Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 sierpnia 2017

Maciej Nabiałek

z cyklu: Zawijawa: sny i wizje (odcinków: 2358)

Ojciec i syn rzucają klątwę z inicjałów

Kategoria: Sny i wizje

« Węże i stary budynek Spotkanie po 30 latach, Bóg i Szaman »

Jestem z ojcem w mieszkaniu jego matki i brata. W dużym pokoju, po lewej stronie stoi wujek, pośrodku babcia a z prawej mój ojciec. Patrzę na nich co robią. Wujek rozmawia z babcią i okazuje się, że mają w rękach jakieś energie, bawią się tym. Te energie wyglądem przypominają chmurę punktów, ale regularną bo tworzącą bryłę na kształt mozaiki chodnikowej, zmieniającej swoją szerokość. między punktami są odstępy, mieniącymi się srebrno-grafitowym światłem, bardzo ładne tworząc struktury. Ojciec wyciągnął dłonie nad to co wymodelowała babcia, był to wzór kratki, który ojciec oblał punktami tworzącymi kulę, mówiąc że obejmuje cały plan. Kazał bratu by wsparł go rękami z drugiej strony przytrzymując tą kulę punktów. Pokoju, staje się również knajpą ze stolikami znajduję tam fotografie, stare zdjęcia ze mną, przelatują jak krótki film sceny z dzieciństwa, wypraw górskich szlakami pienińskimi, obrazy o wyraźnie zielonej barwie drzew i ścieżkami kolorowych kamieni. Oglądając te zdjęcia, sceneria się zmienia i znajduję się z ojcem na Placu Bankowym w Warszawie. Stoję z telefonem i próbuję zrobić zdjęcie ojcu i jego znajomemu, na tle czarnych szyb hotelu. Zdjęcie się nie udaje, niby przycisnąć miałem na wyzwalacz a telefon się wyłączył. Kiwnąłem, że zrobiłem, bo obraz jakby siedział w telefonie i wtedy kolega ojca czmychnął do autobusu i odjechał, a ja podchodzę do ojca mówiąc, że fotka nie wyszła, sytuacja niezręczna, ojciec się oglądał czy ten kolega gdzieś jeszcze nie stoi, ale pojechał nie dało się powtórzyć zdjęcia a wiem, że im bardzo zależało. Ten kolega był gościem z twarzy nieznanym. Trudno się mówi przeszła taka myśl i poszliśmy ulicą w kierunku tunelu trasy WZ. Robi się późno, ojciec kieruje mnie do jakichś drzwi, mamy gdzieś się przedostać. Okazuje się, że jest to szalet w którym nie jest zbyt czysto, kobiety męczą się tam nad ogarnięciem tej przestrzeni. Przechodzimy przez drzwi a tam ślepy korytarz z zamurowanym oknem i szczeliną przez którą widzimy jakieś stropy pod budowę, filary z metalowymi prętami. Słychać tam głosy jakby odprawianej mszy. Wycofujemy się idziemy znów przez ten już posprzątany szalet. Na zewnątrz jednak dopadają nas sprawcy mszy, nie wyglądający na bynajmniej kościelnych księży, nie widzimy ich, ale przeświadczenie o tym, że nie są księżmi nam wystarczyło. Wśród nich są kobiety, i jedna podeszła do mnie mówiąc, że bierzemy jutro ślub. Tłumaczę jej, a ona nie zwracała uwagi na to, że jestem po ślubie, nie znam jej. Rzadne argumenty do niej nie przemawiały, nic co mówię się nie liczyło. To wtedy wykonałem coś jak rozkaz, że ich kościół spłonie za pięć dni, podałem pierwszą literę moich inicjałów, wtedy ojciec powtórzył to samo podając swoją literę i nakazaliśmy jej powiedzieć swoją literę, którą ostatecznie wypowiedziała i otrzymaliśmy trygram M L K. Idziemy z ojcem dalej, ta kobieta została a my mijamy po drodze młodzieńca w czarnych krótkich kręcących się włosach w ramonesce z wielką pokrwawioną naszywką na plecach, stwierdzam byśmy się pospieszyli bo wyszły wilkołaki i spoglądam na niebo między blokami świeci księżyc w pełni u dołu przechodzą chmury przysłaniając jego pełnię, ale jest to księżyc przyciemniony, nie świeci blaskiem jak zwykle, być może to jest zaćmienie. Wilkołak się odwrócił do nas popatrzył, my przyśpieszyliśmy kroku, znaleźliśmy jakieś kije i skierowaliśmy się w naszą prawą stronę. Między blokami nacięliśmy się na trzech kolesi, gdzie jeden miał nuż i już dobierał się do jakiegoś chłopaczka. Ktoś chciał tą bandę zmrozić, padło takie wyrażenie jak „mrożenie”, przestrzeń w kolorach zimnych, niebieskich ciemnościach, z punktem rozproszonego światła z lewego rogu powiedzmy budynku. Stanęliśmy w obronie ofiary, chowając się niemądrze z tym człowiekiem do toi toia. Było ciasno a oprawcy, bynajmniej nie wilkołaki zaczęli bujać tym przybytkiem rozrywając jedną ściankę i blisko nas machając nożem, przetrąciłem napastnikowi rękę kijem, było trudno. Udało im się nas jednak przewrócić, ojciec się trochę ubrudził, nieznajomy znacznie bardziej, bo oblany został brązowym szlamem na całej twarzy, natomiast ja wyszedłem z tego czysto. Pomogliśmy sobie wydostać się z toi toia, doprowadzić się do jako takiego porządku i poszliśmy w trójkę trzymając się blisko siebie. W którymś momencie była scena kiedy spałem na boku i przyszedł do mnie stary znajomy ze szkoły. Przytulił się do moich pleców i tak zasnęliśmy.

Zawijawa: sny i wizje: wstęp na końcu

Sny.
Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Węże i stary budynek Spotkanie po 30 latach, Bóg i Szaman »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)