Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 sierpnia 2015

Alina Michalik

Otwarte

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: ekologiaregionywarsztaty w terenie

Długo zastanawiałam się nad dobrą nazwą. Trudno o dobre imię, które będzie jednocześnie szatą, wizytówką i szufladą. Ach, no i zapomniałam o informacji! Jaki przekaz ma zawierać to jedno słowo, dwa albo trzy wyrazy? Jak zmieścić w kadrze małego logo pokazywanie dzieciom żuczków, a dorosłym ich zardzewiałych kompasów w duszy? Jak odczarować słowo „dzicz”, by przestało być synonimem neandertalczyka, tarantuli, kiełbasy myśliwskiej i kibica? Wilderness przynajmniej brzmi romantycznie, nawet niewtajemniczonym kojarzy się przynajmniej z kempingiem.

Tak więc, snułam się przez dni kilka w krainie niedoskonałych koncepcji, zadręczałam inne głowy, notowałam od tyłu, kursywą i gotykiem.

Pewnego lipcowego dnia, zerkając na kąpiącego się syna i paląc z jego babcią papierosy (na które nas nie stać), napiłam się omyłkowo cudzej wody z PET-butelki, która leżała obok mojego ręcznika. To musiała być woda z sanktuarium, gdzie rozdają cuda! Najpewniej. Zgodnie z założeniami świętych napitków, życie przeleciało mi przed oczami, pociemniało, zobaczyłam tunel itd. A ze światła wyłonił się las. Mój ulubiony, rzecz jasna! Wtedy znalazłam nazwę.

Wychowałam się w Sztumie, w rodzinie całkiem poważnie pielęgnującej polsko-niemiecko-indiańskie tradycje. Las był moim drugim domem. Jako mała dziewczynka marzyłam skrycie o pracy, która pozwoli mi ratować cierpiące sarenki, ostatnie drzewa, a najlepiej w ogóle... ratować świat. Mój ojciec, również miłośnik saren i świata, wykazywał się jednak mało poważnym zrozumieniem. Potem zmądrzałam. Założyłam eleganckie buty i wyruszyłam na podbój tego świata. Do lasu wracałam zawsze, nawet wtedy, gdy siedziałam na brzegu Afryki. W glinianym naczyniu paliłam sosnowe szyszki, przywiezione niczym relikwie z Polski, żeby przez chwilę poczuć ten zapach, dom. Potem ładne buty nieraz jeszcze wystawiały swoje noski za chlebem, za bezpiecznym życiem koncernowej sekretarki.

Ale do lasu wracałam.

Kilka lat temu musiałam najwyraźniej napić się wody z tego samego źródła (ręcznika nie pamiętam!), bo ani mi się śniło wracać do któregoś z babilonów. I zostałam w lesie (nawet jeśli listonosz twierdzi, że kod miasta to 82 400). Powędrowałam swoją ścieżką, moją Ścieżką Mocy.

Uzbroiłam się w swój łuk, założyłam swoje ozdoby i amulety, namaściłam stopy. Na tej drodze spotykam różnych wędrowców, nauczycieli i donkiszotów. Uczę się i dzielę. Rozrastam się i obumieram. Odbudowuję małe, zapomniane mosty między człowiekiem a naturą, tą mówiącą we własnym imieniu. Naturą, która każdego z nas czyni czujnym i czującym tubylcem. Tłumaczę, nie tylko z niemieckiego.

Szyld „Łąka z pasjami i sklepik u Alinki” powstawał długo, ale dzisiaj zawisł nad drzwiami. Krzywy trochę, jak jej mentalny nos. A i drzwi niepozorne, ale gościnne.

Wyszłam naprzeciw Babilonowi żądającemu legalizacji (niestety tej poprawnej politycznie) i dokonałam „założenia działalności” (brak wody z sanktuarium chyba wpłynął na tak niemądrą nazwę!). Ja niczego nie zakładam, ja działam (germański gen)!



A co dokładnie kryje się za drzwiami, znajdziecie tylko wtedy, jeśli pójdziecie swoją drogą, zgodnie

.

...czego wszystkim nam nieustająco życzę, Alina Michalik :)



637

383

637

637

637

525



Korekta przez: Radek Ziemic (2015-08-21)


komentarze

[foto]

1. Szczególnie • autor: Przemysław Kapałka2015-08-20 14:21:44

Szczególnie mistyczna w tym tekście jest wzmianka o paleniu papierosów.
[foto]

2. POWODZENIA, ALINO • autor: Radek Ziemic2015-08-21 09:12:00

A jako ktoś, kto palił papierosy blisko 30 lat (czyli ktoś, kto trochę wie, co mówi) dodam, że papierosy bywają mistyczne, auratyczne też... 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)