zdjęcie Autora

08 kwietnia 2006

Mirosław Frydrych

Jak okiełznać podświadomość
O pracy z tym, co nieznane w umyśle

Referat na I Zjeździe Autorów i Czytelników TARAKI w Ryni 21-23.IV.06

streszczenie:
Jesteśmy istotami wielowymiarowymi. Nie tylko pod względem energetycznym, ale także informatycznym. Na nasze życie, działanie, ma wpływ bardzo dużo czynników, z których tylko w niewielkiej części jesteśmy świadomi. Różne, najczęściej szkodliwe, programy są poukrywane gdzieś w zakamarkach podświadomości. I dopóki nie zaistnieją określone wywołujące je czynniki nie wiemy co w nas siedzi. Praca nad sobą to także próba dotarcia do tych programów. I usunięcia ich. Dotyczy to zarówno osób, które tylko chcą poprawić jakość swojego życia jak i osób eksplorujących inne wymiary. Dlaczego?
W szamańskich podróżach istoty zamieszkujące inne wymiary bezwzględnie wykorzystają wszelkie nasze słabości. To samo dotyczy wszelkich praktyk duchowych i uzdrawiajacych. Istnieje wiele bytów, które skwapliwie wykorzystają każdą szczelinę w naszej psychice, wszelkie lęki, nerwice, nadmierne ego. I oszukując, mamiąc obrazami pseudo-duchowego rozwoju, obrabują nas z życiowych energii. I wtedy koniec z rozwojem.



W poprzednim artykule "Gdyby ciało mogło mówić..." napisałem, że człowiek jest istotą wielowymiarową. I bardzo trudną sztuką jest okiełznanie najbardziej zwierzęcej, nieokrzesanej, gadającej, oceniającej części naszego jestestwa czyli podświadomości.
To okiełznanie, oswojenie jest tym pierwszym krokiem rozwoju. Ale na tym nie kończy się praca nad sobą. Wiedza, czego nie chcemy, jest równie ważna jak ta: czego chcemy, co chcemy w sobie zmienić i czym do przeprowadzenia zmian dysponujemy.

Wszystkie nasze zmysły stwarzają mylne wrażenie, że wiernie odwzorowują to, co dzieje się wokół. Nie jest to wierne odzwierciedlenie rzeczywistości. Świat postrzegany przez zwierzęta wygląda zupełnie inaczej. Wiele zwierząt potrafi zajrzeć do nadfioletu i podczerwieni, a więc poza obydwa końce widzialnego dla nas spektrum światła. A węch? Nos psa jest milion razy czulszy od naszego. Łosoś w jakiś sposób odnajduje rzekę w której się wylągł. Ptaki pokonują oceany kierując się gwiazdami ale i magnetyzmem ziemskim. Niektóre bezkręgowce potrafią, jak się zdaje, wykrywać promieniowanie jonizujące. Pszczoły widzą płaszczyznę polaryzacji światła. Kotom, delfinom i nietoperzom w ciemnościach pomaga echolokacja. Orzeł potrafi z pięciu kilometrów wypatrzyć królika, a sowy są pod tym względem jeszcze lepsze. Są zwierzęta które doskonale wyczuwają pola elektromagnetyczne. A co można powiedzieć o rybach żyjących na głębokości kilku kilometrów i wyposażonych w oczy? Co one tymi oczami postrzegają? A jak wygląda topografia świata słyszana przez nietoperze?

Z prostych wyliczeń wynika, że w każdej sekundzie do naszej podświadomości dociera około 1010 bajtów informacji na sekundę. Z tego do świadomości dociera jedynie KILKA bajtów. Cała odfiltrowana reszta gdzieś się podziewa. Gdzieś się gubi na ograniczonych ilościach włókien nerwowych po drodze i w samym mózgu. Przykładowo oczy mogą odbierać 200 mln bitów/sek, ale nerwy oczne mają jedynie 1 mln włókien.
Zdolności odbiorcze innych zmysłów są setki i tysiące razy mniejsze.
Biorąc pod uwagę, że w hipnozie dobry hipnotyzer może wydobyć z naszej podprogowej pamięci praktycznie wszystko, należy sądzić, że wszystko co odbieramy zostaje gdzieś w nas. Jak do tego dotrzeć? Do naszej świadomości docierają jedynie te informacje, o istnieniu których zostaliśmy wcześniej nauczeni i uwarunkowani, że tylko takie są. Informacje o niebezpieczeństwie mają priorytet. Wszelkie pozostałe informacje wykraczające poza wdrukowaną wiedzę są odrzucane. Czy te informacje są dla nas nieprzydatne, czy niebezpieczne? Niebezpieczne niekoniecznie ze względu na zawarte treści, ale na możliwość zniszczenia mózgu na skutek sensorycznego przeładowania. Raczej jest mało prawdopodobne, że natura na drodze ewolucji stworzyła coś na zapas. Dlaczego gdzieś na drodze ewolucji ilość informacji docierająca do świadomości została ograniczona i dlaczego drogi przesyłu informacji (przepustowość nerwów) zostały ograniczone, a nie możliwości samych zmysłów?

I pojawiają się pytania:
jak w sposób świadomy dokonać filtracji, jak dobrać się do zatrzymanych wcześniej informacji i je zrozumieć? Skąd będziemy wiedzieć, że to są właśnie te odfiltrowane informacje, a nie konfabulacja podświadomości?
czy w naszym mózgu jesteśmy w stanie poszerzyć (i na ile) ilość docierających do świadomości sygnałów, czy raczej to "wąskie gardło" na styku podświadomość-świadomość trzeba umieć przemieścić gdzieś w "górę" lub w "dół" umownej skali postrzegania i zachować przy tym świadomość w "tu i teraz". Występuje analogia ze snem, w którym możemy obserwować pokazywane obrazy. Treningi świadomego śnienia mogą spowodować umiejętność świadomego snu, ale czy obserwowane wizje są "prawdziwe" (cokolwiek to znaczy), czy są jedynie projekcją naszych potrzeb, marzeń, oczekiwań? Ktoś przeczyta jakąś książkę, lub na jakimś kursie dowie się jak, "coś" wygląda, ustawia swoje wewnętrzne patrzenie i mając narzucony obraz, takie samo "coś" może zobaczyć. A gdyby ktoś sam (bez kursu, bez książki) chciałby to "coś" zobaczyć, czy wtedy widziałby tak samo?
czy pomoże w tym synestezja? (np. widzenie dźwięków) Czy można się jej wyuczyć?

Z kolei istnieje wiele technik, zarówno hipnotycznych jak i bardziej brutalnych - poprzez pranie mózgu, przy pomocy których można dostać się i zmienić w umyśle praktycznie wszystko. Nie ma nic takiego w naszym umyśle, nic tak trwałego, żeby się oparło takiej inwazji.

Czyli reasumując: zmiany czegokolwiek w pamięci podświadomości od wewnątrz (postrzegania, rozpoznawania, poglądów, przekonań, uspokojenia wewnętrznego hałasu, poszerzania percepcji itp.) samemu jest bardzo trudno dokonać. Podświadomość jest bardzo zachowawcza. Każdy z nas ma wyuczone wzorce, szablony zachowań, percepcji, sposobu i zakresu odbierania otaczającego świata.
Żeby coś w miarę szybko zmienić w podświadomym postrzeganiu świata potrzebne jest oddziaływanie "z zewnątrz". Ale nie może w tym pomóc żadna konkretna osoba, bo nikt naszego życia nam nie ustawi, bo nikt nie wie dokładnie czego chcemy. My sami czasami mamy z tym problemy... Potrzebne jest oddziaływanie "z zewnątrz" ale sterowane przez nas. Żeby cokolwiek zmienić, trzeba wiedzieć co chcemy osiągnąć, co można i co trzeba wpierw zmienić.

Na początku kilka pytań, niekoniecznie retorycznych:

Jaka część naszego jestestwa śni świadomie, a jaka jest w czasie snu jedynie biernym obserwatorem? To jest ta sama część? Na jaką część naszego jestestwa działamy w czasie transów szamańskich wywoływanych np. muzyką, a na jaką przy pomocy halucynogenów? Przecież te "odloty" są zupełnie różne.
Na ile synestezja zmysłów pomaga, przeszkadza lub jest obojętna w szamańskich "odlotach"? Na ile dana szkoła wizji szamańskich ma wpływ na obserwowane wizje? Na ile można zmienić wcześniejsze zakodowane wzorce? Chodzi np. o wzorce postrzegania świata wdrukowane w naszej strefie kulturowej, a co będzie, jeśli chcemy pójść np. drogą szamanów z Syberii?

Dlaczego na życie niektórych osób mają bardzo silny wpływ niektóre wydarzenia z poprzednich żyć - blizny na ciele, stosunek do płci przeciwnej, związki karmiczne (budujące i niszczące), talenty, skłonności, tzw. kontrakty z poprzednich wcieleń?
Z jednej strony każdy z nas ma swoją ścieżkę duchową, plan życia. Z drugiej strony nosimy w sobie zapisy przeżyć przodków w przekazanych nam w DNA. One też mają wpływ na nasze życie. Badania genetyczne wykazują, że większy wpływ mają geny po kądzieli. Na ile ta genetyczna pamięć na wpływ na naszą własną, karmiczną pamięć? Przecież każdy z przodków nie był nami, a my nie byliśmy swoimi dziadkami, czy rodzicami.
Także pamięć wody zawartej w ciele (wiadomo o tym z badania pamięci wody przez Masaru Emoto + cała szkoła homeopatii oparta na energetycznych zapisach wody) też ma wpływ na nasze życie. Do tego dochodzą informacje zawarte w pamięci pokoleniowej rodziny, narodu, państwa, religii.

Znajomość topografii podświadomego myślenia może być bardzo pomocna zarówno przy rozwoju duchowym - przy pracy nad sobą, przy podróżach szamańskich, jak i w czasie terapeutycznych zabiegów leczniczych.

Wg kahunów człowiek składa się z trzech części: podświadomości, świadomości i nadświadomości. Biorąc także pod uwagę teorię MacLeana człowiek ma potrójny mózg. Po pierwsze, pień i śródmózgowie jako pozostałość po gadzich przodkach, po drugie, układ limbiczny, który zawiera emocje i zachowania społeczne (po ssakach), i po trzecie, kora nowa jaka rozwinęła się u człowieka współczesnego. Przyjmując trójpodzielność za pewien wzorzec i ponieważ w codziennym działaniu największy wpływ na nas ma nasza podświadomość, proponuję dokonać podziału podświadomości na trzy składowe nazwane odpowiednio:
NADpodświadomość,
podświadomość i
PODpodświadomość.

Proponuję, zgodnie z teorią potrójnego mózgu MacLeana, umieścić te trzy podświadomości w odpowiednich częściach mózgu:

NADpodświadomość: w korze mózgowej
podświadomość: w układzie limbicznym
PODpodświadomość: w pniu i śródmózgowiu.

W zależności stopnia rozwoju duchowego, karmicznego wpływu przeszłości, planu życia, decydujący wpływ na nas mają któreś ze składników podświadomości. I w poniższym podziale zawartość poszczególnych podświadomości dokonana jest wg selekcji informacji zawartych w pamięci.

NADpodświadomość zawiera pamięć o pozytywnych dokonaniach z poprzednich wcieleń zapisanych w pamięci komórkowej, umiejętności gry, rzeźbienia, śpiewu , tańca, muzyki, umiejętność kochania, okazywania i odbierania miłości, samorealizacja, skłonności do altruizmu, poświęcenia, ale nie w celu rozwijania swojego ego itp. Poprzez NADpodświadomość możemy kontaktować się ze swoją nadświadomością, lub jak kto woli ze swoim aniołem stróżem, nadjaźnią.

Podświadomość zawiera podprogową pamięć pamięć z rzeczy wyuczonych i zapamiętanych w naszym obecnym życiu które pomagają przetrwać i przeżyć: mowa ciała, gesty, potrzeby społeczne, potrzeba osobistego uznania, umiejętność pisania, charakter pisma, czytania, jazda samochodem itp.

PODpodświadomość zawiera wszelkie wdrukowane "śmieci" z poprzednich wcieleń. Skłonności do chorób, nałogów, agresji, przesadnego seksu. To wszystko co wychodzi z człowieka w najtrudniejszych warunkach, w czasie wielkiego głodu (kanibalizm), u żołnierzy w czasie wojny (agresja, okrucieństwo), przetrwanie, ochrona przestrzeni życiowej itp. Także lęki, fobie, nerwice, tiki, natręctwa myślowe, natręctwa czynnościowe (obsesyjne mycie rąk, nadmierne obżarstwo, uzależnienia od narkotyków).

Zawartość powyższego podziału można rozszerzać intuicyjnie.

Samoocena pozwala stwierdzić, który z obszarów mózgu jest dominujący w życiu. Poprzez pobudzanie, lub odpowiednio hamowanie poszczególnych obszarów mamy wpływ na jakość swoich poglądów.
Wszelkie zmiany w szeroko pojętej podświadomości należy rozpocząć od zagwarantowania stabilności w życiowej przestrzeni. Stabilności ekonomicznej i uczuciowej. Dlatego pracę nad sobą należy rozpocząć od akceptacji tego, co jest, tego co mamy, od odejścia od roszczeniowej postawy.

Później już można doszukiwać się, gdzie w tych trzech częściach naszego jestestwa są poukrywane wszelkie szkodliwe zapisy mające wpływ na nasze działania, poglądy itp. Warto przypomnieć sobie na co ciągle narzekali członkowie najbliższej rodziny. Na co chorowali, jakich chorób się obawiali, na co mówili, że "to u nas rodzinne". Czym byliśmy jako dzieci ciągle straszeni. Warto zastanowić się nad kuchnią domową. Na ile spożywanie tych samych, tradycyjnie domowych potraw może obciążać np. wątrobę, lub może nie dostarczać wszystkich potrzebnych składników odżywczych.

Podróż do wewnątrz bardzo ułatwia zewnętrzna pomoc. Na początku wewnętrznych podróży trzeba czymś zająć podświadomość. Tak, żeby nie gadała, nie oceniała. Może to być miarowy stukot bębenka, transowa, relaksacyjna lub medytacyjna muzyka, transowy taniec. I bardzo byłoby wskazane, żeby z takich wewnętrznych podróży nie robić rytuału. W tym sensie, że jeśli udało się osiągnąć stan równowagi wewnętrznej, czy zaistniałby jakikolwiek inny pozytywny wynik z wewnętrznej podróży, nie należy następnym razem dokładnie odtwarzać warunków początkowych. Podświadomy umysł też się uczy i w kolejnych podróżach na takich samych warunkach nie będzie już przeszkadzał, ale mała zmiana powoduje, że trzeba zaczynać od początku. A jeśli będziemy potrzebowali np. uspokoić umysł gdzieś w podróży? Gdzieś gdzie nie ma naszego fotela, poduszki medytacyjnej, czy muzyki? Wtedy mamy swój mózg.
Ideałem byłoby umieć oddziaływać na swoją podświadomość jedynie przy pomocy siły jaźni.
Na początku do opanowania i nauczenia podświadomości, że ma wejść w stan wewnętrznego spokoju i ciszy, pomagają wszelkie techniki oddechowe (oddychanie całym ciałem, czakrami, szyszynką) i odczuwanie ciała w tu i teraz.
Można generować w umyśle dźwięk. Takie buczenie, mruczenie. Na początku dźwięk jest wysoki i stopniowo, powoli, obniżamy wysokość dźwięku do jak najniższego jaki jesteśmy w stanie w umyśle wygenerować.
Można generować światło. Wyobrażamy sobie i staramy się poczuć błyski światła, takie jak od lampy stroboskopowej, przemiennie w obu półkulach. W miarę szybkie. I stopniowo staramy się synchronizować błyski tak, aby bez wysiłkowo i synchronicznie występowały równocześnie w obu półkulach mózgowych i obniżamy przy tym częstotliwość błysków. Kilka razy powtarzamy wybraną metodę.

Obniżenie częstotliwości pracy mózgu pomaga w szamańskich podróżach, medytacji, przeprowadzaniu uzdrawiania. Pozwala osiągnąć tą cudowną wewnętrzną ciszę i przepiękny wewnętrzny spokój.

Mirosław Frydrych
m.frydrych@lot.pl
8 kwietnia 2006



(*) Podobno niektóre gatunki ptaków mają w oku nie trzy, jak ludzie i inne ssaki naczelne, rodzaje czopków - komórek czułych na barwę - ale pięć. Widzą więc całe palety kolorów, których my z fundamentalnych powodów w najmniejszym nawet przybliżeniu nie potrafimy sobie wyobrazić! (Przypis Taraka - Wojciech Jóźwiak.)




Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)