Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 grudnia 2019

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 51)

Pejzaż końcówki roku 2019


« Różne przejawy tej samej sprawy Marsz 1000 tóg – o takich chwilach, kiedy trzeba działać w sposób szczególny »

Dwoje prezydenckich kandydatów PO debatuje. Że będzie to kompletnie żadne, to było jasne od początku. Narracja tego obozu się historycznie skończyła tak jak się skończyły swego czasu w Europie monarchie, rzecz jest nieodwołalna, więc nie ma cudów, żeby nagle znikąd pojawiło się coś z niczego. Kiedy parę tygodni temu pisałem na blogu „nikt nie ma pojęcia co królowa sądzi o czymkolwiek” miałem dokładnie na myśli to, co było w tej debacie widać a bardziej jeszcze widać to w komentarzach po niej, bowiem nigdzie, ale to absolutnie nigdzie nikt niczego nie cytuje. No nie cytuje, bo nie ma czego zacytować. Nie ma tam ani jednej oryginalnej idei i w ogóle niczego do pomyślenia czy do dyskutowania. Nic o niczym. Zieje pustką i pustka ta gębę ziewającą rozdziawia. Biedne media omawiając to wydarzenie nazywają Kidawę raz po raz „marszałkinią” i jest to trochę takie, jakby zrozpaczony Robinson Cruzoe biegał po wyspie i tłukł kamieniem o kamień w nadziei, że w końcu natrafi na krzemień o którym gdzieś czytał, że się tym daje ognisko rozpalić i że z tego tłuczenia piaskowcem o piaskowiec pojawi się wreszcie cudownie jakaś iskierka czegoś. Ale same piaskowce, wulkaniczne skałki kruche, pumeksy i nic zaklęcie „marszałkini” nie pomoże raz po raz powtarzać, bo Lufa Pusta.

Z rzeczy weselszych – trwa najazd medialny na energetykę jądrową, co oznacza, że jednak ktoś tam ocenił, że ta elektrownia atomowa może w Polsce stanąć. Dlaczego energetyka jądrowa budzi lęk? Bo kraje które mają atom, to kraje które decydują same o sobie. Nie przebywają pod kuratelą, pod opieką, nie są jak dzieci, tylko usiłują prowadzić własna politykę jako podmiot. Dla współczesnych „dorosłych dzieci” jest to coś absolutnie przerażającego. Właśnie to. Ten element wzięcia samemu za coś odpowiedzialności. Ta chwila, kiedy decydujemy już, że nasze dziecko może samo jeździć tramwajem, że może samo iść do szkoły, że nie musi być odwiezione, że może wyjść poza grodzone osiedle i bawić się poza placem zabaw wyłożonym gąbką i jeździć na rowerze bez kasku, bo nie chroni go to, co wokół głowy i co tę głowę otula, tylko chroni to co w środku i co podejmuje decyzje. Własne i podmiotowe. To moment rozwoju, którego większość współczesnych dzieci nie osiąga w ogóle nigdy i wraz z tym procesem zbiorowej regresji infantylizują się całe społeczeństwa i zdziecinniałe do szczętu usuwają wszystko, co może im się kojarzyć z jakimkolwiek we własnym ręku trzymanym niebezpiecznym narzędziem. To nie narzędzie samo w sobie budzi lęk, ale budzi go fakt, że miałoby się samemu odpowiadać za swój własny los. Odrzucając tę przerażającą myśl i kryjącą się za nią wizję kanciastego, zimnego świata w którym żadne nadprzyrodzone siły nad nami się nie ulitują prą te „uwolnione od religii” społeczeństwa w stronę regresującej ad infinitum idei troski i reprodukują narracje „unikania konfliktu” niczym ze wspomnianej na wstępie debaty. No ale efektem jest tylko rosnąca bezradność i malejąca bez końca skuteczność.

Oto na przykład znana ekologiczna aktywistka Greta Thunberg oświadcza, że działania jej i milionów jej zwolenników nic nie dały, ponieważ mimo nich emisje stale rosną. No jasne, że rosną, bo nie da się nic zbudować na żalu do kogoś, kto „mógłby ale nie robi”. Wyniki są z konstruktywnych propozycji, nie z żalów, choćby te żale nawet były najsłuszniejsze. To błąd całej współczesności, gdyż ona w zakresie propozycji ogranicza się od wielu lat do propozycji negatywnych. Zamknąć, zmniejszyć, ograniczyć, zatrzymać, „degrowth” gospodarki i „mniej” kupowania. Nawet propozycje przekazywania dzieciom wiedzy o seksualności sprowadzają się do pomysłów na to, jak nauczyć dzieci unikać rozmnażania. Jak swoją zdolność do posiadania dzieci ocalić i zachować i jak o nią dbać, te programy nie uczą i nie chodzi tu tylko o nie. Współczesność całościowo staje się negatywnością. Lękiem przed wzrostem, byciem, generalnie olbrzymim jakimś resentymentem wobec istnienia jako takiego. Jest to dokładnie odwrotnością wszystkiego tego, co w przyrodzie jest życiem, życie bowiem zawsze albo się rozwija i reprodukuje, albo umiera.

Tak oto mamy radość współczesnych z tego, że zamyka się właśnie ostatni piec Nowej Huty. Najgłupsze komentarze jakie zapamiętałem? Ustawić w tym miejscu farmę fotowoltaiczną. Albo „na świecie stali potrzeba coraz mniej”. Zgodnie ze wszystkimi możliwymi raportami już za kilka lat ilość nowo otwieranych elektrowni węglowych w Chinach przewyższy mocami wszystko co w tym zakresie Europa miała kiedykolwiek. A czy na świecie stali potrzeba coraz mniej? A jakim cudem mogłoby tak być? Ludzie, czy wyście się najedli czegoś? Jak może być na świecie potrzebne coraz mniej stali? Jakim sposobem? Bo niby co ją zastapiło? Stal z Minecrafta? Zalecam stosowny wykres, który ilustruje jak mają się sprawy

Jak może dorosły człowiek który chodzi po mieście i widzi ile się nowego buduje, widzi jakie są korki, ile jeździ samochodów, widzi te masy towaru w sklepach które przecież jakoś musiały być wytworzone – jak może taki człowiek powiedzieć, że na świecie nie potrzeba już stali i w związku z tym huty nie są już potrzebne? Jakim cudem osiągamy zbiorowo taki poziom oderwania od rzeczywistości?

Ciekawie, choć z nieco innej strony pisze o tym Tomasz Kozak. Oddajmy mu głos:

„Katapulta dysanalogii ciska mnie teraz nad Wisłę. Ruchy miejskie, roje i łańcuchy świateł. Manifestacje lewackiej „serialności” — tumulty w obronie „świrów”, cnoty Grety Thunberg, przeciw seryjnym Polańskim i wszechobecnym gwałcicielom… Spazmy ciała bez organów zdolnych do rzeczywistej rewolucji. Nie ma też głowy zdolnej urodzić korpus praw. Jest za to odruch ortodoksji, ale kadłubowej; abstrakcyjnej, pustej — bez kośćca i w sumie bez dogmatów, bo prawdy wiary żyją tu parę dni, tyle czasu co gównoburze; nadymają się i pryskają w sekciarskich bańkach. Wszystko w rytmie biegunki, zawsze reaktywnej: od zniewagi do oburzu, od ofiary do oprawcy, za kolejną czarownicą — stado seryjnie wkurwionych kur, dociętych przez acefalizm… Stalinizmu z tego nie będzie, ale bigoteria już tak: byle jaka, ani czarna, ani czerwona — brązowa z brunatnym podogoniem.”

Można się zgadzać, można nie zgadzać, ale dobrego pióra odmówić nie sposób.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Różne przejawy tej samej sprawy Marsz 1000 tóg – o takich chwilach, kiedy trzeba działać w sposób szczególny »

komentarze

1. Teraz Duda będzie jak Paulus... • autor: JSC2019-12-09 19:18:42

ponieważ jego partia sekowała wszystkich, nawet potencjalnych koalicjantów, np. wyzywając narodowców od  sojuszników Putina. Zatem w II turze nie będzie miał za bardzo dobierać brakujące %.
Co do atomu i suwerenności... zapewne chodzi o wolność prowadzenia programu militarnego? Jeśli tak to skąd zamierzasz zdobywać YellowCake na jego potrzeby?

2. celnie napisane • autor: And21022019-12-09 21:47:03

Pan Paweł pisze ja zwykle celnie i prawdziwie. Narastająca katastrofa  ekologiczna, oprócz spustoszeni dobrostanu  flory i fauny ma jednak swoje plusy. Po pierwsze uświadamia sporej grupie ludzi jakimi impotentami umysłowymi są wszech światowe "elity".  Oni na prawdę ,nie dosyć ,że nie potrafią wymyślać i wdrażać żadnych rozwiązań  o wymiernych skutkach, to jeszcze zupełnie nie przestali "kręcić lodów" na produkcji i przetwórstwie węglowodorów. Po prostu zasada  "nachapać się" ,a po mnie może być  i potop,  jest mottem chyba 99 procent tych ludzi. Oni to ochoczo organizują ten wyścig szczurów.  Tylko ,że szczury biegnąc w przepaść zabiorą ich ze sobą. Drugi plus to spowodowany rozpadem państwowości  ( bo chyba nikt nie ma złudzenia ,że się państwa ostaną jako struktury z policją i więzieniami), i powrót realnej władzy w miejsce "suwerena". Nawet jeśli  ten suweren będzie trochę jakby ciemniejszy nieco.   A narzędziem sprawowania wpływu na kraj pozostanie bardziej butelka z benzyną, kamień i łuki bloczkowe. W końcu  rządy ulicy to też rządy ludzi. I jaki doskonały wymiar nabierze zwrot " obywatele sprawują władzę bezpośrednio".  Aż się boję.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)