Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 grudnia 2012

Ela Bazgier

z cyklu: O czym mruczą i szczekają (odcinków: 21)

Pazuzy mieszkanie

Kategoria: Ekologia

« Dlaczego koty odchodzą bez pożegnania? Jak chorują jamniki »

Po seminarium z Vicky Halls na temat kotów krytycznie spojrzałam na to, jak zajmuję się naszą starą kocicą Pazuzą. Vicky pokazywała zdjęcia całych pokoi i apartamentów, jakie kochający kociarze oddają w posiadanie swoim podopiecznym. Pokoje urządzone po kociemu mają wszędzie drabinki, wysoko zawieszone półki, ciągi tuneli i pudełek, w których koty mogą biegać, baraszkować, zażywać rekreacji oraz rozmaite kryjówki, miękkie poduszki, domki, w których mogą się schować i odpoczywać. Nie brak wiszących piórek i zabawek interaktywnych: kot, aby zdobyć jedzenie, musi pogłówkować, postarać się, żeby wyciągnąć smaczki z odpowiednich przegródek. Ten koci raj jest oczywiście dla kotów, które nie wychodzą na zewnątrz – to surogat życia na wolności, namiastka masy wrażeń, wyzwań, emocji i doznań oraz polowań, jakie wychodzący kot może mieć we własnym ogrodzie.

Nasza kocica Pazuza jest w szczęśliwej sytuacji. Może wyjść do ogrodu i na pola kiedy chce i kiedy chce wrócić. W domu zawsze czeka na nią miseczka suchej i mokrej karmy oraz woda. I dom pełen zakamarków, w których może się schronić. Nie mówiąc o ulubionym miejscu wszystkich kotów: zabałaganionym, z lekka „zdziczałym” strychu...

Nie powinnam wiec mieć żadnych wyrzutów, bo według znawców kociej psychologii kocica ma wszystko, czego potrzebuje do szczęścia. Jednak kociarze dobrze wiedzą, jakie poczucie winy potrafią wzbudzać w człowieku niektóre koty. Jak potrafią manipulować naszymi uczuciami! Jak potrafią dać do zrozumienia „nie dość się starasz, nie rozumiesz mnie, ach, jaki jestem nieszczęśliwy!”. I nasza Pazuza opanowała tę sztukę w wysokim stopniu. Właściwie stale robi wrażenie niezadowolonej i stale daje nam to do zrozumienia. Nie te granulki dostała, nie taką galaretkę chciała, woda za zimna albo za ciepła, na parapecie niewygodnie, chciała wyjść na dwór, a nie jeść, dlaczego tak zrobiłeś, że na dworze jest mokro, dlaczego nie było cię w domu w porze gdy miała chęć na małe co nieco, dlaczego musi znosić towarzystwo tych psów, ach, jakie to wszystko jest beznadziejne i do dupy – w takim mniej więcej tonie nadaje Pazuza całymi dniami. A ostatnio nawet bardziej, bo cóż, nie jest już pierwszej młodości i jej eskapady na zewnątrz stały się rzadsze i krótsze. Ma mniej wrażeń, bodźców, może ją stawy pobolewają, bo i mniej skoczna się zrobiła i dużo rzadziej przynosi nam triumfy swoich polowań.

Po warsztatach z Vicky Halls postanowiłam więc bardziej kocicy dogodzić. Na parapecie, na którym się zwykle wyleguje, położyłam miękki kocyk. Kocica innowację olała, przeniosła się na stołek barowy. Poczekałam trochę i zamieniłam kocyk na tkaninę o innej fakturze – niestety, nie trafiłam w gusta - kocica leży na twardym stołku barowym z miną cierpiętnicy. Przywróciłam stan poprzedni – goły parapet, bez kocyka. Kocica siedzi na stoliku barowym z miną „parapet jest skiepszczony, śmierdzi kocykiem, a do ciebie straciłam zaufanie”. Za oknem coraz zimniej, szyba chłodna, więc dalej kombinuję: przytargałam specjalną zgrabną półeczkę, którą zawiesza się na kaloryfer i kot ma na niej siedzieć i się wygrzewać. Włożyłam ją tam delikatnie. Odpowiedź – wyszła z domu i nie było jej kilka godzin. Wróciła z wrzaskiem, jakby jej cały świat się na głowę zawalił. Półeczka na strych, poczeka, może jakiś kot ją doceni. Wreszcie myślę, „mam”! Po prostu pudełka! Tekturowe pudełka, w których koty uwielbiają robić sobie legowiska”. Więc znowu na strych, wybieram pudełko, żeby za duże nie było i nie za małe, nie za płytkie i nie za głębokie. Kładę na dno miękką szmatkę, stawiam na parapecie. Kot siedzi dzień, drugi na wysokim twardym barowym stołku i patrzy na pudełko z miną straceńca „Dlaczego ten świat jest taki podły? Dlaczego na mojej drodze wciąż wyrastają przeszkody?”

Dałam za wygraną, przestałam dogadzać Pazuzie, choć na dnie serca pozostała zadra, że nie stanęłam na wysokości zadania. I o to pewnie bestii chodziło...

Ale kilka dni temu zaszły u nas niespodziewane zmiany. Nadeszła przesyłka z herbatą yerba mate. Rozpakowaliśmy, a puste pudełko leżało na kuchennym blacie. I Pazuza wskoczyła do niego natychmiast, zwinęła się w kłębek i usnęła. Nawet nie protestowała, kiedy przesunęłam je kilka centymetrów na parapet. Od tego czasu większość czasu spędza w tym pudełku. Wygląda na zadowoloną. A ja staram się nie widzieć jej spojrzeń, które mówią „Pudełko po yerba mate. 30 na 20 na 15 cm. To naprawdę było takie trudne? Nie mogłaś się domyślić?”

O czym mruczą i szczekają: wstęp na końcu

- behawiorystka fachowym uchem nasłuchuje i donosi...


« Dlaczego koty odchodzą bez pożegnania? Jak chorują jamniki »

komentarze

1. kwestia inteligencji • autor: Barbara2012-12-03 18:11:52

No cóż - nie da się ukryć, że między kotami zachodniego dobrobytu, a naszymi rasy dachowej ( chociaż moje po dachach nie chadzają) zachodzi kolosalna różnica: nasze nie znoszą namiastek, naśladowania natury czyli całego tego udawania.  Moje trzy - w różnym wieku  preferują naturalność i nawet będąc w domu z obrzydzeniem wąchały półeczki na kaloryfer, czy wszelkie stojące domko-wieżyczki. Zawsze wybierały różne pudełka, koszyki, a najlepsze były uchylone drzwiczki szafy z koniecznie świeżo wypranymi ciuchami czy pościelą.
Czystość przede wszystkim.  i kreatywność - przecież dopiero w takich warunkach można pokazać cały koci wdzięk.
[foto]

2. Koty postindustrialne • autor: Ela Bazgier2012-12-03 21:27:36

Widać tamte koty, zachodniego dobrobytu, to są koty postindustrialne, a nasze jeszcze są normalne :)
[foto]

3. Obrażanie się • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-12-04 10:00:10


Mój syn opowiada, że jego kocica bardzo wyraźnie prezentuje swoje niezadowolenie z jego postępowania. Kiedyś wyjechał nagle na dwa dni, a jego syn zapomniał zmienić żwirek. Jest to kot przybłęda, który ma do dyspozycji ogród i okolice, znika czasem na kilka dnii właściwie żwirku nie potrzebuje. Obraził się zapewne, że zignorowano jego zwyczaje i wszedł do sypialni syna i narobił mu na pościel.

Inna opowieść o tej samej kocicy - zawsze przynosi synowi zagryzione myszy. On je wynosi oczywiście i zakopuje. Kiedyś wygrzebała tę za płytko zakopaną mysz i przyniosła mu ponownie. On ponownie ją zakopał. Kocica znowu ją wykopała. Od tamtej pory robi mu taki numer: przynosi żywą mysz i wypuszcza ją po czym dumnie wymaszerowuje. Zdaje się mówić: - nie podobają ci się moje myszy, to łap je sobie sam. No i musiał zabarykadować drzwi i uganiać się za tę wypuszczoną myszą. Od tej pory syn wywozi podarowane mu myszy poza teren swojego ogrodu.

[foto]

4. kocica uczy syna łowić • autor: Ela Bazgier2012-12-04 16:15:10

Ta kocica twojego syna uczy go łowić myszy! zachowuje się jak kotka, która ma młode i przynosi im żywe myszy, i puszcza, aby nauczyły się pod jej okiem je łapać. przeniosła na syna zachowania macierzyńskie :)) Musi być biedna załamana, że ma takie mało pojętne dziecko :)) pewnie martwi się, jak sobie taka ciapa poradzi w życiu, skoro zamiast jeść myszki zakopuje je w ziemi albo wywozi...

5. koto • autor: Nierozpoznany#64492012-12-04 18:47:26

Koty to najwięksi mordercy wśród zwierząt!Zabijają dla zabawy ,dla sportu i z nudów......
Mój Koto vel Moher jest wolny,robi co chce i nikt się nim nie przejmuje.Czasami tylko wskoczy na brzuch ,wyliże twarz jęzorem jak papier ścierny i zablamczy; dziekuję![Wyrzucam przez okno bo spoufalania z kotem nie uważam]

[foto]

6. polowanie • autor: Ela Bazgier2012-12-04 21:04:53

Nie tyle zabijanie, ile polowanie. Zabicie jest ukoronowaniem, końcowym etapem polowania. I rzeczywiście to główna aktywność kotów, bo są obligatoryjnymi mięsożercami, bez mięsa nie przeżyją. Tak zostały "wymyślone", to nie ich wina :)))

7. wina • autor: Nierozpoznany#64492012-12-05 11:39:26

O winie i karze stanowi Matka Natura,lepiej nie poprawiać i zachować UMIAR

Największy koto to Lew,i ten zyskuje już nieco na szlachetności ale psem,albo niedzwiedziem nie zostanie.......

Szlachetność to "polowanie" z potrzeby, dla instynktu samozachowawczego i zachowania gatunku
a najwyższym poziomem szlachetności jest zabijanie tylko z miłością[człowiek do tego aspiruje od wieków,bezskutecznie niestety]

Koto ma u mnie wyżerkę za łowienie myszy[żeby nie zamyszyły całej polany]ale żeby faworyzować mordercę to już przesada i aberracja................
[foto]

8. Samotny łowca czy towarzysz-mruczek? • autor: Ela Bazgier2012-12-05 11:54:18

chodzi o to, że jesteśmy (my, ludzie) swiadkiem procesu, jakim podlegają koty domowe, tzn koty zmieniają nisze ekologiczną. Z niszy "samotny łowca" przesuwają się w kierunku towarzysza człowieka. Teraz są tak pomiędzy. Ludzie traktują je różnie: dla niektórych to dzikusy przemykające się pod ścianami domów, a dla innych towarzysze życia, domownicy, ukochane osoby. Jedno i drugie podejście ma rację bytu.

9. My ludzie • autor: Barbara2012-12-05 12:16:52

No - my ludzie nie jesteśmy świadkami procesu, ale inicjatorami tegoż. Tu nasze potrzeby są na pierwszym miejscu, dlatego wycinamy, wyganiamy, "regulujemy liczebność" aby nam nie przeszkadzały. Także dopieszczamy, przedobrzamy dla naszej własnej przyjemności. I jeszcze katalogujemy - tu "szlachetne" (lew, niedźwiedź), tu "pospólstwo" z którym nie trzeba się liczyć. Albo przypisujemy im własne, ludzkie "walory" - morderca.
Kota nikt nie pyta czy chce bronić akurat tej polanki tylko wykorzystuje jego przyrodzone zdolności. Tak jak to utworzyła Matka Natura, a ona od nas oczekuje tylko jednego - przyzwoitości. I to jest minimum. Reszta wynika z naszych upodobań.
[foto]

10. wspólny interes • autor: Ela Bazgier2012-12-05 12:36:38

Sama mam często wątpliwości, jak dalece możemy ingerować w świat zwierząt, jakie mamy prawo np. do regulowania populacji...Ale mówiąc słowami Saint Exupery,ego "jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś". Co do zainicjowania procesu przez nas, ludzi, to uważam, że udomowienie zwierząt to był wspólny interes. Koty i psy przylgnęły do ludzkich skupisk, słusznie widząc w nich większe możliwości wyżywienia się i bezpieczeństwa. Można powiedzieć tak: tam gdzie ludzie, tam gryzonie, gdzie gryzonie tam jedzenie dla kotów, gdzie koty, tam ludzie chronieni przed gryzoniami. a dla kota jeszcze ciepło przy piecu, można liczyć na resztki z ludzkiego stołu, no a że czasem trzeba dać sobie obciąć to i owo... No nie ma nic za darmo :))
[foto]

11. od natury czy kultury? • autor: Ela Bazgier2012-12-05 13:40:08


Problem czy pies-kot jest bardziej "od natury" czy bardziej "od kultury" męczy mnie od dawna, szukam okazji, by to sobie w środku ułożyć. Np. mamy w Milanówku psa, który ma dom, ale większość czasu spędza na wolności, biegając po uliczkach, odwiedzając interesujące dla niego miejsca, tropiąc, wyszukując ciekawe zapachy. Nie ma szansy na spacer z człowiekiem, nikt nie będzie z nim chodził na smyczy. Nie jest agresywny, nikomu nie szkodzi, bywa czasem uciążliwy, gdy podłącza się pod mój spacer z psami i idzie z nami do miasta. Ryzykuje, że zostanie przejechany przez samochód, ale myślę, że jest szczęśliwy.całkiem nieźle jest urządzony:) 

12. Tak chyba lepiej • autor: Barbara2012-12-05 14:04:00

W porządku. A paniować sobie nie musimy :)

Problem "szczęśliwości" zwierzaków to chyba podobna zagadka jak  poczucie szczęścia drugiego człowieka. Możemy się tylko domyślać. Chociaż akurat pies jest bardziej związany z człowiekiem i jak mogę przypuszczać po obserwacji moich - nic ich bardziej nie uszczęśliwia niż poświęcenie im uwagi. Psia radość aż iskrzy.
Zupełnie inaczej jest z kotami - tu nie ja decyduję o chwilach "pieszczot" a one. Moje próby w nieodpowiedniej porze bywają zupełnie zignorowane.
Ale poruszyłaś problem dużo głębszy, który mnie trapi cały czas. Mam dwa koty starowinki - mają po 18 lat i problemy wieku starczego. Czy je uszczęśliwiam ratując za wszelką cenę?
[foto]

13. o kociej starości • autor: Ela Bazgier2012-12-05 14:18:28

... za wszelką cenę na pewno nie, to byłby egoizm. Bardzo polecam ci książkę "Kocie tajemnice" Vicky Halls, kociej psycholożki, której dwa rozdziały poświęcone są starzeniu się kotów i odchodzeniu. Pokazuje, na co zwracać uwagę, jak obserwować kota by dowiedzieć się, czy cierpi, czy odczuwa ból. Koty nie okazują wyraźnie tych uczuć, ale są pewne symptomy, po których można poznać, czy to jest już "za wszelką cenę", czy kot, stary bo stary, ale ma się wciąż nieźle i wciąż ma z tego życia radość. Na warsztatach dużo o tym opowiadała (bardzo to było przejmujące) i wydaje się, że rzeczywiście wie, o czym mówi.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)