zdjęcie Autora

05 października 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 122)

Pan i Cham c.d.


« Secesja w Niemczech Bipolar czyli patrzenie z daleka »

Nawiązuję do tego, co pisał Michał Hardy w Korespondent wojenny nadaje i 2 odcinki wcześniej w Po co Polska Polakom? czyli Kraina Niespokojnych Deszczy, i do moich dopisków: Bez histerii!, i: Polak Europejczyk. Są tam poruszone dwie sprawy, które należy rozdzielić. Pierwsza, to że Polacy cierpią na kompleks niedowartościowania, za którego przyczynę uważają (przeważnie) niedorozwój Polski, która wydaje się być „państwem nieudanym”, „nie całkiem europejskim”, „goniącym Europę”, „nienormalnym” - o tym samym mówi często używana fraza: „bo w normalnych krajach, to...”

Druga sprawa, to zapominany chłopski wątek w Polsce, czyli to, że nie-chłopską (szlachecką i inną) rodzinną przeszłość ma drobny ułamek Polaków i że chłopskie dziedzictwo jest do dziś jakoś deprecjonowane, także przez samych potomków chłopów.

Za PRL-u było jasne, że niedorozwój i wynikające zeń niedowartościowanie miały jedną oczywistą przyczynę: rządy komunistów, nasłanych z Moskwy, przez Związek Sowiecki podtrzymywanych i realizujących interesy tego obcego mocarstwa. Po reformach około 1989 roku przyczyna przestała być aż tak jasna. - Tym bardziej, że niedorozwój nie zanikł i zanikać nie miał i nie ma zamiaru, nic na to nie wskazuje. Dla niektórych znawców i publicystów zaczęło to wyglądać na jakieś fatum historii, na jakiś „proces długiego trwania”, na który żadna ludzka siła nie pomoże, bo muszą minąć pokolenia, żeby coś się zmieniło i wcale niekoniecznie w pożądanym przez nas kierunku, bo nikt jednostkowy na to wpływu nie ma. Wola boska - a raczej historycznych procesów.

Druga „szkoła” myślących o tym wskazała bardziej namacalny mechanizm: że oto w latach około 1989 uformowała się nowa klasa posiadająca i wpływowa (tzn. mająca dostęp do kapitału i władzy) na bazie dawnych komunistów oraz części opozycji i ta klasa zawłaszczyła państwo, formalnie niby doskonale demokratyczne. Najpopularniej ten „model” przedstawia Stanisław Michalkiewicz. (Tak się złożyło, że pod dzisiejszą datą jest jego felieton pt. „Państwo”, czy „chamstwo”?)

I tu wchodzi sprawa druga, czyli dwie tradycje: szlachecka, zwykle nie zauważana jako taka (czyli właśnie jako szlachecka), ponieważ podniesiona do rangi tradycji jedynej i ogólnonarodowej, oraz druga chłopska, czyli właściwie przez parę wieków niewolnicza, bo przez wieki 17,18 i pół 19-tego chłopa był faktycznym niewolnikiem. Tradycja chłopska też jest zwykle niezauważana, ale inaczej: bo jest pomijana i zniekształcana. (Ciekawe, że dopiero całkiem niedawno, czytając jeszcze raz stare szkolne lektury, zauważyłem, że nasi 19-wieczni klasycy literaccy, nawet ci, którzy „walczyli piórem” o „poprawę doli chłopa”, tego chłopa nie widzieli i nie czuli, nie mieli do niego mentalnego dostępu, a w ich pismach postaci chłopów są jakimiś groteskowymi stereotypami. Polecam „Bartka zwycięzcę” Sienkiewicza lub „Placówkę” Prusa. Chłopów jako żywych ludzi zauważył dopiero Reymont, ale naprawdę to chyba dopiero Wiesław Myśliwski. Ale groteska chłopska najbarwniejsze owoce wydała też dopiero dość niedawno, jako Redlińskiego „Awans” i „Konopielka”.) Warto by nasz stan rzeczy porównać z tym, co myślą, czują i przeżywają narody nie-szlacheckie, których naokoło nas cały wianek: Czesi, Słoweńcy, Słowacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Łotysze, Estończycy, Finowie. Może oni wiedzą i mają coś, czego nam brakuje?

I co z tą drugą sprawą, czyli Polska szlachecka a Polska chłopska? Sprawa wygląda na jakieś odgrzewane danie, coś od dawna nieaktualnego. Ale kiedy coś nie gra, czyli jest jakaś nieadekwatność, to może to znaczyć, że to fasada, za którą kryje się coś innego. Możliwe, że przynależcy tej nowej klasy, obecnie rządzącej (kompradorów wg Michalkiewicza) i dziennikarscy lub naukowi wyraziciele ich interesów, coś zaczynają przeczuwać, że przeholowali, że mogą stać się przedmiotem społecznego niezadowolenia lub nawet rewolucyjnego gniewu – i zawczasu usiłują problem przekierować a język przechwycić. Nie wygląda na przypadek, że temat „chłop a szlachta, chłop niewolnik” wynalazła „Gazeta Wyborcza”. Przekierowanie problemu polegałoby na tym, że zamiast mówić o aktualnym (chociaż wciąż niejasno widzianym) konflikcie „oni”, czyli kompradorstwo, kontra reszta społeczeństwa, podsuwa się podobny temat zastępczy: rzekomy skryty i właśnie oto rozpoznawany konflikt między Polakami pochodzenia szlacheckiego a chłopskiego. (Którego to konfliktu po prostu nie ma i nie ma co się na tym skupiać.) Przechwycenie języka polegałoby na tym, że kiedy ktoś zacznie wskazywać „onych”, to zanim rozwinie temat, zostanie skojarzony z fikcyjnym konfliktem post-chłopa z post-panem. Prócz tego warto („onym”!) wstrzyknąć w info-obieg kolejną jątrzącą fałszywkę, konfliktowanie podwładnych, dziel i panuj, jest znaną od tysiącleci socjotechniką.

Co do moich chłopskich (i post-chłopskich) przodków, to nie „podziwiam” u nich rzekomych niewolniczych kompleksów, tylko to, jak chętnie i skutecznie się ich wyzbyli i zapomnieli o nich. Co naprawdę podziwiam, to – u moich przodków i w rodzinnej linii przekazu – wielkie pożądanie wiedzy, wykształcenia, biegłości, awansu i znajomości świata. Trwające i rosnące do paru pokoleń.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Secesja w Niemczech Bipolar czyli patrzenie z daleka »

komentarze

1. Wojtku, wielkie dzięki... • autor: Nierozpoznany#61722012-10-05 14:19:18

Wojtku, wielkie dzięki za głos w niekończącej się (i dobrze!) dyskusji!!!

To ciekawe, bo cały czas czytam sobie archiwalne kawałki z Taraki - i dwa wątki przewijające się na łamach są dla mnie najbardziej interesujące. "Polskość" - "tożsamość" - "pochodzenie (Słowiańszczyzna)" i "zwierzęta mocy" - ale nasze.  To, co mnie osobiście do Taraki przyciągnęło, co wręcz we mnie woła - to ogromna potrzeba po pierwsze świadomości tego kim jestem (w najszerszym wymiarze), zintegrowania najróżniejszych doświadczeń i szukanie paliwa do działania. A takie dyskusje o "Panie, wójcie i plebanie" - to jest właśnie paliwo. 

Oglądałem jakiś czas temu Pawła Kukiza u Kuby Wojewódzkiego. Inspirujące:

www.youtube.com/watch?v=ZFl6b4MmfQI

Podpisuję się pod tą definicją. 

Pozdrawiam serdecznie

[foto]

2. Do "kim jestem" chyba nie tędy droga • autor: Przemysław Kapałka2012-10-05 15:09:53

Jak w tytule. I jak w anegdocie, jak to po śmierci głos pyta kobietę "Kim jesteś?" I po kolei: "Jestem żoną burmistrza". "Ja cię nie pytam czyją jesteś żoną, tylko kim jesteś". "Jestem matką czworga dzieci". "Ja cię nie pytam ile masz dzieci, tylko kim jesteś". I tak dalej. Stwierdzenie o przynależności do narodu, o pochodzeniu i podobne, z powodzeniem można wmontować do tej anegdoty.

O tym, kim jestem, dowiem się przez medytacje i analizując, kim byłem w poprzednich żywotach (o ile ktoś to uznaje).

Co nie zmienia faktu, że głos w dyskusji ważny.


[foto]

3. Do Hardchiefa i do Przemysława • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-06 01:16:47

(A) Hardchiefie - bardzo mnie cieszy Twoja opinia o Tarace! Dzięki!

(B) Przemku - ten dowcip oddaje całą istotę techniki pracy z umysłem znanej jako diada lub Enlightenment Intensive  czyli "intensywa oświecenna". Krzyś Wirpsza wielokrotnie opisywał (tu w Tarace, np. tu: Diady komunikacyjne: siła ciszy) tę technikę polegają na uporczywym zapytywaniu o to, "kim jesteś/jestem". Ćwiczyłem z nim, działa! I nie trzeba czekać na Głos po Śmierci, można to zrobić za życia :)

4. naród szlachecki wsród tutejszego chłopstwa • autor: Jerzy Pomianowski2012-10-06 23:37:37

Pewne specyficzne dla Polski zjawiska można jednak znaleźć.
Współcześnie jest nim nietypowo duży jak dla Zachodu udział ludności żyjącej na wsi, oraz dwa czynniki historyczne, dzisiaj zapewne niemal bez znaczenia,  takie jak spora ilość szlachty (średnio aż 10%, a na Mazowszu miejscami nawet 50%), oraz wyjątkowo słabe tradycje  rodzimego mieszczaństwa.

Ponoć tuż przed rozbiorami 80% mieszczan warszawskich stanowili Niemcy.
Może się mylę, ale sądzę, że w Polsce jedynym nośnikiem tradycji które obecnie można by odczytywać jako narodowe, lub patriotyczne była  szlachta, czyli w sumie zawsze niezbyt liczna, a obecnie całkiem nieistotna część społeczeństwa.
Natomiast na "cywilizowanym Zachodzie" mieliśmy  albo chłopów jako wolnych obywateli czujących związek z własnym krajem, albo mocne rodzime mieszczaństwo, lub oba czynniki razem.
Nie zawsze i nie wszędzie, ale jednak.
[foto]

5. To nie chodzi o głos po śmierci • autor: Przemysław Kapałka2012-10-11 19:44:26

Wojtku, chyba nie zrozumiałeś mojego komentarza. Oczywiście, że nie trzeba czekać na żaden głos ani na śmierć. Chodzi o to, że odpowiedź na pytanie "kim jestem" nie wiedzie przez żadne ziemskie uwarunkowania - ani "czyją jestem żoną / czyim mężem", ani "czyją jestem matką / czyim ojcem", ani też "jakiego jestem narodu i kto był moim przodkiem". To są w najlepszym razie półśrodki. Istota jest gdzie indziej.


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)