zdjęcie Autora

07 lutego 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Pajęczyny i osty czyli historia pechowej nazwy

Kategoria: Twórczość

« Rewolucja na tratwie Holandia z okien samochodu i głowy własnej »

Kiedyś z koleżanką pisarką zamierzałyśmy otworzyć stronę internetową. Zdania co do nazwy były podzielone na dwa, albo na jeszcze więcej, ponieważ do dyskusji włączyli się członkowie rodzin i sympatycy. W końcu stanęło na:

Witryna Kobiet Twórczych

Oraz wspierających je Mężczyzn

Pajęczyny, osty i laurowe liście

No i oczywiście strona nie powstała, ponieważ zbyt wielu było wspierających.

Pierwsza propozycja mojej koleżanki pisarki brzmiała: koniecznie „Laura”! Oczywiście od laurów literackich. I Laury i Filona. I powieści sentymentalnej. I jeszcze kilku skojarzeń. Niby, przynajmniej w świecie wirtualnym, obie miałyśmy zasłużyć na laury, choćby w skromnej postaci bobkowych liści.

Miałyśmy gotowy manifest:

„Laura jest młodą, wiotką i śliczną dziewczyną. Idąc tańczy, ponieważ przed nią mnóstwo najpiękniejszych dni...

Możliwe jednak, że Laura jest starą, zmęczoną gospodynią domową z wargami zaciśniętymi w taki sposób, że ci, którzy przypadkowo zatrzymają na niej wzrok pomyślą sobie: ale to wredne i złośliwe babsko...

Niekiedy można dojść do wniosku, że Laura jest elegancką bizneswoman o wymiarach 178/88/56/92 w kostiumie rozmiar 38 kolor 372, butach na szpilce 36 i uśmiechu numer 16 wersja B, popołudniowa, dla pierwszej dekady miesiąca...

Laura może być też męczennicą przywiązaną do drzewa wśród burzy, piorunów i smug deszczu wplatających się w jej włosy pośród ruin gotyckiej twierdzy...

         Także nie wykluczone, że Laura jest młodym człowiekiem, wrażliwym i mądrym, który każdego ranka zastanawia się po co pojawił się właśnie tu i teraz i dlaczego jego życie tak bardzo boli...

Wszystkie te wersje Laury łączy jedno: kiedyś zostanie zwieńczona czymś, co nazywamy wawrzynem, laurem, liściem bobkowym. Na pewno. Kiedyś.”

Syn koleżanki nawet przygotował projekt strony startowej: 

Wówczas ja zaczęłam wybrzydzać. Rzeczona Laura wydawała mi się paskudna, niepotrzebnie brzydko naga, pokrwawiona czy posiniaczona, a jej rozwiany włos bynajmniej nie romantyczny. Miała też nieproporcjonalnie długie nogi, a ja z koleżanką należymy do tych, których wzrost obecnie zalicza się do „niskich”, choć kiedyś byłyśmy „średnie” (nie, nie skurczyłyśmy się, tylko normy wyśrubowano) i z zasady nie trawiłyśmy długonogich blondynek. Dla mnie Laura powinna być lekka, zwiewna, subtelna (choć ja do takich się nie zaliczam) i taką narysowałam w proteście przeciwko uciemiężonym, ale z lekka zeszmaconym dziewicom. Moja Laura wyglądała tak:

Z kolei tamta strona prychała z niezadowoleniem, a zwłaszcza wspierający nas mężczyźni. Gotowa byłam odstąpić od swojego wizerunku Laury i wówczas wspierający nas mężczyźni wpadli na pomysł, żeby witrynę nazwać „Laura i Filon”.

Powstał nawet nowy projekt strony startowej „Laura&Filon”. Wyglądał on tak, że pod nazwą widnieją dwie miniatury z dziewczęcymi buziami w środku, a pomiędzy nimi gęsie pióro. No i znowu ja zaczęłam wybrzydzać. Po pierwsze znak & między Laurą a Filonem. Sugerował spółkę prawa handlowego albo czegoś w rodzaju kancelarii adwokackiej Laura&Partner(rzy). Po drugie miniatury były stylowe jeśli chodzi o oprawę, a nie jeśli chodzi o zawartość. Zawartością były portreciki dziewczyny o bynajmniej nie subtelnych rysach i chłopaka o rysach bardzo subtelnych, ale okularnika. Nie załączam tego projektu, bowiem podejrzewam, że za wzór posłużyły konkretne, w dodatku niezbyt urodziwe albo niefotogeniczne osoby. Zarówno Laura jak i Filon (o ile w ogóle był potrzebny) moim zdaniem powinny stanowić subtelne odwołanie do kobiecości/męskości, odległe od seksualnej atrakcyjności postaci.

         W końcu osoby wspierające znudziły się naszym wybrzydzaniem i zmyły się pozostawiając po sobie ładnie brzmiące deklaracje na czas „jeżeli już będziecie wiedziały czego chcecie”,

         Niestety, my od początku wiedziałyśmy czego chcemy, ale nie mogłyśmy pozbyć się osób wspierających (przynajmniej tego zestawu), bowiem obie miałyśmy żadne pojęcie o zakładaniu stron i ich programowaniu.

         Po jakimś czasie ja wyszłam z innej strony. Zafascynowana fotografiami przyrody mojego długoletniego kolegi Jurka Płaczka uzyskawszy jego zgodę na dowolne czerpanie obiema garściami z jego dorobku, wybrałam fotografię łąki, którą umieściłam na swoim pulpicie: 

Potem były inne zdjęcia, zwłaszcza cudownych pajęczyn, co spowodowało, że przyszła mi na myśl nazwa „Pajęczyny i osty” z takim uzasadnieniem:

„– Jesteśmy pajęczynami – bo łączymy siecią  i wspieramy dzięki temu pobliskie źdźbła. Czasami tylko wpadnie nam myśl, że  nasze działania, to instynkt pająków…

– Jesteśmy też ostami, bo w gąszczu zdarzeń zdaje się nam, że tylko nasze ostre wypustki mogą ocalić nas i naszych bliskich od zniszczenia.

– Jesteśmy wreszcie prozaicznym listkiem bobkowym z kuchni, któremu rzadko tylko przychodzi na myśl, że może być częścią laurowego wieńca zwycięzców, skoro w języku polskim „bobek” kojarzy się z czymś niemiłym i niewielkim, bez znaczenia.”

         Chcąc być w zgodzie ze wszystkimi dodałam do nazwy jeszcze „laury”, po czym osoby wspierające uznały, że nazwa jest do kitu i przestały nas wspierać, co i tak nie zmieniło postaci rzeczy. Z grupy piszących przyjaciół jedna poetka zmarła, a reszta przestała być zainteresowana.

         Postanowiłam więc założyć własną stronę i zarejestrowałam domenę, już o prostej nazwie, nie związanej z żadnymi pajęczynami, ostami i innymi przyrodniczymi odchyłkami, ale na tym się skończyło.

         Zamiast pożegnać się z wizją pajęczyn, ostów i liści bobkowych zmieniłam wstępne expose na:

         „— Pajęczyny wiążą nas ze sobą, osty ostrzegają przed nadmiernym zbliżeniem. W jesiennej scenerii są podsumowaniem, nie zawsze chcianym, ale realnym. Zatrzymują nas w biegu, gdy sięgamy po laur, każą nam się jeszcze raz zastanowić dokąd zmierzamy. Ale czas ucieka, nie możemy zatrzymywać się zbyt długo, trzeba ruszyć i mieć nadzieję, że nas inni zrozumieją, tym razem lepiej niż poprzednio” Co miała ilustrować inna fotografia mojego kolegi: 

Tymczasem ktoś, kto miał stronę w najprostszy sposób „oprzyrządować” doszedł do wniosku, że po całym dniu pracy ma komputera wyżej uszu i tak już zostało.

         Już podobno Julian Tuwim wyraził pogląd, że kobieta pisząca popełnia dwie zbrodnie: zwiększa liczbę książek i zmniejsza liczbę kobiet. Erna Rosenstein napisała taki wiersz:

Nie mogę zmieścić się w sobie
Ciasno
Wnet pęknie mi głowa
Tłukę się w klatce piersiowej
Nogi mam bardzo ciężkie
Ręce też nie są moje
Wyjdę przez usta

Co, jak widać jest świadectwem, że mania pisania i publikowania odbiega od normy zdrowotnej, nie brzmi zbyt optymistycznie, a nawet wskazuje na pożądaną wizytę u właściwego terapeuty. Zwłaszcza, gdy czyta się aforyzm Stanisława Jerzego Leca: „Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem tego, stałem się pisarzem” pozbawiony wątpliwości, ale nie pozbawiony autokreacji.

Zapewne to nazwa pogrzebała całą sprawę. Musiała nieść w sobie ładunek destrukcji i nie było już sposobu, żeby pomysł zaowocował.

Fotel laureatów więc pozostanie wolny. 

 

 

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Rewolucja na tratwie Holandia z okien samochodu i głowy własnej »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)