Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 kwietnia 2015

Włodzimierz H. Zylbertal

z cyklu: Pochwała republiki kupieckiej (odcinków: 19)

Oświata, w jakiej sam chciałbym pracować


« Piramida dla każdego Twierdza i szaleństwo »

Klasycy mawiali „takie będą Rzeczpospolite, jakie młodzieży wychowanie”. Nic się tu nie zmieniło, być może z wyjątkiem narastania idiotyzmów edukacyjnych. A że zmiany (i to wszechstronne, które poślą do panopticum dzisiejszą politykę, gospodarkę i zapewne także model stosunków społecznych) już są wyczuwalne, już coraz silniej akcentowana jest ich potrzeba, przeto nie mogą ominąć także oświaty. Reforma oświaty powinna być głęboka, ale nie może być „zmianą dla zmiany”. Powinna być przemyślana – a takie przemyślenie zaczyna się od PROPOZYCJI. Sam byłem dziesięć lat nauczycielem szkół średnich; w tym czasie, korzystając z wcale sporej swobody, jaką cieszyły się w latach 90-tych szkoły niepubliczne, ja i moi koleżanki i koledzy z pracy sporo eksperymentowaliśmy z modelem nauczania. Nie powiem, z sukcesem: byliśmy nagradzani przez ośrodek metodyczny i zachęcani do dalszych wysiłków.

Z tych to eksperymentów i późniejszych przemyśleń narodziła się koncepcja, którą od pewnego czasu propaguję. Tak zatem zachęcam do lektury i dyskusji:


Szkic do założeń reformy oświaty

Krok I: zasady finansowania oświaty

- bon edukacyjny o określonej wartości, finansowany z powszechnego podatku oświatowego, należny "z definicji" każdemu obywatelowi. Jego wartość powinna być skalkulowana tak, by pokrył koszty kształcenia na znośnym poziomie do matury. Jeśli inwestowałoby się w edukację dzieci na poziomie wyższym (droższym), to różnicę między ceną usług szkoły a wartością bonu pokrywaliby rodzice lub fundatorzy stypendiów. Jeśliby szkoła miała inne źródła finansowania prócz państwowego bonu, zaoszczędzone w ten sposób pieniądze można by przeznaczyć np. na finansowanie studiów,

- studia wyższe zasadniczo w całości płatne, jednak z naciskiem na finansowanie edukacji przez sponsorów; w systemie powinny działać stypendia wielorakich rodzajów: dla osób wybitnie uzdolnionych; dla ubogich, lecz mających motywację do nauki, etc.,

- państwo zamawia i finansuje badania podstawowe: ważne dla wkładu państwa w ogólnoświatowy dorobek naukowy, ważne dla kultury narodowej i dla ciągłości pamięci zbiorowej; badania inne są finansowane przez zamawiających,

- podoba mi się na studiach wyższych koncepcja roku selekcyjnego - powszechnie dostępnego, bezpłatnego, niewymagającego wielkich nakładów, a selekcjonującego studentów rzeczywiście zainteresowanych nauką.

Powinien też działać jakiś system wypatrywania i wspomagania oddolnych, obywatelskich inicjatyw naukowo-badawczych.


Krok II: zarządzanie oświatą

- należy wykształcić zupełnie nową klasę managerów: managerów oświaty, znających specyfikę jej działania i umiejących pozyskiwać środki na działalność oświatową. Tacy mogliby uczynić szkoły zintegrowanymi ośrodkami edukacji, gdzie oprócz kształcenia dzieci i młodzieży odbywałyby się np. komercyjne kursy językowe i inne. Na takie kursy można by organizować promocje, konkursy, etc. elementy działalności gospodarczej. Nauczyciele prowadzący kursy nie mogą jednak na nich zarabiać więcej niż w pracy podstawowej.

- warto byłoby przemyśleć ideę zintegrowania szkoły, domu kultury, biblioteki i lokalnego medium (np. telewizji osiedlowej).

- z obecnej struktury można z powodzeniem pozostawić kuratoria, jako nadzór państwowy, wymuszający jakość kształcenia (uprawnienia publiczne - zachować!), jednak główny nadzór nad placówkami oświatowymi powinny nadal sprawować ich organy założycielskie (samorządy, stowarzyszenia oświatowe, przedsiębiorstwa). Ich rolą główną byłoby dofinansowywanie wartości bonu edukacyjnego poprzez lokalnych managerów oświatowych i bieżące administrowanie placówkami.

- oczywiście, idiotyzmy branżowe w rodzaju Karty Nauczyciela nie miałyby racji bytu, jednak pod warunkiem, że nauczyciele nie pracują z czterdziestoosobowymi klasami; optimum to 12-15 uczniów w klasie. Zachowałbym też prawo nauczyciela do półrocznego urlopu płatnego, jak dla mnie po minimum 20 latach pracy.

- w szkole funkcjonującej z dala od większych ośrodków, gdzie często jest za mało dzieci, by utrzymać "pełną" szkołę), dopuściłbym wielofunkcyjność nauczycieli: byłby humanista (język ojczysty, historia powszechna, historia kultury, duchowość), byłby "ściślak" (matematyka, logika, filozofia), byłby językowiec, byłby przyrodnik (fizyka, chemia, geografia) i nauczyciel umiejętności praktycznych(obsługa komputera, majsterkowanie, gotowanie, szycie, etc). Komplet uzupełnialiby: nauczyciel w-f oraz psycholog szkolny. W ten sposób sześciu nauczycieli tworzyłoby kompletną szkołę podstawową.

- w nauce pożądane byłoby rozdzielenie funkcji dydaktycznych od badawczych - bo nieczęsto wielki odkrywca jest równie dobrym dydaktykiem i na odwrót. Ważna byłaby też nieustająca właściwie i łatwo dostępna, z sercem i dowcipem robiona popularyzacja nauki i jej osiągnięć. A może pomyśleć o kształceniu w nowej specjalności - popularyzator nauki?


- Krok III: treści merytoryczne nauczania

zerówka: czytanie, pisanie, liczenie, umiejętność posługiwania się myszką i klawiaturą.

podstawówka:

- techniki uczenia się,

- początki przygotowania do uczenia się permanentnego,

- wybrane elementy przyrodoznawstwa, humanistyki, nauk formalnych,

- język ojczysty, języki obce,

- podstawy obsługi komputera,

- początki przygotowanie do życia w demokracji,

- ewentualnie jakieś wprowadzenie w zagadnienie duchowości,

- początki przygotowania do uczestnictwa w kulturze (np. przez elementy edukacji artystycznej, historii powszechnej, wstępu do filozofii, etc)),

- wychowanie fizyczne,

- początki edukacji ekologicznej,

- przedmiot o roboczej nazwie nazwie "erudycja ogólna" dający podstawy do późniejszej szerokiej orientacji w świecie współczesnym.


gimnazjum: w większej części oddałbym je psychologom. Tak zatem:

- treningi psychologiczne (asertywność, otwarcie, komunikacja, zdolność radzenia sobie z własnymi problemami emocjonalnymi, rozumienie siebie jako odrębnej jednostki i jako cząstki zbiorowości, kontrolowanie agresji, elementy nauki pozytywnego myślenia, przygotowanie psychiczne do częstych zmian pracy i zawodu, treningi usprawniające pamięć i kojarzenie, funkcjonowanie i współpraca w warunkach konfliktu osobowości i interesów)

- poszerzenie przyrodoznawstwa, humanistyki, nauk formalnych,

- początek edukacji seksualnej,

- wiedza o świecie współczesnym,

- kontynuacja nauki języka ojczystego i obcych,

- blok przedmiotowy o nazwie roboczej "edukacja kulturalna": historia powszechna, historia kultury, sztuki, literatury i filozofii, wiedza o społeczeństwie)

- kontynuacja erudycji ogólnej,

- kontynuacja przygotowania do życia w demokracji,

- kontynuacja poznawania zagadnień duchowości,

- wychowanie fizyczne.


liceum/technikum:

- bardziej zaawansowane kursy: historii powszechnej (z historią sztuki, nauki, idei, oraz historią polityczną i społeczną), przyrodoznawstwa, nauk formalnych, nauk społecznych,

- kontynuacja języka ojczystego i obcych,

- kontynuacja przygotowania do życia w demokracji

- kontynuacja erudycji ogólnej,

- kontynuacja wychowania seksualnego,

- zajęcia z rozpoznawania i zaspokajania własnych potrzeb duchowych.

- wychowanie fizyczne,

- przedmioty specjalizacyjne lub autorskie,

- treningi psychologiczne (obliczone na usprawnienie przyswajania informacji i posługiwania się nią),

- przedmiot o roboczej nazwie "wikipedia", czyli nauka sprawnego nawigowania w infosferze,

- jakiś przedmiot o roboczej nazwie "przedsiębiorczość",

- elementy kultury prawnej.

Całość powinna być raczej integracyjna (nastawienie wychowania raczej na współpracę i odnalezienie swego miejsca w społeczności), niźli selekcyjna.


Jako uzupełnienie praktycznej edukacji społecznej zaproponowałbym jeszcze po ukończeniu szkoły średniej – rok pracy w wolontariacie. Służba taka nie powinna być przymusowa, ale tak zaprojektowana, żeby jej odbycie było dla młodego człowieka opłacalne życiowo, np. liczyłaby się do CV, zachęcałaby pracodawców (także finansowo) do zatrudniania przede wszystkim osób które odbyły wolontariat, etc.  

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-04-29)



« Piramida dla każdego Twierdza i szaleństwo »

komentarze

[foto]

1. popieram :-) • autor: Arkadiusz2015-04-28 18:38:20

Popieram większosc jesli nie wszystkie pomysły. Przypuszczam, że efekt byłby fantastyczny. Tylko jak to zrealizować? Jaka partia by to zrobiła?

2. nie lepiej skasować wszystkie reformy od 1970? • autor: Jerzy Pomianowski2015-04-29 12:58:00

Plan w pełni zgodny z obowiązującym trendem więc realizację już można obserwować.
Zanik przedmiotów typu: historia, matematyka, chemia, fizyka, przyroda (biologia), geografia.
Zamiast nich skomasowane kombajny wielofunkcyjne dające szczyptę na co dzień przydatnych wiadomości z naciskiem na uspołecznienie, oduczenie myślenia nie szablonowego, sztukę autoreklamy i pracę grupową.
Nauki społeczne, angielski i rachunki właściwie by wystarczyły. Zlikwidować jeszcze matury i od razu gotowy pracownik do łopaty, do sklepu, do montowni.

[foto]

3. Ciekawy tekst, nie... • autor: Michał Mazur2015-04-30 11:59:32

Ciekawy tekst, nie powiem. Choć co do tych przedmiotów zbiorczych to podzielam obawy Jerzego
"Jako uzupełnienie praktycznej edukacji społecznej zaproponowałbym jeszcze po ukończeniu szkoły średniej – rok pracy w wolontariacie."
Jeśli to by miało być obligatoryjne... w warunkach polskich straszliwie ryzykowne. To prowadzić może do powstania (pod)klasy młodzieży pracującej za darmo. I uderzyć w najsłabiej wykwalifikowanych pracowników. Już widzę jak to moje bywsze Muzeum by zacierało ręce... "O! Teraz jest jeszcze lepiej - mamy pracowników darmowych!" A jakie nagrody by zainkasowali za redukcję kosztów pracy... Jak tam jeszcze pracowałem, to na cały etat na obsłudze wystaw zarabiało się minimalną, potem się wycwanili i np. mój kolega z roku który tam został otrzymywał jakieś 650 zł za tę sama pracę. Bo PO wymyśliło jakiś program aktywizacji zawodowej młodzieży czy coś takiego. 
To teraz by było 0 złotych.

Jedna z naszych rusycystek (na studiach) opowiadała nam, jak to jeszcze za czasów nieboszczki komuny pojechali przez wakacje zwiedzać ZSRR. Ktoś ich tam zapytał "studienty?" oni na to że tak... i chcieli ich do jakiegoś kołchozu wysłać, do pomocy przy pracach rolnych. Musieli im przez parę godzin tłumaczyć, że są z Polski
[foto]

4. no tak • autor: Arkadiusz2015-04-30 12:56:03

Wolontariat nie wypali, chyba że krótki i w ramach okresu edukacji. Już teraz młodzi mają problem z pracą, a przecież są jeszcze okresy praktyk, różne staże, które pracodawcy wykorzystują by mieć prawie darmową siłę roboczą. Potem są umowy na zlecenie. Słynne już umowy śmieciowe. A gdzie poczucie bezpieczeństwa? Ironią jest, że na starcie dorosłego życia, kiedy pieniądze przydałyby się najbardziej (kupno mieszkania, małe dzieci) jest ich najmniej. Bez stałej dobrze płatnej pracy ciężko o kredyt. Dlatego nie dziwi, że młodzi opuszczają nasz kraj. Nawet jeśli oczekiwanie poczucia bezpieczeństwa jest przesadne to faktem jest, że takie poczucie uzyskają na Zachodzie. Tutaj w pewnym stopniu zostali olani. Przydałby się jakiś nowy ogólnokrajowy Okrągły Stół, jakaś Umowa Społeczna, bo potrzebne są poważne zmiany systemowe. Tylko kto zmusi polityków do dialogu i rozwiązań merytorycznych, skoro opanowali oni technikę utrzymywania się u władzy bez spełniania obietnic wyborczych?
[foto]

5. Dobry pomysł • autor: Przemysław Kapałka2015-04-30 21:44:04

Tylko po rozpisaniu szczegółów może się okazać, że program jest przeładowany i trudno z czegokolwiek zrezygnować. Ale pomysł dobry.

Wolontariat widziałbym jako coś zastępczego do służby wojskowej. Nie powinien się kłócić z bezrobociem - wystarczy kierować do pracy pomocniczej w służbie zdrowia, organizowaniu zajęć dla dzieci, pracy z niepełnosprawnymi itp., czyli takiej, do której nie ma chętnych, a która daje wiele do myślenia na temat życia i ludzi i dobrą lekcję pokory. 

[foto]

6. EDUKACJA TO TEŻ DUCHOWOŚĆ • autor: Radek Ziemic2015-05-02 17:01:46

Wiele pomysłów bardzo mi się tu podoba, inne znacznie mniej. Najcenniejsze jest chyba zwrócenie uwagi na to, że uczenie się jest umiejętnością, którą można kształcić, oraz wzięcie pod uwagę liczebności klas. (Czyli na razie bardzo wstępne wzięcie pod uwagę tych rzeczy, od których może zależeć tzw. skuteczność dydaktyczna).

Nie zauważyłem jednak takich przedmiotów jak matematyka czy język polski. I to mnie na razie niepokoi. Z różnych względów, na przykład dlatego, że matematyka jest nauką ścisłego myślenia. Jest wśród przedmiotów nauczania jak szachy wśród gier. Takich uwag mógłbym wygłosić więcej. Nie ma co uczyć wychowania do życia w rodzinie czy życia seksualnego (edukacja seksualna), bo tego każdy jest w stanie nauczyć się sam. Można natomiast omawiać na innych przedmiotach teksty literackie, filmy czy dzieła plastyczne, które pokazują intymność. Edukacja seksualna nie zmniejsza liczby mężczyzn niepłacących alimentów lub rodziców niewłaściwie wychowujących dzieci (dzieci skrzywdzonych przez rodziców). Z kolei nie ma co przygotowywać ludzi na częste zmiany miejsc pracy, bo nie wiemy, którzy i jak często będą je zmieniać. To jest akurat próba dostosowywania się do trendu korporacyjno-bankowego i mówienie ludziom na samym starcie, że czeka ich zmienność, brak bezpieczeństwa itd. I nie lekcje przedsiębiorczości czynią ludzi przedsiębiorczymi.

Najważniejsze jednak moim zdaniem jest określenie celów szkoły - na poziomie uczenia, kształcenia i wychowania, czyli przekazywania wiedzy (jaka, ile, w jaki sposób), zdobywania różnych umiejętności i wyrabiania zdolności odpowiedzialnego działania. Od tego powinna rozpocząć się dyskusja.

Nasuwa mi się jednak inna myśl. Otóż niezbyt ożywiona dyskusja pod artykułem każe, moim zdaniem, z dużym pesymizmem myśleć o przyszłości Rzeczpospolitych. Społeczeństwo nie jest zainteresowane zmianami w szkolnictwie. Albo się w ogóle nie orientuje w problemie, czyli nie jest zainteresowane, ciekawe itd., albo nie jest zainteresowane zmianami innymi niż te, które dotyczą go osobiście. (Nie, zatem, zmieniać szkolnictwo, ale posłać syna na dobry uniwersytet lub wyuczyć intratnego zawodu.) Szkoła pozostanie zatem takim niechcianym dzieckiem (także polityków lokalnych, których ten artykuł zdaje się trochę przeceniać. Należałoby najpierw pomyśleć, jak sprawić, aby burmistrz nie miał wpływu na zwiększenie liczby dzieci w klasie, bo dziś może ona wynosić 34 na przykład albo więcej.)

Powinno się też doprowadzić do przestrzegania prawa pracy w szkołach (na przykład wynagradzać więcej tych nauczycieli, którzy z racji swojej specjalności pracują więcej, rzeczowo przyjrzeć się temu, jak wyglądają obowiązki nauczycieli, żeby potem jakiś Balcerowicz nie opowiadał głupot typu: polscy nauczyciele pracują najmniej w Europoe przy tablicy itd.)

Ale pomimo drobnych uwag krytycznych bardzo za ten artykuł dziękuję. Myślę, że dotyka ona kwestii ważnych także z duchowego punktu widzenia. Nie chodzi jedynie o duchowość naszych dzieci czy młodszych pokoleń, ale też właśnie o naszą.
[foto]

7. Ważna kwestia • autor: Aleksandra O-J2015-05-02 20:35:33

Ponieważ:1)nasze dzieci pochodzą z coraz mniej zrozumiałych dla ogółu enklaw (rozbicie i rozwarstwienie społeczne)2)nasza edukacja od dawna dryfuje w rejony teorii rzadko wykorzystywanych w rzeczywistości3)rzeczywistość (czyt.rynek bezrobocia i pracodawcy) nie ma wpływu (lub ma mizerny) na programy edukacjiuważam,że zadaniem każdego przedmiotowca szkoły ponadpodstawowej powinno być zorganizowanie obowiązkowych semestralnych uczniowskich praktyk (2 tygodnie na podsumowanie każdego semestru,tak by z realną praktyką powiązać wszystkie przedmioty)dyrekcja szkół i organ prowadzący winny te praktyki jakimiś ulgami ułatwićDzięki temu uciążliwemu dla wszystkich stron pomysłowi uczniowie mieliby szansę poznania miejsc w których obecnie nawet ich podania o pracę nie są czytane,miejsc których niejednokrotnie wyobrazić sobie nie są w stanie,ba nie wiedzą że takie miejsca pracy w ich okolicach istnieją,najczęściej wejście w miejsca pracy jest postronnym zakazane (laboratoria,linie produkcyjne fabryk, skupy, huty, kuchnie, pracownie projektowe, budowy,redakcje itp)Pracodawcy mieliby szansę zwrócić się o tworzenie potrzebnych im specjalności,kursów itp widząc na własne oczy masę niewykorzystanego mięsa armatniego, tzw kapitału zasobów ludzkich.Dyrekcje szkół i organy prowadzące miałyby bezpośredni kontakt z warunkami, np.miejscami pracy, w których założone i osiągane cele edukacyjne się przejawiają.Cele przez szkoły stawiane byłyby weryfikowalne w procesie ewaluacji,szkoły winny przystawać do rzeczywistości -bez tego produkują absolwentów o nieżyciowej wiedzy,słabej orientacji w terenie,roszczeniowej postawie.W ramach szkolnictwa ogólnego nie robiłabym rewolucji,lepiej w każdym przedmiocie dokonać wewnętrznej zmiany programu nauczania. W każdym z nich moduły wyżej w artykule proponowane: przedmiot a pozyskiwanie  wiedzy w tej dziedzinie,sposoby jego uczenia się,w tym zdobycie i poszerzenie wiedzy na e-kursach, tutorialach, w edukacji permanentnej, internecie,na studiach itp .Przedmiot a kwestie etyczne, a kwestie prawne, a kwestie religijne (odróżnić od etyki),praktyki i wynalazki i przedsiębiorczość w danej dziedzinie.Ograniczenie obecnego nadmiaru teoretycznej wiedzy szczegółowej.W propedeutyce,czyli dawnej wiedzy o społeczeństwie,umiejętności społeczne,ćwiczenia z zakresu komunikacji,socjologia ale też zajęcia grupowe,psychologia tłumu,moduł o demokracji.Na lekcjach wychowawczych ,w zwiększonej ramówce godzinowej samoobserwacja samoświadomość,samopoznanie,autoprezentacja,podstawy psychologii, duchowości, ,samokształcenie,szkolenia miekkie, prawa osobiste .Religie poza szkołą
[foto]

8. Edukacja seksualna • autor: Przemysław Kapałka2015-05-05 09:18:19

 Edukacja seksualna nie zmniejsza liczby mężczyzn niepłacących alimentów lub rodziców niewłaściwie wychowujących dzieci (dzieci skrzywdzonych przez rodziców).

Naprawdę? Jeśli nieprzygotowanych rodziców będzie mniej, to siłą rzeczy mniej będzie mężczyzn niepłacących alimentów (bo po prostu nie zostaną ojcami) i mniej dzieci wychowywanych niewłaściwie (z tego samego powodu). Im mniej ludzi nie zostanie rodzicami w niewłaściwym czasie, tym więcej zostanie nimi w tym właściwym, jak już dorosną (albo wcale, jak się wcale nie nadają). A więc edukujmy seksualnie, jestem za.

9. Anachronizm! • autor: Nierozpoznany#2082015-05-13 15:03:50

Do Autora - Szanowny Panie,
doceniam dobrą wolę, jednak uważam, że pańskie pomysły są kompletnie chybione.
Przede wszystkim postuluje Pan istnienie tzw. szkoły, co jest według mnie błędem - szkoła to straszliwy anachronizm. Jeśli ktoś chce dzisiaj nauczyć czegoś swoje dziecko, ma na to wiele sposobów. Zamykanie dzieci i młodzieży w więzieniach zwanych szkołami jest potwornym marnotrawstwem ich czasu. Przypomnę - bo nie każdy to rozumie - że najcenniejszą walutą w naszym życiu jest czas. Ten czas jest dosłownie wyrzucany na śmietnik w tzw. szkole. Nie chcę tego rozwijać - to temat na osobny elaborat. Pamiętam jak Babcia nauczyła mnie tabliczki mnożenia w jeden wieczór - umiem do dziś. Zastosowała tylko kilka zręcznych mnemotechnik. Ile czasu zajęłoby to w szkole, w klasie? Kilka tygodni. Co najmniej. Dzieci mogą przyswajać wiedzę na kursach. Poziom kursów powinien być uzależniony od stopnia opanowania danej umiejętności a nie od wieku. Kursy - jeśli ktoś zdecydowałby się na tę formę edukacji - powinny być wolne od jakiejkolwiek ideologii i przymusowej socjalizacji. Wychowanie należy pozostawić opiekunom dziecka. Kursy powinny przekazywać tylko wiedzę. I powinny być płatne i nieobowiązkowe. Mogłyby istnieć państwowe firmy organizujące różne kursy, ale w tej sytuacji oczywista jest prywatyzacja. Jeśli ktoś wolałby edukację domową - znakomicie. Tak powinno być aż do okresu studiów, które powinny być zorganizowane, ze względu na cenny czas wykładowców, seminaria, użycie laboratoriów etc etc. Rekrutacja na studia powinna odbywać się na podstawie egzaminu, a wiedzę do niego zdobywałoby się na kursach. Szybko okazałoby się ilu niepotrzebnych rzeczy "uczy się" młodych ludzi. Treść edukacji zostałaby bardzo odchudzona, społeczeństwo spolaryzowałoby się, co uważam za zjawisko zdrowe, bo nie nalezy tracić energii na uczenie tych którzy się do tego nie nadają. Zamiast armii socjologów pojawiłoby się wielu zdolnych kucharzy, krawców czy snycerzy lubiących swój zawód i wykonujacych go dobrze. Jakość życia poprawiłaby się pod każdym względem. Tyle w zarysie. Pozdrawiam!
[foto]

10. Szkoła to anachronizm - zgadzam się • autor: Wojciech Jóźwiak2015-05-13 18:21:43

Całkowicie zgadzam się z Twoją opinią, Inqbusie.
[foto]

11. To byśmy wrócili do analfabetyzmu • autor: Arkadiusz2015-05-13 19:07:40

i po jednym takim pokoleniu bez obowiązkowych szkół, za to z płatnymi kursami mielibyśmy jeszcze więcej wykluczonych a potem "oburzonych".
Są szkoły Montessori, szkoły demokratyczne - moim skromnym zdaniem to lepsze rozwiązanie na dzisiejsze czasy.
[foto]

12. @Arkadiusz (obserwator) • autor: Radek Ziemic2015-05-13 19:19:09

Miło usłyszeć głos rozsądku. :-)

13. ...wrócili do analfabetyzmu • autor: Nierozpoznany#2082015-05-13 19:40:19

W tej wypowiedzi zaszytych jest kilka nowoczesnych mitów, nie chce mi się ich rozbrajać bo to zawracanie Wisły kijem. Powiem tylko, że analfabetyzm istnieje nadal i jest groźniejszy niż dawniej, bo wszedł na wyższy poziom - ludziom którzy umieją składać litery wydaje się, że umieją czytać. Widać to na przykład po tym, co wyczyniają z ludźmi banki, prowadzone przez  tych, którzy rzeczywiście umieją czytać, pisać i liczyć.
[foto]

14. szkoła nie nadąża • autor: Arkadiusz2015-05-13 20:23:38

To nie analfabetyzm się zwiększył, ale życie stało się bardziej skomplikowane. M.in. banki zapodają zwykłym ludziom różne skomplikowane produkty, których mało kto rozumie, zakładając dobrą wolę instytucji zaufania publicznego. Jesteśmy ofiarą różnych manipulacji i kłamstw, w wielu dziedzinach. Dlatego nie ma sporu, że edukacja musi zmieniać się dużo szybciej niż kiedyś. Konieczna jest permanentna zmiana, czasami rewolucyjna.
A za pozostawieniem stacjonarnej szkoły przemawia jeszcze jeden prozaiczny powód: co zrobić z dziećmi do 15-tej, kiedy dorośli pracują? To poważny problem dla większości rodziców. Dzieciaki mają siedzieć w domu same, giercując 8 godz. na kompie? A tak przynajmniej są pod opieką dorosłych, są w grupie rówieśniczej, ucząc się różnych umiejętności transpersonalnych, rywalizacji i współpracy. 

16. mało klarowne, choć zapał jest • autor: Jerzy Pomianowski2015-05-17 20:05:12

Niestety jest to wypowiedź urzędnika za coś odpowiedzialnego, a więc lawirująca i niespójna. Raz wszystkiemu winna Unia bo nie szanuje naszej odrębności kulturowej, a dwa winna Polska bo jest nienowoczesna i nie nadąża za Finlandią. W Tytule straszenie amerykanizacją, a w głebi artykułu nawoływanie do naśladowania USA.
W praktyce jest tak, że tzw "normy unijne" w oświacie, są wiernie wcielane tylko przez kraje bardzo słabe. Kraje poważne w zasadzie unikają wszelkich reform w tej dziedzinie lub tylko je symulują. Finlandia i Brytania mają całkowicie odmienne systemy oświatowe i nikt im nie podskoczy ani do niczego nie zmusi.
Zresztą Anglicy mają np zupełnie humorystyczny system "nadawania magistra" prostym licencjatom , za opłatą kilku funtów co w niczym im nie przeszkadza "przodować w całym naukowym świecie".
Po prostu trzeba robić swoje i nie wygłupiać się bawieniem w rankingi szkół, które istotnie są sterowane w kierunku jak najtańszego produkowania bezmyślnych proli.
Część uwag zawartych w tym tekście jest oczywiście słuszna.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)