zdjęcie Autora

01 lutego 2015

Ewa Motyka

z cyklu: W ciemności (odcinków: 12)

Patchwork

Kategoria: Twórczość

« Nauczycielowi Neptun, Merkury i Słońce, czyli narty »

Po scenkach, których ostatnimi dniami byłam świadkiem i po części współuczestnikiem trochę niezgrabnie spoczywającym w oddechu, do wytworzonej dzięki niemu przestrzeni przyszło słówko – patchwork. Z angielskiego to narzuta, przykrycie wykonane, wypracowane najczęściej z różnokolorowych, różnomateriałowych łatek. W znaczeniu przenośnym, jak wyczytałam w zakupionym w ubiegłym tygodniu Wielkim Słowniku Angielsko-Polskim PWN Oxford, któremu brakuje erraty, to mozaika na przykład kolorów, pomysłów; także szachownica albo zlepek epizodów, teorii, grup. Powiedzieć patchwork theory, to określić teorię mianem niespójnej.

Łatka rzucona obok łatki. Rozsypane, ułożone w miękki kolorowy kopczyk. Jedna na drugą i kolejna na nią. Dość bezładnie. Od kogoś, kto tworzy patchwork zależy, czy są posegregowane według kolorów, wzorów widniejących na materiale, rodzajów tkaniny, jej faktury wyczuwanej dłonią. Tak się tworzy ze względu na chęć, wolę, wyraźniej lub niewyraźniej podpatrzone, podsłuchane w wewnętrznych samo drgnieniach, a szczęściarzem ta/ten, kto nie widzi swojego zszywania w ten sposób, lecz po prostu – zszywa i powstaje piękne a użyteczne przykrycie dające, a raczej chroniące i utrzymujące twoje ciepło przed chłodem przestrzeni, w której się znalazłeś. Miękkie lub szorstkie, elektryzujące się, gdy nie wypłukane w płynie do płukania tkanin. Przesiąknięte zapachem twoim, a może dymu z kominka albo świeżym zapachem powietrza ogrzanego słońcem. Nimi wszystkimi zmieszanymi razem?

Da się słyszeć dźwięk prawie niesłyszalnego gestu odłożenia części przykrycia. Zsunięcie go z ciała nisko, gdy zostawi się okryte tylko stopy, bo uznasz leżąc, że potrafisz bez oddzielającego cię od powietrza okrycia zostawić ciało tak, jak jest, takim jakim jest, tam gdzie jest. Pamiętając – nieczułość na ciepło i chłód nie jest celem samym w sobie. Szept zsuwanego patchworku skłania ku zerknięciu na jego nagle zmieniony wzór – łatki nie sąsiadujące zwykle ze sobą przyciągają uwagę poprzez niezwyczajne nagle zestawienie. Trzy osoby biorą przykrycie. Łącząca łaty wełenka emocji między nimi układa się najpierw miękko wzdłuż szwów, by naprężyć się strasząc przewidywanym trzaskiem rozpruwanego wzoru. Zszytego zbyt delikatnie? Niedbale? Nieuważnie? Bezwiednie? Trzepanie z kurzu nie niszczy przykrycia. Wiesz jaśniej – przykrycie jest, a może zostać rozdarte. I cóż. Wpaść w gniew czający się do skoku na skinięcie? Wyrazić głośno obawę, bo to wydawałoby się najbardziej oczekiwane przez odświeżających narzutę? Zrobić dobrą minę do złej gry, mówiąc cokolwiek? – zauważam śpiewankę zwykłą nie zaśpiewaną. Nic nie mówię. Cisza opływania w jednanych oddechach.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-02-02)



« Nauczycielowi Neptun, Merkury i Słońce, czyli narty »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)