Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Osa na zebrze czyli letnie znaleziska

Kategoria: Twórczość

« Wypoczynek na urlopie Wieczne nauczanie czyli drętwa mowa przez lufcik do ludu chińskiego — Mój głos w dyskusji o przodkach »

         Moi bliscy na urlopach w dalekich krajach, w szpitalach albo na cmentarzach, ja zdycham jak mucha w upale, ale jeszcze trzymam się życia (i gotuję sobie młodą kapustkę z kminkiem na osłodę). Moje notatki z dzisiejszego dnia – głód pisania widać nie odpuszcza –  to lista zakupów: koncentrat barszczu, chleb razowy, kefir, ogórek, fenkuł, jogurt grecki. Telefony od krewnych: załatw wykup miejsca na cmentarzu po twoim teściu, szkoda, żeby przeszło w obce ręce. I tak przeszło – ktoś z uporem maniaka zostawia niebieskie bukiety farbowanych sztucznie kwiatów brrr... Poszukaj więc rachunków za pogrzeb – brzmią polecenia, ale od płacenia tych rachunków minęły już dwa pokolenia i blisko dwadzieścia lat.

         Upały nie są dobre dla babć. Nie wychodzę więc poza porankiem na dwór, tylko siedzę w domu. Wyciągam stare pudła pełne dokumentów, przewracam listy, zdjęcia, bankowe wyciągi i słowa tych, których już nie ma – takie misz-masz tego  co to było, ale już minęło, w dal gdzieś odpłynęło – mówiąc słowami piosenki.

         Szukam rachunków, ale znajduję rysunek wnuka z czasów gdy miał 4-5 lat – laurkę na urodziny dziadka. Swego czasu po obowiązkowych zachwytach papierek został odłożony na bok i nikt mu się nie przyglądał. Trudno się dziwić, rozszyfrowanie obrazka nie jest łatwe. Szkoda, że nie mogę tego zrobić jak ze swoim snem, bo nie mam zielonego pojęcia jakich składników użył wnuk do stworzenia swojej całości obrazka i skąd je czerpał. Spójrzcie na poniższy skan:

         Pierwsze, co rzuca się w oczy to pasiasty zwierz niosący na grzbiecie równie pasiastego maleńkiego stworka. Niewprawnie napisane słowo „Dziadek” i wskazówka do stworka, który wygląda jak osa albo pszczółka Maja z dwoma czułkami, ale jest dziadkiem, który jako żywo nigdy nie jeździł na koniu, a tym bardziej na zebrze. Zebra trzyma w pysku coś w rodzaju chorągiewki i można by było sądzić, że to jakaś ozdoba, reminiscencja ujrzanego rekwizytu z manifestacji lub obchodów, gdyby nie strzałka z napisem „tata”. Dziecko miało trudności z literą A, więc napisało ją w 4 wersjach. Czy z rysunku miało wynikać, że tata jest wielką zebrą która dźwiga na grzbiecie małego dziadka? Nie mam pojęcia. Za plecami zebry rośnie drzewo z brązowym pniem i jednostronnymi gałęziami  oraz zielonymi liśćmi. Do drzewa też prowadzi strzałka i napis, którego nie jestem w stanie zrozumieć. Pod stopami zebry widoczne są płytki chodnikowe, zapewne wspomnienie ich układania na działce. Reszty detali nie jestem w stanie rozszyfrować – Także dziwacznych „pomponów” na stopach zebry – z jednym wyjątkiem – litery M w prawym dolnym rogu, stanowiącej zapewne podpis.

         Powiecie zapewne, że upał uderzył mi do głowy i wdarł się w mózg skoro poświęcam tyle uwagi jakiejś bazgraninie dziecka. Ale to nie jest tak. Rozbierając na czynniki pierwsze mój sen (z odcinka 44) nie skupiałam się na jego znaczeniu, które było dla mnie dość oczywiste, ale na użyciu rekwizytów przez śniący umysł, zaczerpniętych z różnych sfer codzienności i wykorzystanych do ułożenia całkiem innej historyjki.

         Z rysunkiem wnuka jest podobnie, tylko znacznie trudniej. Jak widział on swoją rodzinę i otoczenie i co chciał przekazać tym rysunkiem wspierając się nieporadnym jeszcze zapisem? Tak na pewno rozszyfrowałam tylko szare płytki chodnikowe z odzysku.

         Przejdę teraz na całkiem przeciwny biegun komunikacji — do próby skodyfikowania wyobraźni tak, aby nawet w banalnych sprawach nic nie zostało jej pozostawione – i nie u dziecka, tylko u dorosłego, zapewne oficera WP.

         Mój teść był podoficerem i kierownikiem wojskowej pralni. Przedtem jednak odbył długą drogę z Wołynia do Berlina, skąd przywiózł jedne zdobyczne trofeum – wielkiego, ale łagodnego psa, z którego tresury i zachowania można by wyciągnąć wniosek, że służył w formacji, z której ludzie ścigani byli przez międzynarodowe trybunały. Psa nazwano Azą i bronił on życia i dobrego samopoczucia mojego męża, który bez niego pewnie nie raz by został pobity przez warszawskich rówieśników za wygląd i wymowę repatrianta. W spuściźnie zostawionej po teściu jest mnóstwo odznaczeń i medali, wiele dokumentów, ale także takie ciekawe kwiatki, jak wojskowe regulaminy.

         Znacie pewnie takie dowcipy jak wzory pytań i odpowiedzi wojskowych typu: „Co żołnierz ma pod łóżkiem? Żołnierz ma pod łóżkiem sprzątać”, „Co żołnierz je? Żołnierz je obrońcą Ludowej Ojczyzny”. Wspomniana „Instrukcja WC/178/93” podpisana „Administracja Obiektu” i opatrzona stosownymi pieczęciami poucza obrońców Ludowej Ojczyzny:

„— pkt.3. Na muszlę klozetową nie należy wchodzić nogami, lecz siadać jak na krześle, całym ciężarem ciała, tak aby pośladki całkowicie i dokładnie przylegały do deski klozetowej. Tułów powinien być wyprostowany, przy czym punkt ciężkości należy przenieść ze stóp na pośladki, kładąc ręce wzdłuż odpowiednich kolan. Siedzieć należy w taki sposób, ażeby kał wpadł do muszli, a nie na deskę. Jednocześnie należy starać się nie zmoczyć deski moczem, w tym celu należy przytrzymywać ręką narząd moczowy skierowując go do muszli.

— pkt.4. Przy korzystaniu z pisuaru należy podejść do niego jak najbliżej, nawet dotykając go lekko kolanami, pochylić się do przodu, wyjąć całkowicie narząd moczowy, lekko nachylić go w dół i oddać mocz aż do ostatniej kropli. Przed całkowitym zakończeniem oddawania moczu nie należy odchodzić od pisuaru, rozbryzgiwać moczu po podłodze.”

         Czy można jeszcze bardziej skodyfikować tak zwykłą czynność higieniczną? Frapuje mnie jedno pytanie: A jeśli ktoś ma nieodpowiednie kolana? Może odpowiednie i nieodpowiednie rodzaje kolan wymagają odrębnej definicji?

         No i na zakończenie jeszcze jeden kwiatek: „zasady użytkowania peleryny wojskowej”, a właściwie jej fragment:

„Pelerynę nakłada się tak, aby przykrywała całość ubioru łącznie z oporządzeniem. W razie potrzeby (w czasie opadów) kaptur peleryny zakłada się na głowę. Odległość od ziemi do dolnej krawędzi peleryny powinna wynosić 25-30 cm... Pelerynę wolno nosić na lewej ręce złożoną prawą stroną na zewnątrz lub w specjalnym pokrowcu (torbie na pelerynę)... Pelerynę po użyciu w czasie deszczu suszy się w stanie luźno rozwiedzionym”

         Całość jest niesłychanie nudna, więc jej nie przytaczam. Smakowite jest kilkakrotne użycie słów „ w stanie luźno rozwiedzionym” – także przy opisie prania i suszenia. Czyżby peleryn wojskowych nie rozwieszano, tylko rozwodzono ze względu na nieprzyjemną konotację skojarzeń wieszania i przyjemniejszą rozwodzenia (się)?

         Autorzy tych regulaminów zapewne jako dzieci też rysowali takie laurki, ale gdzieś po drodze ich zdolność wyobraźni została skodyfikowana i zastygła niczym wulkaniczna magma na świeżym powietrzu, wydzielając zapach zgniłych jaj. Jednak mogę sobie wyobrazić, że żołnierz w toalecie, wpatrzony w przytoczoną instrukcję, której lektura, nie ukrywam zawiera takie trudne wyrażenia jak „punkt ciężkości” czy „odpowiednie kolano” zignoruje nakaz trzymania rąk wzdłuż odpowiednich kolan, który był konieczny z uwagi na zapobiegnie, być może, nieprzyzwoitym rysunkom w latrynach, o poetyce zbliżonej do osy wiszącej na czubku nosa zebry, na przykład.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Wypoczynek na urlopie Wieczne nauczanie czyli drętwa mowa przez lufcik do ludu chińskiego — Mój głos w dyskusji o przodkach »

komentarze

[foto]

1. mylna interpretacja • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-07-29 13:37:42

Synowa zwróciła mi uwagę, że rysunek należy inaczej interpretować. Zebra to nie jest zebra tylko cały dziadek w pasiastej koszulce. Osa na zebrze to osa siedząca na dziadku, ale chorągiewka to nie chorągiewka tylko łopata, którą dziadek kopie na działce, o czym informuje napis: nie "tata" tylko "łopata". Drzewko po lewej stronie rysunku to nie zwykłe drzewko tylko jabłonka, której konar z jednej strony ułamał się pod ciężarem jabłek i zanim została wycięta była taka niesymetryczna. Informuje zresztą o tym napis, którego nie zdołałam odczytać. Y to J, x to niepełne A, b od biedy może być bo ma dwa brzuszki, t to nie t tylko ł, o i n w porządku, dalej już mu się nie chciało pisać albo zmieścić w kółku.

          Namawiam więc w przypadku otrzymania takich lauzek do zapisywania ich interpretacji póki czas - podobnie jak zapisujemy swoje sny.

2. Jabłoń może ;) • autor: Nierozpoznany#74042013-08-08 01:45:32

Może to po prostu nie miała być jabłonka, a jabłoń - pod o widać taką krzywą kreskę ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)