Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 września 2013

Jacek Dobrowolski

Pamięci Toni Packer
(5.07.1927 - 23.08.2013)

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: buddyzmToni Packerzen

ta dzika gęś
poleciała na północ
woda chlapie o pusty brzeg


Trudno było się nią nie zachwycać. Subtelna, otwarta, miłująca, mądra, szlachetna kobieta pomagająca każdemu kto prosił o pomoc. Wspaniała nauczycielka bez pretensji, bez „smrodu oświecenia” czy wewnętrznego przymusu demonstrowania czegokolwiek. Miała jasny i trzeźwy umysł, chłodną głowę i ciepłe serce oraz bardzo silnego, choć skłonnego do zabawy, ducha. Była żelaznym motylem. Stawiając czoła przeciwnościom nigdy nie okazywała jakiegokolwiek zdenerwowania, po prostu „tańczyła” przez przeszkody. Nie była naśladowczynią, niczyim klonem, ani też aktorką, czarodziejką czy bajarką. Wiedziała, że wszelka medytacja zaczyna się tam gdzie kończy się teatr. Umiała dzielić się ciszą i słowami. Prawda świeciła przez nią stałym światłem – otwarta obecność inteligencji podtrzymującej nas wszystkich. Toni była prawdziwą kobietą bez rangi i przyświecała jej jedna intencja – by pomagać ludziom zwracać ich uwagę, by zapytywali w sobie o to, o co się jeszcze nie zapytało, by odkryć, że nie ma nikogo cierpiącego, że wszyscy jesteśmy tą bezgraniczną, niepodzielną całością bez pęknięć. Nie narzucała żadnej nauki, nigdy nie udawała, że ma do ujawnienia jakąkolwiek tajemnicę i żartobliwie gasiła w zarodku wszelkie zachwyty jakie przejawiali jej słuchacze, zachwycający się jej talentami. Miała niesamowitą energię, nie musiała karmić się czyimiś pochwałami i z pewnością śmiałaby się ze wszystkiego co tu o niej napisałem. Była prostolinijna, bezpośrednia i niewiarygodnie cierpliwa. Interesowało ją tylko: „Dlaczego cierpisz?” Miała wielką wyrozumiałość dla ludzkich słabości i nigdy ludzi nie skreślała. Jej credo brzmiało „Wybacz i zapomnij”.


Toni Packer
Toni Packer, 1978, foto: Wikipedia


Toni była bardzo skromna i dlatego ogół ludzi w Stanach i w Europie nie zdaje sobie sprawy z jej pionierskiej pracy. Nie cierpiąc na kompleks zbawiciela nigdy nie dbała o rozgłos i nie zależało jej na ekspansji. Na szczęście pozostawiła sześć książek i tysiące nagranych mów, i jej cichy wpływ będzie rósł, ponieważ roztropnie wybrała godnych i zdolnych następców.

Zostałem jej tłumaczem w Katowicach w 1975 r. i od tego czasu tłumaczyłem dla wielu nauczycieli medytacji w tradycji japońskiej, koreańskiej i amerykańskiej, ale żaden z nich nie otwierał ludzkich serc tak jak Toni. Miałem szczęście, że kilkakrotnie słyszałem mowy J. Ś. Dalajlamy XIV i raz przeprowadziłem z nim wywiad w obozie w Auschwitz-Birkenau, i mogę powiedzieć, że oboje mieli tę samą swobodną spontaniczność serca wydobywającą, to co najlepsze u ludzkich istot. Toni była wspaniałą mówczynią, wysyłającą promienie światła, jej jasne, wyraźne samogłoski i lekko z niemiecka wymawiane „r” sprawiały, że słowa jej przejmowały, docierały do korzenia. Jednak nigdy nie stawiała kropek nad „i”, nigdy nie mówiła w kategoriach absolutnych blokujących medytacyjne zapytywanie, słowa pomagały tylko otworzyć przestrzeń do badania przez słuchaczy. Była bardzo subtelnym instrumentem, rezultatem czułego medytacyjnego strojenia serca, prawdziwym Stradivariusem. Nosiła wisiorki na czakramie gardła i broszki na czakramie serca – wskazujące przepływ energii.

Toni była również znakomitą słuchaczką i wybitnym diagnostą ludzkich problemów. Ludzie przychodzący na osobiste spotkania, gdy czuli jej ciepłą, potężną obecność, często bezwiednie płakali nie mogąc wydusić ani słowa. Ona jednak nie odgrywała roli mamusi czy wielkiej pocieszycielki, nie chcą ich wiązać ze sobą w jakikolwiek sposób. Bywała figlarna, miała bardzo radosne usposobienie, kochała zwierzęta, szczególnie wielkiego czarnego psa Bailey’a, jej najbliższego sąsiada. Nigdy nie miała dosyć przyrody, była niezmordowanym piechurem i nawet jak była chora krążyła po okolicy z kijkami w rękach jak jakaś wróżka badająca jakie rośliny wyrosły i jakie pojawiły się ślimaki.

Jeden drobny incydent może ujawnić jej delikatną, troskliwą postawę. Kiedy dłonią, niechcący, uderzyła w mały stolik w pokoju spotkań, momentalnie powiedziała „Przepraszam stole!”.

Toni zaczęła siedzieć jako osoba dojrzała, żona i matka. Nigdy nie była w Ośrodku Zen w obsadzie. Nie była dużo, ani mocno uderzana kijem kiosaku, ponieważ była bardzo wrażliwą damą i miała swój pierwszy wgląd już po półtora roku treningu. Jak wspomina była bardzo ambitną adeptka medytacji, ale jej łagodny charakter wygładził krawędzie zarozumialstwa i besserwisserstwo zen szybko ją opuściło. Swoje pierwsze sessin poprowadziła w komunistycznej Polsce na Kamieńczyku w 1978 r.

Jako młodszy nauczyciel w macho Ośrodku Zen dostała pracę udzielania porad ludziom mającym problemy, którymi mistrz nie miał ochoty się zajmować. Szybko dowiedziała się od osób piętnowanych epitetami, takimi jak „mięczak” czy „kobieta pasywno/agresywna,” o urazach spowodowanych przez kapłańską elitę władzy. To sprawiło, że jej podejście złagodniało jeszcze bardziej. Im bardziej wychwalano metody „garnka pod ciśnieniem” i „ziarna dla młyna” jako najbardziej wydajnych w unicestwianiu ego, tym bardziej zachęcała do kwestionowania wszelkich metod i badaniu tego co się dzieje w danej chwili. Uważała ścieżkę wojownika za dualistyczną, ponieważ wojownik zawsze potrzebuje przeciwnika, nawet jeśli jest to jego iluzoryczna, podzielona jaźń. Nie kroczyła nią, bo żyła w pokoju i wiedziała, że budzi ona niebezpieczną, spalającą serce, ambicję.

Unikając gwałtownych taktyk szkoły Rinzai polubiła medytację bezwysiłkową zalecaną m. in. przez Huang-po i Bankei’a. Widziała niebezpieczeństwo nadużyć w systemie koanów przez wbijanie się w dumę w miarę ich kolekcjonowania, stając się następnie przywiązanym do systemu zręcznych środków. Unikała również pojedynków Dharmy, których rezultatem bywa zniewolenie siebie i innych silnymi, i pięknymi słowami świerzbiącymi czubek triumfującego języka. W końcu, pobudzona przez ikonoklastyczne podejście Krishnamurtiego, Toni, jako nauczycielka medytacji poza wszelką tradycją, stała się łagodną rewolucjonistką obracając samo-zapytywanie „Kim jestem?”, które starożytni indyjscy nauczyciele nazwali atma-vicara, w otwarte zapytywanie medytacyjne.

Dziwiła się, czemu, skoro mamy wolność stawiania pytań w nauce, literaturze i sztuce, nie korzystamy z niej w obszarze ducha? Co nas powstrzymuje? Lęk przed wyruszaniem w nieznane? Lęk przed porzucaniem wydeptanych ścieżek i wchodzenia w stale zarastającą dżunglę bez starożytnych, przestarzałych map? I kto nas powstrzymuje? Czy tylko kapłańska tradycja, pozbawiona niewinnej ciekawości, broniąca swojej kolekcji map i przewodników? Czy może też purytańskie superego wdrukowane tak wyraziście w amerykańską psychikę? Czy badanie siebie może być całkowicie wolne i swobodne? I odkrywania czego się boimy?

Przez lata uważnej pracy z tą chwilą, postępując za procesem medytacyjnego słuchania i zapytywania, Toni stworzyła swój prosty, oryginalny język: „praca tej chwili”, „dziwienie się wolne od wiedzy”, „uprzytamnianie”, „milczące pytanie”, „ta wolna i otwarta praca”, „stój, patrz i słuchaj”, „zadziwiająca obecność”, „otwarcie”. Odrzucając wszelką władzę nad drugim człowiekiem, tytuły i honory, szanując każdego, wysłuchując nawet najbardziej pomieszanych pytań, potrafiła na drodze przyjacielskiego, cierpliwego dialogu stworzyć ze swymi ciężko pracującymi przyjaciółmi, prawdopodobnie najbardziej egalitarną wspólnotę medytacyjną na świecie. Była drogowskazem i uważnym przewodnikiem bezpiecznie przewożąc ludzi na brzeg przez niezbadane wody.

Jej amerykańscy przyjaciele czasem zapominają, że wychowała się na wysokiej intelektualnej kulturze niemieckiej. Kształciła się jako sopranistka i w młodości śpiewała Bacha i Wagnera. Kochała niemiecką poezję i jak się spotykaliśmy, po latach niewidzenia, cytowała na powitanie Goethego, Schillera, Heinego lub Rilkego.

Politycznie była gdzieś na lewicy, będą krytykiem zarówno: religijnych dogmatów jak i kompleksu militarno-przemysłowego, prowadzących nieuchronnie ku wojnie. Nie grała pustelnicy chowającej się przed ogółem społeczeństwa, ale bacznie śledziła wiadomości ze świata i bardzo dobrze zdawała sobie sprawę z konfliktów na naszej wesołej planecie. Ponad 30 lat temu, podczas kryzysu irańskiego, ostrzegała przed piętnowaniem ludzi epitetem „terrorysta” i posumowała, że wszystko się skończy dyktaturami, ponieważ ludzie będą poświęcać wolność dla bezpieczeństwa. Niektóre feministki próbowały z niej zrobić matriarchinię, ale Toni odmówiła stania się jedną z przywódczyń amerykańskiego ruchu feministycznego. Troszczyła się o wszystkich bez względu na gatunek, płeć, rasę, narodowość czy kulturę. Wspieranie jednej kwestii zniszczyłoby jej wszechobejmujące podejście.

Odpłynęła jak obłok po wylaniu deszczu na nasze gorące głowy, tak byśmy mogli urosnąć.

Dzięki Ci, Toni, za dzielenie się otwartą tajemnicą serca w Twojej knajpie w Springwater. Dzięki Ci Toni, za wydobycie z nas najlepszego akordu. Dzięki Ci, Toni, za troskę, za to że byłaś boją świecącą na burzliwym morzu. Nie machałaś językiem na darmo.


białe piórko
płynie nad
doliną


Oryginalnie zamieszczone w: Facebook, Grupa Medytacyjna Toni Packer, 3 września 2013 16:34. W Tarace za zgodą.


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)