Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 listopada 2019

Paulina Lucyna Danecka

Odzyskiwanie Duszy
Historia, którą piszę tym życiem, jest jedną ze stron księgi duszy, która mnie ożywia

Kategoria: Techniki rozwoju

Dusza należy do pojęć infantylizowanych lub zawłaszczonych przez religię. Tymczasem trudno sobie wyobrazić coś bardziej dojrzałego, „swojego” i bardziej związanego z osobistą historią, która sięga dalej, niż to życie...

Jako dziecko miałam dwa oryginalne zainteresowania: hinduizm i reinkarnacja. Skąd wiedziałam, że to moje? To był ten Wschód, za którym tęskniła dusza. Wschód, którego od miesiąca doświadczam i czuję się jak w domu.

Historia, którą piszę tym życiem, jest jedną ze stron księgi duszy, która mnie ożywia

Czy dusza jest „moja”, czy bardziej ja jestem jej? Zależy, które „ja”. Dusza nie należy do małego ja, czyli do ego i jak najbardziej może być widziana, w rozciągłości całej swojej historii, przez duże JA, czyli Jaźń.

Jedno jest pewne – to ciało należy do duszy, a nie dusza do ciała.

Jeśli więc przyjmuję perspektywę reinkarnacji i wielu wcieleń tej samej duszy, to utożsamiam się z nią, nie z ciałem. I tęsknię do odzyskania i połączenia wszystkich jej-siebie części.

Odzyskiwanie duszy

W ten sposób nazwany temat (ang. soul retrieval) pojawił się na mojej ścieżce w Esalen, kiedy znajoma szamanka poleciła mi pierwszą z książek Sandry Ingerman, którą niedawno wydano po polsku pod tytułem „Odzyskiwanie duszy”. Godna polecenia lektura, która ciekawie tłumaczy teorię oraz zapoznaje z praktyką odzyskiwania zgubionych, zapomnianych lub skradzionych części duszy. Po to, żeby żyć pełnią swojego potencjału.

Ingerman podkreśla, że części duszy mogą zawinąć jeszcze w życiu płodowym lub przy porodzie. Przejęte trudnym losem rodzica dziecko często samo składa w ofierze część swojego wewnętrznego światła – żeby mamie lub tacie było lżej; bywa też, że rodzic lub inna bliska osoba kradnie coś z potencjału czy witalności dziecka... A potem nie ma co z tym zrobić, bo tak naprawdę nie możemy mieć użytku ze skradzionego światła ani cudzej duszy.

Bywa też, że w okresie zakochania tak bardzo chcemy kogoś przy sobie zatrzymać, że świadomie lub podświadomie kradniemy coś z duszy tej osoby. Co wcale nie gwarantuje szczęścia – wręcz przeciwnie: rodzi toksyczne przywiązanie, na którym tracą dwie strony. Nie ma miłości bez wolnej woli i nie ma pełniej relacji bez dowolnego zaangażowania obu dusz. Wszystkie nadużycia i traumy uczą nas czegoś o naturze duszy. Oraz o tym, jak trudno bez niej żyć.

„Dusza może opuścić człowieka jak pies, który uciekł komuś w nocy”

Powyższe zdanie jest cytatem ze „Wspomnień, snów i myśli” Junga, który bardzo utkwił mi w pamięci kilka lat temu. Pewnie dlatego, że w tym czasie zaczęłam już przeczuwać brak części własnej duszy oraz szukać inspiracji i odpowiedzi.

Ludy pierwotne, których systemem duchowym jest niejednokrotnie szamanizm, nie zapomniały o pojęciu „utraty duszy” i mają swoje praktyki, o których w kulturze chrześcijańskiej niewiele się wspomina.

Ingerman i Jung przypominają o rytuałach szamańskiej podróży w celu odzyskiwania zbiegłych, skradzionych, zgubionych lub zapomnianych dusz. Bywa, że część duszy osoby została przy ojcu, matce, pierwszej miłości lub w czasie i przestrzeni wypadku czy nadużycia.

Trauma ciała

O traumie w ujęciu psychologicznym więcej pisałam tutaj ».

Mówi się, że w momencie traumy fragment duszy – ta jej część, która nie byłaby w stanie przeżyć tego doświadczenia, opuszcza ciało. I im jesteśmy młodsi, tym trudniej. Wyobraź sobie, że w wieku 2 lub 3 lat opuszcza Cię najbardziej witalna część Ciebie – znika radość, zaufanie, chęć zabawy. Gaśniesz i poważniejesz w oczach…

I tak już przez całe życie?

Coś jednak pamięta, że może być inaczej. Coś tęskni i domaga się uwagi.

Czasami trauma lub inne trudne doświadczenia zjawia się na progu dorosłości – ze złotych dzieci stajemy się szarymi dorosłymi. Świat, który opowiadał nam bajki o duchowości, przychodzi z informacją, że to wszystko ściema. Dusza? Przecież to dziecinne!

Trauma rodowa

Innym rodzajem traumy jest ta rodowa – coś, co dziedziczymy w komórkach. Strach i strategie przetrwania. W naszej rodzinie nie można/w naszej rodzinie trzeba. Mężczyźni piją, a kobiety zawsze dają sobie radę – albo odwrotnie. I weź tu spróbuj inaczej…

Tymczasem dusza podpowiada, że można inaczej albo coraz mocniej tęskni. Pojawia się depresja, poczucie beznadziei i niby nic się nie wydarzyło – żadnych nagłych śmierci w rodzinie, wypadków, gwałtów, nadużyć. Przeciętne dzieciństwo, dość dobrzy rodzice i dziura w sercu. Tęsknota i ból tych wszystkich, którzy przed nami ponieśli straty. I weź tu bądź szczęśliwa… Pomoc w zakresie tego rodzaju traum przyniosły mi ustawienia systemowe, o których piszę tutaj. O traumie i programach rodowych przeczytasz natomiast tutaj »

Trauma duszy

Jest też trauma duszy, o której dowiedziałam się na jednej z sesji masażu integratywnego. Jeśli przyjmiemy perspektywę reinkarnacji oraz to, że sami wybieramy sobie dom, to rodzina i jej traumy są zaledwie odbiciem i przypomnieniem traum naszej własnej duszy – najciemniejszych momentów jej historii.

Można uznać, że dobieramy się zarówno na podstawie wewnętrznego potencjału/światła/kierunku/celu duszy jak i tego, co mamy w cieniu – typowej dla nas traumy/nieodbytej żałoby/niewyrównanych rachunków itp. Dobór ten dotyczy rodziny, przyjaciół, kochanków. Kraju, w którym się rodzimy oraz miejsc, do których podróżujemy.

Podróże za głosem duszy i większe wnętrze

Podróżując za głosem duszy zdarza mi się czasami odnaleźć jakąś część siebie i ją odzyskać. Tak jak 6 listopada 2019 r., w Tajlandii.

Tak po prostu, z dnia na dzień coś zmienia się w ciele i umyśle. Pojawia się wrażenie, które już znam – większe wnętrze. Czasem też zdarza mi się to przez sen – wtedy budzę się w klarowności i gotowości. Pełniejsza i szczęśliwsza.

Warto pamiętać, że trauma duszy wynika często z faktu, że w momencie jej doświadczanie byliśmy na znacznie niższym niż teraz poziomie świadomości. Coś, co kiedyś nie mieściło się w głowie, teraz mieści się doskonale – zaczynamy widzieć większy obrazek oraz sens kontekstu I tam, gdzie kiedyś bardzo nie grało – teraz bardzo gra. Powrót fragmentu duszy to zawsze wielkie święto. Oraz nowa, większa odpowiedzialność.

Poczuj duszę

I tak długo, jak tego nie poczujesz, będzie to dla Ciebie teoria kolejnego „sprzedawcy sensu”. Jak to poczuć? Poproś o sen albo poszukaj osoby, która zajmuje się odzyskiwaniem duszy. Możesz też spróbować techniki „Soul Body Fusion” – to kilka z możliwych kroków, o których też już pisałam na blogu.

Przede wszystkim zaś wsłuchaj się w to słowo – DUSZA – pobaw się nim. Jakie skojarzenia budzi? We mnie bardzo długo był opór, bo w parze z duszą szła pokuta, kara, ograniczenia… Grzeszna albo ciemna dusza – wielkie nadużycie i manipulacja, na które z perspektywy dziś dusza grzmi. Nikt nie ma większego dostępu do wiedzy oraz czucia duszy, która zamieszkuje w ciele z którym może się utożsamiasz niż Ty!

Językiem duszy jest intuicja

W moim odczuciu dusza jest naszym wewnętrznym i zewnętrznym światłem. Nasza iskierką i latarnią morską. Językiem duszy jest intuicja. Są oczywiście teorie, że dusza przychodzi tu żeby zbierać opary cierpienia i przez nie się wzmacniać... Może i są masochistyczne dusze. Lub raczej ich wcielenia na niższych poziomach świadomości.

Dusza, która mnie ożywia prosi o radość. A radość to o niebo więcej niż przyjemność – nie daj sobie wmówić, że to hedonizm. Radość to wysoka wibracja na poziomie 540+, co zostało zmierzone przez Hawkinsa. Miłość, Radość i Pokój wyznaczają kierunek rozwoju świadomości.

Jak nie ma radości w ciele i najbliższym otoczeniu, to dusza ulatuje doświadczać jej gdzie indziej. Ona w porównaniu do psa nigdy nie będzie posłuszna, a już na pewno nie będzie posłuszna pomysłom ego albo rodowym programom.

Dusza, podobnie jak wewnętrzne dziecko zrodzone są do zabawy – w zabawie rozwijają się i rosną – ku kreowaniu rzeczywistości. O czym więcej piszę tutaj »

Witaj w domu!

Przy okazji tego artykułu chcę wspomnieć jeszcze dwie istotne książki – jedną z nich jest „Welcome Home” Sandry Ingerman, która opowiada o powrocie duszy do domu ciała i o procesie zdrowienia – o tym, co wtedy robić oraz co przestać robić, kiedy odzyskamy już znaczącą część duszy.

Większość osób, która jest na ścieżce rozwoju osobistego lub duchowego (wszyscy jesteśmy, ale nie wszyscy jesteśmy tego świadomi) zaznajomiło się już ze słowem PROCES. „Jestem w procesie” oznacza często przeżywam trudne emocje albo „znowu, kurwa, coś”?

Nadchodzi jednak taki moment, dla każdego w innym czasie, kiedy zaczynam czuć, że właściwie to jest już ok. A czasami tak cudownie, że ok to za mało. Wciąż widzę zadrę we własnym oku i belkę w oku siostry czy brata, ale jakoś mogę z tą zadrą żyć. Zaczynam widzieć, do czego wzywa mnie życie – do radości, tworzenia i dzielenia się doświadczeniem. I może bez tego małego żalu na dnie serca albo złości co jednak wciąż się odpala trochę nieadekwatnie byłoby mi łatwiej, ale właściwie to jestem gotowa.

Jestem/nie jestem – to też jest etap procesu. Ingerman podkreśla jednak, że jest taki moment powiedzenia sobie „dość”, „wystarczy” oraz skierowania wewnętrznych zasobów energii nie na „proces”, czyli uzdrawiania, a na samo życie.

Idąc w świetle

Życie w świetle, w kultywowaniu wewnętrznego ogrodu, w zdrowych wyborach, w akceptacji oraz przyjmowaniu i ucieleśnianiu swojego potencjału. O tych wyzwaniach zdrowia Ingerman pisze w książce „Walking in Light”. Oba wspomniane tytułu należą do lektur mojego ostatniego roku i trafiłam na nie w optymalnym dla siebie momencie.

Bo kiedy już znam potrzeby noworodka, niemowlęcia, brzdąca, sześciolatki i nastolatki jakimi byłam (o tych etapach w ciekawy sposób pisze Bradshaw w książce „Powrót do swojego wewnętrznego domu”, o której pisałam tutaj ») czas na powrót patrzeć na życie oczami dorosłej – w akceptacji, że proces integracji już się odbył. Czas na nowo poczuć się odpowiedzialną za kreację całością.

Podobnie po każdorazowym procesie odzyskiwania duszy, do którego należy też przypominanie duszy czy jej potencjałów.

Z radością witam wszystkie nowe części, które czynią mnie całością. Wciąż jest we mnie ciekawość, ile Was jeszcze jest gdzieś we wszechświecie. Oraz co robi dusza w dni, kiedy gasnę w oczach i jest jej we mnie jakoś mniej… (i dużo więcej, niż kiedyś). Kiedy coś takiego się wydarza, proszę o sen albo obietnicę, że wróci z jakimś skarbem. Im mnie więcej, tym łatwiej żyć w tu i teraz. Bez poczucia, że na cokolwiek czekam.


Bibliografia:

  • Sandra Ingerman, „Odzyskiwanie duszy”, Wydawnictwo New Space 2019.
  • John Badshaw, „Powrót do swojego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, Wydawnictwo Medium 2008.
  • Sandra Ingerman, „Welcome Home”.
  • Sandra Ingerman, „Walking in Light”.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)