Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 stycznia 2005

Michał (de) Molka

Pejotlowy Sylwester
Relacja z udziału w pejotlowej ceremonii Indian z ludu Navajo

Kategoria: Podróże i regiony

Henri Peter Peyote Man 2 indian pictures and art prints
Peyote Man II - Henri Peter

"Lubię czasem oglądać potworności, ale tu peyotl przewyższył wszelkie moje oczekiwania. Na całe życie dość mam tej nocy."
Witkacy

2004 rok zbliżał się ku końcowi. A ja zastanawiałem się co robić na Sylwestra? W Silver City nie wiedzą co to znaczy bal sylwestrowy... "Na szczęście" zostałem z Kasią zaproszony przez naszego przyjaciela Jerry'ego na ceremonię pejotlową. Nie wiedzieliśmy jaka jest intencja - mieliśmy wrażenie że to tajemnica a może po prostu o tym się nie mówi?

Mieliśmy mieszane uczucia co do spędzenia ostatniego dnia 2004 roku w tipi. Ja wiedziałem, że nie chcę "kosztować" pejotlu, bowiem wtedy zwiększam prawdopodobieństwo przywołania jednego z ptaków mocy - pawia. Z drugiej strony chciałem przeżyć całą ceremonię, from dusk till dawn. Podczas poprzedniej ceremonii dotrwaliśmy do drugiej nad ranem - nie byliśmy przygotowani fizycznie i psychicznie. Kasia też nie była pewna co do naszego udziału, ale w końcu magia ceremonii pejotlowej w połączeniu z ostatnim dniem roku wzięła górę nad wizją późniejszego zmęczenia. Poza tym prowadzącym ceremonię miał być nasz przyjaciel, Randolph Thompson Junior.

Wyjeżdżamy z Silver o zmierzchu. Dziesięć mil na północ od Srebrnego Miasta skręcamy z głównej drogi i wjeżdżamy na ziemię Jerry'ego. Jesteśmy wcześnie, a już jest dużo samochodów...

Wszędzie ludzie, uwijają się jak mrówki. Wchodzimy z naszymi rzeczami do tipi. Chyba w nie najlepszym momencie: Jerry kończy przygotowywanie ołtarza w kształcie podkowy (później dowiedzieliśmy się że to nawiązanie do podkowy osiołka biblijnego). Jakiś duży, biały człowiek patrzy na nas dziwnie i głośno pyta: "Jerry, do you know these people?" Trochę zdziwiony niemiłym powitaniem mówię "hello Jerry". Jerry jest zajęty bardzo dokładnym przygotowaniem ołtarza (Księżyc jest w Pannie podczas Sylwestra), ale odpowiada nie patrząc na nas: "hey Michał".

Skoro zostaliśmy rozpoznani, możemy opuścić tipi i udać się do domu. Witamy się z Mary, żoną Jerry'ego, dajemy Jej parę kilo mandarynek. Za chwilę Mary przynosi Kasi naszyjnik zrobiony przez dzieci z plemienia Navajo. Witamy się z potencjalnymi uczestnikami ceremonii. Już wiadomo że wszyscy się nie zmieszczą. Niektórzy przyjechali z bardzo daleka... Zasada jest prosta - starszyzna ma zapewnione miejsce oraz ludzie "z daleka". Nie wiadomo czy nas potraktują jako ludzi z daleka (Polska) czy też z bliska (Silver City). Kasia ma wątpliwościm czy znajdzie się dla nas miejsce, ja czuję że wejdziemy. Rozmawiamy przez chwilę z Richardem, który zajmuje się ziołami. Chętnie nauczy nas, jak się robi naturalne mydła. Chwali się, że robił zdjęcia, gdy tipi było rozstawiane. Obiecuje, że wrzuci je lada dzień na swoją stronę internetową.

Do domu wchodzi Navajo Medicine Man, prowadzący ceremonię i nasz przyjaciel w jednej osobie, czyli po prostu "Junior". Uśmiecha się, dziękuje za kartkę, którą dostał od nas na święta i zaprasza do tipi. Za kilka minut będzie 20.00. Wchodzimy!

Rozkładamy karimatę na wyznaczonym miejscu, na niej koc, dodatkowe dwa koce do przykrycia kładziemy przy ściance tipi. Jeszcze tylko ostatnie opróżnienie pęcherza (na zewnątrz tipi) i zaczynamy. Wszyscy już na miejscach. 37 osób!!! - w tym kilkunastomiesięczne dziecko. Do tipi wchodzi jeszcze kilka osób, dla których nie ma już miejsca. Randolph wrzuca za nich cedr do ognia i życzy szczęśliwego Nowego Roku. Wychodzimy na kilka minut i ustawiamy się gęsiego. Junior (tak się mówi na Randolpha) modli się, po czym obchodzimy tipi zgodnie z ruchem wskazówek zegara i wchodzimy.

Junior wita wybrańców i oddaje głos sponsorowi ceremonii, czyli osobie która chciała zorganizować to spotkanie. To nasz znajomy - okazuje się, że swego czasu wyrzucił ze swojego domu małżeństwo rzekomych Indian i teraz chciałby ich przeprosić. Tym niby-Indianinem okazuje się być biały człowiek, który na początku nas tak dwuznacznie przywitał.

Ogniem opiekuje się Chester Flores (Tohono O'odham) i jest w tym na tyle dobry, że po chwili siedzę w t-shircie... Krąży tytoń. Najpierw wspólna modlitwa, a po chwili krąży medicine. Tym razem jest go chyba trochę mniej, niz podczas mojej poprzedniej ceremonii, poza tym jest pokrojony. Rozpoczynają się piękne pieśni pejotlowe, jedna osoba śpiewa jednocześnie używając grzechotki i trzymając laskę ozdobioną na końcu pękiem piór, druga wspiera ją bębnieniem na małym bębenku wypełnionym wodą... Podaję dalej naczynie z rośliną i kątem oka patrzę na kilku białych, którzy biorą chyba za dużo. Może to moje odczucie, ale chyba część białych po prostu chce "odlecieć". Ja nie chcę nigdzie lecieć - chcę wytrzymać do końca. To chyba nie będzie łatwe... Już około dziesiątej bolą mnie plecy. Siedzimy ściśnięci jak sardynki w puszce, Kasia też już czuje ból. Co kilkanaście minut zmieniam pozycję, Kasia sugeruje, żebym zapomniał o moim ciele, ale to naprawdę nie jest łatwe... Dochodzi północ. Jerry modli się na głos, a punktualnie o północy Junior cztery razy gwiżdże na swoim gwizdku z kości orła, uśmiecha się i mówi: "New Year".

Uśmiecham się do Kasi i szepczemy sobie "wszystkiego najlepszego". Ciekawe co przyniesie Nowy Rok... Pierwszy dzień 2005 roku nie zaczyna się najlepiej. Plecy bolą coraz bardziej, na dodatek nad ranem coraz bardziej chce mi się sikać, a nie za bardzo można wyjść. Muszę czekać na odpowiedni moment, który jakoś nie nadchodzi... Robi się widno. Wszyscy są już zmęczeni, choć niektórzy wcale na takich nie wyglądają. Nie wiemy, o której ma nastąpić koniec - obstawiamy z Kasią godzinę ósmą. Około ósmej zaczyna się modlić kobieta, która została wyrzucona z domu naszego znajomego. Najpierw po hiszpańsku, potem po angielsku. Modli się chyba za wszystkich ludzi których zna: rodzinę, przyjaciół, znajomych. Trwa to prawie godzinę! Ja w tym samym czasie modlę się, żeby już skończyła - zaczynam się zastanawiać, czy trochę nie siknąć w spodnie, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł. Do tego okropny ból pleców. Chciałbym zmienić pozycję, ale wtedy zachce mi się jeszcze bardziej siku - czuję się niczym rozdarta sosna... Jestem już u kresu wytrzymałości, gdy kobieta mówi Mitakuye Oyasin... Chwilę później stoję cały napięty obok Juniora i proszę o pozwolenie na wyjście. Patrzy na moją zieloną twarz wykrzywioną zapewne w koszmarnym grymasie i mówi "no". Na szczęście żartował - dorzucił po kilku sekundach "of course you can". Okazuje się że tuż za mną wyszła większość uczestników - wszyscy za tą samą potrzebą...

Sikam chyba ze dwie minuty. Wszystko jest takie piękne, proste. Czuję że z każdą wypuszczaną kroplą dotykam absolutu.

Chyba wszystkich bolą plecy, ale nie ma czasu na masaże, trzeba wracać do środka. Z szerokim uśmiechem wchodzę do tipi, teraz mogę już siedzieć choćby do wieczora... Jeszcze modlitwy i śpiewy. Na koniec wszyscy pijemy wodę i dzielimy się indiańskim jedzeniem. Dostajemy też drobne prezenty - m.in. kalendarz z obrazkiem pejotlu. Jest 11.00... Ceremonia trwała 15 godzin...

Już wiem, że to była moja druga i ostatnia ceremonia pejotlowa. Nie chcę już więcej tak cierpieć... Niedawno mój przyjaciel Robert (Indianin Lakota) opowiadał mi o sweat lodge'u: "it's not about suffering, it's about praying and getting to know yourself better". Jednak ceremonia pejotlowa to nie sweat - była dla mnie cierpieniem. I Taniec Słońca też pewnie byłby cierpieniem. Nie chcę, żeby moja ścieżka była związana z bólem fizycznym. Chcę się rozwijać, ale nie na siłę, nie za wszelką cenę. Poza tym chciałbym korzystać z wiedzy moich przodków. Biorąc udział w ceremoniach Indian czuję się trochę jak ktoś z zewnątrz, czuję że to nie jest moje... Nie wyssałem tego z mlekiem matki... A zatem może czas wsłuchać się w głosy pochodzące z polskiej ziemi?

Michał de Molka

Słońce w Koziorożcu, Księżyc w Pannie i Wadze
mihalski@hotmail.com


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)