Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 czerwca 2014

Nes W. Kruk

z cyklu: Łaźnia Ceremonialna (odcinków: 15)

Ósma Łaźnia Ceremonialna, Umiarkowanie i Zaślubiny

Kategoria: Nowy szamanizm

« Siódma Łaźnia Ceremonialna, Jedność Dziewiąta Łaźnia Ceremonialna, Pełnia »
11-05-2014

  1. Drewno: sosna (papierówka) orientacyjnie 0,2-0,3m
  2. Kamienie: 16 (7-3-6)
  3. Woda: k. 15 l (5-5-5)
  4. Czas rozpalania: 2 godziny
  5. Czas w Łaźni: 1,5 godziny
  6. Uczestnicy: 1
  7. Narzędzia: widły, róg jeleni, kubek i słój, kociołek, miotełka wierzbowa,
  8. Pogoda: niebo bezchmurne
  9. Pora: wieczór-noc, do Łaźni wszedłem o godz. 23:30

 

Postanowiłem przeprowadzić eksperyment z nagrzewaniem kamieni odmienną metodą niż dotychczas. O metodzie tej wspominałem na forum. Do tej pory stosowałem metodę, którą zazwyczaj się zaleca, a więc z grubsza: ułożenie kamieni w stos, obłożenie ich drewnem i rozpalenie ognia. Zauważyłem, że przy tej technice nagrzewania kamieni ilość zużywanego drewna jest, jak na mój gust, dość spora (w przypadku mojej ziemianki optymalna ilość to ok. 0,4m), co wiąże się zarówno z kosztam jak i stratą materiału. W trakcie praktyki rytuału „AgniSoma” (w trakcie tego rytuału nagrzewa się tylko jeden kamień w ognisku) przyszedł mi do głowy pomysł, by spróbować sposobu, który stosuję właśnie w tym rytuale, a więc nagrzewanie kamieni nie przez budowanie stosu drewna, ale dokładanie go systematycznie i  w miarę potrzeb. Dlaczego tak? Każdy, kto pali drewnem w piecu kaflowym, wie, że by szamotka nagrzała się odpowiednio - nie można spalić od razu całego drewna, ale należy palić je w odpowiednio długim czasie. W zasadzie cegła szamotowa jest czymś w rodzaju kamienia (dawniej piece budowane były z kamieni). W ramach eksperymentu zastosowałem bardzo kiepski gatunek drewna – na wpół rozłożone spady sosnowe, do tego gałęzie mokre, po części rozłożone, po części zgniłe. Gałęzie suszyłem w trakcie palenia ognia, układając je po okręgu wokół ogniska; tak, jak to zwykle robi się w warunkach, gdy w terenie dysponuje się tylko mokrym drewnem. Jedyne suche drewno, jakie zastosowałem, to parę szczap lipy do rozpalenia ognia. Kamieni też dałem mniej niż dotychczas. Chciałem znaleźć dolną granicę. Co prawda 16 kamieni wystarczyło do przeprowadzenia ceremonii i wprowadzenie się w trans, choć przydałoby się nieco więcej.

Przy ilości stosowanej dotychczas - będzie potrzeba, prawdopodobnie, więcej drewna.

Tak więc ułożyłem kamienie w stos, zostawiając na szczycie miejsce na rozpalenie niewielkiego ognia. Do tego małego ognia stopniowo dokładałem gałęzie przyniesione  wcześniej z lasu. Zastosowanie takiego materiału daje możliwość przeprowadzenia ceremonii, praktycznie bez żadnych nakładów finansowych. No, chyba że ktoś zmuszony jest kupić kamienie. Dodatkowym udogodnieniem (nie wiem, czy nie koniecznym w tym przypadku) jest kształt paleniska. Palenisko ma kształt półmiska i jest wyłożone mniejszymi kamieniami. Pozwala to utrzymać żar i ułatwia sprzątanie po każdym ognisku. To właśnie żar jest tutaj istotny. Same gałęzie nie dają zbyt dużej energii. Kamienie, które leżą w żarze, nagrzewają się o wiele szybciej i łatwiej jest je przechowywać.

Metodę powyższą będę badał w trakcie kolejnych ceremonii pełnionych. To tyle, jeśli chodzi o sprawy techniczne.

1. Przybyli: Dziadek Kruk, dość liczne grono postaci mitycznych.

2. Intencja: Połączenie, a więc kontynuacja poprzedniej ceremonii. Wyraźnym akcentem intencji był jeden ze snów po ceremonii.

3. Trzy pieśni. Zaśpiewały się trzy pieśni: Pieśń Gwiazdy (formułę Gwiazdy opisałem tutaj: http://www.agnisoma.eu/transgresja/rytual-gwiazdy/), Pieśń Zaślubin oraz tradycyjnie już: Pieśń Rosy.

Była to pierwsza ceremonia Sweatlodge, do której sam przyniosłem zarówno ogień jak i wodę.

Po ceremonii miałem dużo energii, przez co nie mogłem zasnąć. Spałem krócej niż zwykle. Przyszły dwa znaczące sny.

Pierwszy sen. Na poddaszu Kruczyboru wstawiam okna. Dom wypełnia się eteryczną energią życiową w formie zwiewnej, białej smugi.

Komentarz. Kilka dni temu zacząłem remont poddasza. W pierwszej kolejności wstawiam szyby, odsłaniając okna, wpuszczając światło. Do tej pory były zabite płytami. Przywracanie do życia domu - to jedna z podstawowych prac, jakie tu wykonuję. Druga - to, oczywiście, praktyka Sweatlodge. Niemniej, tak jak w przypadku poprzednich domów i mieszkań, moja praca remontowo-konserwacyjna odbywa się też na planie astralnym. Nawiązując do symboliki domu we śnie, mogę założyć, że praca ma związek z wyższą Jaźnią lub nadświadomością.

Drugi sen dotyczył zaślubin z Animą. W skrócie. Połknęła mój talizman i nie chciała go oddać (zwrócić!). W końcu uległa. Był to uskrzydlony miecz z wężem owiniętym wokół głowni. Dwa talizmany, tzn. ten i jeszcze jeden, który wykonałem z drewna na zamówienie dużo wcześniej, włożyłem w strumień wody, by je oczyścić. Gdy te dwa talizmany obmywała woda, pomyślałem: „zaślubiny”.


Łaźnia Ceremonialna: wstęp na końcu

Cykl raportów. Ceremonie Szałasu Potów (Sweatlodge), eksperymenty i badania przeprowadzane w ziemiance rytualnej w Kruczyborze.

Korekta przez: ()



« Siódma Łaźnia Ceremonialna, Jedność Dziewiąta Łaźnia Ceremonialna, Pełnia »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)