Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 stycznia 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Życie lokalne w okolicy Milanówka (odcinków: 40)

Pazuza, kot, 1998-2014

Kategoria: Podróże i regiony

« Was für ein Pilz? Jeść czy uciekać? Ekosystem autostrady »

Pazuza była drobna i czarna. Na początku było tak, że znajoma, od której ją dostaliśmy, była przekonana że kociątko jest płci męskiej, a my jakoś nie sprawdzaliśmy. Dostało imię Pazuzu, po babilońskim demonie. Następnego roku nasza córka, wtedy siedmioletnia, zapytała: „czy Pazuzu będzie miał dzieci?” Intuicja dziecka okazała się trafna, Pazuzu był kotką i w ciąży. Zmieniliśmy jej imię na Pazuza. Było to jednak imię oficjalne, a na co dzień wołaliśmy ja różnymi przydomkami. Ostatnio była najczęściej Kizia, a ja mówiłem na nią – i do niej!, bo była najbardziej rozmownym kotem, jakiego kiedykolwiek znałem – Kiziur-Kociur, z węgierskim zaśpiewem.

Kocięta z tamtej pierwszej ciąży szybko rozeszły się „po ludziach”, ponieważ ogłosiłem, że urodziły się przy szczególnie korzystnym układzie planet i niosą uzdrawiającą energię, co być może było prawdą. Została u nas jedna jej córka, czarna jak matka i czasem, zwłaszcza po ciemku, nie do odróżnienia. Miała na imię Pura, w przeciwieństwie do Pazuzy była wycofana i jakby autystyczna. Dwie kotki żyły odtąd w naszym domu razem, chociaż na dystans. Obie niezależne, dostojne, mieszkanki bardziej okolicznej przyrody niż domowego ciepełka. Pura nagle zmarła dwa lata temu.

Pazuza miała może dwa, może trzy lata, kiedy moja córka przechodziła fazę hodowania zwierzątek. Wśród nich był chomik syryjski, który mieszkał w klatce na półce w szafie w sypialni. Któregoś dnia znaleźliśmy Pazuzę podnieconą i zaaferowana, która kręciła się po pokoju i sprawdzała wszystkie kąty. Podeszła do mnie, ocierając się i wskazując „całą sobą” na szafę. Swoją mową ciała mówiła: „Znalazłam coś, czego tu nie powinno być! Gryzonia w szafie! Skandal! W porę zlikwidowałam.” Faktycznie, chomika nie było w klatce i nigdzie indziej, pozostało uwierzyć kotce, że został zjedzony. (Za to nigdy nie zainteresowała się łowiecko świnkami morskimi.)

Miała swoje kocie sprawy i szlaki. Wychodziła na długie wycieczki na pola, które dawniej zaczynały się już za siatką naszego ogrodu. Nazywałem to, że dogląda swoich hodowli gryzoni. Podziwiałem sprawność, z jaką porusza się swoimi ścieżkami. Wiele lat było tak, że kazała sobie otwierać okno na piętrze, stamtąd wybiegała na dach, z dachu na gałąź brzozy, stamtąd na parkan, po którego wierzchu jak po linie „odspacerowywała” już daleko znikając w ogrodzie. Kiedyś obciąłem gałęzie brzozy, a Pazuza nie zmieniła trasy, tylko z dachu (gdzie stała poziomo) skakała na pień drzewa (gdzie lądowała w pozycji pionowej).

Ale zdarzało się też, że przychodziła na krawędź dachu i widząc mnie na dole wołała „mrau wuau” co znaczyło: „zobacz, jestem tu, przyjdź i mnie zdejmij”. Miała coś z charakteru znaku Lwa (chociaż urodziła się na przedwiośniu): dumę i wysokie mniemanie o swojej wartości. Za jej życia przez nasz dom przewinęło się co najmniej osiem psów, w tym duże, jak rottweiler i setery. Nie tchórzyła przed żadnym. Suczka-seterka nawet kiedyś już miała ją w pysku jak upolowaną zwierzynę. Jednak po tym wypadku Pazuza nadal paradowała przed seterką, jakby demonstrowała jej: „I co mi zrobisz? Nic nie zrobisz.” Zastanawialiśmy się nawet, czy ten paradny powolny krok kota przed psami, na wyciągniętych łapach i z wyprostowanym ogonem, nie jest demonstracją zdrowia i siły, podobnie jak antylopy skaczą na widok lwa, żeby pokazać mu, że są zdrowe i uciekną, więc „nie masz interesu lwie, żebyś nas atakował”.

Wiosną 2012 był w domu remont, w czasie którego Pazuza zniknęła. Nie było jej. Wyjechaliśmy, ja i Ela, na wycieczkę na Śląsk. Nie było jej też, kiedy wróciliśmy. Minęły dwa tygodnie od jej zniknięcia i pogodziliśmy się z jej odejściem. Elżbieta napisała nawet tekst pożegnalny o niej: „Dlaczego koty odchodzą bez pożegnania?”. I w chwilę potem, jak tekst znalazł się w Tarace, usłyszeliśmy miauczenie za szybą, Pazuza wróciła, chuda, rozczochrana i z kleszczami w sierści. Gdzie była, co robiła – jej słodka kocia tajemnica.

Była dobrym kotem. Miała długie, barwne, dzikie i szczęśliwe życie. Dzisiaj wróciła do Krainy Wielkich Wiecznych Kotów, skąd kiedyś do nas przyszła.

Życie lokalne w okolicy Milanówka: wstęp na końcu

Mieszkam w mieście, którego nie ma na mapie. Powstało ono przez zrośnięcie miast i zmiejszczonych wsi w Paśmie Zachodnim, w którym są Piastów, Pruszków, Brwinów, Podkowa Leśna, Grodzisk Mazowiecki i dalej Żyrardów, plus Nowa Wieś, Kanie, Otrębusy, Owczarnia, Żółwin, Jaktorów, Książenice, Czarny Las - nie wymienię wszystkich; bliżej Warszawy Michałowice i Reguły, bardziej z boku Nadarzyn i Janki, z drugiej strony Błonie, Leszno, może i Teresin. Na horyzoncie Skierniewice. Mieszka tu ze 200 tys. ludzi. O lokalnych sprawach tego mini-regionu mam czasem coś do powiedzenia.


« Was für ein Pilz? Jeść czy uciekać? Ekosystem autostrady »

komentarze

[foto]

1. No coż... • autor: Roman Kam2014-01-03 23:45:23

Życzyłbym każdemu takiego epitafium: był(a) dobrym człowiekiem. Miał(a) długie, barwne, dzikie i szczęśliwe życie... 

Piękne! Wzruszyła mnie Twoja opowieść. Później się zastanowię, dlaczego.  
[foto]

2. Wspólnota ze zwierzętami, kotami szczególnie • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-04 09:18:13

Zwierzęta są dla nas ważne. Nie rozumiem tych, którzy uważają, że sympatia dla zwierząt jest dobra tylko dla dzieci, że jest czymś infantylnym, co nie przystoi ludziom dorosłym i poważnym. (Dorosłym i poważnym przystoi - jakoby -  hodować zwierzęta dla zysku i mieć wynajętych ludzi do zajmowania się nimi.) Jako gatunek wyrośliśmy wśród (innych) zwierząt. One były tą społecznością, tą rodziną, w której ukształtowaliśmy się. A co do dzieci, to nie jest przypadkiem, że dzieciom opowiadamy bajki o zwierzętach i dajemy zabawki w kształcie zwierząt. To jest tradycja mająca milion lat. Bo o czym mieli dawni ludzie opowiadać swoim dzieciom, jak nie o tym, co było najważniejsze w ich wspólnym świecie? -- o zwierzętach!
Tym bardziej, że wcale tak bardzo nie różnimy się od nich. Różnimy się językiem, mówieniem i używaniem pojęć. Emocje mamy te same. To samo rozpoznanie świata. Szczególnie mamy to wspólne ze zwierzętami, które są (1) wzrokowcami, (2) drapieżnikami, (3) społeczne, (4) nie trzymają się sztywno ziemi (jak psy, krowy, króliki itd.), ale mają opanowane wspinanie się, (5) używają przednich łap jako chwytnych rąk, (6) porozumiewają się głosem. Koty mają wszystkie 6 punktów.

3. Żal... • autor: Ella2014-01-04 10:28:54

Nasze zwierzęta domowe są dla nas jak członkowie rodziny i dla mnie to jest po prostu oczywiste, że jak odchodzą z naszego świata to czujemy ogromny żal... Pozdrawiam.

4. kot jest aspołeczny z natury • autor: Jerzy Pomianowski2014-01-06 00:04:51

Ale przecież koty nie są społeczne. Żyją i polują samotnie. W pewnym stopniu kotki zapamiętują związek z kociętami dlatego częściowo wiążą się z innymi istotami, np z ludźmi.
Kocury wcale.
[foto]

5. Koty są społeczne, tylko inaczej niż my • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-06 10:03:24

Koty są społeczne, tylko inaczej niż my. Szczególnie to widać, gdy je porównać z innymi Felidae. Kiedyś czytałem takie zestawienie. Nasz kot domowy jest na liście społecznych kotów na 1 miejscu. Na drugim lew.
Przeciwne obyczaje mają małe koty azjatyckie, które są bezwzględnymi terytorialnymi singlami.
Koty domowe i zapewne ich dzicy przodkowie mają zwyczaj zbierać się na dachach lub innnych bezpiecznych miejscach i tam "konferują". Sa terytorialne, ale przy dostatku pożywienia zbierają sie w gromady.
O ile lwy (albo z nie-kotów wilki) żyją w stadach, które wspólnie polują, to koty w naturze tworzą terytorialne "wioski", gdzie każdy poluje sam, ale wszystkie osobniki utrzymują więź.
Udomowienie kotów wykonało się tak, że koty żyły dziko po swojemu w dolinie Nilu i innych rzek na Bliskim Wschodzie, kiedy ludzie, nauczywszy się uprawy ziemi, zaczęli budować swoje wioski i gromadzić ziarno, na którym mnożyły się gryzonie. Dla gryzoniożernych małych drapieżników był to "wypas", zaczęła więc ich przybywać, a przy obfitości pokarmu stawały się mało płochliwe i tolerancyjne. I tak nie wiadomo kiedy, kot zżył się z człowiekiem nie przestając być dzikim zwierzęciem.

Ciekawe też jest wyjaśnienie, dlaczego koty domowe wyewoluowały w odrębne rasy tylko w krajach egzotycznych, np. "syjamy" w Tajlandii, czy wielkie i długowłose koty z Norwegii. odpowiedź: tak się działo w krajach, gdzie nie było populacji DZIKICH kotów (afrykańskich skalnych, bliskowschodnich stepowych i europejskich leśnych żbików). Tam gdzie były dzikie koty, koty domowe swobodnie krzyżowały sie z nimi i genetycznie tworzyły jedną populację, która (jak każda dzika populacja) NIE wytwarzała ras. Żeby powstały rasy, konieczna była rozrodcza izolacja małej grupy zwierząt, co możliwe było tylko tam, gdzie nie było dzikich kotów z tego samego (genetycznie) gatunku.

Też ciekawa jest etymologia tajemniczego słowa "kot", od dawna wspólnego dla prawie wszystkich języków Europy. Pochodzi z języka Berberów z gór Atlas! Jest jakaś mądrość i sprawiedliwość w tym, że NAZWA kotów pochodzi z Afryki, czyli stamtąd, gdzie zaczął się ich "romans" z człowiekiem.
[foto]

6. Kocury społeczne • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-06 10:13:13

Mój śp. Ojciec miał kota samca, którego nazwał Zenek. Co rano witali się. Ojciec mówił: "Zeneék!" --- A Zenek odpowiadał: "Mrauu!".

Kiedy zamieszkałem z rodziną w Milanówku, mieliśmy kota samca imieniem Okocim. O typowym dzikim pasiastym umaszczeniu. W domu był dusza człowiek. Nasza córka która była wtedy mała, nosiła kota na rękach, a raczej trzymając go za głowę, wlokła go ze sobą, a kot tylnymi łapami ciągnął po ziemi. Kot gdy wyciągnięty był tego wzrostu co ona. Ale nigdy jej nie zrobił krzywdy. Za to kontrolował sąsiednie obejścia i kiedy koty u sąsiadów coś robiły, on zaraz biegł w poprzek płotów żeby "mieć nadzór". Często po chwili słychać było wrzask, i któryś kot zlatywał z dachu, zrzucony przez Okocima. Po prostu rządził okolicą!
[foto]

7. Kocurskie przyjaźnie • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-06 10:26:37

Mam też przypadki przyjaźniących się kocurów. Te na zdjęciu niżej byli braćmi z jednego miotu, więc może to nie takie "dziwne". Ale żyła u nas w latach 90-tych inna para, Buryło i Samson. Pierwszy bardzo "do ludzi" i pieszczoch, zawsze gdy wracałem do domu i podjeżdżałem samochodem witał mnie siedząc na konarze wierzby, która wtedy rosła przy bramie. (Później została użyta do praktyki chodzenia po ogniu.) Samson był dziki, skryty i nie lubił poufałości. Nie były spokrewnione, chociaż w podobnym wieku. Mimo tych różnic charaktery i mimo że oba samce niekastrowane, trzymały się razem.

koty2.jpg
[foto]

8. Inne koty: biegnący gepard • autor: Wojciech Jóźwiak2014-01-06 12:42:04

Bardzo ładny i ciekawy film: Cheetahs_on_the_Edge

9. kocia strategia w kontaktach z ludźmi • autor: Jerzy Pomianowski2014-01-06 22:07:20

Ciekawe u kotów domowych jest udawanie iż czegoś nie rozumieją.
Np dobrze wiedzą że czegoś im nie wolno, więc robią to cichcem kiedy nikt nie widzi, lub tak im się wydaje.
U nas jeden z takich gagatków długo wybierał moment żeby zakraść się do kuchni, bezszelestnie zdjać pokrywkę z garnka i wyłowić mięso z zupy, albo ponieważ był karany za bicie mniejszego kota, czekał gdy nikt nie patrzy i przechodząc obojętnie i patrząc w całkiem inną stronę walił wroga łapą jakby przypadkiem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)