Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 czerwca 2015

Krzysztof Wirpsza

Pan Filo rozmawia z żoną
Przypowieść o komunikacji międzyludzkiej


Pan Filo od kilku dni próbował komunikować się z żoną. Zaczął tak:

– Kochanie, czy moglibyśmy porozmawiać o tym, dlaczego jesteś na mnie zła?

Po około trzech minutach pan Filo udał się do swojego gabinetu, masując niedużą, purpurowo-czerwoną gulkę pośrodku czoła. Gulka była mniej więcej wielkości śliwki-mirabelki i powstała za sprawą patelni, na której żona pana Filo smażyła pierogi. W gabinecie pana Filo, na krawędzi biurka, siedział Halucynogeniusz. Miał około 30 centymetrów wzrostu, był niebieskawy i nosił na głowie hinduski turban. Pan Filo musiał wyglądać nieszczególnie, bo na jego widok Halucynogeniusz złapał się za turban i wywrócił oczami. A potem,  gestykulując, próbował coś panu Filo szybko przekazać. Wyglądało to tak, jakby na przemian zaciskał pięści i rozkładał łapki.

"O co ci chodzi?" – zastanawiał się pan Filo. Usiadł na fotelu i próbował się zastanowić. – Aha, gniew. nigdy nie ma. uzasadnienia. Rozumiem, jak może mieć uzasadnienie gniew na inną boską ehem. istotę (pan Filo używał terminologii z książki o samorozwoju, którą właśnie czytał). Stąd bez sensu jest pytać, „dlaczego się gniewasz.” Jasne. Dobra.

Pan Filo spróbował inaczej.

– Czy moglibyśmy porozmawiać o tym, że jesteś na mnie zła?

Po około trzech minutach pan Filo wrócił do swego gabinetu z czarno-granatowym sińcem dookoła lewego oka wielkości śliwki węgierki. Siniec ten, jak łatwo się domyśleć, powstał na skutek uderzenia kijem od szczotki. Pan Filo, trzymając się za podbite oko, wycofał się do swojego gabinetu przeformułować prośbę. Tym razem Halucynogeniusz na przemian - to pukał się w czoło, to pokładał się ze śmiechu, przewracając przy tym oczami i machając nogami jak niemowlę. W pewnej chwili zaczął nawet trochę migotać, jak postać księżniczki Lei z Gwiezdnych Wojen na holograficznym projektorze.

– Hm (!), chodzi ci o to, że ona w swoim mniemaniu wcale nie jest na mnie zła, tak? – zapytał pan Filo głosem pełnym zastanowienia. – Ona po prostu zachowuje się w jedyny racjonalny sposób – broni swego?

Halucynogeniusz pokiwał serdecznie głową, po czym pytającym wyrazem twarzy wycelował w pana Filo niebieski palec.

– Masz na myśli, że skąd ja w sumie wiem, że ona się gniewa? Masz rację, to jest coś takiego subtelnego w jej zachowaniu, co nawet trudno nazwać. A co,  jeśli mi się wydaje, tak? Ale w takim razie - jeśli jesteś taki mądry – to, co z moją biedną głową, hę?

I pan Filo wskazał oskarżycielsko swoją głowę. Halucynogeniusz w odpowiedzi dał nagłego susa na żyrandol a z niego na lustro. „Jest jak mała małpka” - pomyślał pan Filo, a na głos powiedział:

– Chcesz powiedzieć, że ten guz i ten siniec na oku to jedynie odbicie moich wewnętrznych traum z dzieciństwa? I że wymyślił je autor tego opowiadania?

Halucynogeniusz wrócił na biurko i przybił z panem Filo piątkę. Pan Filo wstał i poszedł na dół spróbować jeszcze raz porozmawiać z żoną.

– Kochanie, czuję się dziwnie i chyba ma to związek z naszą relacją. Czy możemy o tym porozmawiać?

Tym razem pan Filo wrócił do swojego gabinetu około trzeciej nad ranem. Był wyczerpany tą sześciogodzinną, bardzo intensywną rozmową z żoną. Halucynogeniusz spał.

– Hej, koszmarze – zagadnął pan Filo niezbyt głośno, żeby go nie było słychać w korytarzu. – Znów nie było seksu. I pokłóciliśmy się. Nie wiem dlaczego, ale te długie dyskusje o emocjach kiedyś mnie wykończą. Jest jeszcze gorzej. Nie śpij, no! – dodał, trącając Halucynogeniusza długopisem, choć oczywiście długopis przeszedł na wylot, bo Halucynogeniusz, podobnie jak księżniczka Leja z projektora, nie był materialny. Pomimo to Halucynogeniusz otworzył jedno małe oko i łypnął na pana Filo. A potem wywalił bardzo długi fioletowy język i zawiązał go sobie na supeł.

- Chodzi ci o to, że słowami się tego nie wyrazi? – rozważał  pan Filo. – Ona nie umie, ani ja? To jak, jeśli nie słowami?

Ale Halucynogeniusz nie wiedzieć czemu zniknął.

Pan Filo pamiętał, że na warsztacie samorozwojowym relacji męsko-damskich, w którym uczestniczył w zeszłym miesiącu, uczono go, że kobiecy gniew należy przeczekać. „Najważniejsze to nie wpadać w histerię” - tłumaczył wykładowca. „Ona oczekuje, abyś nie reagował i testuje, czy się nadajesz na partnera. Jeśli jesteś mężczyzną, to powinieneś dać jej bezpieczeństwo – a możesz to zrobić, nie reagując emocjonalnie na jej gniew (jakkolwiek wydaje ci się on irracjonalny) do momentu, gdy ona będzie w lepszym nastroju lub gdy sama powie ci na spokojnie to, o co jej chodzi”

Nazajutrz rano pan Filo postanowił, że będzie mężczyzną. Milczał przez cały dzień, głupkowato się uśmiechając, ewentualnie drewnianym głosem mówiąc: „Tak kochanie.” „Ładną mamy pogodę.” „Jaki fajny sweter” i tak dalej. Aby ułatwić sobie zadanie - kopał w ogródku, naprawił płotek, a wieczorem poszedł z kolegami na piwo. Pod wieczór był kompletnie zdruzgotany. Gniew żony nie tylko w jego subiektywnym odczuciu nie ustępował, ale nawet przybrał na sile - stał się chroniczny, uporczywy i podwójnie irracjonalny. Głowa pana Filo pełna była wielokolorowych guzów i sińców, choć pan Filo, dzięki Halucynogeniuszowi, był już świadomy, że są to jedynie literackie alegorie tego, co czuł.

Halucynogeniusz huśtał się na żyrandolu.

– Nie wytrzymałem – powiedział pan Filo – przywaliłem jędzy w pysk.

W sobotę Pan Filo wybrał się na błonia obejrzeć zapasy. Dwaj klowni tarzali się w basenie pełnym błota, podczas gdy widownia pękała ze śmiechu. Błoto sprawiało, że byli zabawni, szczególnie, gdy któryś plasnął całym ciałem w żółtoburą paćkę, ochlapując przy okazji widownię. Był piękny, słoneczny dzień, prawie zupełnie bezchmurny. Po niebie leciał nieduży sterowiec, za którym ciągnęła się wstęga z napisem: „Doceń”. Pan Filo nie wiedział, co ma docenić, bo na reklamie brakowało produktu. Wtedy zauważył, że ze sterowca macha do niego łapką Halucynogeniusz.

Cała rzecz trwała tylko krótką chwilę i równie dobrze mogła się Panu Filo przywidzieć. Pan Filo przetarł oczy, a gdy je powtórnie otworzył - sterowca, ani tym bardziej Halucynogeniusza, już na niebie nie było. Wszyscy natomiast śmiali się serdecznie i bili brawo po kolejnej rundzie zapasów, a po widowni chodzili szczudlarze i rozdawali cukierki. Pan Filo wrócił do domu późnym wieczorem i zobaczył przez okno, że jego żona ogląda jeszcze telewizję. Miała czerwoną, napuchniętą twarz, obandażowaną i owiniętą żółtym szalikiem. „Przecież to nie dzieje się naprawdę” - pomyślał pan Filo i uszczypnął się w lędźwie. Lubili się z żoną, to prawda. Wszedł, zdjął buty, skarpetki i usiadł na kanapie, mocząc nogi w miednicy z ciepłą wodą, bo pod koniec występu zrobiło się wietrznie. Oglądając telewizję, nacierał swoje guzy maścią z berberysu. Ale w telewizji dawali tylko sport i telenowele.

– Prezes z żoną się rozwiedli – oznajmiła żona pana Filo, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora. – Ale wciąż żrą się o dzieci – Pan Filo kiwnął głową. Czytał dzisiaj poranną gazetę i był na bieżąco.

– Golibroda ma kochankę – wspomniał, przegryzając pieczoną kiełbaską. – Jego żona o tym wie, ale ona też ma kochanka, więc jest okay.

Żona pana Filo tylko westchnęła.

– Alfred i Kicia w ogóle przestali się do siebie odzywać. Rozmawiają tylko na przyjęciach, dla picu – zripostowała oschle. Pan Filo znał najnowsze miejskie ploteczki i nie pozostał jej dłużny:

– Anatomo-Patolog powiedział, że ma w nosie – rzucił. – Siedzi w Prosektorium i kroi, a jego żona łyka pigułki.

Żona pana Filo spurpurowiała.

– Teodor Mniejszy zamordował żonę, a jej zwłoki ukrył w szafie – wyrzuciła z siebie wściekle. – Wczoraj aresztowała go policja.

– Słyszałem. Ona była feministką -– bardziej wymamrotał niż powiedział pan Filo. Chrząstka z kiełbaski utknęła mu gdzieś między zębami i teraz usilnie pracował nad nią wykałaczką. Gdy już sobie poradził - dodał:

– Endymion jest wolny! Zostawił Endymionową i wyruszył w samotną podróż odkrywcy!

Oboje, pan Filo i jego żona, ziewnęli. Było późno i należało iść spać.

– Meleuzyna twierdzi, że jest w szczęśliwym związku z Adonisem – powiedziała jeszcze żona pana Filo, wertując kolorowy periodyk. – Wczoraj widziałam ich jak przechadzali się po bulwarze z tą ich trójką dzieci.

– Phi! – prychnął pan Filo, po czym znów zapadła cisza.

– W sumie nie mamy tak źle – skonkludował Pan Filo. – I nawet ci ładnie w tym żółtym szaliku.

Wyjął nogi z miednicy, wytarł je starannie ręcznikiem, następnie przysunął się do żony i objął ją w pół.

– Przynajmniej cię lubię – powiedziała żona i ugryzła Pana Filo w ucho.

Pan Filo zwykł potem mawiać, że komunikacja międzyludzka chadza dziwnymi drogami.

Korekta przez: ()


komentarze

[foto]

1. Smutna bajka • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-21 19:27:08

(Jak wyżej.)
:(
[foto]

2. Oj, dlaczego smutna? • autor: Roman Kam2015-06-22 10:29:36

Liczy się wysiłek obu stron, chęć do nawiązania dialogu, ponawianie prób potwierdzenia bliskości, które w rezultacie naprawdę zbliżają do siebie. Bajka ma happy end, co np. moja żona, w sposób irracjonalny dla mnie, uwielbia. Gdy proponuję jej film, wiem, że padnie pytanie - czy dobrze się kończy (?), bo jak nie, to nici ze wspólnego oglądania. Chcąc obejrzeć coś innego niż "Mamma mia" czy "Dirty dancing" lądujemy wspólnie gdzieś w klimacie "Sztuczek" Jakimowskiego czy "Butelek zwrotnych" Svěráka - "Jutro będzie lepiej" Doroty Kędzierzawskiej to ekstremum dopuszczalnego napięcia. W każdym z tych filmów jest trochę z tej bajki Krzysia. Ludzie próbują się jakoś porozumieć, ale w ten sposób mogą tylko dokonać opisu. Kobiety to wiedzą - rozróżniają to, ale o kobietach to ja się nie podejmuję tu pisać :)     
[foto]

3. Nałóg agresji • autor: Wojciech Jóźwiak2015-06-22 10:44:25

Nałóg agresji w stosunku do kogoś bliskiego (który wtedy przestaje być bliski) jest smutny.
[foto]

4. Wojtek, podsumowałeś... • autor: Krzysztof Wirpsza2015-06-22 18:17:30

Wojtek, podsumowałeś tym zdaniem moje trzy ostatnie teksty. :) Aaa. Cztery.

5. To jest poza świadomością • autor: Nierozpoznany#87012016-04-27 04:47:08

Tak się dzieje gdy ktoś- tak jak ta żona z przypowieści-wypiera swoje emocje. Wtedy one sobie żyją, jakby drugim życiem, poza kontrolą świadomości danej osoby. Często taka osoba projektuje na innych te swoje, nieakceptowane u siebie emocje. Skrajny tego przykład występuje u osób z zaburzeniami paranoicznymi, u których  dominuje mechanizm rozszczepienia - "ja" dobre - "inni" złe ( patrz: Kernberg)- stąd też osoba funkcjonująca na takim poziomie doświadcza ciągłych zmian emocji. Reprezentacja siebie i innych jest całkowicie podzielona na dobre i złe. Nie ma nic pośrodku oraz nie ma możliwości posiadania obydwu atrybutów: dobra i zła. Charakterystyczny jest mechanizm projekcji, nawiązując do projekcji można zauważyć, iż negatywne uczucia wewnątrz "ja" spostrzegane są jako pochodzące z zewnątrz. Ponieważ ich źródłem jest sam człowiek - nie można się ich pozbyć uciekając przed nimi. Skłonność do ksobnej rekonstrukcji rzeczywistości."Emil Cioran powiedział kiedyś, że : "prawdziwie niebezpieczne są tylko uczucia głęboko ukryte" I moim zdaniem miał rację.Jak to działa?  Tutaj przykład -https://www.youtube.com/watch?v=8tof-eooWOA
.
[foto]

6. @ Rotari • autor: Roman Kam2016-04-27 10:29:44

Dziękuję za link. Nie znałem filmu, a robi wrażenie, szczególnie jak się ma syna w wieku 27 lat. Kobieta rzeczywiście wyprojektowuje w nim swój strach, głównie na syna. Dziwne, że człowiek wyszedł z tego cało. Uratowała go sztuka, jak myślę - pamiętając jednak o ostatnim przypadku Marcina Wrony. Relacje synów z matkami to to w ogóle złożona sprawa. 


7. @Roman Kam • autor: Nierozpoznany#87012016-04-27 15:20:41

Myślę, że nie tylko strach jest projektowany. Jest w tym też dużo ukrytej nienawiści do siebie, rozczarowania sobą i swoim  nieudanym życiem, które projektuje na syna.
Ma Pan rację, że relacje synów z matkami są złożone i rodzą więcej problemów, niż te z ojcami.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)