Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 lutego 2020

Mirosław Piróg

z cyklu: Inne Myśli, re (odcinków: 88)

Our house is on fire


« O cywilizacyjnej bulimii O chorym społeczeństwie »

W książce Active Hope Joanna Macy, jedna z czołowych przedstawicielek głębokiej ekologii, przytacza słowa szefa straży pożarnej. Powiedział on, że gdy pali się budynek najbardziej zagrożeni są nie ci, którzy wpadają w panikę i szybko wybiegają na zewnątrz. Nie, o wiele bardziej są zagrożeni ci, którzy nie zdając sobie w pełni sprawy z niebezpieczeństwa próbują ratować swój dobytek i deliberują, co mają zabrać, a co zostawić. To kwestia tego, jak reagujemy na zbliżające się albo już obecne niebezpieczeństwo, kwestia tego, czy je dostrzegamy, czy panikujemy, czy też może mówimy sobie, że wszystko jest pod kontrolą. Dodatkowo okazuje się, że obecność innych ludzi nie zawsze nam pomaga w prawidłowej reakcji. Kierując się instynktem społecznym modelujemy swoje zachowania wedle postępowania innych ludzi, co czasem jest zabójcze.

Zbadali to psychologowie społeczni Bibb Latane i John Darley. W przeprowadzonym przez nich eksperymencie polecili oni badanym, by wypełniali długi kwestionariusz, podczas gdy pokój powoli zapełniał się dymem. Gdy osoby badane były same w pokoju, szybko uciekały. Gdy jednak obok byli współpracownicy badaczy, którzy spokojnie wypełniali swoje kwestionariusze, krztusząc się dymem, osoby badane także to czyniły – około 60 procent wytrzymywało do sześciu minut, kiedy to badacze wchodzili do pomieszczenia i „ratowali” tam obecnych. To dobrze znane zjawisko konformizmu, który w tym wydaniu powodował, że badani ryzykowali swoim życiem tylko dlatego, że inni nie reagowali paniką.

Konkluzja będzie krótka, bo czas nagli – niestety Ziemię zamieszkuje już 7,6 miliarda ludzi i wszyscy patrzą na innych, krztuszą się dymem, wypełniają mniej lub więcej bezsensowny kwestionariusz zwany życiem, albo rozważają jakie dobro sobie zapewnić, co zabrać ze sobą do grobu. A populacja dalej rośnie. Równowagę w liczebności gatunków w przyrodzie zapewniają drapieżniki. Homo sapiens nie ma naturalnego drapieżnika, który by ograniczył jego liczebność, całe szczęście ma jednak sam siebie. Czy to wystarczy do zmiany ludzkich zachowań? Joanna Macy, z typowym amerykańskim optymizmem, jest pełna nadziei, ale transformacja ludzkości, o której pisze w swoich książkach, będzie miała swój koszt.

Inne Myśli, re: wstęp na końcu

Teksty oryginalnie zamieszczone w blogu Autora. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« O cywilizacyjnej bulimii O chorym społeczeństwie »

komentarze

1. Można panikować... • autor: Young & Fraud2020-02-03 17:55:59

jednak chyba wolimy tak jak 

Thích Quảng Ðức

uszy na złość babci odmrozimy. 
[foto]

2. Tylko dokąd? • autor: Wojciech Jóźwiak2020-02-04 10:51:46

Tylko dokąd uciekać, gdy już wpadniemy w panikę?
[foto]

3. Miliardy ludzi "uciekną"... • autor: Mirosław Piróg2020-02-04 18:49:51

Miliardy ludzi "uciekną" w sposób,  jaki wskazują wykresy Meadowsów. 

4. dmuchanie na zimne i ciepłe • autor: Jerzy Pomianowski2020-02-05 10:27:27


O panice można mówić tylko przy wydarzeniach nieoczekiwanych, przebiegających gwałtownie. Takie czy inne reakcje na zmiany ledwie uchwytne przy potocznej obserwacji nie pasują do takiej kategorii. Ostatecznie można użyć określenia "dmuchanie na zimne". Zabezpieczanie się na wszelki wypadek itp.
Miliony ludzi zimnej Europy "uciekają" na wakacje do ciepłych krajów. Bogaci emeryci chętnie przenoszą się na południe Włoch, do Portugalii, Grecji, Hiszpanii. Na Grenlandię raczej nie, choć to byłoby zgodne z obecnym trendem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)