Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 czerwca 2015

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: Ósmy Wymiar

Opadają jak płatki kwiatów
Rozważania o cierpieniu i działaniu


  < poprzedni    1    2    (3)    4    5    dalszy >  

To jest mój kot. I kiedyś, pewnego dnia, będzie musiał stąd odejść. Myśl o tym, że kiedyś kota już nie będzie jest dla mnie całym smutkiem i wszystkimi gułagami tego świata. Dlaczego koty odchodzą? Nawet te najbardziej kochane? Uczono nas, że życie jest dobre - jest niewątpliwie dobre, choćby dlatego, że trafiają się w nim koty, takie miękkie, ufne, wychodzące nam naprzeciw zza krzaka w czerwcową noc. A potem dające się wziąć na ręce i śpiące na poduszce koło nas, mrucząc do rana. Tylko, że to nie wszystko - one potem odchodzą. Ciało po prostu tak ma – ludzkie, kocie, obojętnie. Czas się kończy, przestrzeń zmienia miejsce. Czy to jest źle? Czy to jest Zło?

Dlaczego ktoś wychowuje się tu, czyli w Warszawie, ale ma powiedzmy, w miarę normalnych rodziców i dom, a ktoś inny, równie obiecujący, spędza dzieciństwo w sierocińcu wąchając klej? Dlaczego ty jesteś we Francji, ja w Polsce, a on w Rosji? A jeszcze tamten w Bangladeszu, czy w ogóle w środku jakiegoś nieludzkiego reżimu? Czy to jest powód do dumy, mieszkać w Polsce? Czy to jest powód do smutku?

Destyluje nam się z tego kolejne pytanie uniwersalne:

Czy cierpienie jest (może być) dobre?

Żyjąc w Polsce, mam, na oko mówiąc, jakąś trzydziestokrotnie większą szansę by czuć się źle, niż dajmy na to – we Francji. Ktoś dostał polską „karmę”, ktoś francuską. I trudno powiedzieć, który z nich jest w lepszej sytuacji. Czy ten z Polski, bo cierpienie wyszlachetnia? Czy ten z Francji, bo ma warunki na rozwój?

Myślę, że cierpienie może być wyznacznikiem duchowego wzrostu. Pozwolę sobie przytoczyć tu tą właśnie perspektywę, która jest mi, z różnych powodów, bliska.

Być może nie wiesz, że
Tych, którzy zeszli jak Orfeusz
W regiony piekieł
Łączą więzy o wiele
Silniejsze niż krew.
Ludzie ci czerpiąc z
minionych cierpień, nauczyli się
budować swe szczęście
po troszeczku
Poznasz ich: coś jak
zmęczenie wokół
oczu, które się uśmiechają,
to jak się śmieją, całe
życie w tym ich śmiechu,
cała jego przeraźliwa jasność
na granicy ze śmiercią.
Nikt się tak nie śmieje
- wiedzą, że przeżyli
A teraz słuchaj mnie dobrze,
usłysz co mówię
Tylko oni
poznali drogę do Raju

Maria Eugenia Bravo Calderara, People of Orpheus

Wielką sztuką, rozwijaną w miarę nabywania umiejętności świadomego cierpienia (jakkolwiek „świadomość” i „cierpienie” wydają się być sprzeczne), jest patrzenie na wskroś. Patrzeć w oczy węża, oznacza zobaczyć, że Węża nie ma, że nam się przyśnił, bo istnieje tylko Dobre, tylko Pełne. Tylko że od powtarzania tego niewiele się zmieni. By Dobre stało się faktem najpierw trzeba spojrzeć.


Jak postępować z cierpieniem

Wiesz, że nie jesteś tą jednostkową tożsamością, zamkniętą w ciele, miejscu i czasie, ale jednocześnie czujesz się przez nią ograniczony i przez to cierpisz.

To właśnie ten konflikt sprawił, że np. Żydzi nazwali człowieka Izra-el, walczący z Bogiem. Nie tylko Żydzi, ale to dobry, znany przykład. Prometeusz zmierzył się z bogami i skradł im płomyk, którym jest ludzkie ja. Salomon zapuszkował dżina w lampie i wrzucił do morza na tysiąc lat. Ten rzekomy konflikt Wielkiego z małym, Dobrego z miernotą, i Magicznego z fabryką, to nasza karma. A jednak, jak ty, człowiek, możesz cierpieć, gdy dziedzictwem twoim pozostaje Wszechdusza? Albo, mówiąc słowami Kursu Cudów:

Gdzie jest ciemność, gdy przyszło światło?

Wartałoby (jak to mówi moja mama) i na to zerknąć.


O odchodzeniu cierpienia

Rozwiązują się nagle i lekko,
Opadają, jak płatki kwiatów,
Groźne supły zamówione przez piekło
U najgorszych supłomanów-wariatów.

Julian Tuwim, Rozwiązują się nagle i lekko.


Faktem jest, i pewnie też to zauważyłeś, że gdy pozwolisz na cierpienie bez oponowania – ono rozmywa się i odchodzi. Często zanim zniknie zupełnie, pojawia się sytuacja jak ze snu, jakby przeświecały spoza siebie klisze rzeczywistości. Widzisz, niejako z drugiego planu, że coś jest nie tak z tym cierpieniem, coś tu się nie zgadza. Dlaczego cierpię, skąd to wiadomo – pytasz? Dlaczego sądzę, że muszę coś w tej chwili zrobić, aby się ratować?

A gdyby tak nie robić nic? Zauważcie, że największa nieustraszoność męskiego skurczybyka-animusa w nas, w jego chwilach największej chwały, polega na tym, że on nic nie robi. Twardziel patrzy w oczy lwu i ani drgnie – i lew, spokojnie odchodzi (gdzie to było? W „Pożegnaniu z Afryką”?). Gdy nic nie robisz, zatracasz układ odniesienia, który do tej pory definiował ból. Ból był impulsem do działania, do walki lub ucieczki, ale gdy przestaje on służyć tym dwóm cielesnym celom – czym jest? Następuje wówczas bólu obnażenie, jego ujawnienie w pierwotnej naturze – jako impulsu ciała, całkiem ograniczonego z natury. My zaś postrzegamy wówczas, że wcale owym ciałem nie jesteśmy – jesteśmy natomiast doświadczeniem Pola. Buddyści mówią – to doświadczenie nie jest ani dobre, ani złe. Racja, ale my dodamy: właśnie dlatego jest dobre, bo przecież lubimy doświadczać! Chcemy żyć, przeżywać, obojętnie czy ból, czy radość, wszystko to, ostatecznie czyni nas żywymi. W tej chwili poznajemy całość, wówczas natura Wszechduszy daje nam o sobie znać w sposób kompletny. Właśnie w tobie, w twojej psyche, nie gdzieś tam, w polityce, na salonach czy w laboratorium, welon częściowej interpretacji odchodzi, a spod niego wyłania się Pełnia.


Księżyc


Ćwiczenie

Usiądź wygodnie, rozluźnij się i pooddychaj. A następnie:

  • Poczuj że patrzysz na świat przez dziurkę od klucza – jak możesz coś zobaczyć? Rozluźnij się.
  • Poczuj, że jesteś całością, nie wycinkiem – wczuj się – nie wiesz gdzie ona jest i jak wygląda, ale wiesz, że jest.
  • Poczuj, że To (co cię męczy) nie jest w stanie w niczym Ci zagrozić. Poczuj, że jest to tylko lekcja. Po lekcji, pójdziesz do domu - Pole dba o ciebie, jak rodzic o dziecko.
  • Zobacz jaki jesteś fajny.
  • Węsz obecność CUDU w powietrzu (niuch, niuch... e?)

Powtórz ćwiczenie wykonując codzienne czynności.

O ile Słońce dobrze odzwierciedla całość Pola, stałą i niezmienną atmosferę prawdy, o tyle Księżyc symbolizuje owego Pola fluktuacje. Dlaczego Pole się zmienia? Dlaczego czasem WYDAJE się, że Pole jest fikcją, a ty powłóczysz nogami po kolana w śmieciach? Te dwa poziomy rzeczywistości nie są równorzędne – jeden jest prawdziwy, drugi nie. Jak myślisz, co jest prawdziwe? Kiedyś uczono nas że śmiecie. Ale od tamtego czasu sporo urośliśmy, i już wiemy, że Pole.

Księżyc, w rozmaitych systemach wiedzy ezoterycznej jest symbolem iluzji. Iluzja polega na tym, że zapomnieliśmy o Polu. Wydaje nam się, że żyjemy w świecie ograniczeń, w którym nasza kreatywność nie ma szans na rozkwit. Właśnie to zapomnienie popełniło świat. To nie Bóg go stworzył, lecz również nie jest tak, że świat zawsze tu był. Świat popełniłeś Ty, patrząc nań oczyma ciała. Użyłeś nieograniczonej mocy Pola, aby ulepić z mułu to maleńkie coś, co nazywasz życiem. Ale to nie jest twoja rzeczywistość. Twoja rzeczywistość jest Całością, nie wycinkiem.

Praca duchowa o jakiej mówimy polega tylko i wyłącznie na uświadomieniu – ciągłym uświadamianiu - sobie tego.


Nie musisz robić nic

Tytuł niniejszego podrozdziału pochodzi (jak wiele moich myśli) z Kursu Cudów. Mam nadzieję, że wyjaśniłem już prawdziwe znaczenie tych słów – nie musisz robić nic. Nie mówią one wcale o tym, co możesz robić. Mówią o tym, czego nie musisz. Możesz robić wiele, i każdy z nas, na ogół, wiele robi. Możesz zarabiać pieniądze, dbać o zdrowie i rodzinę, możesz się rozwijać. Na względnym poziomie te rzeczy są przydatne, jako symbole prawdy, którą sobie stale przypominasz. A jednak nic z tego nie obowiązuje ostatecznie – i dlatego w każdej chwili jesteś wolny. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie to wielka ulga. Żyjąc bardzo aktywnym życiem, pozwalam sobie jednocześnie na wewnętrzną przestrzeń i przestronność, wynikającą z faktu, że wszystko – już teraz! - jest i tak doskonałe. To czyni mnie wolnym od wszelkiej winy – winy, że na przykład czuję albo robię nie to, co powinienem. To uwalnia mnie od życia w sprzeczności. Jakość działania wynikającego z poczucia pełni ma zupełnie inny smak, niż w sytuacji, gdy kierują mną wola oraz wyrzut. Można powiedzieć, że gdy działam z poczucia pełni, moje działanie – staje się natchnione. Jakiekolwiek by ono nie było. W tym tkwi właśnie cały sekret – jakiekolwiek by nie było.


Hara

Rozmaici nauczyciele wschodnich sztuk walki mówią, że ruch powinien wypływać z naszego centrum (hara) naturalnie, to znaczy tak, jakby decyzja podejmowała się sama. Takie właśnie założenie leży u podstaw taoizmu, powszechnie dziś wykorzystywanego na szkoleniach z filozofii biznesu. Poddaj się, aby wygrać. Ustąp, aby zwyciężyć. My dodamy do tego jeszcze jedno: interesuje nas biznes, w którym zwyciężają obie strony.

Powiemy:

Ustąp, abyście obaj zwyciężyli.

Cud jest po prostu dynamicznym doświadczeniem Pełni, doświadczeniem Pola w działaniu. Jeżeli jesteś Pełny, żaden brak nie ma znaczenia. I zresztą, jest tylko pozorem, który w każdej chwili może odejść. Tak jak cień na powierzchni Księżyca, iluzje podlegają swoim własnym rytmom. Pozwól na nie, nie opieraj się im i nie próbuj nimi kierować. A jednak – także przypomnij sobie, że Wszechdusza i cud już tu są. Taka postawa, o dziwo, daje dopiero siłę. Działanie jest częścią Pełni, Pełnia uwielbia działać. To, o czym tu mówimy, to pozwolenie aby działanie zamanifestowało się samo, tj. aby wypłynęło niejako z trzewi - z Twojej własnej autentyczności i pełni. Dopiero to nadaje mu moc.


Ćwiczenie

Pomyśl o jakimś swoim problemie. To może być ból głowy, kłótnia z szefem lub jakiś mniejszy lub większy stres z którym borykasz się na co dzień. Już? A teraz przetrzyj oczy (koniecznie to zrób!) – i zobacz jaki jesteś fajny / fajna.

Powiedz do siebie:

Jestem fajny! (-a)

lub nawet:

Jestem zajebisty! (-a)

Poczuj wypełniającą cię moc Wszechduszy – oczywistość wynikającą z faktu, że jesteś. Masz prawo być! Jeżeli wydaje ci się to bezsensowne, to tylko dlatego, że naprawdę siebie nie słyszysz. Spróbuj! Twój umysł, twoje zdanie, twoja sytuacja i twój czas nie mają tu nic do rzeczy. Jesteś fajny! Ciesz się tym, np. zmywając naczynia. Rozmyślaj przy tym, ile wlezie, lub, jeśli ci to pomoże, zachowuj umysł zen. Zrozum, żadna zewnętrzna forma nie ma wpływu na to, że jesteś fajny – także żadna praktyka duchowa ani stan umysłu.

Raz na jakiś czas powiedz do siebie to zdanie z Kursu:

Moje atakujące myśli atakują moją nietykalność.

Świetnie działa, naprawdę. Poczuj, jak za twoimi plecami, bez najmniejszego ruchu myśli, medytowania, opróżniania się z myśli, mantrowania, uważności czy najmniejszego drgnienia z twojej strony, bez rozumienia czegokolwiek w otchłani tysięcy karmicznych splotów - sytuacja uzdrawia się SAMA.


Właściwe działanie – albo „boska intuicja”

Jak pewnie zauważyliście, ten tekst (jak również poprzedni, o Lewiatanie) dotyczy pracy z pierwiastkiem męskim, animusem. Odwieczne pytanie które towarzyszy zagadnieniom mocy tak w kobiecie, jak w mężczyźnie, brzmi:

mazać się czy być twardym?

Osobiście stoję na stanowisku, że tak, mazać się, a raczej, że bez „mazania” nasz pierwiastek męski będzie zwyczajnie ułomny. Zdolność do „mazania”, jest tym, co czyni życie wartym wszelkich działań, jakie podejmujemy – i bez łez, cały ten pościg traci cel. Wrażliwość nadaje naszym wysiłkom intensywność, głębię i wzruszeniowość, ponieważ mamy nadzieję. Nadzieja oznacza, że pojawia się jakość. Jest coś w męskości, co dąży do tej pierwotnej, skonsolidowanej radości życia, ten Zorba w nas – jakaś bezkompromisowość, która sprawia, że walczysz do końca. I aby ta walka miała sens – musi być walką o kobietę. Osoba, który nie umie płakać, moim zdaniem jedynie udaje odwagę – bo aby być prawdziwie odważnym, trzeba umieć doświadczać. Ktoś, kto nie czuje bólu – i wkracza w ogień – czy on jest odważny? Nie będę się spierał. Być może. Dla mnie jednak najbardziej bijącym po oczach przykładem odwagi jest szewczyk, który pokonał smoka.

To wszystko bardziej tytułem dygresji niż poważnej dyskusji. Prawda jest taka, że ani mazanie, ani niemazanie nie jest kluczem. Paradoks ludzkiej sytuacji polega na tym, że nie możemy zrobić nic. Wszelkie nadmierne wykrzykiwanie, że coś można zmienić, wszelka rozpacz, że los nam czegoś nie dał, załamywanie rąk i pytanie „Dlaczego?!” rozwala się o ten sam mur – naszą karmę. To trochę tak, jak z maszyną czasu w opowieściach science-fiction. Pojechał w przeszłość, do swej młodości, żeby coś zmienić. Chciał żeby Ona, wtedy, na studiach, powiedziała „tak”. Wiedział, że to zmieniłoby wszystko, byłby wreszcie szczęśliwy, byliby razem. I udało się! Tylko że jednej rzeczy nie przewidział. W rok po ślubie zaraziła go AIDS. Nie kijem go, to pałką, przeznaczenie musiało się wypełnić.


Zmienić siebie

Pytanie:

czy mogę zmienić siebie?

Odpowiedź:

oczywiście nie, bo wtedy to już nie będę ja! (hi, hi)

Przypomina to trochę podniesienie deski na której się stoi, co nota bene nagminnie próbowałem zrobić w dzieciństwie. Nie mogłem pojąć, jak to jest, że deski na której stoję, podnieść się nie da. Gdyby się dało, nasza technologia znałaby co takiego, jak Latający Dywan.

Wchodzi tu oczywiście kwestia przeznaczenia. Jeżeli nie mogę siebie zmienić, to znaczy najprawdopodobniej, że nie ma takiej potrzeby. Być może jestem OK taki, jaki jestem, a to na skutek działania jakiejś siły (karma?), która twierdzi, że taki właśnie powinienem być. Ale może nie. Może być też tak, że zmienić by się warto, bo nasz charakterek ani nam, ani innym nie służy, aby jednak tego dokonać, potrzeba wyczekiwać na odpowiedni moment, i zużyć w tym celu całą mądrość i rozwagę starego wodza na jaką nas stać. Całą maestrią jest działanie wtedy, kiedy można, a nie kiedy nie można. Czasem to wymaga cierpliwości, łagodności i klasy. Widzicie, ten męski pierwiastek, animus (po naszemu skurczybyk) bez mocnego zbalansowania żeńską go animą (po naszemu pieszczoch) – on nie jest zbyt wydajny. Dopiero w połączeniu obie te siły działają spójnie.

Zdolność do intuicji i wyczucia właściwych tropów, jest kwestią wewnętrznego luzu w brzuchu. Wypracowujemy go w sobie przez całe życie. Jeżeli kopię sprzęgło dziesiąty raz z rzędu, a ono nie odpala, pomimo że na karku mam właśnie armię zmutowanych orków, pomyśl o Polu. Może ono próbuje cię czegoś nauczyć? Siedź, mówi, i podejmuj swoje śmieszne decyzje, strzelaj gniewem, aż się zmęczysz i zobaczysz, że w murze są drzwi. Optymalna ścieżka już tu oczywiście jest, przewidziana, wyrysowana, bo Pole istnieje zawsze, może wszystko, jest inteligentne i jest Tobą. Teraz jeszcze musisz przestać się rzucać, taki drobiazg.


Lot motyla

Sytuacja przypomina mi pewne zdarzenie z motylem. Wyganiałem motyla przez okno, bo się zaplątał do pokoju. Na zewnątrz było słońce i pogoda, trawa. kwiaty, nie było wątpliwości, że motyl woli raczej być tam, niż tu. Próbowałem ostrożnie nakierować motyla w stronę otwartego okna, ale ten oczywiście nie chciał, tylko próbował uporczywie przelecieć na wylot przez szybę. Jego logika była taka: lecieć najkrótszą drogą do światła. A światło było za szybą. Bardzo męskie, nawiasem mówiąc. Jego ciągłe trzepotanie przy szybie sprawiało, że nie mogłem nim prawidłowo pokierować. Co więcej, moje próby pokierowania nim stały się ryzykowne – mógłbym go zgnieść, właśnie dlatego, że się cały czas rzucał. Jedynym rozwiązaniem było odstąpić i nie robić nic. Pole, w podobny sposób, wie jak pokierować człowiekiem. Jednak nie może tego zrobić, zanim ten nie zaprzestanie intensywnych prób samodzielnego rozwiązania swoich problemów. Nie chodzi o to, żeby się mazać i nie chodzi o to, żeby nie. Można to robić, nie robić, ale w sumie i tak zawsze trzeba przestawić się z umysłu na zaufanie. Umysł ciężko pracuje, Pole jest lekkie jak pył. Mimo swojej intensywnej i owocnej pracy, umysł nie jest najlepszy w podejmowaniu decyzji. Do podejmowania decyzji świetnie natomiast służy Pole. Pole sprawia, że WIESZ jak zadziałać w danych okolicznościach, tych właśnie, które umysł rozpoznał. Jeżeli wciąż myślisz, że nie wiesz, to tylko dlatego, że twój umysł jest zbyt aktywny, co blokuje Pole.

Intuicja jest naszą autentycznością. Jest ona istotą Pola – mówi nam w jaki sposób ono działa i jak z nim współpracować. Intuicja polega na dojrzałej, wypracowanej w pocie czoła pewności, że tacy właśnie jesteśmy i tym chcemy być. To jest Podstawa – Opoka – i tym jest nasza moc. I to na tej Podstawie dopiero możemy budować Królestwo.


Ćwiczenie

Pomyśl o jakimś swoim zamiarze. Czekaj. Oddychaj. Odpuszczaj winę, która mówi „nie możesz zawieść!” Odpuszczaj gniew, który mówi: „sukinsyny!” Daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz. Ale myśl o tym często, wracaj do tego myślami. Bądź bardzo świadomy, poznaj dokładnie wszystkie swoje uczucia, jakie się z tym wiążą. Poczuj lęk, że zrezygnujesz, panikę, że ci się nie uda, wściekłość na siebie, na świat, wstyd, żal i tak dalej . Gdy wyczujesz moment wstań i powiedz do siebie:

Chuj! Robię!

Opór stu tysięcy usprawiedliwień nie jest w stanie cię powstrzymać, zwyczajnie dlatego, że – to jest właściwa chwila. Skąd wiesz, że jest właściwa? Nikt oprócz ciebie tego nie wie. Jeśli się pomylisz, zacznij od nowa. Nie możesz się pomylić.

Jak to mawiał Jezus – czas nadchodzi i już jest. Teraz właśnie jest chwila aby wcielić w życie swój plan. - Hola! Teraz jest czas, aby walnąć pięścią w stół, jak prawdziwy skurczybyk-animus. Totalna determinacja, aby być sobą i działać! Zamordyzm, jakiego nie znali Stalin i Hitler, wywróć na ziemię stolik, czy co tam masz. I ruszaj!



W tym artykule zajmowaliśmy się Ósmym Wymiarem, oraz takimi rzeczami jak buddhi, Yesod, animus, ósmy byk zen, enneagramowa Ósemka Skurczybyk, oraz tarotowe arcanum XVIII. Księżyc.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-06-16)



  < poprzedni    1    2    (3)    4    5    dalszy >  

komentarze

1. Motyla • autor: Nierozpoznany#60182015-06-19 16:09:23

za okno można przenieść używając szklanki i kartki papieru. Szklanką delikatnie chwytamy motyla opierając jej brzeg na szybie. Potem wystarczy podłożyć kartkę i wypuścić go w przestrzeń. Może zdarzyć się, że będzie chciał wrócić do Miejsca, do którego przeleciał. Podobało się mu Pole?
Z własnego doświadczenia, lecz z muchami :)
Pozdrawiam
[foto]

2. efekt motyla • autor: Krzysztof Wirpsza2015-06-19 21:00:34

Witaj Ewa. Przypomniało mi się "...a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek". - a raczej zaśpiewało. Dzięki za metodę na uwolnienie motyla, skorzystam!  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)