwierzęta...


Skorpiono-wąż - zdjęcie John Hoenie

Przez chwilę słyszałam szybki rytm grzechotki... Tańczyłam... Wśród barw, kształtów, zwierząt, oddechów... Byłam ptakiem nocy -sową . Bezszelestnie, bez strachu snułam się wśród zwierząt puszczy, gdy nagle usłyszałam głos Belindy...
Opiekunka Instytutu zabrała nas do małego domku, który jest jakby sklepikiem, a niegdyś był miejscem, w którym przez kilka miesięcy w roku mieszkała Felicitas.


Adobe- zdjęcie autorki

Zaproszenie do transu

Jako, że robiło się późno, a my nie wiedzieliśmy gdzie spędzimy kolejną noc, Belinda zaproponowała rozstawienie namiotu gdzieś na terenie Instytutu. Jakież było moje zdumienie, kiedy wskazała na szałas pary, miejsce tak bliskie memu sercu i powiedziała, że obok niego możemy rozbić nasz "dom". To był szczególny dzień...
Następnego dnia miały się odbyć warsztaty ekstatycznych pozycji ciała dla początkujących. Chyba zadawałam tak wiele pytań, że Belinda, przytłoczona moim zainteresowaniem, a być może z nadzieją, że może dam Jej trochę spokoju, zaprosiła nas na dwudniowe warsztaty. Postanowiliśmy zostać na jeden dzień, bo mieliśmy jeszcze wiele miejsc do odwiedzenia.
Zazwyczaj warsztaty odbywają się na ziemi Instytutu, jednak tym razem trzeba było udać się do Santa Fe. Wyjechaliśmy rano i już około dziesiątej byliśmy na miejscu. Belinda zajęła się przygotowaniem ołtarza i znów zdziwiłam się widząc, że rekwizyty tak bardzo przypominały te z ceremonii Indian.


Ołtarz - zdjęcie autorki

Ciało zna ekstazę

Dwanaście osób, większość wtajemniczona w praktykę, usiadło w kręgu. Stworzyliśmy wioskę, gdzie nikt nie musiał się wstydzić tego, kim jest lub, kim nie jest.
Byłam ciekawa tego, co się wydarzy. Na wstępie przywołaliśmy duchy, które miały pomóc w ceremonii. Zawiesiliśmy harfę z odpowiednim kolorem w sześciu kierunkach świata. Belinda używa kolorów według tradycji Majów. Ku mojemu zdziwieniu były one identyczne do tych, jakich używają Czerokezi podczas swoich ceremonii. Nie mniejszego zdziwienia doznałam, gdy zobaczyłam, że wszystko odbywa się w kierunku odwrotnym do wskazówek zegara. Jestem przyzwyczajona do ceremonii, w których porusza się zgodnie ze wskazówkami zegara. Według Belindy poprzez odwrócenie rytmu, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, łatwiej wejść w kontakt z odmienną rzeczywistością.

Przybywam by uczyć się Tajemnicy

Kiedy już wszystkie rekwizyty były przygotowane Belinda opowiedziała nam, w jaki sposób spotkała Felicitas. Dawno temu przyjaciółka zaprosiła Ją na warsztaty. Autobus dowiózł je do małego domku ogrodzonego białym płotem. Drzwi otworzyła drobna, siwa kobiecina - dr Felicitas Goodman. Belinda zaczęła współpracować z Felicitas i po kilku latach została zaproszona na konferencję w Waszyngtonie, na której miała opowiedzieć o działalności Instytutu. Nie wiedząc od czego zacząć przemowę, postanowiła zajrzeć do swojego pamiętnika i znalazła opis snu sprzed wielu lat. We śnie Belinda, podróżując na rowerze, dojechała do małego domku. Przeskoczyła przez biały płot i siwa, drobna kobieta, otworzyła jej drzwi. Belinda powiedziała, że przybywa by poznać Tajemnicę na co staruszka ze snu odpowiedziała: "Nie będę Cię uczyć o Tajemnicy, ale zaadoptuję Cię w moją drogę życia." Czas rozmył pamięć o śnie, ale dzięki zapiskom został znaleziony kolejny magiczny element układanki...

Brama do odmiennej rzeczywistości

Felicitas rozpoczęła swoje pracę od badań nad zjawiskiem mówienia językami, (które tak naprawdę są jedynie dźwiękami wydobywanymi podczas transu, a nie językami, które można zrozumieć). Badania te zawiodły Felicitas i dopiero wiele lat później, kiedy pewien kanadyjski psycholog odkrył, że mudry wpływają na psychikę człowieka, Felicitas zaczęła prowadzić badania nad pozycjami ciała. Dla Jej samej praca ta była próbą zapłaty za Dary, jakie dostała od szamanów węgierskich jeszcze będąc dziewczynką i młodą kobietą.
Chodząc po muzeach, oglądając rzeźby i studiując różne księgi, Felicitas odkryła, że niektóre pozycje są bramą do innego świata. Wystarczy piętnaście minut, odpowiedni rytm grzechotki lub bębna i każdy jest w stanie zasmakować odmiennej rzeczywistości. Według Felicitas to ciało stwarza rytuał. Nie trzeba mieć żadnych intencji, bo ludzkie ciało zna intencję (inaczej niż u M. Harnera gdzie rytuał zaczyna się od intencji). Jedyne, co należy zrobić to oddać się ciału, rozpłynąć się w dźwięku i bezpiecznie wędrować w krainy transu.

Magiczna piątka

Założycielka Instytutu podzieliła wchodzenie w odmienną rzeczywistość na pięć elementów. Po pierwsze człowiek musi być przygotowany, wierzyć, że osiągnięcie transu jest możliwe. Belinda twierdzi, że zachodni człowiek jest tak odcięty od natury transu, że czasami lewa półkula nie rejestruje żadnych zmian nawet jeśli człowiek odwiedził inną rzeczywistość. Do pierwszej fazy należy też okadzenie. Podczas naszej ceremonii Belinda użyła szałwi, ale według Niej każde zioło jest dobre, bo chodzi głównie o dym. Dym, który istnieje jednocześnie w dwóch światach. Widzimy go i czujemy, ale umyka dotykowi. Kolejnym krokiem ceremonii jest przygotowanie świętego miejsca. Może nim być zagajnik, świątynia, krąg z węzełków modlitewnych (kolejne podobieństwo do ceremonii Indian), ołtarz lub maska. Trzecim elementem jest coś, co pomoże uspokoić umysł. Belinda używa w tym celu oddechu, na mnie pewnie lepiej by podziałała gałka lodów waniliowych... Następnie, kiedy umysł jest spokojny, należy zastosować dźwięk grzechotki lub bębna (200-210 uderzeń na minutę), by pobudzić system nerwowy. Dzięki grzechotce ciało wie, kiedy należy wejść w trans i kiedy należy powrócić do codzienności. I w końcu ostatnim elementem jest rytuał czyli pozycja ciała.

Słodycz mieszka w Twoim ciele

Przed rozpoczęciem ceremonii Belinda nakarmiła grzechotkę proszkiem z białej kukurydzy i byliśmy gotowi zasmakować ekstazy. Stanęliśmy w dość dziwnej pozycji. Belinda zaczęła grzechotać, ale pomimo tego, że grzechotała i nie była w stanie utrzymać pozycji za pomocą ciała fizycznego, robiła to za pomocą ciała energetycznego z takim samym efektem.
Ciemność. Spokój. Błogość. Gorąco. Kalejdoskop obrazów. Zwierzęta. Ludzie. Przeszłość. Korytarze. Tajemne przejścia. Filary. Dźwięk grzechotki rozpadający się na dwa odrębne dźwięki. Głośniej, mocniej, więcej obrazów... Podróż. Nagle dźwięk ustał i znalazłam się w pokoju. Czułam się niesamowicie, jak po głębokim, regenerującym śnie...
Zaczęliśmy dzielić się doświadczeniami i okazało się, że prawie wszyscy mieli odczucia podobne do moich. U niektórych obrazy były bardziej harmonijne, spokojne. Pozycja, którą zastosowaliśmy była wykorzystywana już 3000 tysiące lat przed naszą erą przez lud Olmec, a miała za zadanie zwołać przyjazne duchy. Nic dziwnego, że przez piętnaście minut zobaczyłam setki zwierząt i ludzi...
Kolejną pozycją, jaką wykonaliśmy pochodziła od Majów. Belinda poinformowała nas, że jest to wyrocznia i że należy zadać jej jakieś pytanie zanim wejdziemy w trans. Podobnie jak za pierwszym razem teraz też miałam niesamowite doświadczenia z dźwiękiem grzechotki, ale nie było żadnych wizji. Zamiast nich już po dwóch minutach pozycja stała się torturą. Miałam wrażenie, że za minutę odpadnie mi ręka. Na szczęście pocieszałam się, że w razie, najgorszego to lewa ręka...Zaczęłam zastanawiać się czy ta praktyka jest aby dla mnie. Pojawiły się wątpliwości. Dostałam odpowiedź na moje pytanie, ale czy nie dostałabym takiej samej odpowiedzi leżąc wygodnie na łóżku słuchając dźwięku grzechotki lub uderzeń bębna? Czy ta praktyka ma sens? Czy pozycje rzeczywiście działają? Na ostatnie pytanie dostałam natychmiastową odpowiedź. Kiedy podzieliliśmy się naszymi doświadczeniami okazało się, że tak jak poprzednio wszyscy mieliśmy podobne odczucia. Prawie wszyscy mieli problemy z utrzymaniem pozycji i nikt nie miał wizji w postaci obrazów. Pomyślałam, że jednak coś tym jest, jeśli dwanaście osób ma podobne doświadczenia... Pierwszy dzień warsztatów dobiegł końca...

Wróciliśmy do Instytutu, a Pan M wpadł na pomysł, żeby zaprosić Belindę do Polski. Pomysł okazał się trafiony i być może już za rok Belinda pojawi się w Pniewie, by dzielić się wiedzą przodków. Jej marzeniem jest znalezienie pozycji ciała, które były znane i wykorzystywane przez Słowian...

Odmienna codzienność

Rankiem następnego dnia wyruszyliśmy w dalszą podróż. Wołanie Drogi stawało się coraz głośniejsze, a odmienne stany czekały na nas już od kilku dni...
Jadąc do Kolorado w głowie kołatały mi się słowa Felicitas, które wypowiedziała niedługo przed śmiercią. Pewnego dnia Belinda siedziała na łóżku tej mądrej kobiety mówiąc Jej żeby była spokojna, bo oto właśnie wkracza w odmienną rzeczywistość. Nagle Felicitas popatrzyła Jej głęboko w oczy i powiedziała: "Wiesz, tak naprawdę wszystko jest odmienną rzeczywistością"...

Kasia Æmilia Bogdan e-mail

Silver City, NM 5 lipca 2005





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)