Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 lipca 2015

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: Ósmy Wymiar

Ósmy byk zen
...i parę innych ósemek, dla żywego zilustrowania pojęcia karmy


  < poprzedni    1    2    3    4    (5)  

Na początek, w moim odczuciu, byki zen nie są liniową progresją obrazków – od mniej oświeconych do bardziej. Są one kręgiem. Każdy pokazuje pewien strukturalny aspekt umysłu, który Mistrz z oświeconego miejsca widzi jako aspekt oświecenia. Dotyczy to każdego obrazka – w równym stopniu pierwszego, co piątego, co dziesiątego. Wszystkie one są jednocześnie mechanizmami osobowości i rodzajami oświecenia. Nie ma lepszych i gorszych. Dokładnie tak jak enneagram.




8. Byk i ja przekroczone

Bicz, lina, osoba i byk - wszystko łączy się w Nie-Rzeczy.
To niebo jest tak przestronne, że nic go nie splami.
Jak płatek śniegu istnieć może w szalejącym ogniu?
Oto ślady poprzedników.


Komentarz Hakuina:

Mierność minęła.
Umysł wolny jest od ograniczeń.
Nie szukam stanu oświecenia.
Nie pozostaję też tam, gdzie nie ma oświecenia.
Skoro w żadnym stanie nie zostaję zbyt długo,
oczy mnie nie dostrzegą.
Gdyby setki ptaków usiały moją ścieżkę kwiatami,
taki hołd nie miałby znaczenia.

Komentarz Trungpy: To brak zarówno starań, jak i nie-starań. To czyste wyobrażenie pierwotnej zasady Buddy. Wejście w Dharmakaję to doskonałe opanowanie nie-patrzenia - gdy ostatni etap zostanie w pełni przekroczony, nie ma już kryteriów i zrozumienia Maha Ati.

Źródło: Dziesięć obrazków pasterskich mistrza Hakuina
(z komentarzami Chögyama Trungpy Rinpocze)
http://www.nowaedukacja.pl/zen/trungpa.html


Moje wyjaśnienie:

Bicz, lina, osoba i byk - wszystko łączy się w Nie-Rzeczy.
To niebo jest tak przestronne, że nic go nie splami.
Jak płatek śniegu istnieć może w szalejącym ogniu?

Mówimy o Polu istniejącym jako całość, w odróżnieniu od „wykrystalizowanych” w nim rzeczy/ciał (np. bicz-lina-osoba-byk). W doświadczeniu oświecenia rzeczy/ciała przestają niezależnie znaczyć, w obliczu totalnej Pełni (buddysta pewnie by powiedział Pustki), czyli spełnienia, które już jest. Przypomina to płatek śniegu. Jak może on cokolwiek znaczyć wśród płomieni? Jaki w ogóle jest sens na cokolwiek się skarżyć, kiedy odnaleźliśmy najwyższy sens i jakość?


Oto ślady poprzedników

A jednak na co dzień wydaje nam się, że obiekty materialne bardzo realnie istnieją i bardzo realnie uwierają. Istnieje nasze ciało - i to jest to konkretne ciało, pełne przywar i talentów, nadziei i smaczków. Istnieją ciała innych. Gdy się je zrani ostrym przedmiotem, będą czuły ból – wymierny ból. Gdy się im nie da jeść – będą głodować i cierpieć. Ciała zatem niosą w sobie zło i cierpienie. Czym jest owo zło? Oto ślady poprzedników. Oczywiście chodzi o karmę. Wszystko, czego doświadcza ciało, jest ograniczone karmą, czyli Polem działającym na własną szkodę. Pole, które samo siebie niby to ogranicza – to właśnie karma. I stąd bierze się nasze względne doświadczenie materii jako jarzma. Jarzmo to jednak jest lekcją dla nas, lekcją pochodzącą od „poprzedników”, czyli naszych przodków. Jest takie, jak to wynika z doświadczeń poprzedników, ale te doświadczenia to po prostu formy naszej własnej nieświadomości. Tłumaczą jedno przez drugie wielością pozornie logicznych związków, przypominając swoją komplikacją płatek śniegu i - jak on - znikają potem w obliczu pierwotnej Pełni. Znikają, gdy lekcja została nauczona. Gdy nauczono się lekcji - pozostaje Oświecenie; to jest tym samym, co powiedzieć, że gdy znika karma, pozostaje Pole.

Mierność minęła.

Umysł wolny jest od ograniczeń.

My nazywamy to odejściem, rozmyciem, rozluźnieniem węzłów karmicznych. Można na to też powiedzieć „oczyszczanie karmy”. Ósmy byk to idea oczyszczania karmy. Możemy odnaleźć w tym naszą drogę do Oświecenia. Oświecenie oznacza po prostu doświadczenie Pola. Możemy oświecić się poprzez konfrontację z naszym cieniem i postrzeżenie, że jest on nierzeczywisty. Jest to droga wojownika w nas.

Gdyby setki ptaków usiały moją ścieżkę kwiatami,
taki hołd nie miałby znaczenia.

oraz

Skoro w żadnym stanie nie zostaję zbyt długo,
oczy mnie nie dostrzegą.

Widzimy, że nie musimy nic udowadniać, bo po prostu jesteśmy tym – tak jak i przeciwnym. Odzwierciedlają to słowa Trungpy:

brak zarówno starań, jak i nie-starań.

Oznacza to, że można działać, gdy nie jest się przywiązanym do działania. Takie działanie jest czymś innym niż działanie niedojrzałe, tj. wynikłe z przeświadczenia, że mamy rację. To jest idea hary i wewnętrznych sztuk walki (np. tai chi), gdzie ruch wypływa z nie-ruchu...


Enneagramowa Ósemka – Skurczybyk

Typ osobowości oparty na zdecydowanym, bezlitosnym działaniu. Wojownik. Ktoś, kto przekracza granice innych, ponieważ nie rozwinął empatii, ma natomiast bardzo dobrze rozwiniętą zdolność decyzji. Właściwie to samo, co idea animusa u Junga. Nie może istnieć bez swojego „przeciwieństwa” - żeńskiej animy (w enneagramie to Dwójka – Pieszczoch). Anima zawiesza pewność animusa co do tego, jak działać zewnętrznie, sprawiając, że uczy się on doceniać sytuację bez wywoływania zmiany. W międzyczasie (i dzięki temu) przekierowuje swoją uwagę na wnętrze i tam uzdrawia wypartą karmę. Wtedy działanie, jakie podejmie potem, jest obliczone bardziej na pomoc (sobie i innym) w uwolnieniu od karmy niż na zaspokojenie fizycznej żądzy dominacji.


Buddhi i hara

Buddhi jest ideą z filozofii hinduskiej. Jest to jednak jedna z kluczowych koncepcji przejętych potem przez Teozofów i tradycyjnie spłyconych przez New Age. Istnieją dwa podstawowe tłumaczenia buddhi: „mechanizm decyzyjny” oraz „boska intuicja”. „Mechanizm decyzyjny” (ang. „decision-maker”) jest to pytanie w oparciu o co działać, jakie są przesłanki, jaka jest racja? Jeżeli działać, to trzeba przyjąć jakieś kryterium – a skąd to wiadomo, jeśli wszystkie kryteria są tylko karmą? W ostatecznej rzeczywistości nie ma działania, bo nie ma dokąd iść. Zanim jednak to zostanie osiągnięte, trzeba rozpoznać, jak działać doraźnie, aby pomóc wszystkim zainteresowanym doświadczyć tej doraźnej jedności. Wtedy mówimy o „boskiej intuicji”, czyli wglądzie w to, jak się zachować optymalnie i z mocą, aby rozładować lokalną karmę. „Boska intuicja” to inaczej odpuszczenie lokalnej karmy; tej, która akurat zasłania nam Pole i pozwolenie, aby Pole podpowiedziało nam co dalej. Takie „stopniowane” podejście jest korzystne, bo niewielu z nas (prawie nikt) nie staje się z dnia na dzień oświecony.

Ważne są słowa Trungpy:

"...to brak zarówno starań, jak i nie-starań."

a także:

"...nie ma już kryteriów i zrozumienia."

Buddhi jest ideą hary (brzucha) – jako centrum intuicyjnego działania, czyli „działania wynikającego z nie-działania”. W momencie, kiedy nie rozumiemy, wówczas dopiero coś może się wydarzyć. W chwili, gdy nie prowadzimy, możemy zostać poprowadzeni.

Uwaga: identyfikacja terminu buddhi przez google jest bardzo trudna; większość dostępnych definicji utraciła wszelkie znaczenie (z niezrozumiałymi „uczonymi” definicjami typu wikipedii włącznie); należy szperać w tekstach źródłowych i u odpowiednich autorów; popularne w New Age „ciało buddyczne” to też, najczęściej, ślepa uliczka.


8. Sefira Yesod (Podstawa)

Z wiejsko-górsko-tanecznej poetyki dalekiego Wschodu przenosimy się tu do podziemno-kaznodziejsko-tajemniczego języka kabały. Elementy zabawy słowem stają się bardziej rozpoznawalne, bardziej europejskie. Metaforyka jest patetyczna i grzmiąca.

Yesod oznacza Podstawę, czyli grunt, „na podstawie” którego podejmujemy działanie. Z nieoświeconej perspektywy jest to racja jednostki, a z oświeconej – zawieszenie osądu, które pozwala na spontaniczne zajście działania tak, jakbym był „narzędziem w rękach Pana”. Klasyczny artykuł sieciowy www.aish.com/sp/k/48970221.html opisuje Yesod jako translatora, który tłumaczy intencje Boga na działania Człowieka. Jest to funkcja opisywanej już „boskiej intuicji”, czy też wewnętrznego przeświadczenia jak działać, dla optymalnej korzyści karmicznej. Sefira Yesod jest uważana za „silnik” Drzewa Życia, podobnie jak Ósemka jest „silnikiem” enneagramu. Jest ona także, podobnie jak w przypadku Ósemki enneagramowej, symbolem ugruntowania, tj. mocnego stania na ziemi, co zawarte jest m.in. w jej nazwie – Podstawa.

Ponadto Sefira Yesod często jest utożsamiana z Księżycem, symbolem nieświadomości. W tradycjach okultystycznych Yesod jest miejscem złowieszczym, zamieszkałym przez demony – co odzwierciedla omawiane idee Zła, Szatana oraz Przeciwnika. Co ciekawe, zarówno Yesod, jak i enneagramowa Ósemka Skurczybyk, silnie wiążą się z seksualnością, zwłaszcza męską, czyli tą uznawaną w naszej kulturze za aktywującą przemoc. Sefira ta nazywana jest „sferą luster” - co nawiązuje do użytego przeze mnie, w artykule „Lewiatan”, określenia „zobacz w lustro” („zauważ, że robisz to sam sobie”). Przypomina ono nam, że nasza karma jest odzwierciedleniem naszego własnego gniewu, rzutowanego w Pole – gniewu, który wraca do nas w innej formie, ponieważ aktywizuje mroczną część Pola (karmę).

Rozwój Yesod, wg klasycznych opracowań, oznacza rozwój charyzmatycznych zdolności przywódczych, w wyniku których ludzie podążają za tobą, choć ty pozwalasz im być tym, kim są (tj. nie naciskasz na nich w żaden sposób). Zjawisko znane z enneagramu - w ten sposób z generała Ósemki, w miarę dojrzewania, rozwija się postać potężnego opiekuna słabszych, którego wola realizowana jest z radością, bez potrzeby wymuszania czegokolwiek. Dzieje się tak dlatego, iż władca rzeczywiście działa dla dobra innych, nie zaś z pobudek własnych. To, że Ósemka jest „przywódcą” (Szef), można widzieć wtedy jako kolejną nazwę na „Głos Pana” („boska intuicja”), który tu rezyduje. Chodzi tak naprawdę o Głos Pola, czyli mądrość tao przejawiającą się w działaniu, które jest właściwe dla wszystkich.

Uwaga: Przyjęta powszechnie numeracja sefir jest przesunięta z enneagramem w fazie o 1. Yesod, zatem to 9 -1 = 8


„Wola” Castanedy

Omawiane wyżej pojęcia dość ściśle odpowiadają definicji woli w rozumieniu czarowników, jaką podaje Don Juan Castanedy. Na podstawie lektur Castanedy wiemy, że wola jest czymś, na co się czeka, co przychodzi w miarę rozwoju. Nie ma nic wspólnego z siłą woli, odpornością na ból, męstwem, patriarchatem lub męskością. Decyzja pojawia się w nas w miarę, jak obserwujemy swoje działania bez sprzeciwiania się naturze rzeczy – niejako „warzy” się (dojrzewa) w przestrzeni potencjalności. Wiemy też, że wola daje motywację zdolną przekroczyć konwencjonalne ograniczenia czasu i przestrzeni. Pochodzi z brzucha – miejsca w okolicy pępka. Daje ogromną moc, sprawiając, że człowiek staje się „niewrażliwy na ciosy” (słowa Don Juana), ale ta moc nie polega bynajmniej na zagryzieniu zębów, tudzież znieczuleniu. To się wydarza na innym poziomie – człowiek czuje ból, i owszem, ale ten ból jest jakby przejrzysty, tj. nie ima się nas. Dzięki woli człowiek jest w stanie „suchą stopą” przejść przez ogień wewnętrzny, który innego człowieka mógłby pochłonąć lub doprowadzić do szaleństwa. Do tego ”wola” Don Juana jest swoistym ogniwem łączącym człowieka z zamiarami tao – daje dzięki temu ogromną moc (moc całego Wszechświata), ale też z drugiej strony wymaga wielkiej dojrzałości. Wola nie jest zwykłą motywacją, czy siłą charakteru – jest czymś o wiele bardziej ważkim, podniosłym. Podobnie jak u Trungpy, „wola” Don Juana to przeciwieństwo „percepcji”. Jest ona „nie-patrzeniem” lub „nie-dążeniem”, to znaczy nie jest obliczona na cel takim, jak go rozumiemy. Dochodzimy do niej poprzez coś, co ja nazywam „patrzeniem-czuciem-byciem”, podczas gdy u Castanedy słyszymy o „obserwowaniu wszystkich drobnych rzeczy, które się robi”. Powiedziałbym jednak, że nie chodzi o obserwowanie oczami, ani nawet intelektualną świadomością. Chodzi o doświadczanie – jak najpełniejsze wchłanianie bieżącego stanu swoim czuciem, aż decyzja dojrzeje i wtedy wydarzy się, poprzez nas, sama...

W innym miejscu Don Juan nazywa taki stan „nieskazitelnością”. Cel woli jest nieistotny – dojrzewa ona w brzuchu człowieka, tj w naszych najgłębszych trzewiach, w tajnym, intymnym czuciu. W eseju „Krzyk mandragory” powoływałem się na to za pomocą metafory tykającej bomby – tik-tak, tik-tak... Bomba tyka, aż „nastanie czas”, tzn. osiągnięta zostanie dojrzałość do spontanicznej manifestacji.

Ten moment może (choć nie musi) być odwleczony w czasie. Powinno się jednak porzucić całkowicie oczekiwanie na to, kiedy on nastąpi. Wówczas może się okazać, że już się przejawia albo wkrótce...


Nirmanakaya

Buddyjską koncepcję kaj (odpowiednio Nirmanakaya, Sambhogakaya i Dharmakaya) można wykorzystać do nadania ciekawego kąta naszym rozważaniom. Literatura buddyjska jest tu wybitnie abstrakcyjna, ujęta w trudno zrozumiałe dla laika intelektualizacje. A jednak i dla laika (którym niewątpliwie, na obszarze filozofii buddyjskiej, jestem) wyłania się z tego pewien kształt. Moje rozumowanie podąża następująco: wymiar Dziewiąty (enneagramowa Dziewiątka) i Sambhogakaya – czyli „ ciało wzajemnej radości” - to już na pierwszy rzut oka to samo. „Szybki” dowód jest w komentarzu Trungpy do Dziewiątego Byka – on tam dosłownie mówi: „to jest Sambhogakaya”. No w każdym razie kwestia dziewiątki ennea i Sambhogakai, co już przy pobieżnym wgłębieniu się widać, że to idee pokrewne. Wymiar Dziesiąty pozostaje stricte transcendentny, podobnie jak Dharmakaya – kolejna zbieżność. A zatem – logicznie - Nirmanakaya powinna odpowiadać Ósemce.

Zobaczmy, czy tak rzeczywiście jest. Wiemy, że nirmanakaya to miejsce, w którym względne doświadczenie ciała napotyka na bezwzględny błogostan Absolutu. Mówi się, że jest to siedziba nauczyciela, Buddy Śakjamuniego, poprzez które naucza on świat. A więc tak! Jest to przecież bardzo zbieżne z doktryną Głosu Pana - „boskiej intuicji” - o której ostatnio mówiliśmy. Mamy tu znów punkt, w którym wieczna duchowa mądrość przekładana jest na tymczasowy porządek zjawisk, gdzie - vice versa - świat działań doczesnych przekłada się na ducha. Pamiętamy, że tak Ósemka - Skurczybyk, jak i Yesod kabały mówiły o zakorzenieniu – ugruntowaniu. A co można ugruntować? Świat duchowy w świecie materialnym lub na odwrót.


„Ósma czakra”

www.youtube.com/watch?v=JzPxelY5IP0

Idea „nauczania ducha poprzez ciało” ma szczególny sens, gdy pomyślimy o Ósemce jako o swoistej „ósmej czakrze”. Siedem tradycyjnych hinduskich czakr pokazuje działanie pewnego zamkniętego obszaru, który definiują granice ciała. Co jest „silnikiem”, co napędza to ciało? Barbara Brennan („Dłonie pełne światła”) mówi o centrum hary, które znajduje się niejako „pod” czakrami i które dostarcza im metafizycznego impulsu do aktywności. Intuicyjnie wydaje się słuszne, że hara ma dostarczać całemu systemowi ciała motywacji. Przypomina tu słynną „miłość życia” z opowiadania Jack'a Londona – dziką, surową, drapieżną i pierwotną żądzę przejawiania się jako istoty żywej, która pozostanie nawet wtedy, gdy odbierze się nam wszystko inne, np. w sytuacji wojny, obozu jenieckiego, etc. Jest po prostu owo Bicz, lina, osoba i byk - wszystko łączy się w Nie-Rzeczy. To znaczy, że nic nie ma znaczenia, poza, tak naprawdę, Byciem. Jak zrealizujemy tę wolność - jest nieistotne. Jakich narzędzi użyjemy - nasza sprawa. „Rencami i nogami” będziemy wiosłować, wykorzystując wszystko co mamy, tak jak umiemy najlepiej. Po drodze też nauczymy się, że wszyscy tzw. „inni” robią przez cały czas to samo!

Wydaje się naturalne, że Pole (a za fizyczną siedzibę tegoż buddyzm uznaje harę) uczy nas o sobie, poprzez to, że przejawia się w ograniczonych, niedoskonałych formach. Konfrontując się z tym i jednocześnie pozwalając na odejście aspektów ograniczoności, odkrywamy czym naprawdę jesteśmy. Wygląda na to, że faktycznie chodzi tu o Ósmą Czakrę, miejsce połączenia człowieka i Kosmosu.


Anima i animus jako czakry

Rozważmy teraz:

  • czakrę drugą (Svadhishtana)
  • czakrę ósmą (hara, dantien)

często, nawiasem mówiąc, ze sobą mylone.

Czakra druga (Svadhishtana) często (mylnie!) jest utożsamiana z czakrą hary, lub nawet jeśli nie jest - mówi się o ścisłym związku łączącym te dwa miejsca. Obie mieszczą się na brzuchu: Svadhishtana bardziej w podbrzuszu, hara, tradycyjnie, dwa centymetry poniżej pępka. Czakra druga zazwyczaj bywa kojarzona z seksem, a także z witalnością, naturą, kolorem pomarańczowym, kobiecością, rodzeniem dzieci i (czasami) z kreatywnością. Ewidentnie wychodzi nam tutaj anima, archetypowa zasada żeńska. Natomiast o harze mówi się najczęściej przy okazji sztuk walki. Jest to czakra wojownika, gromadząca i przetwarzająca moc; czasem mówi się na nią wręcz „zbiornik mocy”. Hara, poza tym, odpowiada za równowagę, ugruntowanie, nieustraszoność i połączenie z duchem – a to wszystko, podobnie jak towarzyszący jej kolor błękitny, cechy archetypowo męskie (animus). Widzimy zatem, że w brzuchu spotykają się anima i animus, kobieta i mężczyzna – pierwiastki, jak mówiliśmy, nierozdzielne. Dlaczego? Aby animus mógł zadziałać, trzeba go przeciągnąć z poziomu skutku na poziom przyczyny. Z prowadzenia zewnętrznej bitwy o pryncypia powinien zająć się konfrontowaniem własnej karmy – a któż go przeprowadzi tam lepiej, jak nie czujący, osadzony w swoim wnętrzu Opiekun Słabszych?

Warto przy okazji zauważyć, że za połączenie tych dwóch miejsc odpowiada na enneagramie linia 8-2. Jest bardzo wiele enneagramowych Ósemek o cechach Dwójek i vice versa - dwójek o cechach ósemek.


Koniec



  < poprzedni    1    2    3    4    (5)  

komentarze

1. Don't mind! • autor: Krzysztof2015-07-27 22:30:42

p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120%; }

Zabieram głos i komentuję ten artykuł tylko dlatego, że kilka dni temu popełniłem w innym zakątku internetu krótki tekst o dziesiątym obrazku pasterskim i tak jakoś pozostaję w tych klimatach.

Myślę że obrazki te, to wypisz wymaluj powróz którym woły wiedzie się na pastwisko. Adept Zen doświadczając swoich indywidualnych wglądów, siłą rzeczy konfrontuje je z przekazami swojej własnej tradycji i nadaje kierunek dalszym wysiłkom, zgodnie z sugestią dawnych mistrzów – przekazaną na przykład w formie tych 10 obrazków. Jestem trochę zdziwiony tym, że szkoła ucząca wybijania się na prawdziwą wolność, a do takiej zaliczam właśnie Buddyzm Zen, zakłada na swoich adeptach silne ograniczenia co do kierunku działania. Pocieszający byłby tylko ten ostatni – dziesiąty obrazek, na którym człowiek mając w d... wszystko, wesoło śpiewając idzie sobie do kumpli na imprezę, gdyby nie fakt jak nieliczni ów poziom osiągają.

Zabieram głos również aby zwrócić uwagę, że obrazki pasterskie nie stanowią jakiegoś ukrytego kodu, którego rozwiązanie pozwala komuś doświadczyć zrozumienia, osiągnięcia jakichkolwiek wglądów, etc. Obrazki to zwyczajna mapa świadomości, pozwalająca (wymagająca) iść drogą już przetartą. Dlatego logiczne rozważania nad sensem poszczególnych motywów i symboli, porównywanie ich z innymi szkołami zwłaszcza przez kogoś, kto wglądów nie doświadcza, są próżnym mieleniem słów, tak często spotykanym w zachodniej kulturze. To dlatego Mistrz Zen mówi tylko o siedzeniu i uważności – o niczym więcej.

[foto]

2. Skąd wiadomo... • autor: Krzysztof Wirpsza2015-07-27 22:59:44

  że nie istnieje kod? Kodów dookoła pełno, enneagram, astrologia, a do tego - czemu tekst miałby wiernie ilustrować jakiś już istniejący? Tekst jest swobodnym eksperymentem w dziedzinie teozofii - ma więcej wspólnego z postmodernizmem niż z zen. Nie dąży do wywołania doświadczeń duchowych.Bardzo dziękuję za opinię.

3. Zen to uważność a nie teorie • autor: Krzysztof2015-07-27 23:49:46

Uważam, że mieszanie teozofii z Buddyzmem Zen, jest nie na miejscu. Praktyka Zen, to odkrywanie tego co jest. A JEST zawsze niepowtarzalne, świeże, nie poddające się schematom i regułom. To coś odkrywa się tylko na drodze praktyki obserwacji, a nie dywagacji.

Jeżeli tekst ma więcej wspólnego z postmodernizmem niż z Zen, to przepraszam, że wytrąciłem z nirwany.
[foto]

4. zen i teorie • autor: Krzysztof Wirpsza2015-07-28 00:50:01

Nie będę się spierał. Natomiast, po namyśle, wyjaśniłbym to tak :) Założyłem sobie że udowodnię istnienie progresji duchowych wymiarów Wszechświata, o których mówi New Age. Drunvalo Melchizedek i inni - szczegóły w Google. Dziwnym trafem, porównując tą samą "liczbę" określonego poziomu (np tu - Ósemka) w różnych systemach - osiągamy podobne konotacje. Takie jakby "archetypowe znaczenie liczb". Jest to zadanie raczej niezwiązane z sięganiem Prawdy Absolutnej, do jakiej aspiruje np. Zen (i o jakiej piszesz) - bo ona jest poza poziomami. Tym niemniej i Zen - jak zauważyłeś - posiada serię ograniczających, ponumerowanych obrazków. Nie tylko Zen - Kabała również uderza w Absolut, a wcześniej mówi o poziomach ograniczonosci. I w innych systemach też to jest. Co ja zrobię, że Ósemka tu i Ósemka tam pokrywają się, lub nawiązują do siebie ? Teraz tak: akurat w zenie jest silny nacisk na wyzwolenie z umysłu - czyli czort z poziomami. Po co gadać o poziomach, czy, jak mowisz, kodach? Ale to nie znaczy, że, w warstwie ludowej, nie ma bajek i mitów, jak wszędzie. Nie jestem zwolennikiem, odcinania wszystkiego mieczem wadżry, szczególnie fajnych aspektów mityczno-symbolicznych. Nazwij to nirwaną. Po prostu lubię niektóre "bajania umysłu". A artykuł, zauważ, ma wprawdzie tytuł "zen", ale traktuje tak naprawde nie o zenie. Pozdrawiam

5. Zabawa!? • autor: Krzysztof2015-08-01 10:25:03

Zakładam teraz że ty zwyczajnie bawisz się pojęciami i muszę przyznać że brakuje mi umiejętności zabawy dla samej zabawy. Pewnie stąd mój wcześniejszy gburowaty ton wypowiedzi. Zakładam tak, bo w sumie co tobie przyjdzie z udowodnienia faktu jakiejś progresji?  Co nam z tego że coś się ze soba zazębia, coś wynika z czegoś innego, a to inne jest poruszone cosiem? Nic, chyba że przyjemność uczestnictwa w dzianiu się spraw, albo przyjemność kreacji zdarzeń, czyli jakby nie patrzeć czysta zabawa. Trochę to przypomina postawę tego pastuszka z 10 obrazka. Natomiast moja postawa - trochę zbyt gorliwe sprowadzanie do konkretu, do wyniku, celu, jako żywo przypomiana  przesłanie jednego z pierwszych obrazków, gdzie pastuch mocno wysila się aby pochwycić byka.
Chyba że ty wcale nie jestes pastuszkiem!
[foto]

6. Heeeej.... • autor: Krzysztof Wirpsza2015-08-01 16:02:49

.... bingo!  Chyba udało się nam, na tą chwilę, spotkać. Co tu dodać, żeby nie zepsuć fajności tego, ale jednocześnie coś napisać, bo w sumie żyjemy na Zachodzie, gdzie gęba - ze swojej natury - mamle.  Najogólniej - są blaski i cienie wszystkiego na tym padole, w tym zabawy - ale to już na szczęście przeszłość. Gdybym był strasznie nadęty, to mógłbym powiedzieć: "Wybacz mi, że popełniłem te teksty". Staram się, jak widzisz, trzymać fason ;) Jeśli więc mam mieć jakąśkolwiek racje, jakiś cel, czy, jak mówisz, konkret - to byłoby to coś w tym stylu - gwałtu! rety! gdzie jest Mistrz!!!! ;)
PS Czy znalazłeś swojego ?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)