Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 listopada 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 116)

Patriotycznie w święto o Wiśle

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: geologiageopolitykaPolskarzeka

« Krótki wypad do krainy Alkapa

Do rzek, czuję... Mam do nich otwarty kanał emocjonalnej więzi, podobnie jak do drzew i do ptaków. W dawnych czasach pływałem nimi kajakiem. Pływałem Hańczą, Marychą, Rospudą, Blizną, Kanałem Augustowskim i Kanałem Woźnawiejskim, Ełkiem, Biebrzą, Narwią, Pisą, Bugiem, Drwęcą, Welą, Brdą, Drawą, Płociczną, Notecią, Wisłą, Rawką, Bzurą i Sanem. Może więcej, ale nie pamiętam. W swojej masie jako naród (jako Naród, bo dziś przecie Święto Patriotyczne) – i jako mainstream, czyli Główny Nurt, czyj? rzeki oczywiście – rzek nie lubimy, boimy się ich, unikamy, omijamy, nie integrujemy psychicznie-dyskursywnie ani emocjonalnie, a faktycznie niszczymy, dawniej głównie przez zanieczyszczanie, obecnie więcej przez przekopywanie, prostowanie, „odmulanie” czyli te wszystkie zabiegi, które uporczywie od kilkudziesięciu lat robią faceci z koparkami, zajadła mafia, która uparła się nasze rzeki zniszczyć i – po ich wyprostowaniu, przegrzebaniu i oddrzewieniu, obwałowaniu i ubetonowaniu jako obiekty doszczętnie i żałośnie nieestetycznie – obrzydzić, a która od niedawna skrzyknęła się w monopol moloch Wody Polskie, na podobę podobnie niesławnych Lasów Polskich. No dobrze.

Chciałem się i czytających pocieszyć, że kiedyś nie będzie nas, a nasi potomkowie zmądrzeją i rzeki wrócą. Nie pocieszę, bo idzie globalne ocieplenie, z nim susze, co rzeki już odbierają i zaczynają wysychać i zanikać, tym bardziej, że my, Naród, pomagamy suszy obniżając poziom wód gruntowych przez wiercenia, wykopy i odkrywki, a wraz z nimi nieodłączne odwodnienia.

To z jeszcze jednego kąta zacznę. Z Wisłą związany jestem przez moje miejsce: mieszkam w jej dorzeczu, w zlewni Wisły. I właściwie całe życie w tym regionie spędziłem. Kilometr ode mnie płynie Rokitnica, ta spływa się z Utratą, ta wpada do Bzury, Bzura jak każdy wie do Wisły. O Rokitnicy pisałem w Tarace: kiedyś była zwykłą niedużą rzeczką, później, ale przed moim zamieszkaniem w Milanówku niszczyciele przerobili ją w prosty kanał. Już na moich oczach zasypano jej dolinkę ze śladami dawnych meandrów nasypem autostrady. Wydawało się, że to koniec, już wystarczy, nie można rzeki bardziej pognębić, ale okazuje się, że można: stoki jej doliny zabudowuje Panattoni. Spedycje to straszny pożeracz przestrzeni i kat krajobrazu; niestety w mojej okolicy wybitnie aktywny i ekspansywny. Kto ląduje zniżając się na Okęcie od zachodu, widzi.

Ale Wisła. Jest w Wikipedii hasło „Ren: geologiczna historia”, po angielsku. Informacji skąpo, ale podstawowe są i ktoś obdarzony geo-wyobraźnią chwyci, jak tamta rzeka rozrastała się w minionych milionoleciach. Jednak ani w Wikipedii ani gdzie indziej nie ma w necie artykułu relacjonującego geohistorię Wisły. A po Wiśle, po jej kształcie, podobnie jak po kształcie Renu, widać, że rzeka miała złożoną historię. W ogóle wiele faktów geologowie ukrywają przed nieprofesjonalną publicznością. Dlaczego? Myślę, że głównie przez przekonanie, że „laików” to nie interesuje, a dla swoich mają swoje kanały. Szukając materiałów do tego tekstu znalazłem witrynę jednaziemia.pl – tam jest trochę więcej, ale też zorientowane na liceum; bardziej wyrafinowani geoamatorzy pozostają z nieodpowiedzianymi pytaniami.

Więc do Wisły. Wisła na mapie wygląda jak łamaniec – składa się z siedmiu w przybliżeniu prostych odcinków, segmentów. Jeśli rzeka płynie po mniej więcej równinie i nie natrafia na przeszkody, na jakieś wychodnie twardych skał, ani nie ma innych zaburzających czynników, to przez oszczędność, minimalizując jakąś złożoną całkę, płynie po prostej. Tzn. jej dolina jest w miarę prosta, bo wnętrze doliny rządzi się innymi prawami i w drobniejszej skali rzeka może (śmiało) meandrować albo odwrotnie, anastomozować. Ale w sumie płynie dość prosto do źródliska do ujścia. Z łamaności Wisły wynika, że jej siedem prostych odcinków powstało oddzielnie, każdy będąc ściągany (jakby) do osobnego ujścia, przy czym poprzedni odcinek łamanej funkcjonował jako (jakby) źródło. Kolejne proste odcinki (łamanej Wisły) łączyły się w jedną rzekę-system przez kaptaż: niższy odcinek porywał ten wyższy.


Kaptaż Fordoński. Z: Wikimedia.

Najlepiej jest to zarówno widoczne, i na mapie i w terenie, jak i udokumentowane, na Przełomie Fordońskim. Gdy stopniał lodowiec, którego ostatni lob leżał w łożu Zatoki Gdańskiej i sięgał po obecne Żuławy, pomiędzy wyżynami na zachodzie (Kaszuby) i na wschodzie (zach. Mazury) jak skrzydłami, pozostała niska kotlina, którą, gdy jeszcze na Żuławach był lodowiec, wody ogólnie spływały na południe. Cieki z obu skrzydeł kierowały się ku osi tej kotliny i ku południowi. Więc zachodnie na południe i wschód – ten bieg dziś kontynuują Wierzyca, Wda i Brda, a wschodnie na południe i zachód: do dziś tak płyną Liwa (zanim z Kwidzynie nie zakręci), Osa i Drwęca. Ta kotlina była ku południowi (i ku Wiśle) nachylona słabo, jej centralna rzeka płynęła niezdecydowanie, ale w końcu zrzucała wodę do Wisły właśnie koło Fordonu. (Słowo fordon oznaczało punkt płacenia cła nad rzeką.) Wtedy od Żuław, raczej bałtyckiej zatoki w ich miejscu, zaczęła włamywać się jakaś tamtejsza mała rzeczka, raczej ciek, który intensywnie erodował miękkie, wodniste i ledwo co zrzucone polodowcowe osady. Wcinając się na południe, ten ciek porywał (kaptował) kolejno wymienione poprzednio rzeki: Liwę, Osę, Wierzycę, Wdę. Od ujścia Wdy erodujący ciek poszedł dalej osią kotliny już w kierunku Wisły, a raczej pra-Wisły, która wtedy płynęła Pradoliną Toruńsko-Eberswaldzką, stanowiąc mega-rzekę, której dolnym odcinkiem była Łaba pod Hamburgiem. Ten „nasz” żuławski ciek skaptował ową pra-Wisłę! To musiała być piękna katastrofa, kiedy wody Wisły, wtedy wielkiej jak Missisipi, runęły najkrótszą drogą szlakiem „żuławskim” od Fordonu do Bałtyku. Pozostawiając swoje koryto, od tamtego miejsca, suche i osierocone, niemożliwe do napełnienia przez Noteć i jej pomorskie dopływy. Teraz to jest segment Wisły #7 w naszej klasyfikacji, ten najbardziej dolny.

Wisła jest jak noga stawonoga. Kolana czyli zgięcia, załamania, to miejsca kaptaży lub podobnych nieciągłości w procesach. Pomiędzy nimi są proste segmenty. Opisany segment #7 idzie od Fordonu do Mikoszewa w kierunku północno-wschodnim.

Segment #6 jest od Modlina do przedmieść Bydgoszczy. Kierunek zdecydowanie zachodnio-północny. Na tym odcinku Wisłę pija Wyszogród, Płock, Włocławek i Toruń. Czym był, zanim stał się Wisłą, napisałem wyżej: był częścią prarzeki płynącej pradoliną od centrum Mazowsza przez ujście Brdy i dalej przez Eberswalde (za Odrą) do Hamburga. Ta prarzeka odwadniała południowy brzeg lodowca, który stał na pojezierzach: Wileńskim, Mazurskim, Pomorskim i Meklemburskim. Zbierała w jedno systemy obecnego Niemna, Wisły, Odry i Łaby. Dolne kolano tego segmentu to opisany Kaptaż Fordoński. Czym jest górne kolano? W centrum Mazowsza widać na mapie rzeczny węzeł: Wkra, Narew, Bug, „warszawska” Wisła i Bzura zbiegają się razem prawie w jednym miejscu. Trochę wyżej (wcześniej) dolewają się Pilica i Wieprz. W tym węźle, między Warszawą a północną krawędzią pradoliny podczas ostatniego glacjału stało zastoisko, czyli jezioro bez zdecydowanego odpływu. Zależnie od humorów lodowca przelewało się albo pod Łęczycą na zachód do Warty i do Berlina, albo na wschód wzdłuż Krzny do Prypeci. W końcu gdy stopniał lob wkłuwający się w ląd (tzn. w nie-lód) pod Płockiem, owo Jezioro Mazowieckie spłynęło jego dnem. Do tego jeziora od południa wpadała Wisła i jak szanująca się rzeka, kiedy zatrzymuje się jej nurt, sypała w nim deltę. Te deltę widać na lepszych mapach pomiędzy Żeraniem a Zalewem Zegrzyńskim. Północnym obrzeżem tej delty płynie teraz Narew, zachodnim – Wisła. To miejsce, koło Modlina, pozostałość mazowieckiej delty, stanowi górne kolano segmentu #6.

Segment #5, który kończy się w Modlinie, zaczyna się od przełomu przez wapienne wzgórza w Kazimierzu i Puławach. Nad tym segmentem blisko jego końca leży Warszawa. Rzeka tu płynie na północo-zachód i po starych (nie-najnowszych) zrzutach polodowcowych, morenach.

Wyżej Wisła płynie dość dokładnie na północ, to jej przełom przez wyżyny małopolskie, segment #4. Początek i koniec tego odcinka są zaznaczone szczególnie wyraziście: górny przełom pod Sandomierzem i dolny pod Kazimierzem. Inaczej niż niższe segmenty, wcina tu się w skały starsze od glacjalnych moren.

Segmentem #3 od Krakowa do Sandomierza, Wisła płynie północnym obrzeżem kotliny podkarpackiej. Ten region ma całkiem odmienną geohistorię niż wszystko, po czym rzeka płynie niżej i dalej na północ. Jest to tektoniczne zapadlisko spowodowane napiętrzaniem się młodych fałdowych gór – Karpat, przedłużenia Alp – na starszą krę litosfery. Ciężar Karpat wgniata ich przedpole na kilometry (dziesiątki km?) w głąb. Powstały rów jest pospiesznie zasypywany przez erodujące rzeki, ale bywało, że proces ten nie nadążał i na Przed-Karpaciu stało morze, okresowo nawet składające solne ewaporaty, coś jak dziś Zatoka Perska; klimat był gorętszy zresztą znacznie. Gdy skorupa Ziemi podnosiła się i rzeki deltami zasypywały tę Zatokę Przed-Karpacką, tworzył się odpływ wód z niej. Spod Karpat wody-rzeki odpływały bądź na zachód: dotąd tak czyni Morawa; bądź na wschód: tak robią Dniestr i niżej Prut. Spod Karpat istniał i istnieje dotąd trzeci kierunek odpływu: Odrą na północny zachód. Tu uwaga: tak jak z jeziora topologicznie stabilny jest odpływ tylko jedną rzeką, tak z bruzdy przed łańcuchem fałdowych gór topologicznie stabilny jest odpływ w dwie strony: w jedną bądź w drugą stronę pasma fałdowań. Jeśli jest trzeci odpływ, jak Renu koło Bazylei z północnej flanki Alp, lub jak Amazonki z luki między Paraną z jednej i Orinoko z drugiej strony Andów, to musiał on być zrobiony przez jakiś osobny proces. U Renu był to kaptaż z północy. Z bruzdy podkarpackiej podobny kaptaż uczyniła Odra, a właściwie prawdziwa oś rzeczna, którą stanowią Olza i dalej Odra od ujścia tamtej. Segment Wisły #1, Wisła Najgórniejsza, w pewnym okresie należała do „garści rzek” zbieranych przez Odrę, do jej górnego od-karpackiego wachlarza. Wrócę do niej.

Wisła #3 powstała jako post-morze, post-zatoka morska zalewająca północą bruzdę podkarpacką. Zgodnie z zasadą dwóch topologicznie stabilnych odpływów, kierowała się wzdłuż Karpat na wschód do Morza Czarnego. Została skaptowana przez Wisłę #4 w wyniku przełomu (kaptażu) pod Sandomierzem. Dalszy dawniejszy bieg Wisły #3 na wschód znaczy San, a raczej jego dolny segment, bo San też kaptażowy łamaniec, tyle że skromniejszy, z trzech odcinków. A dalej Dniestr – który w nazwanym tu sensie też jest jedną z pra-Wiseł – lub post-pra-Wiseł.

Ale od tamtej Wisły odróżnia się wyższy odcinek #2 między Jeziorem (zbiornikiem) Goczałkowickim a Krakowem. Na tym odcinku dzieje się coś dziwnego: karpackie dopływy Wisły, zwłaszcza bardziej górna z nich Skawa, kierują się na północ, ale skręcają na zachód, jakby nie wiedziały, że Wisła porwie je w końcu na wschód. Płyną tak, jakby nie znały zamiarów Wisły. To ślad po stanie dawniejszym, kiedy one wraz z tą rzeką, która dawniej je zbierała, kierowały się jednoznacznie na północo-zachód, do Odry, stanowiąc jej górne dorzecze. Wisła także tutaj skaptowała te cieki, zaczynając od Skawy (a wcześniej i niżej od Skawinki), a kończąc na tym, który dzisiaj jest Wisłą Karpacką czyli jej segmentem #1. Osieroconym dolnym odcinkiem tamtej Karpackiej Wisły poniżej kaptażu jest rzeczka Ruda, spływająca do Odry koło Kuźni Raciborskiej, co dobrze widać na mapie. Tektonicznym bodźcem utrudniającym odpływ ku Odrze i wspierającym kaptaże przez Wisłę było zapewne wypiętrzanie – epejrogeneza – Wyżyny Śląskiej.


Streśćmy. Wisła #1 była normalną rzeka odwadniająca i erodująca Karpaty i kierującą się najprościej od osi gór w kierunku północo-zachodnim ku Odrze, która zbierała to dorzecze. Ale została skaptowana przez Wisłę #2, która budowała swoją dolinę przez kaptaże i erozję wsteczną w luce między Karpatami a podnoszącą się Wyżyną Śląską. Jej punktem wyjścia była Wisła #3, normalna rzeka obrzeża gór, zbierająca wody z bruzdy podkarpackiej, dawnej zatoki morskiej. Ale ta gdyby jej nic nie przeszkodziło, płynęłaby jak na swoim początku na wschód: dalej Sanem i Dniestrem do Morza Czarnego. Co jej przeszkodziło? Zapewne szybsze i wyższe podnoszenie się skraju płyty wschodnioeuropejskiej czyli Podola i Mołdawii (o czym tamtejsze jary-kaniony świadczą), niż terenów zachodnich, czyli misy obecnej środkowej Polski. Jednocześnie szła wsteczna erozja cieku z tamtej niecki, który doszedł korytem do Sandomierza – i przechwycił górny odcinek Wielkiej Wschodniej Rzeki Podkarpackiej, czyli Wisłę #3, do siebie, na północ. Wisła #4 płynie korytem tamtej starorzeki, która (pewnie w pliocenie lub w miocenie) wcinała się w Wyżyny Małopolskie i ginęła gdzieś w rozległych płaskich błotach środkowej Polski, która wyglądała wtedy pewnie jak basen Okawango lub Nilu pod Kodokiem. Wisła #5 idzie już nie przełomem przez wyżynę, ale terenem równiejszym, niższym i polodowcowym, trzymając się kierunku północo-zachodniego. W Modlinie jako #6 skręca na zachód i dalej trochę na północ, ponieważ zabiera ją pradolina u dawnego czoła lodowca. W Fordonie znów skaptowana skręca prostopadle na północo-wschód, jakby przypominając sobie, że ma ujść do Bałtyku – to Wisła #7.

Bieg Wisły jest znacznie bardziej złożony i dramatyczny niż jej sąsiadki Odry, która trzyma się ogólnie kierunku północo-zachodniego, tyle że w dolnej swej części, tam gdzie tnie młode pozostałości lodowca, idzie zygzakami, w których odcinki ku północy przełamują się przez moreny, a odcinki ku zachodowi wykorzystują przyczołowe pradoliny. Podobnie można skrótowo opisać bieg Warty. Widzimy, że Wisła to jakby inna jakość.


Fragment z: Mapa geologiczna Polski bez utworów Kenozoiku»

Którędy płynęła i jak wyglądała Wisła przed zlodowaceniami? Pominę tu temat różnych faz Wisły lub nie-Wisły podczas glacjałów, przecież podczas jednego z nich nie istniała – praktycznie cała znalazła się pod lodowcem; podczas innych została zmuszona do odpływania starym biegiem przez Dniestr, lub przez Prypeć, lub przez Bzurę i Wartę. Jednak ten ogólny jej bieg na północ i zachód, przynajmniej od Sandomierza, zastanawia. Gdy patrzeć nie na współczesną mapę tylko na geologię sprzed lodowca i dalej sprzed kenozoiku, uderza, że Wisła, prócz tej górnej karpackiej, #1-3, biegnie po wschodniej stronie tzw. Wału Śródpolskiego, chociaż ów górotwór leży kilometry pod powierzchnią. Jego wschodnią krawędzią jest linia Teisseyre'a-Tornquista czyli granica między najstarszym kratonem wschodnio-europejskim, zwanym Baltika, jedną z kier z rozpadu Rodinii, a mikrokontynentami zachodnio-europejskimi, które doklejały się do niej od zachodu. Pierwszą z nich, najstarszą była Avalonia. Na styku kier litosfery zawsze coś się dzieje. Tworzą się góry fałdowe, brzegi kier zapadają się, jak zapadlisko pod Karpatami, lub wznoszą się epejrogenicznie, jak dzisiaj góry Skandynawii. Możliwe, że Wisła na dużej części swojego biegu dziedziczy trasę rzeki, która zbierała wody z gór na styku Baltiki i Avalonii, a płynęła zapadliskiem na ich froncie. Kiedy to było? Późny Ordowik, wczesny Sylur, 420 milionów lat temu. (Wisła Karpacka, #1-#3 jest w porównaniu istnym dzieckiem, może 20 milionów lat, może 15.)

Ale to są stare dzieje i najstarsze. Co było przed glacjałem? Na mapie powierzchni przed-plejstoceńskiej, czyli na mapie dna polodowcowych zrzutów-moren, widać kotlinę z centrum w okolicy Warszawy, co oznacza, że mazowiecki węzeł rzeczny istniał już przed lodowcem. Ale rynna stanowiąca odpływ wody z tej kotliny nie powtarza obecnej Wisły #6! Nie ma preglacjalnej rynny spod Warszawy do Płocka, za to jest inna rynna, która z grubsza naśladuje bieg Wkry (a raczej Wkra naśladuje swoją przedglacjalną poprzedniczkę) i kieruje się na północ z odchyleniem na zachód. Dalej pod Iławę i Elbląg, gdzie ślad niknie pod zdartym lodowcem Bałtykiem. Być może ta Wisła Przedglacjalna była – od górnego biegu aż do Modlina – podobna do obecnej, ale dalej szła linią dzisiejszej Wkry, pod Iławą, Elblągiem i przez terene, który dzisiaj jest Bałtykiem, uchodziła do Atlantyku. Gdzie? Może do Skagerraku, do Rowu Oslo.

Miejsce Warszawy, jako głównego miasta nad Wisłą i stolicy państwa opartego o tę rzekę, jest geologicznie logiczne: bo to tutaj w węźle mazowieckim zbiegają się rzeki (więc komunikacyjne korytarze) z prawie wszystkich stron, z prawie 360 stopni horyzontu. Miejsce to było tak przygotowane jeszcze przed glacjałem. Początki Polski nie były nad Wisłą, tylko nad Wartą. Przesuniecie osi państwa nad Wisłę, które nastąpiło wkrótce, jeszcze za pierwszych Piastów, tworzyło zobowiązanie. Polityczny organizm ograniczony do dorzecza Wisły, może plus Warta, to jakby za mało. Dorzecze Wisły nie zamyka się w sobie, jak sąsiednie dorzecze górnej Odry skłaniało Śląsk do zamknięcia się w swojej śląskości, a dorzecze górnej Łaby do (jeszcze radykalniejszego) zamknięcia skłaniało Czechy. Nad Wisłą jest inaczej: jest to kraina korytarzy otwartych na wszystkie strony – może poza południową flanką karpacką. Sąsiednie dorzecze Odry wraz z Wartą samo nie ma politycznego sensu, ciągłość terenu i krajobrazu zmusza do jedności z Wisłą. Za to Wisła wypuszcza korzenie-kanały dalej na wschód: swoim dawnym oryginalnym korytem do Dniestru i z nim do Morza Czarnego. Przez korytarz Bugu, który nie mógł („nie magał”, bo proces był wielokrotny) się zdecydować, czy płynie do Narwi i Wisły, czy do Prypeci – powstaje droga do Dniepru. Przez Narew i Biebrzę do Niemna, a stamtąd licznymi przylodowcowymi lukami znów do Dniepru i do Dźwiny i dalej do Wołchowi. Polska jak każde możliwe państwo osadzone nad Wisłą i w niej mające oparcie, z konieczności poszła tymi korytarzami dalej.

Mając 420 milionów lat historii trzeba z dystansu patrzeć na obecną chwilę.


Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Krótki wypad do krainy Alkapa

komentarze

1. Naród rzeki, jeziora może wykorzystywać na 2 sposoby... • autor: JSC2019-11-11 22:21:20

- gospodarczo, a to kłóci się z ekologia
- rekreacyjno-turystycznie, ale w tym kraju turystyka to trup, którego nie uciagnie nawet Złoty Pociąg

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)