zdjęcie Autora

13 stycznia 2020

Adam Pietras

z cyklu: Sny i wizje (odcinków: 2517)

Oko, pustynia, krew, świątynia
Sen - cóż tu powiedzieć - sen, który miałem dawno temu. Za dużo myślę żeby śnić, bo śnię na jawie.

Kategoria: Sny i wizje

« Śnieg, lód i pustka Sen o seminarium duchowym »

Sen, który przyśnił mi się w wieku 16 lat. Dość prosty do opisania, bo moje sny są zazwyczaj cholernie wielowątkowe.
Szedłem przez Pustynię. Piasek był spieczony, twardy, gorący, a niebo było zalane melancholią - może krwią, może świtaniem, może płodzeniem. Fantazjuję teraz, idąc wgłąb mojej Pamięci i przywołując przed siebie zaprzeszły obraz, o którym przecież myślę do dziś.
Nagle zapadł się piasek. A poniżej piasku, poniżej pustyni, była świątynia - w kształcie sześcianu. Spadłem tam. Były kolumny wzdłuż ścian, nie pamiętam ich liczby, ale coś mi podpowiada, że było ich tyle, co kamieni położonych wzdłuż ścian - czyli 24.
Nie wiem zresztą, czy była to świątynia. Jestem prosty człowiek, nie znam się na takich sprawach. Wyglądało to trochę jak z jakiejś gry typu Heretic. Ja tam spadłem, do tej świątyni. Mówię, że świątynia, bo był nastrój świątyni, świętość i bluźnierstwo unosiły się tam w powietrzu, w powietrzu unosił się ból szamański.
Spadłem do tej świątyni na pierwszy z 24 kamieni. Ukazała się przede mną postać w mniszym stroju o głowie słonia. Kazał mi iść za sobą i zaczął lewitować. A ja zacząłem lewitować razem z nim, ogarnął mnie jakiś kosmicznostrunny Pokój i obracałem się wokół własnej osi jak energia płodu. Obracałem się w powietrzu, a postać w mniszym stroju lewitowała, nie pamiętam, czy też się obracała, ale prowadziła mnie przez kolejne kamienie tej niby-świątyni.
Ja się tak obracałem i grała Święta Muzyka, muzyka Kosmicznych Niebios, Niebios bluźniących. Obracałem się wokół własnej osi i lewitowałem, szedłem naprzód przez te kwadratowe kamienie, a za każdym zapalał się za mną, na kamieniu, błękitny okrąg. Może to się z tej gry komputerowej wzięło, z zaliczania plansz, bo przecie komputer miałem od dziecka. Dlatego tak właśnie mi się to objawiło, a może w tych grach też co jest, jak Carmack był poganinem?
Dotarłem do szóstego kręgu. Później szlag trafił. Obłęd mnie złapał, lęk obłędny, wrzask mordowanych demonów, wrzask demonów mordujących. Oko potężne mi się pojawiło na sklepieniu świątyni, a z Oka sączyły się krew i gówno, pełno było tych oczu, śpiewały chórem jak żaby, morderstwo jakieś straszliwe tam się objawiło i starożytność przedkosmiczna.
Obudziłem się. Do szóstego kręgu dotarłem przed tym przerażeniem, ale dużo jeszcze w życiu miałem przerażenia, i teraz mi się śni, jak latam w górę, a za moim lataniem powstają wieże. Chyba już dawno w dalsze kręgi poszedłem, bo takie sny miałem, że oj. Brama Buddów mi się śniła, Niebo mi się śniło, wszystko mi się śniło, już nie pamiętam nawet - bo ja za dnia bywam w Niebie i po co mi we snach jeszcze.

Sny i wizje: wstęp na końcu

Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.

Korekta przez: Radek Ziemic (2020-01-14)



« Śnieg, lód i pustka Sen o seminarium duchowym »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)